Turcja – Izmir

W Izmirze (starożytnej Smyrnie) zamieszkałam na obrzeżach Karataş – dzielnicy żydowskiej. To jedna z dwu dzielnic, która uniknęły zniszczenia w wielkim pożarze miasta na początku XX wieku. Teraz już nie ma oficjalnych granic ale ma sporo zabytków. Mieszkała tutaj jedna z większych społeczności żydowskich na terenie Imperium Osmańskiego – nadal społeczność jest dość spora bo liczy mocno ponad tysiąc osób chyba. W Karataş zamieszkiwały głównie bogate rodziny i głównie sefardyjskie. Niewielkie grupy Romaniotów i Aszkenazyjskich Żydów najczęściej asymilowały się z przeważającą liczebnie społecznością sefardyjską. W dzielnicy (tej starej i tej młodszej ale też historycznej) było wiele synagog. Zachowało się jakieś chyba dziesięć, część z nich jest nadal czynna. Na przykład Bet Israel. Ma piękny wystrój, ciepła drewniana boazeria, misterna snycerka, obszerna galeria dla kobiet…. Jest z 1907 roku więc może nie jakoś mocno leciwa. Znacznie mniejsza (ale starsza bo z XIX w.) jest Rosz Ahar. Bardzo spektakularnie wygląda synagoga Bikur Holim z metryczką z początku XVIII wieku, ale po pożarze odbudowana w 1800. Najstarsza – to chyba Synagoga Szalom. Podobno jest jedyną, która nie ucierpiała w pożarze w 1841 roku. W dzielnicy jest też słynna winda (Asansör). W 1907 roku zafundował ją bankier Nesima Levi Bayraklıoğlu – i tak działa do dzisiaj, przy czym teraz chyba bardziej dla uciechy turystów, bo z góry piękny peeejzaż, nie tylko na dzielnicę żydowska ale daleko, daleko do miejsca gdzie morze i niebo w błękitnym uścisku pozostają.

Ale Izmir to nie tylko Karataş oczywiście. 😊 Świetnie zachowała się starożytna agora. Zbudowana przez Greków, odbudowana przez Marka Aureliusza, a odkopana w 1933 – i myk na listę UNESCO. Jest brama Faustyny, bazylika, cmentarz muzułmański i dom mistyka żydowskiego Sabbataja Cwi. I woda miło szemrze i błękitami i zielenią połyskuje w wiekowych ruinach… Sporo zabytków starożytnych jest jednak jeszcze pod ziemią. Zwłaszcza, że na tej ziemi już  stoją współczesne budynki… Nieopodal był na przykład teatr, w którym poniósł męczeństwo św. Polikarp. Pochowany został gdzieś u podnóża Kadifekale (zamku). Niewiele z niego zostało (tego zamku oczywiście 😉 ) – ale warto się wspiąć na wzgórze, choćby dla widoków, przyjemnego wiatru i zapachu jakichś iglaków, które tam stadem rosną.

Izmir ma też fajny port i generalnie fajną linię brzegową – taką do połażenia i popływania też. Kursują „tramwaje wodne” – bo to najkrótsza trasa z punktu „A” do punktu „B”. Na placu Konach – nieopodal jednego z „przystanków”, wieża zegarowa i niewielki meczet i budynek muzeum. A całość urokliwie i baaaardzo kolorowo wygląda nocą. Przy innym „przystanku” – strzelisty pomnik „Atatürka, jego matki i praw kobiet”. W sumie portretów, pomników i innych takich Atatürka w Izmirze i całej Turcji – miliony. Ale w Izmierze jest jeden wyjątkowy! Jednoosobowa wersja Mount Rushmore! A co! 😊

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *