Miesiąc: sierpień 2024 (Page 1 of 58)

Italia – Orvieto

Katedra, która się w piżamę przebrała. 🙂 Jest taka we włoskim Orvieto. Pierwsze spojrzenie na rzeczoną katedrę zaskakuje. Bryła architektoniczna cała w czarno białe pasy. Potem wchodzi się do wnętrza. Też czarno biało. Światło nieco przydymione bo w oknach zamiast szyb – witraże i alabaster. Przyjemnie chłodno. Gdzieś, jakby w tle słychać chorały gregoriańskie.

Są dwa ważne powody by tu być. Pierwszy – w kaplicy na lewo od prezbiterium. W 1263 roku w pobliskiej Bolsenie miał miejsce cud. W trakcie przeistoczenia z hostii zaczęły kapać na korporał krople krwi. Skrwawiony korporał procesyjnie przeniesiono do Orvieto i tam można go zobaczyć wystawiony w cudownej roboty złotniczej relikwiarzu. Podobno była to pierwsza procesja Bożego Ciała.

Po prawej stronie od prezbiterium jest natomiast kaplica (San Brizio), którą Signorelli ozdobiła freskami. To cykl czterech kompozycji Historia Antychrysta, Raj, Piekło oraz Zmartwychwstanie ciał. Całość to gmatwanina aktów, skrótów perspektywicznych, muśnięć światłocienia…

Cała Umbria słynie ze słoneczników. Gigantyczne, nie do ogarnięcia wzrokiem ani innymi zmysłami pola kwiatów, które każdego dnia „wodzą wzrokiem” za słońcem. Na ulicach Orvieto też słonecznikowo. W sklepikach z pamiątkami właściwie wszystko jest „w słoneczniki” – ceramika, hafty, zdobienia itd. itp. Czasem nawet, wyczuwając tendencję, w słonecznikowy klimat wpisują się przechodnie. 😉

A po lewej stronie od katedry, jak pamiętam dobre lody można kupić. 😉

Italia – Rawenna

Jakiś czas temu, wyleczyłam się z rekomendowania miejsc do pozwiedzania „po drodze” (no chyba, że jestem uczestnikiem wyjazdu i mogę poopowiadać i palcem wskazać gdzie patrzyć 😉 ). Kiedyś znajomy zapytał mnie co można zobaczyć po drodze do Rzymu (jechał w interesach). Bez wahania wypaliłam – Rawenna! Wrócił. Z przejęciem dopytuję – i jak? Podobało się???? (nie spodziewając się oczywiście żadnej innej odpowiedz prócz peanów i zachwytów…) Chwila ciszy… i… „E no… kupa kamieni…” Najpierw fuknęłam! Ale zaraz potem myśl… No przecież facet nie jest ani historykiem, ani kulturoznawcą, ani historykiem sztuki, ani artystą…. Po prostu wracał z Rzymu, który generalnie i zawsze powala. A ja mu proponuję miasteczko właściwie, z budynkami z zewnątrz faktycznie takimi sobie po tym rzymskim barku. Zapytałam „A do środka któregoś kościoła wszedłeś”. „Nie… Po co???” No właśnie… Rawenna zachwyca!!!!! Zachwyca jednak wnętrzami!!!! Nie przypadkiem zostały nazwane przedsionkami raju!!!. Całe ściany, sufity, podłogi, kolumny i co tam architektura dała – a architekt zaprojektował – udekorowane mozaikami. Wielobarwne kamyczki (szlachetne, półszlachetne, płatki złota lub srebra – no różnie) ułożone jak sztuka każe – pod różnym kątem w stosunku do siebie, zachwycają już same z siebie. A gdy jakiś zabłąkany promień światła wpadnie przez okno, na ścianach pojawia się wielobarwna tęcza upstrzona migocącymi gwiazdami, które nie wiedzieć kto tu porozsypywał… I wszystko zachwyca… I San Vitale ze słynnymi procesjami cesarskimi (Justyniana i Teodory), i trzej królowie (jeden z pierwszych przedstawień – że trzech) biegnący do tronu Maryi i Dzieciatka w Sant’apollinare Nuovo, i złote rybki pływające w krypcie pod ołtarzem w kościele franciszkańskim i … i generalnie Rawenna jest niesamowita!!! Tylko trzeba zaglądnąć przez dowolnie wybrane uchylone drzwi…

Jakoś nie dziwie się, że Dante gdy go wygnali z Florencji, tu właśnie zamieszkał. Mało tego, nawet po śmierci też życzył sobie tu spoczywać. Mieszkańcy Rawenny jak lwy bronili jego prochów przed wywiezieniem przez florentczyków… Hmmm…. Widać miał rację, że wybrał Rawennę. 🙂

Niby niewielkie w sumie miasto – ale tyle piękna na metr kwadratowy… Mauzoleum Galli Placydii córki Teodozjusza I. Kojarzy się głownie ze słynną mozaiką Dobrego Pasterza. Ale… Wchodzę do środka… Otula mnie ciepły półmrok, bo światło sączy się do środka przez alabastrowe okna. W narożnikach płoną sporych rozmiarów świece. Ich płomienie wesoło (mimo, że grobowa atmosfera w sumie przecież…) migocą, mrugając zaczepnie do zwiedzających. I podniosłam, przypadkiem prawie wzrok ku górze. Nade mną lazurytowe niebo, upstrzone dziesiątkami złotych gwiazd… I w każdej z nich płomienie wesołych świec odbijały się setką iskier… A na środku blaskiem złota świecił krzyż.

Dwa baptysteria w Rawennie – ariańskie i ortodoksyjne. Budynki funkcyjnie kompatybilne. Bo i co tu nawymyślać. Na środku basem chrzcielny gdzie przez pełne zanurzenie nowo ochrzczonych do wspólnoty przyjmowano. Swoją drogą to dobry był patent. Gdy się takiego kandydata pod wodą ciut przytrzymało, i wreszcie się wynurzył, i powietrza podtopiony – łyknął, to naprawdę czuł, że go nowy duch wypełnia!! 😎😎😂 Ale nie o tym. Centralnie nad basenem, w jednym i drugim przypadku mozaikowa scena chrztu Chrystusa. I wszystko jest. Jezus w wodzie stoi. Obok św. Jan z jakąś tam miseczką. Gołębica Ducha Świętego frunie. I… jeszcze jakiś gość obok siedzi… I dziwne bo Biblia nie wspomina o nikim takim… Broda, jakiś kawałek sitowia w ręku, oparł się o naczynie, z którego woda cieknie… To personifikacja rzeki Jordan (u ortodoksów nawet podpisana). Hmmm… i nikomu to nie przeszkadzało… Taki naturalny przecież mentalnie mix. Tradycja i kultura antyku, ochrzczona nową religią i ozdobiona orientem…

Italia – Rzym, antyk

Podróżować należy w dobrym towarzystwie! W mojej definicji „dobrym” oznacza ludzi, którzy w podobny sposób lubią spędzać czas. Pamiętam swoją pierwszą wizytę w Rzymie. Gdy krok dzielił mnie od tego by wejść na Forum Romanum – przeżywałam niemal ekstazę (wówczas nie wiedziałam, że będzie mi dane wracać tam jak bumerang 🙂 ). To przecież miejsce, po którym stąpali starożytni! Tu można dosłownie dotknąć historii i sztuki! Dwoje moich towarzyszy jakoś mizernie podzielało ekscytację. Usiedli pod jakąś chyba oliwką i patrząc na mnie jak na lekko crazy, zapodali bym sobie połaziła w tym upale a jak mi przejdzie to – oni tu będą czekać… Zwyzywałam ich od profanów i poszłam ekscytować się kulturą!

Rzym można – a nawet należy – zwiedzać tematycznie. Na przykład „antycznie”. W sumie to nie takie proste bowiem Rzym to idealny kogel-mogel epok, religii, stylów itd. itp. Ale kilka miejsc „arcy-antycznych” i nie „przerobionych” odwiedzić należy. Antyk porozrzucany jest właściwie po całym Rzymie ale największe jego nagromadzenie „w orbicie” Koloseum. Bo i samo Koloseum i trzy fora (Romanum, Trajana i Imperiali) i trzy łuki triumfalne i kolumna Trajana. A gdybyśmy zaczęli wymieniać resztki architektury zachowane na forach! Największe nagromadzenie antyku na metr kwadratowy – to tu!

Samo Koloseum Polakom z Sienkiewicza najbardziej znane. Nasz cudowny pisarz troszkę co prawda konfabulował z tym Koloseum w „Qvo vadis”, ale co tam… Amfiteatr wzniesiono z polecenia Wespazjana. Kiedyś nazywał się Amfiteatrem Flawiuszy, obecnie – niemal nikt o tym nie pamięta. Nazwa Koloseum przykleiła się do amfiteatru z powodu stojącego tu niegdyś Kolosa Nerona. Dzisiaj o nim też niewielu wie. Ot, bywa… 🙂

Największy i najbardziej znany rynek rzymski to Forum Romanum. Kiedyś centrum życia obywatelskiego, dzisiaj miejsce do „zachwycania się” przeszłością. Tędy biegła Via Sacra. Pełno tu kiedyś było świątyń, budynków służących życiu społecznemu, handlowi itd. itp… Jeden z największych i najlepiej zachowanych fragmentów to bazylika. Specjalistom tłumaczyć nie trzeba, ale niech nazwa nie zmyli! To była taka prababcia współczesnej galerii handlowej. Tam i pohandlować można było i posądzić się i przemówić. Ta na forum to bazylika Maksencjusza jedna z późniejszych budowli tego typu i równocześnie jedna z większych. Z trójnawowej bazyliki zachowała się tylko północna część – ale i tak robi wrażenie.

A! Jeszcze trzy łuki triumfalne niemal okalające Forum – Trajana, Marka Aureliusza i Konstantyna. Chwalebne pomniki, chwalebnych cesarskich podbojów.

Tuż obok forum Trajan. Kiedyś miał to być (i był!) najpiękniejszy rynek Rzymu. Punktem centralnym była trzydziestometrowa kolumna wysławiająca czyny Trajan. W swoim czasie u jej stóp złożono prochy rzeczonego. Obecnie kolumna nadal stoi, i nadal sławi czyny cesarza, jednak na jej szczycie inny Wielki zajął miejsce. Tuż obok kolumny kiedyś wzniesione były dwie biblioteki i bazylika (takaż funkcyjnie, jak opisana wyżej!). Dzisiaj forum Trajana, bardziej chyba niż Romanum podziwiać można gównie oczyma wyobraźni…

Jak tu w ekstazę antyczną nie wpaść! Kiedyś snując się po forum wieczorna porą zastanawiałam się co sprawia, że architektura i sztuka antyku tak przyciąga. I tak trwale wyryła się w kulturze Europy. I pomyślałam, że to chyba przez akanty. Tak, te śródziemnomorskie „pokrzywy”, chwaściory których wszędzie pełno, które paskudnie bezczeszczą centra miast, urokliwe ogrody wisi i perfekcyjnie przysłaniają wszelkie wysypiska śmieci… Tak, te właśnie akantowe chwaściory. Bo przecież ich liście posłużyły jako inspiracja kapiteli korynckich (wiem, wiem to Grecja ale Rzym spopularyzował!). W pięknej róży stojącej w doskonałym wazonie każdy potrafi zobaczyć piękno. Ale jakim trzeba być artystą by piękno dostrzec na wysypisku, lub w przydrożnym rowie, w obeschniętym akantowym „wodoroście”! Dostrzec… i przekuć je w kamień!

Italia – Rzym, siedem wzgórz

Siedem wzgórz Rzymu: Awentyn, Kwirynał, Palatyn, Kapitol, Eskwilin, Celius, Wiminał. Część z nich popularna i „kojarząca się”; nazwy części z nich niewielu osobom coś mówią. Awentyn był kiedyś dzielnicą plebejuszy. To dzisiaj jedno z bardziej ukwieconych i urokliwych miejsc Wiecznego Miasta. Pełno tu kwitnących róż, wijących się bluszczy, szemrzących strumieni i oczek wodnych, a i palmy dumnie prężą swe pióropusze, i cytrusy uginają się pod ciężarem owoców… Z antycznych śladów zachował się tu np. ruiny term Karakali i Decjusza. I niewielkie fragmenty polichromii, ale i takie pokazują olbrzymi kunszt twórców. Zupełnie miły park Colle oppio jest na Eskwilinie. Przy czym to bardziej arboretum. Na Kapitolu zerka na Forum Romanum ukryta trochę wilczyca kapitolińska, a Marek Aureliusz dumnie od wieków pozdrawia wyciągniętą dłonią lud Rzymu.

Dzisiaj wzgórza Rzymu wchłonął – sam Rzym. Podobnie jak i inne resztki antyku, rozsiane po całym mieście. Żeby wspomnieć tylko Panteon – świątynia na Polu Marsowym poświęcona wszystkim bogom. Kiedyś ociekająca złotem, dzisiaj… już nie… 😉 Przerobiona na kościół katolicki nie zatraciła swej pierwotnej formy. Nadal w podziw wprawia kopuła z olbrzymim otworem u szczytu, który działa trochę jak reflektor punktowy w teatrze, oświetlając zakamarki świątyni promieniem słońca. Podobnie przerobione na kościół zostały termy Dioklecjana. Antyk spogląda na nas zza węgła niemal na każdym kroku. I bardzo chce byśmy go zauważyli doceniając. Bo i Brama srebrników przy Forum Boarium, i tuż obok łuk Janusa (patrona wszelkich początków), i resztki akweduktów, i fragmenty mostu na Zatybrze. Nie wolno zapomnieć o „słynnej twarzy” – Bocca do verita! Być może to pokrywa na zbiornik wodny, a może część fontanny? Z czasem zaczęła pełnić funkcję wykrywacza kłamstw. Kłamcy odgryza dłoń! Nie kłamię nigdy – ale asekuracyjnie wsunęłam jedynie palec… 😉

Italia – Wenecja

Najbardziej romantyczne miasto świata??? Wiele osób bez wahania odpowie – Wenecja. Hmmm… Nie! Mimo wielkie fascynacji i upodobania dla Italii – nie! Może po prostu nie czuć tam romantyzmem… To znaczy generalnie – czuć (!) ale nie romantyzm – woda w kanałach jednak robi robotę… 🙂 Trochę tu klaustrofobicznie. Wąskie uliczki i tylko skrawek nieba gdzieś wysoko. Ale… Piazza San Marco to istne cudo. Nie na darmo nazywany jest najpiękniejszym salonem Europy. Raz zdarzyło mi się być w Wenecji w czasie przypływu. Była gwieździsta ciepła noc, a cały plac św. Marka wypełniała morska woda. Po kostki w wodzie brodziłam w odbijających się w tafli gwiazdach… No… wtedy było pięknie…

Wenecja słynie z posiadania (od IX wieku) relikwii św. Marka apostoła, które są przechowywane w bazylice. Dodajmy jeszcze Canale Grande. Przepłyniecie gondolą w anturażu pałaców weneckich robi wrażenie. Gdy jeszcze świadomość człowieka dopadnie, że sztuka dla wenecjan świadczyła o potędze, i że mecenat dożów, i że to „stolica opery” (za taką uchodziła w XVII w.) i że G. Verdi, i że A. Vivialdi. No i słynny most westchnień. Wielu osobom wpisuje się w romantic, a te westchnienia to były skazańców prowadzonych do więzienia – gdy patrzyli ostatni raz na morze. 🙂

Gdyby ktoś chciał pozwiedzać bardziej niekonwencjonalnym szlakiem Wenecje to na przykład może się wybrać trasą – od synagogi do synagogi 🙂 Na przykład XV wieczna synagoga Canton z pięknymi dekoracja nawiązującymi do tekstów Tory. Jest na terenie „Nowego Getta” (tak tak w okresie Republiki Weneckiej było getto…). Jest też tam synagoga Włoska. Tam głównie uczęszczali tam głównie członkowie „Bené Roma”. Dla równowago mentalnej 😉 jest też synagoga Hiszpańska – dla sefardyjczyków i jest też synagoga Niemiecka i synagoga lewantyńska. Właściwie większość można zwiedzić a i sama dzielnica taka trochę jak krakowski Kazimierz.

Niesamowicie (konstrukcyjnie) budowane tu były domy, kościoły, pałace etc. Na wbitych, umocnionych niemal wyłącznie siłami natury palach, wnoszone ściany, okładane niehigroskopijnymi kamieniami. Genialne! Niesamowici są ci Włosi. Gdy się zakręcą na jakim punkcie, to nawet Wenecję na bagnach wybudują. 🙂 No i słynny wenecki karnawał z przepięknymi barwnymi, błyszczącymi maskami. Można się za taka ukryć i rzucić się w wir zabawy nie tracąc twarzy bo ją maska przytrzymuje. 😉

Izrael – Akko

Portowe miasto Akko. Hmmm… Czasami musi się skończyć coś co trwało nawet wiele lat, by mogło się rozpocząć coś innego – często znacznie piękniejszego… Jakoś taka konkluzja mi się nasuwa, gdy myślę o tym zakątku świata. Bo i Akko miała wzloty i upadki, i na pozornych gruzach jednego, powstawało nowe piękno… Portowy charakter miała natomiast nieprzerwanie od starożytności. I to jedyna niezmienna rzecz. Pojawiali się tu i Fenicjanie, i Asyryjczycy, i Babilończycy… I wpływy greckie, i rzymskie, i kalifatów… W czasach Królestwa Jerozolimskiego – jak już miasto zdobyli bodaj w 1104 – to ważnym portem królestwa się stała. W kolejnych wiekach konsekwentnie jedyną stałą, były cykliczne zmiany losów, panowań i wpływów.

Obecnie Akko jest nowoczesnym miastem, w którym tkwią jak diamenty w piasku – ślady przeszłości. Takim klejnotem jest na pewno całe stare miasto a szczególnie chyba fortyfikacje i mury. Robią wrażenie. Trzy linie murów, szereg dodatkowych umocnień… No jest moc! Dla mnie – najciekawsze zakątki: Hammam al-Basza – łaźnia turecka, w której obecnie ablucją się poddać nie można (a szkoda bo ładne miejsce i klimatyczne mocno 😉) bo przerobiona na muzeum, ale sama ekspozycja świetnie pomyślana; karawanseraj – zajazd dla bydląt i ich właścicieli, w którym miły chłodek i cień i odpoczynek można było znaleźć . W sumie bezpiecznie było się tu zatrzymać całej karawanie.

Ale mury miejskie – solidne jak nic! Nawet przetrwały najazd wojsk napoleońskich! Ale tak naprawdę to puzzle nie mury jednorodne 😊 Bo fragmenty tych z czasów krzyżowców, potem Dahel al-Umar dobudował co nieco. Ale najbardziej solidne i kompleksowe powstały na mocy współpracy arabsko – żydowskiej. To znaczy Jazzar Pasza i jego doradca Haim Farhi – zrobili robotę! Duuużą robotę!!! A skoro przy obronności jesteśmy. Jazzar Pasza zbudował też cytadelę na miejscu dawnej warowni krzyżowców. Przy czym z zabudowań joannitów, też trochę zostało do dzisiaj – na przykład refektarz. Zwiedzać można całość. I to nie tylko same mury bo też cytadela i podziemny system korytarzy i sali i więzienia wykorzystywane jeszcze zupełnie niedawno w sposób praktyczny.

Właściwie wszyscy, którzy tu przybywali (niezależnie czy w celach pokojowych, czy niekoniecznie) pozostawili w mieście jakieś ślady, ale przechodzień bardziej musi je wyszukiwać z przestrzeni miejskiej. Są bardzo dobrze oznaczone trasy ale i tak fajnie się „błądzi” po sukku i zabytkowym mieście w poszukiwaniach kolejnych punktów do zwiedzenia. Jednym z bardziej znanych miejsc handlowych w mieście jest Suq Al-Abiad – Biały Rynek. Faktycznie jest biały. Zbudowano go w XVIII wieku i nieprzerwanie służy do handlu. Tuż obok – Targ Turecki. Ale ten jakoś w połowie wieku XX przestał pełnić funkcję praktyczną.

A jak już się człowiek solidnie zmęczy zwiedzaniem – to można sobie zaordynować super pyszny obiad w pewnej restauracji, która ma nie tylko pyszne rybki w menu ale i widok na ruiny portu z czasów krzyżowców. I tak się je te rybki, patrzy na ruiny… a na nich przysiadają jakieś czaple chyba i też jedzą rybki i patrzą na to co mamy na talerzu… 🙂 Sprawdzają pewnie kto pyszniejszą złowił ;). Chłodu i kontaktu z zieloną natura można za to poszukać w Ogrodach Bahai. Nie są tak słynne jak te w pobliskiej Hajfie. Ale równie piękne! I mają jedną przewagę. Tutaj po schodach nie trzeba łazić bo to horyzontalna koncepcja 🙂 A skoro przy bahaistach jesteśmy – Akko jest bardzo multireligijnym miastem. Ale to zostawię na kolejne „Subiektywne podglądanie”.

Ach! Co ważne – Akko to jedno z nielicznych miast izraelskich dwukrotnie pojawiające się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Może warto sprawdzić dlaczego…

Izrael – Al-Ajzarijja

Al-Ajzarijja lepiej znane jest ze „starej” nazwy – Betanią. Mieszkało tam jedno ze słynniejszych rodzeństw świata: Marta, Maria i Łazarz. No i tutaj wydarzył się jeden z cudów wskrzeszenia – mowa o wspomnianym Łazarzu właśnie. To powód, że do Betanii przybywali pielgrzymi chrześcijańscy od najdawniejszych czasów. Dość wcześnie też wzniesiono tu dwie świątynie: nad grobem Łazarza i nad domem jego sióstr. Miejscem tym opiekowała się zakon Grobu Świętego potem benedyktyni, ale później Lazarium (kościół Łazarza) przekształcony został w meczet. I od tego momentu wejście do krypty grobowej przestało być dla chrześcijan możliwe. Aż do momentu wykucia w XVII wieku „tylnego” wejścia do samego grobu i wykupienia od muzułmanów prawa do odwiedzin samej krypty takim przemyślnym sposobem.

A dzisiaj miasto robi wrażenie dość szare i monotonne. Podstawową „atrakcją turystyczną” jest oczywiście wejście (i co ważne wyjście też) do grobu, w którym według tradycji miało być złożone ciało Łazarza nim na powrót do życia został przywołany.

Izrael – Al-Kubajba

Tak naprawdę nie ma pewności gdzie było to biblijne Emaus. Czasem uważa się, że Jezus spotkał się z uczniami w Emaus Nikopolis (najbardziej prawdopodobna hipoteza). Inni uważają, że w Abu Ghausz, a jeszcze inni twierdzą, że to Al-Kubajba (tej niedaleko Jerozolimy). To ostatnie z miejsc jest często odwiedzane przez pielgrzymów od XIII wieku. W XIV wieku wzniesiono tutaj bazylikę św. Kleofasa. Podobno ma się wznosić nad fundamentami jego domu. Ta obecna wybudowana została jednak dopiero w 1902 roku na ruinach wcześniejszej.

Tak naprawdę Al-Kubajba założyli krzyżowcy w XII wieku a od XIII zaczęto utożsamiać miejscowość z Emaus. Ale w sumie nie wiadomo gdzie to Emaus było więc można celebrować miejsce i tu. Pewnie było przecież gdzieś na tej trasie. W wiosce zachował się fragment drogi z czasów rzymskich. I on chyba jest bardziej wiarygodnym świadkiem…

Izrael – Arbel

Arbel – niewielka, czy ja wiem jak nazwać… wioska? Gospodarstwo rolne? Moszaw czyli taka spółdzielnia rolnicza intensywnie produkująca płody rolne. A nieopodal góra Arbel i Park Narodowy Arbel. Arbel moszaw – jest nad Jeziorem Tyberiadzkim, choć powiedzieć „nad” to spora metafora, bo jezioro fakt – widać w oddali… Założony został w latach 50 XX wieku przez zdemobilizowanych żołnierzy. Może dlatego widok uzbrojonych jest tam normą – ot przyzwyczajenie a czasem potrzeba… Ślady historii w tej wiosce, od ok. II w.p.n.e. Flawiusz o Arbel wspomina, w kontekście walk zwolenników Antygona, ze zwolennikami Heroda bodaj. Podobno w okolicy (sama już nie wiem, którego Arbel – ale, są obok siebie) był grób kilku synów Jakuba oraz matki Mojżesza. W samej wiosce najciekawsze miejsce to ruiny synagogi z IV wieku. A na zboczu góry „podziemna” w sumie twierdza bo to system grot i korytarzy.

Nocowałam w Arbel chyba przez jakieś dwa dni. Tak wypoczynkowo trochę przed dalszymi działaniami w terenie. I w sumie czas spędzałam głównie na snuciu się po rezerwacie przyrody a dokładniej klifie, urwisku czy jak tam zwał… W każdym razie i o wschodzie, i w ciągu dnia, i wieczorem (w nocy nie ryzykowałam 😉 ) widok na Dolinę Jordanu, jezioro Galilejskie i wzgórza Golan (chyba też widać o ile pamiętam) – był cudny! I właściwie chyba tyle wspomnień z tego zakątka świata… Takie leniwe, słoneczne, ciepłe i brązowo skalno szare wspomnienie…

Izrael – Asaf Siboni punkt widokowy

Niemal dokładnie dwa lata po 7 października 2023, pojechałam zobaczyć punkt widokowy Asaf Siboni niedaleko kibucu Nir Am. Widać stamtąd Morze Śródziemne i elektrownię w Aszkelon. Tuż obok jest zbiornik wodny Nir Am i mnoooogość ptaków tak przylatujących. Pięknie! Na samym punkcie widokowym instalacja, składająca się z 20 dzwonów wietrznych, na których wiatr naprawdę wygrywa melodię. To symbol 20 lat życia Asafa Siboni, żołnierzowi, który zginął w katastrofie śmigłowców w 1997 roku.  Dwa lata temu dokładnie w Simcha Tora na tym punkcie widokowym widać byłoby jakieś 5 tys. rakiet wystrzelonych przez Hamas w kierunku Izraela i grupy kilku tysięcy bojowników atakujących pobliskie kibuce i dokonujących w nich masakry na ludności cywilnej, dzieciach, kobietach, osobach starszych, mężczyznach…

Pojechałam do miejsca gdzie odbywał się festiwal muzyczny Nova. Hamas zamordował tam kilkaset młodych ludzi, którzy przyjechali na koncert. Dokoła rośnie tam teraz las pamięci – nowo zasadzone drzewa. Przy każdym – zdjęcie jednej zamordowanej osoby. To jest niesamowite i przerażające doświadczenie, gdy staje się twarzą w twarz z zamordowanymi i widzi, że tych zdjęć jest cały las… Nieopodal zmasakrowane kibuce Re’im i Be’eri. To tam wywlekano z domów dzieci, kobiety; młodych i starych i wleczono po polu w stronę lochów w Gazie. Domy nadal zniszczone zbyt mocno by do nich wrócić… a widok tego pola… Ech… Jakieś dwadzieścia minut samochodem dalej cmentarz aut i motocykli. Pojazdy podziurawione ostrzałem i wybuchami, czasem ze zdjęciami właścicieli, którzy w nich zginęli.

Pojechałam do kolejnych kibuców wtedy zaatakowanych. Między innymi do Kibucu Jad Mordechaj, który został nazwany na cześć Mordechaja Anielewicza, przywódcy powstania w getcie warszawskim. Jest tam pomnik który upamiętnia nie tylko samego Anielewicza, ale i tych którzy zginęli broniąc kibucu podczas wojny o niepodległość Izraela w 1948 roku (zniszczona wieża ciśnień w trakcie tych walk jest autentyczna i stanowi element monumentu). Teraz – świece się palą nadal w bunkrach, w których uciekający cywile nie znaleźli schronienia, ale życie do kibuców powróciło. W domach ktoś coś gotuje, w ogródkach świeżo zasadzone rośliny, jakieś spotkanie robocze w świetlicy… Powoli w cieniu zasadzonego „lasu pamięci” wraca normalne życie..

« Older posts

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑