Tag: Wrocław

Wrocław – Muzeum Narodowe, Gmach Główny „Cudo-Twórcy”

Słowa mają ogromną moc… Jednym zdaniem można komuś życie rozwalić, zwłaszcza gdy wcześniejsze czyny tego zdania wcale nie zapowiadały… Czasem działa też w drugą stronę. Słowo przekute w kreatywne działanie ma moc! Wyrastają skrzydła, tworzą się niesamowite projekty, powstają dzieła…

Trochę o tym jest stała wystawa w Muzeum Narodowym we Wrocławiu „Cudo – Twórcy”. Co do zasady – wystawa rzemiosła artystycznego z różnych zakątów świata. Ale dla mnie – to opowieść o ludziach, którzy nie przestraszyli się swoich własnych marzeń. Wyszli naprzeciw temu co los podpowiadał i myśl, a potem słowo przekuli w konkretne działania. Wystawa pokazuje najpierw to co zawodowo mi najbliższe 😉 -projektowanie nowych rozwiązań w ubiorze. Wystawienniczo fajne. Papierowe (chyba) projekty postaci jakby powyłaziły z ram portretów wiszących obok. Potem w „klatkach pamięci” to co kiedyś było codziennością. Maszyny do szycia napędzane siłą mięśni 😊, maszyny do pisania, misternie zdobione meble z milionem skrytek i szufladeczek na różności, instrumenty muzyczne, a nawet broń, która bywała też pięknie zdobiona i pozornie bardziej dekoracyjna niż niszczycielska. Ot codzienność… Ale piękna! Następnie sala dedykowana szkłu. Temu w wersji artystycznej ale i temu użytkowemu. Taki sprytny materiał – załapał się w obydwu przestrzeniach. 😉 Na koniec kultury Azji i to co w tych kręgach powstało. Jedwab, papier, kaligrafia, porcelana i takie tam. 😊 Całość fajnie opowiedziana prowadzi widza labiryntem codzienności, przenosi raz to w odległe średniowiecze, raz w wiek pary, ale fajnie pokazuje kolejne pomysły, rozwój, kolejne marzenia które stawały się rzeczywistością.

Przecież jedynym ograniczeniem jest nasza wyobraźnia! I ta chęć przekucia marzeń (lub potrzeby) w rzeczywistość…

Wrocław – Muzeum Narodowe Gmach Główny, Cztery galerie sztuki europejskiej, polskiej i śląskiej

Opowieść na wystawie stałej w Muzeum Narodowym we Wrocławiu pomyślana jest od ogółu do szczegółu (albo odwrotnie – w zależności od tego, w którą stronę ma się koncepcję by zwiedzać ekspozycje. Autorzy nie narzucają). Na drugim piętrze sztuka europejska od ok. XV wieku. Głównie Anglia, Francja, Niemcy, Hiszpania, Niderlandy i Italia – czyli właściwie przykłady ze wszystkich kierunków Europy. Nazwiska niczego sobie: Pieter Brueghel mł., Lucas Cranach st., Francisco de Zurbarán, Wasilly Kandinsky. Obrazy i rzeźby, sacrum i profanum, no i fajny nienachalny anturaż raczej w klasycznym ujęciu wystawienniczym. Na tym samym piętrze – malarstwo polskie. Dużo eksponatów pochodzi z przedwojennej Galerii Narodowej Miasta Lwowa. Ale we Wrocławiu to naturalne jest… Tutaj też pierwsza liga. Nazwiska znane i rozpoznawalne nawet przez kompletnych laików w przestrzeni sztuki. Na przykład Juliusz Kossak i „Targ koński na Pradze”, Jan Matejko i jego „Śluby Jana Kazimierza”, „Helenka” Stanisława Wyspiańskiego, albo „Prawo – Ojczyzna – Sztuka” Jacka Malczewskiego. Piętro niżej – sztuka Śląska. Dzieła Willmanna i Sprangera i Strobla… Tak przekrojowo od XIV – XX wieku Śląsk dziełami malarstwa i rzeźby stoi! Czy mnie ekspozycja porwała swym pięknem? Tak. Chociaż jest bardzo klasyczna bez nowoczesnych gadżetów i fajerwerków techniki – wciąga. Klasyczna opowieść o sztuce może być też fascynująca. 🙂 Trudno mi wybrać, który fragment wystaw malarstwa i rzeźby mnie wzruszył lub szczególnie zapadł w pamięć. Chyba tak po prostu, dobrze się wystawę zwiedza.

A chociaż nie. Jedno zapamiętałam mocniej. „Dziwnie” podpisane eksponaty (bardzo nieliczne) judaików… Albo menora z chanukiją się pomyliły w opisach albo numerki przy eksponatach się poprzestawiały…

Wrocław – Ogród Zoologiczny

Bardzo rzadko chodzę do ZOO. Ale dałam się namówić i do wrocławskiego poszłam. 😊 To najstarsze ZOO w Polsce przecież! Otwarte zostało w 1865 roku! Jest olbrzymie. Podobno trzecie co do wielkości na świecie. Zatem spacer po ZOO to dłuuuga wyprawa.

Założycielem i pierwszym dyrektorem ZOO był Franz Schlegel. Potem kolejni, ale mnie ZOO wrocławskie kojarzy się bezsprzecznie i jedynie z państwem Gucwińskimi (pan Antonii Gucwiński był dyr. ZOO)i ich programami TV „Z kamerą wśród zwierząt”, w których przedstawiali swoich zwierzęcych ulubieńców. A robili to świetnia!

Ale o ZOO miało być. Spacer, zwłaszcza w pogodny dzień fajny. Dzikie tłumy co prawda ale fajny. To żyrafa oko puści, to jakiś szympans pokaże jak bardzo mu zależy na audytorium, to jakieś mniejsze lub większe zwierzaki leniwie leniuchują w parach lub w pojedynkę. Zachowało się trochę elementów architektonicznych z XIX i początku XX wieku. Na przykład baszta niedźwiedzia, mauretański trochę pawilon małp, japońska brama itd. Są też nowe nowości. Na przykład Afrykarium. Pokazuje to co pod wodą: akwaria, baseny i tunel wodny. Można podglądać ryby i to co pływa od dołu. Ok ok… Widziałam tunel większy – na przykład w Hiszpanii ale ten wrocławski daje radę. Potem kolejne przestrzenie, gdzie mają swoją metę hipopotamy, krokodyle (chyba…) i inne takie, co z natury wolą Afrykę. Obiekt niezły, dobrze zakomponowany do zwiedzania, z zaskakującą trasą pełną niespodzianek. Całość – robi wrażenie bardzo na tak. 😊

Wrocław – Festiwal Kultury Żydowskiej SIMCHA

Człowiek odruchowo szuka radości, zwłaszcza jak ma jej niedobór w organizmie… Wyświetlił mi się post anonsujący wydarzenia Festiwal Kultury Żydowskiej SIMCHA we Wrocławiu. To spakowałam walizeczkę i pojechałam. Jak simcha to simcha. A nuż znajdę to czego szukam…

To jeden ze starszych festiwali kultury Żydowskiej w Polsce. Tyle o nim wiedziałam jadąc. 😊 Na miejscy okazało się – sporo wydarzeń w programie. Choć festiwal miał inną formułę niż ta którą znam z Krakowa – propozycje były OK. Kulinaria – zrobiły robotę! Zarówno wykład o koszerności Magdaleny Maślak, jak i genialnie i z uśmiechniętą energią prowadzone przez szefową kuchni Alessie di Donato warsztaty z kuchni sefardyjskiej – SUPER (a jakie smaczne i cudownie pachnące dania wyszły!!!) 😊 Były też warsztaty odczytywania napisów na macewach (prawdę mówiąc nie doczytałam wcześniej i byłam przekonana że to będzie interpretacja symboliki a było czytanie – ale ok. Pani studentka judaistyki chyba, przygotowała się do prowadzenia warsztatu solidnie 😊). Spacery tematyczne – to fajny pomysł. No i hasanie taneczne co wieczór (co noc właściwie bo się kończyły po 22.00 chyba 😊) na dziedzińcu przed synagogą.

Każdego dnia koncert w Synagodze pod Białym Bocianem (swoją drogą pięknie odrestaurowana kilkanaście lat chyba temu). Te wydarzenia największe wzbudzały zainteresowanie, co jakoś mocno nie dziwi. Cała synagoga wypełniona po brzegi. Ale i oferta koncertowa była ciekawa, więc słuchacze myślę nie wychodzili (sądząc bo licznych bisach) zawiedzeni z koncertów.

Jeden maleńki kamyczek do ogródka muszę jednak wrzucić. Część wydarzeń (nie tylko koncertów) odbywała się we wnętrzu synagogi (czynnej przecież) lub w mykwie. I to akurat super. Wielu mężczyzn na takowe przychodziło ze swoją kipą, którą zakładali przed wejściem lub w jakimkolwiek innym nakryciu głowy. Ale… Pewnie nie każdy wiedział że nakrycie głowy powinien mieć lub może ktoś zapomniał zabrać… Szkoda, że organizatorzy nie zapewnili jakiś choć jednorazowych kip przy wejściu, tak w ramach biletu. By każdy mężczyzna obowiązek nakrycia głowy w synagodze miał szansę wypełnić…

Dolnośląskie – Wrocław

Nie wiem od czego zacząć subiektywne podglądanie Wrocławia… To miasto pojawia mi się w życiu jak bumerang co jakiś czas. Dziwne jakieś…

Stolica Księstwa Wrocławskiego, prowincji Śląskiej potem województwa wrocławskiego i dolnośląskiego. Ot – z zawodu, stolica 😉Historia Wrocławia.. och czasów antycznych sięga i jest przebogata. W jednym maleńkim post nie sposób opowiedzieć (w kolejnych subiektywnych podglądaniach, odcinkowo może się uda ciut więcej 😊) ale z tych istotniejszych: Szlak bursztynowy i Via Regia się tutaj przecinały; w czasach Piastów był jednym z głównych miast a do powstania Ostrowa Tumskiego (obecnie dzielnicy) sam Mieszko I się przyczynił; potem Piastów Śląskich był oczkiem w głowie; a potem monarchia Habsburgów, a potem wojny śląskie, potem legiony polskie i Napoleon itd. itd. itd.

Miasto przez wieki było mieszanką mieszczan pochodzenia śląskiego, niemieckiego, polskiego, żydowskiego, czeskiego i paru jeszcze innych. I to trochę widać w architekturze i urbanistyce. Cały Wrocław to taki gobelin utkany z różnych tradycji i religii. Może dlatego tak lubię to miasto… Na początek – pełne wyrafinowanej elegancji ryneki z dwoma ratuszami! Stary iście koronkowej roboty i bielą (prawie bielą 😊 ) odcinający się nowy. Przecudnej urody pałace – na przykład ten Spatgenów lub Schaffgotschów. Dom handlowy Petersdorffa (zaprojektowany przez Mendelsohna). Mnóstwo kościołów – ale to na osobną opowieść. Uniwersytet Wrocławski. Ach! Jakie tam cuuuuuudowne wnętrza są! Z Aulą Leopoldianą na czele! Aż się chce tytuły i stopnie naukowe zbierać, jeśli w perspektywie promocje a takim anturażu miałyby być! Żółciutki dworzec główny, kamienice, kamieniczki, pałace, pałacyki, browary, domy handlowe, restauracje (jedna z nich w piwnicy świdnickiej jest jedną ze starszych w Europie)… Opera… To chyba powód żeby do Wrocławia jechać ponownie, bo dotąd nie udało mi się załapać na spektakl żaden 😊 No i Narodowe Forum Muzyki. Tak1 Powinnam się do Wrocławia wybrać ponownie tym razem operowo – koncertowo.

Co jeszcze takie wrocławskie? Mosty i kładki. Jest ich… dużo 😊 Ponad trzysta zdecydowanie. Ale też i zasadność ich niekwestionowana. Odnogi rzeki, kanały, potoki i inne takie nałożyły się na miasto niczym wodą dziergana serweta. No i krasnale! Pierwszy pojawił się jako pomnik Pomarańczowej Rewolucji (wtedy malowano krasnale na murach – takie graffiti). A potem to już poszło falą! Całe stada krasnali wszelakich opanowały zakamarki i zaułki Wrocławia. Pod nogi wchodzą na traktach turystycznych, zerkają zza węgła, chowają się na liśćmi na klombach, odpoczywają na progu… A jaka ich różnorodność! Jest 100matolog, Atlasik, Wykształciuch, Życzliwek, Państwo Młodzi, Miłostek,  itd. itd. itd. Miło się uśmiechają do gości i mieszkańców. 😊 Podobno krasnale przynoszą szczęście… Więc jak się chce ciut szczęścia „uszczknąć” to wiadomo gdzie. Może jakiś dedykowany na tę okoliczność krasnal już czeka😊  

Dolnośląskie – Wrocław Dzielnica Czterech Wyznań

Jest we Wrocławiu fajna dzielnica. Nie wiem czy jest najbardziej znaną z dzielnic wrocławskich, właściwie to nawet nie jest prawnie dzielnicą – ale fajną, na pewno jest. Dzielnica Czterech Wyznań czasem też nazywana Dzielnicą Tolerancji. Na granicy – pomnik. Dziewczyna w sukience jak kula ziemska. Sukience utkanej z różnych narodów, kultur, religii… Sama dzielnica nie jest jakoś mocno leciwa, bo jej granice wyznaczono w 1995 roku. Na jej terenie obok siebie miejsca modlitwy dla wyznawców judaizmu, katolicyzmu, protestantyzmu i prawosławia. Rzymscy katolicy mieli tu kościół św. Antoniego. Ładna XVII wieczna świątynia w bielach i błękitach pomyślana. Kawałek dalej sobór Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy i Podwyższenia Krzyżu Pańskiego. Jak na sobór – niewielka to cerkiew ale z tradycją wielowiekową. Przy czym nie zawsze służyła prawosławiu – to dopiero od połowy XX wieku. Ewangelicy augsburscy mają kościół Opatrzności Bożej (dawny dworski) To świątynia z metryczką XVIII wieczną. Podobnie leciwa jest Synagoga pod Białym Bocianem. Kiedyś stała tutaj gospoda pod Białym Bocianem. Gmina wykupiła teren, rozpoczęła prace ale nazwa została.

Oczywiście śladów wszystkich czterech wyznań jest we Wrocławiu znacznie więcej. Dla mnie jednym z bardziej klimatycznych jest Bejt Chajim przy Ślężnej – Stary cmentarz żydowski. Macewy takie małe obrośnięte mchem, a obok olbrzymie rodowe niczym mauzolea. Wszystkie z symbolami, znakami, datami, nazwiskami czasem znajomo brzmiącymi 😉 – rozmawiają z przechodniami. Taki dialog żywych i zmarłych. A może żywych i umierających… A wszystko otulone pnączami, krzewami, bluszczami… To co wytworzone ręką człowieka otula czule natura. Taka wrocławska wersja Angkor… i kot cichutko przycupnął w zieleni… Cichutko – by kocim stąpaniem nie zagłuszyć ciszy…

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑