Tag: Warszawa (Page 4 of 5)

Warszawa – Zamek Królewski, „Apartamenty królewskie”; „Pokoje prezydentów II RP i władz na uchodźstwie”

Co jest super fajne w Zamku królewskim w Warszawie? Uśmiech pracowników! Przecież tam dzikie tłumy turystów przewalają się każdego dnia… To może być jednak czasem męczące… Ale już w kasach zza szyb uśmiech pań ich wita i cierpliwe wyjaśnianie co na jakiej trasie można zobaczyć. Potem analogicznie w kolejnych salach panie i panowie uśmiechniętym spojrzeniem witają zwiedzających. No miłe to po prostu! A i przydatne 😊 Bo w ofercie wystaw stałych jest dwanaście pięknych ekspozycji. To nie jest tak, że są jakoś bardzo mocno wydzielone. Często przenikają się ze sobą, jedna przechodzi w drugą, kilka jest na jednej trasie… Zatem podpowiedzi pracowników – w cenie 😊

Karkołomnym i chyba niepotrzebnym zabiegiem byłoby poukładanie kolejnych ekspozycji przyczynowo skutkowo. Choć trochę tak jest. Dwie z nich dla mnie są spójne, choć nie usytuowane bezpośrednio po sobie. Najpierw „Apartamenty królewskie”. No WOW!!! Najpierw apartamenty „służbowe” 😉 W Sali rady zbierał się pierwszy stały rząd polski: król i 18 senatorów oraz 18 posłów. A potem ociekająca złotem i czerwienią Sala Tronowa i równie mocno kipiąca złotem – balowa. Wszystkie wyglądają imponująco – i co ważne – we wnętrzach można zobaczyć nieliczne zachowane artefakty które II wojnę przetrwały.  A jak król popracował to przenosił się na relaks do prywatnych pokoi. Zielony pokój Stanisława Augusta i Żółty pokój, który robił za jadalnię. W tym żółtym – odbywały się słynne obiady czwartkowe 😊 Dla mnie – najpiękniejsza jest zaprojektowana prze Fontanę, sypialnia. Cisowe boazerie, przytulna kolorystyka, filiżanka kawy (lub herbaty bardziej sądząc po kształcie filiżanki. Ale ja fanką kawy jestem więc… 😉 ). Noooo w takiej pewnie miałabym sny iście królewskie! 😊

Ekspozycja, która dla mnie jest spójna z królewską to „Pokoje prezydentów II RP i władz na uchodźstwie”. W sumie takie kontinuum „Szefów” Polski 😊. W 1918 roku Zamek najpierw został oddany Naczelnikowi Państwa – Józefowi Piłsudskiemu a potem prezydentom. W sumie od Wojciechowskiego począwszy bo Narutowicz zbyt krótko był prezydentem i urządzić się nie zdążył. No i tak mamy kolejne gabinety i biurka tych, którzy przy owych biurkach decydowali o dość ważnych kwestiach w tym kraju… Niektóre z biurek, zupełnie niezły klimat do pracy twórczej sprawiają. Aż przy takim usiadłoby się, jakąś książkę popełniło, albo ot – scenariusz jaki… 😊

Trasa królewska, audio przewodnik albo żywy przewodnik prowadzi po kolejnych salach, kolejnych ekspozycjach… Jest pięknie, zachwycająco… Czasem ocieka złotem, czasem błyszczy zwierciadłami, czasem pojawiają się jakieś „stopklatki” z dawno słuchanych lekcji historii… I dopiero na spokojnie, gdy się myślą do Zamku wraca, opowieść zaczyna się układać w ciąg historii. Bo Zamek Królewski w Warszawie – historię Polski opowiada pięknie!  

Warszawa – Żydowski Instytut Historyczny „Ramię przy ramieniu? Żydzi w polskich dążeniach niepodległościowych 1794-1918”

„Ramię przy ramieniu? Żydzi w polskich dążeniach niepodległościowych 1794-1918” – czasowa wystawa w ŻIH w Warszawie . To taki POLIN w pigułce. Czy można się czuć i Żydem i Polakiem? Wiele osób żydowskiego pochodzenia, które urodziły się na ziemiach polskich i tutaj od wielu, wielu, wielu pokoleń mieszały, tak właśnie mają. Czują się i Polakami i Żydami. Taki mentalny mix… To chyba generalnie tak działa jeśli ktoś jest jednej (lub podwójnej) narodowości ale urodzony i wychowany w innym kraju. To co „swoje” jest podwójne. Kultura i tradycja żydowska jest moja ale kultura i tradycja polska – też jest moja… Taki bonus od losu. 😉 Wiem, wiem… Nie zawsze jest tak różowo i pięknie… Ale o tym jest wystawa. O Polakach Żydowskiego pochodzenia, którzy brali czynny udział w powstaniach, którzy walczyli o swoją polską ojczyznę. Ale i o tych chwilach gdy następowało zniechęcenie do patriotyzmu albo odrzucenie ich – bo są „inni”. O asymilowaniu się ale i o trwaniu przy tradycji przodków. Ot – fajnie zaaranżowana wystawienniczo niewielka ekspozycja.

Warszawa – Żydowski Instytut Historyczny, „Oneg Szabat”

Byłam kilka dni temu na wystawach w ŻIH w Warszawie. Przekonana, że pierwszy raz idę. Ale gdy przez arkady popatrzyłam na „zrekonstruowaną” z zachowanych resztek Małą Synagogę – jestem pewna, że już tu kiedyś odwiedziłam to miejsce. Znam je… Kiedy i dlaczego, nie mam pojęcia. Taka „stop klatka” z kiedyś. A w Żydowskim Instytucie Historycznym dwie wystawy stałe. Jedna to wspomniana już synagoga a właściwie kilka jej elementów w niewielkiej sali ekspozycyjnej. Jest Aron ha-kodesz, w gablotach kilka wytworów rzemiosła na przykład naczynie na etrog, chanukija itp. Można wejść do środka lub prze okno na piętrze obejrzeć z góry. Druga to ekspozycja opowiadająca o Oneg Szabat – czyli ugrupowaniu konspiracyjnym działającym w getcie warszawskim. Całość pokazana w oparciu o zachowane i odzyskane archiwalia. Twórcą, który z narażeniem życia zabiegał o to historyczne dziedzictwo był dr Emanuel Ringelblum. W jednej z piwnic getta ukrywano dokumenty, zapiski, świadectwa… By nie wszystko umarło… Całe odnalezione archiwum jest na liście „pamięć świata” UNESCO.

Warszawa – POLIN „Діти: koncert z okazji Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu”

Holokaust był demoniczną koncepcją. Globalne wymordowania jednego narodu. Dlatego tylko, że ktoś wyznawał religię, był narodowości Żydowskiej…  Ale… Pomimo oceanu cierpienia, które zostało wówczas zgotowane – dzisiaj nadal na całym świecie w synagogach brzmi modlitwa. I nadal w piątkowy wieczór zapala się świece, nad którymi słychać śpiew „Szalom Alejchem”. W przeddzień Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu w POLIN odbył się koncert. Był repertuarze Markowicz, Lutosławski, Mahler. Było poważnie… Gdzieś w tle brzmiały kontrabasem dźwięki grozy historii. Ale brzmiał też jasny promień pewności, że demoniczne plany nie mogą się udawać… Po prostu nie mogą…

עַם יִשְׂרָאֵל חַי

Warszawa – Teatr Wielki Opera Narodowa „Traviata”

Opowieść o dziewczynie, która zapomniała, że nie wolno się zakochać bo to prędzej czy później źle się kończy. „Traviata” Verdiego o czym jest – wiadomo, ale ta realizacja w Operze Narodowej w Warszawie opowiedziana została faktycznie w scenerii nocnego klubu… z całym pakietem jego „atrakcji” i z całym wachlarzem barwnych osób odwiedzających takie miejsca. 😊 😊 Scenografia a bardziej chyba nawet kostiumy nie pozostawiają cienia wątpliwości.. W sumie niby ok. Na początku niemal wizualizowały mi się kadry z „Moulin Rouge” Luhrmanna. W sumie opowieść podobna… W obsadzie 10 maja – właściwie całą robotę zrobiła (wyśpiewała) Ruslana Koval. Dobry głos, dobrze aktorsko zagrana rola! Choć nawet ona czasem zagłuszana była ciut, skrzypieniem ruchomej sceny…

Warszawa – 22 Festiwal „Sinfonia Varsovia swojemu miastu”

22 Festiwal „Sinfonia Varsovia swojemu miastu” został zainaugurowany!!! 😊

Fajnie ma ta Warszawa… Dostaje festiwal muzyczny od fantastycznych muzyków. Właściwie więcej niż festiwal bo przez najbliższe dni koncerty i warsztaty „Moje ciało – moje miejsce – moja muzyka”. A sam koncert inauguracyjny? Super! Lekki, letni repertuar, doskonałe wykonanie, dyrygent – zrobił show, całość pod czujnym okiem Dyrektora Sinfonii, który ciepłym głosem rozpoczął – i… niech się dzieje festiwalowo dla Warszawy (przy czym goście z różnych zakątków Polski też się załapali 😊)

Wykonawcy:

Kwartet saksofonowy:

Paweł Gusnar – saksofon sopranowy

Oskar Rzążewski – saksofon altowy

Krzysztof Koszowski – saksofon tenorowy

Wojciech Chałupka – saksofon barytonowy

Sinfonia Varsovia

Aleksandar Marković – dyrygent

Mariusz Gradowski – prowadzenie koncertu

Program:

Claude Debussy – Preludium do „Popołudnia Fauna”

Arthur Honegger – Pacific 231

Philip Glass – Koncert na kwartet saksofonowy i orkiestrę

Maurice Ravel – Bolero

Mazowieckie – Warszawa

Wybrałam się na spacer. Tak bez powodu, celu i sensu. Ot tak gdzie nogi poniosą, żeby mózg przewietrzyć – więc chyba powód jest nienajgorszy. Słonce pięknie kładło długie cienie i ciepłym światłem otulało wszystko dookoła. Plan był na Warsaw by night ale się zimno zrobiło i wyszła mi Warszawa wieczorową porą 🙂

Mazowieckie – Warszawa Łazienki Królewskie

Zrelaksować się w Warszawie najlepiej w Łazienkach. W XVIII wieku założył je Staś Poniatowski i miał rację! To cztery ogrody: Romantyczny, Chiński, Królewski i Modernistyczny – i sama nie wiem, który piękniejszy. Jeden przenika bowiem w kolejny, we wszystkich można się zagubić. Zamieszkują je tabuny zalotnych wiewiórek, melancholijnych kaczek i dumnych pawi… .Najpiękniejszą budowlą kompleksu parkowo-pałacowego jest pałac na wyspie (czasem „na wodzie” zwanym). Zbudowany w XVII a przebudowany w XVIII wieku. Posiada wszystko co do życia konieczne: jadalnię – bo jedzenie jest przyjemnością dla wszystkich zmysłów (obiady czwartkowe tam się działy 🙂 ), bibliotekę i sypialnię – potrzebne każde z nich w równej mierze dla ducha i ciała. No i sale koncertowe, co ważne, też są. Lubię również Oranżerię i Starą i Nową. Obie fajne ale wolę Starą bo przestrzenna, i klasyczna i z klimatyczną galerią rzeźby, i cudownym teatrem królewskim jednym z nielicznych w Europie, które od XVIII wieku działa. Piękny plafon z Apollinem… czyli Stanisławem Augustem – czyli Apollinem… 🙂 w towarzystwie Sofoklesa, Szekspira, Moliera i Racine’a; no i muzy bo „robienie sztuki” bez muzy nie jest możliwe!!!!

Mazowieckie – Warszawa Łazienki Królewskie Drzewo Pendereckiego

A w Łazienka Królewskich oprócz drzew przeróżnych szumiących zielenią mają też „Grające drzewo” Pendereckiego 😊 Swoją drogą nie miałam pojęcia, że Łazienki takie wielkie! To grające polazłam zobaczyć. Nie wiem czemu w orbicie Chopina zaczęłam szukać. Pewnie myśl po linii „kompozytor” poszła. I do tego wydawało mi się, że to grające jest gabarytów prawie jak chopinowski pomnik. Okazało się, że ustawione po drugiej stronie Łazienek, na skraju, w Ogrodzie Modernistycznym. A i z gabarytami instalacji artystycznej nie trafiłam. Bo na drzewo grające można (przy moim 155 cm wzrostu na płaskim obcasie 😊 ) patrzeć bez wysiłku z góry! Drzewa zielone się w jego lustrzanych konarach odbijają… Muzyka sączyła się przy akompaniamencie strug deszczu… Stada wiewiórek tańczyły, skrzydlaci robili za śpiewaków… Symfoniczny spacer…

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑