Miesiąc: sierpień 2024 (Page 15 of 58)

Kielce – Muzeum Narodowe w Kiecach, Dawny Pałac Biskupów Krakowskich „Wnętrza zabytkowe XVII-XVIII wieku”

Kielce… Nie potrafię sobie z tym poradzić ale mam sprzężenie zwrotne. Na dźwięk „Kielce” z automatu przypomina mi się piosenka w wykonaniu Zbyszka Raja… 😉😎

Ale tym razem muzealnie – czyli Muzeum Narodowe w Kiecach, Oddział: Dawny Pałac Biskupów Krakowskich. Aktualnie trochę w remontach i konserwacjach ale wystawy stałe w większej części działają. Jedna z nich – „Wnętrza zabytkowe XVII-XVIII wieku”. Ekspozycja bardzo klasycznie zaaranżowana. Sień górna mogąca pełnić funkcję sali koncertowej, a potem kolejne wnętrza – mniej lub bardziej wypełnione meblami, rzemiosłem artystycznym, dodajmy jeszcze kurdybany i kilka zupełnie niezłych obrazów. OK trafiłam na czas konserwatorsko/remontowy… Ale i tak – ekspozycja bardzo klasyczna wystawienniczo. Dla mnie najciekawszym elementem są fryzy oraz stropy kasetonowe i ich zdobienia. A kasetony z czterema porami roku – powaliły mnie skutecznie. W tak zwanym trzecim pokoju biskupim, gdy wzrok podniesiemy ku górze, w czterech narożnikach cztery pory roku, a każda z nich w towarzystwie roślin i zwierzaka – atrybutu. Co ciekawe atrybuty osadzone w polskim pejzażu i przyrodzie. Zmarznięta zima z puchatym kotem, jesień z winnymi gronami, dyniami i boćkami, wiosna z pękami kwiatów i perliczkami no i lato z kłosami zbóż i ptakami, które na razie nie potrafię dookreślić. Chyba tymi czterema porami roku głownie zapamiętuję tę stałą w Narodowym w Kielcach… 😁😁

Kórnik – Zamek w Kórniku

Czarnej Damy w Poznaniu jakoś nie mogłam się doczekać… No to pojechałam w odwiedziny do Białej Damy. 😉 Dom Działyńskich – bardziej znany jako zamek w Kórniku. Tam rzeczona ma ponoć rezydować. 😀 Muzeum bardzo klasyczne. Bez żadnych niemal udziwnień i nowinek wystawienniczych. Jeśli ktoś lubi takie klimaty „jakby gospodarze stąd wyszli chwilę temu” – to jest to dedykowane miejsce. Swoją drogą odjechane mieli pomysły Działyńscy przy tej przebudowie zamku. Zakątek myśliwski – „pamiątki” z podróży i wypraw jakichś, jak sama nazwa mówi – myśliwskich zapewne. Sala Mauretańska faktycznie orientem kusi. Aż dziwnie w takim wnętrzu zderzona z militariami w wydaniu mocno polskim… Ale jakoś to wszystko się komponuję. Jedyne co mnie rozbawiło to – spora swoją drogą – figura „białej damy”, stojąca w kącie tuż pod schodami. No ale z drugiej strony – Teofila z Działyńskich z ram obrazu wyłazi, niczym w moniuszkowskim „Strasznym Dworze”, równo o północy. Wtedy trochę słabo z turystami… Więc w ciągu dnia atrapa ducha robi robotę… 😅

Kraków – Muzejon jezuicki

W ostatnich latach zrobił się w Krakowie wysyp muzeów zakonnych i klasztornych. Dominikanie, cystersi, benedyktyni, misjonarze… A teraz do tego grona dołączyli jezuici! Co ważne, i co podkreślić trzeba – w zdecydowanej większości nowo otwierane przestrzenie muzealne są na najwyższym poziome muzealniczym.

Ale o samych jezuitach dzisiaj – a dokładnie o Muzejonie jezuickim. To miejsce łączy w sobie cechy muzeum i placówki edukacyjnej. Bo to nie jest sama wystawa. To opowieść (również artefaktami) o jezuitach, o ich wkładzie w tradycję, kulturę, dziedzictwo Krakowa i Małopolski. Autorzy projektu (tu między innymi dr hab. Beata Bigaj-Zwonek, prof. UIK, dr hab. Izabela Kaczmarzyk, prof. UIK, dr hab. Monika Stankiewicz-Kopeć, prof. UIK, dr hab. Stanisław Cieślak SJ, prof. UIK, dr  Krzysztof Homa SJ, dr hab. Tomasz Homa, prof. UIK) solidnie przekopali kościół i klasztor jezuitów przy Małym Rynku w Krakowie. Tak od piwnic do strychu. I poodkurzali często zakurzone wielowiekowym pyłem „ślady historii”. Z kurzy otrząśnięte, zyskały na powrót blask i miejsce w gablotach muzealnych Muzejonu. A że klasztor i kościół św. Barbary parę dobrych wieków mają – to i eksponatów się sporo uzbierało… 😊 To, że obrazy, grafiki, starodruki, rękopisy – to naturalne na wystawach zakonnych / klasztornych. To, że są błyszczące złotem monstrancje, kielichy, puszki – to też. Zwykle podziw mój wzbudzają też relikwiarze. Tutaj – jedne z kryształu górskiego – fantastyczny przykład rzemiosła artystycznego! Ale to, że autorzy wystawy gdzieś w piwnicy znajdą butelkę wina mszalnego z XIX wieku i ją w jednej z gablot umieszczą – nie spodziewałam się! Super!

Ale na mnie inny fragment wystawy zrobił wrażenie. Wernisaż, przecięcie wstęgi, goście wchodzą do środka… Jeszcze wszystkie światła nie rozbłysły, jeszcze tylko punktowo oświetlone gabloty i eksponaty we wnętrzu dawnej kaplicy… W niszy trzy manekiny prezentują stroje liturgiczne: dalmatyka, dwa ornaty, manipularz… Ale światło tak świetnie wyreżyserowało klimat – że całość wyglądała jak jakieś okno do przeszłości, jakiś kadr filmowy… Potem zaświecono światło i czar nieco prysł, ale po wernisażu jestem pewna że to subtelne i dobrze osadzone światło (wraz z sączącą się w tle muzyką) będzie na co dzień tworzyć klimat ekspozycji.  

Kraków – Muzeum Archeologiczne, „Pradzieje i wczesne średniowiecze Małopolski” „Światowid ze Zbrucza”

Dwie spójne w sumie ze sobą wystawy stałe w Muzeum Archeologicznym w Krakowie o praszczurach naszych opowiadają 😉 „Pradzieje i wczesne średniowiecze Małopolski” – ciut eksponatów jest, ale to makiety nadrabiają opowieść. Ekspozycja w sumie kostiumologiczna pokazuje jak ubierali się w kolejnych wiekach mieszkańcy Małopolski. Chyba klimat był cokolwiek inny… Ale same ubiory – piękne i dekoracyjne. W niektórych elementach mogłabym dzisiaj chodzić bez trudu. Na wystawie można to sprawdzić, czy do twarzy człowiekowi w takich fatałaszkach bo w skrzyniach i elementy ubioru i broni i narzędzi są (kopie oczywiście i rekwizyty) i można przymierzyć i do ręki wziąć sprawdzając czy taki topór to ciężki czy niekoniecznie… Na tym samym piętrze „Światowid ze Zbrucza” – robi robotę sam jeden, ale przecież co cztery głowy to nie jedna 😉 Robią wrażenie też odkryte grobowce pokazujące sposoby pochówku. Pięknie i naukowo.

Kraków – Muzeum Archeologiczne, „Bogowie starożytnego Egiptu”

Najstarsze Archeologiczne w Polsce jest w Krakowie! Do tego okazuje się, że Panie i Panowie muzealnicy mogą być mili, uśmiechnięci, życzliwie i cierpliwie wskazujący drogę i odpowiadający na tysiące pytań… Cudownie, że takie muzea (tacy ludzie!!) istnieją.

Wystawy stałe – każda przemyślana, eksponaty dobrze „wyciągnięte” światłem i anturażem, opis robi tak, że każdy wie na co patrzy i dlaczego ma się zachwycić. „Bogowie starożytnego Egiptu” – otulona półmrokiem ekspozycja, ekscytującej cywilizacji i kultury. A, że egiptolodzy polscy nienajgorsi to i jest co zobaczyć. Wchodzi się w mrok i tajemniczość. Tak się chyba potocznie Egipt starożytny kojarzy większości osób które o tej cywilizacji coś tam słyszały… Pewnie przez filmy. 😉 Ale na wystawie jedynym nawiązaniem do produkcji Hollywoodzkich jest tajemniczy półmrok robiący atmosferę niesamowitości. Cała reszta (w przeciwieństwie do filmów 😉 ) jest super merytoryczna. Informacje oczywiste, potem bardziej szczegółowe, i na koniec też odkrywcze – klasyka dobrego wykładu. Elementem ekspozycji są co oczywiste mumie. One budzą zwykle najwięcej emocji. dobrze pokazane, w trumnach antropoidalnych. Tak że można zerknąć, zobaczyć, ale jednak nachalnością widza nie zakłócać ciszy odpoczynku. Przecież w końcu to ciało zmarłej osoby… Ale na wystawie są nie tylko ludzkie. Koty były w Egipcie cenione z kilku powodów, miedzy innymi przez Baster – boginię miłości i radości, o kociej głowie. Poza boskością koty były niezłymi strażnikami plonów. Przecież polowały na gryzonie. Zatem… mumia kota – też jest.🙂

Generalnie – warto tu być 😃😃

Kraków – Muzeum Archeologiczne „Pompeje. Życie i śmierć w cieniu Wezuwiusza”

W Gmachu Głównym Muzeum Archeologicznego w Krakowie – wystawa czasowa „Pompeje. Życie i śmierć w cieniu Wezuwiusza”. Jedna z bardziej znanych tragedii świata antycznego. Wezuwiusz miał niestrawność, odbiło mu się troszkę i tak przy okazji kilka miast zniknęło z powierzchni ziemi… Pompeje i Herkulanum zwiedza się dziwnie, tak trochę jakby wąskimi uliczkami przepychali się nie tylko turyści ale i duchy dawnych mieszkańców….

Nie zawsze do Pompei (lub Neapolu – bo tam zdeponowano odkryte zabytki) można pojechać, Więc tym razem Pompeje przyjechały do nas. 🙂 Krakowska wystawa świetnie zaaranżowana (jak zwykle zresztą 😉 ) Pokazuje wszelkie aspekty życia miejskiego w starożytnym Rzymie. Są mieszkania, i łaźnie, i teatry, i domy publiczne (właściwie wystawa dość mocno erotyką ocieka…). Osobna sala poświęcona odkryciu po 15000 laty zasypanego popiołami wulkanu miasta. Giuseppe Fiorelli (jeden z odkrywców) zaczął wypełniać gipsem miejsca po ciałach osób zasypanych popiołami. Efekt niesamowity – odlewy duchów. Na wystawie w gablotach dwie postaci ludzkie. Jest też pies. Właściwie z tym psem kojarzą mi się Pompeje – przez Kaczmarskiego i jego „Pompeje”.

Konkluzja – Klimatyczna, rzymska, pompejańska, antyczna. Wystawę rekomenduję!!

Kraków – Bunkier Sztuki, „Kamil Kukła, Frukta i paszczęki” „Richard Mosse, Przybywający”

Ostatnio często i z intensywnością snuję się po galeriach oraz muzeach – stąd jakieś porównanie i odniesienie. Dawno nie widziałam tak pustej galerii. Tam kompletnie nie ma zwiedzających! No może jakieś pojedyncze egzemplarze (a i tak chyłkiem umykają…) Nie dziwię się pracownikom galerii, że przysiadłszy na zydelku wpatrują się z zaangażowaniem w telefon komórkowy. Tak siedzieć w pustej przestrzeni wystawowej cały dzień – można sobie żyły z nudów otworzyć… Sama przestrzeń wystawowa galerii duża, ale jakoś zagospodarowana bez sensu, bez pomysłu, bez polotu, bez czegokolwiek. Pomysł połączenia prac plastycznych z dźwiękiem i obrazem ruchomym – dobre, ale potęguje jeszcze bardziej pustkę i brak zainteresowania widzów. Dla mnie, pierwsze skojarzenie tych konkretnych a rozlegających się dźwięków – wiatr hula po pustych salach… Wystawiane prace – OK, ale czegoś brak. Chyba po prostu pomysłu na Bunkier, który przecież ma wieloletnią i bogatą tradycję, wystawiali tu najwięksi przedstawiciele nurtów XX wieku. Od jakiegoś czasu jednak w Krakowie Bunkier bardziej kojarzy się z kawiarnią tuż obok, niż z galerią sztuki…

Kraków – Muzeum Etnograficzne

Muzeum Etnograficzne w Krakowie powstało w 1911 roku. Kawał czasu! A wszystko dzięki Sewerynowi Udzieli, pedagogowi, społecznikowi i etnografowi w jednym.

Obecnie główna część to wystawy stałe. „Od środka” gdzie izba podkrakowska i podhalańska i folusznik i szkoła. I pachnie w tych izbach „naturalnie”! „Rytm życia” prześledzić można od narodzin do śmierci, a i przez rok obrzędowy przejść. Przy czym kuratorzy nie rozstrzygnęli odwiecznego sporu o wyższości świat Bożego Narodzenia nad Wielkanocnymi (lub odwrotnie). W salach grudniowych skrzy się od krakowskich szopek i uśmiech budzą kolędnicy, a w salach wiosennych misternie zdobione pisanki przez lupę można oglądać, a i przebierańcy na tę okoliczność świąteczną też są. 🙂 Ciekawa jest część „Rzeczy ludzkie” to co nas otacza – od stroju do narzędzi codziennych. A że nawet na wsi czasem się ma czas wolny i chce się go zagospodarować zgodnie ze zdolnościami i ochotą – jest też „Nieobjęta ziemia” z pracami ludowych twórców.

Fajnym pomysłem są Mikrohistorie. Prezentowany jest przy wejściu w oszklonej gablocie jeden eksponat i jego historia…

Kraków – MuFo, Rakowicka „Tu zaszła zmiana”

Krakowskie MuFo otworzyło podwoje kolejnego lokum (Rakowicka). No muszę powiedzieć chapeau bas! Ale znając Józefińską i Strzelnicę – nie spodziewałam się niczego innego prawdę mówiąc. 😉 Przestrzeń wystawiennicza i wszystko co dookoła – pomyślane doskonale. Jestem pewna, że będzie się cudownie sprawdzało. Na razie jest do zobaczenia (oprócz biblioteki i czytelni) jedna czasowa – „Tu zaszła zmiana”.

Hmmm… No tak to jest… Czasem zmiany dokonują się niepostrzeżenie, po cichutku i zaskoczeni jesteśmy, że się zadziały bo przecież nic się nie wydarzyło tak naprawdę… A czasem są spektakularne, z fajerwerkami i innym trzęsieniem ziemi z wybuchem wulkanu połączonym… A czasem tak po prostu – czas już najwyższy by się zmiana jakaś dokonała. I wtedy się po prostu dzieje gdy się jej na to pozwoli…

Te fotografie na „Tu zaszła zmiana” to obrazy przełomu wieków. Może to tylko dokumentacja czasów. Przejścia z analog – na cyfrę. Przesunięcia się Zachodu trochę bardziej na Wschód… Może tylko mnie się tak filozoficznie na nie patrzyło i wielopoziomowo… Nie wiem…

Tak czy tak – wystawa fajnie pomyślana. Światło robi robotę, dźwięk – nieoczywisty – też. I to co dla mnie było strzałem w dziesiątkę – to otulenie obrazu słowem. Foty wzbogacone przemyśleniami autorów lub opowieścią snutą na podstawie obrazu. No fajne miejsce 😊

Kraków – MuFo „Zofia Rydet. Świat uczuć i wyobraźni”

Zofia Rydet urodziła się na Kresach Wschodnich w Stanisławowie. Ależ ona fantastyczne portrety fociła. Prawdziwy człowiek, nieskalany sztucznością żadną. A równocześnie tak poetycko pokazany! Krakowskie MuFo zaordynowało pyszną wystawę jej twórczości – „Świat uczuć i wyobraźni”. Niby takie proste tematy – a najważniejsze w życiu. Miłość, zakochanie, przemiany, rodzicielstwo itd. itd. I to wszystko pięknie Z. Rydel pokazała. Nie bała się mocnych form, uzasadnionej tematem nagości, nowatorskich połączeń grafiki z fotografią, kolażu… Efekt ? Każda fota przyciąga jak magnes by opowiedzieć swoją historię… I nie wypuszcza widza aż opowieść skończy… Sama wystawa – jak zwykle w MuFo świetnie pomyślana wystawienniczo. Szarości, sepie, czernie i biele świetnie komponują się za takimi właśnie niekrzykliwymi w kolorach pracami artystki. Subtelne światło dopełnia całości. No cudne!

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑