Tunezja – Monastir

Monastir… I nie chodzi o klasztor prawosławny tylko o miasto w Tunezji 😉 Choć właściwie to jednak o to samo chodzi – nazwa miasta od pustelni pochodzi. Okolica słynęła po prostu z pustelni, miejsc kultu, miejsc pochówków itd. – i to od czasów fenickich począwszy. Ale dzisiaj wcale nie jest znany jako miasto sacrum – chrześcijańskie lud dowolnej innej religii. Podstawowym powodem, dla którego Tunezyjczycy (a i turyści czasem też) tu przyjeżdżają jest Mauzoleum Habiba Bourguiby, gdzie znalazł miejsce spoczynku ojciec niepodległej Tunezji prezydent Habib Bourguiba, jego pierwsza żona i kilka osób z rodziny. Mauzoleum jest sporą i reprezentacyjną budowlą, na obrzeżach cmentarza Sidi El Mézeri. Jest to mauzoleum połączone trochę z izbą pamięci (bo na muzeum to jednak za mało ekspozycji). Ok to ważny obiekt warty zwiedzenia ale z powodów polityczno – historycznych. Metryczkę ma z lat sześćdziesiątych XX wieku.

Z IX wieku jest za to Wielki Meczet. To już poważny kawał historii! Oczywiście wiele razy był przebudowywany i odbudowywany ale – fakt jest, najstarsze elementy z IX w. Na mnie wrażenie zrobił Ribat Monastyru. Może dlatego, że przyszłam tam już po całym dniu zwiedzania, i zaznałam miłego chłodu który dawał lekki wiatr, ciszy, tłum robiły tylko lokalne koty, i generalnie uznałam to miejsce za fajne dla zwyczajnego posiedzenia i odpoczynku. Co to jest ten Ribat? Warownia obronna. Ta konkretna – założona w 796 roku przez generała i gubernatora Harthama ibn A’yan. Och ile tam zakamarków, schodów (też spiralnych), okien, sal jakichś i korytarzy… Oczywiście dostępnych dla tych, którzy chcą poszperać po obiekcie i połazić (czasem powspinać się – to tak w nawiązaniu do tych schodów 😉). Ale fajnie jest też usiąść na dziedzińcu na jakimś upatrzonym kamieniu lub progu… I parafrazując popularny tekst: siedzieć – a dookoła Ribat Monastyru!

PS Nie wiem dlaczego filmowcy ukochali sobie Tunezję ale w większości miejsc na szlakach turystycznych był jakiś film realizowany. Tu – Monty Python’s Life of Brian. Czasem sobie myślę, że jeśli ktoś chce turystykę kulturowa uprawiać w wersji turystyki filmowej – to Tunezja szyta na miarę! Tam nie ma miejsc które nie byłyby związanych z kinematografią…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *