Tag: Słowenia

Słowenia – Brezje

Sporo sanktuariów maryjnych to „niewielkie wioski”. Tak jest też w słoweńskiej Brezje. Wioska mała ale sanktuarium największe w kraju. Miejsce to nie posiada wyjątkowo długiej historii, bo choć pierwszy kościół powstał tu w XV wieku, to jednak samo sanktuarium to dopiero przełom XIX i XX wieku. To co przyciąga pielgrzymów (i turystów) to kaplica Matki Bożej skrywająca cudami słynący obraz. Ikonograficznie – jest to wolna interpretacja na temat Marii Cranacha z Innsbrucku. Autorem obrazu jest Leopold Layer, a sam obraz – swoistym wotum, bowiem artysta poprzysiągł namalować go, gdy przebywał w więzieniu (zamknęli go bo pieniądze podrabiał…). Skończył malować, do kościoła oddał, i… Cudowne uzdrowienia zaczęły się wydarzać.

Czy tu gwarno? Jak na Słowenię – tak. Jeśli więc ktoś szuka majowego wyciszenia zawsze może udać się do pobliskiej doliny potoku Peračica i tam wsłuchać się w szum pięknych wodospadów, nucących czasem cichutko…

Słowenia – Lublana

Pierwsze zabudowania powstawały ok 2000 p.n.e… Kawał czasu… Oczywiście z tego czasu jakimiś mocno spektakularnymi zabytkami Lublana poszczycić się nie bardzo może ale z czasów rzymskim już bez większego problemu. 🙂 Tak czy tak – kawał historii ma za sobą miasto jak nic. Lublana rozwijała się przez całe wieki średnie. W XV wieku zyskała miano ważnego ośrodka sztuki. I… faktycznie coś z artyzmu ma. Taki niewytłumaczalny, wyczuwalny podskórnie lub podświadomie (jak kto tam woli i co kto ma bardziej rozbudowane) klimat sprzyjający myśli twórczej. Fajnie powłóczyć się uliczkami miasta (ale ja to generalnie lubię i praktykuję z założenia…) i pozaglądać w kilka miejsc – takich z grupy „niczego sobie”. Na przykład katedra św. Mikołaja. Oj jak tam barok kapie ze ścian różowym marmurem, stiukami, freskami. Cudowny spektakl światła i teatru – barocco po prostu. Kawałek dalej można zobaczyć słynny potrójny most. W wiekach średnich powstał w tym miejscu pierwszy – zwany szpitalnym, potem w XIX zbudowano nowy – dedykowany arcyksięciu Franciszkowi Karolowi. Na koniec na początku XX dobudowano dwa jeszcze by przepustowość poprawić. No i jest atrakcja turystyczna jak malowanie! Zamek też ładny. Na kolana wyjątkowo nie powala ale ładny. No wiem, archeolodzy znaleźli tu nawet celtyckie ślady – ale i tak nie powala. W sali herbowej (chyba najatrakcyjniejsze miejsce w całym kompleksie) siedział, pamiętam, jakiś umyślny i wprawnym ruchem ręki kaligrafował co tam kto chciał, na początek ordynując imię rozmówcy – jeśli kto przystanął i w rozmowę się pozwolił wciągnąć. A! w ścisłym centrum zupełnie niezłe restauracje. Jedną z lepszych sarnin jakie jadłam – to tam! A jaki fantastyczny štrukli w stu wersjach smakowych!! Mmmm… kulinarne odwiedziny w Lublanie – to w pełni uzasadniona koncepcja.

Słowenia – Piran

Piran jest perłą wybrzeża Słowenii. A że perła – to i tłoczno zwłaszcza w sezonie – to naturalne… Tak! Naturalne wszędzie z wyjątkiem Piranu. Tutaj (mimo najazdu turystów) w środku sezonu znajduje się takie zaułki gdzie zaszyć się można z książką, a towarzystwa dotrzymują jedynie koty.

Piran pamięta czasy Rzymskie i to czuć, widać i słychać. Słychać nie tylko dlatego że w j. włoskim porozumiewanie się jest równie naturalne i oczywiste co w j. słoweńskim. Tutaj wszędzie sączy się muzyka – głównie utwory urodzonego w tym mieście słynnego skrzypka i kompozytora włoskiego Giuseppe Tartiniego. Nie sposób też nie wspomnieć o słynnej „wenecjance” – czerwonej uroczej kamienicy, która wprost kwintesencją weneckiego gotyku jest.

Sporo też kościołów. Dźwięk ich dzwonów to urocza muzyka miasta. Najważniejsza i chyba największa świątynia poświęcona została „smokobójcy” – św. Jerzemu. To dla odmiany czysty włoski renesans. Nawet kampanila obok spora stoi (wysoka na 47 m.) prawie jak w Wenecji…

Słowenia – Žiče

W Dolinie Świętego Jana Chrzciciela musi się znajdować jakiś klasztor… Jak musi – to jest. 🙂 Kartuski klasztor w Žiče! A precyzyjniej – nieopodal tej wsi, w rzeczonej dolinie stoi. Był pierwszym klasztorem tego niegdyś prężnie rozwijającego się zakonu, wzniesionym poza terytorium Francji. Powstał w połowie XII wieku z inicjatywy margrabiego Styrii, Ottokara III, który później swoją drogą, znalazł tu miejsce wiecznego spoczynku. Podobno gdy Ottokar wrócił z krucjaty, dla relaksu udał się na łowy w pobliskich lasach. W pewnym momencie zobaczył białą łanię prześlicznej urody. Ruszył w pogoń, jednak nie zdołał jej dogonić. Znużony położył się w cieniu drzew by odpocząć. Wówczas we śnie ukazał mu się św. Jan Chrzciciel odziany w białą skórę (niczym żywcem z tej łani ściągniętą) i nakazał Ottokarowi wznieść w tym miejscu klasztor ku swojej czci. Margrabia przestraszony snem zbudził się z krzykiem, ale ujrzał jedynie umykającego w zarośla białego królika. Stąd nazwa klasztoru – Seiz Charterhouse.

Sam kompleks klasztory zbudowany został według zasad obowiązujących w zakonach kartuskich. Kościół i system zabudowań klasztornych otaczał wysoki mur. Niegdyś był prężnym ośrodkiem życia religijnego. Dzisiaj – w ruinie. Sterczące w niebo mury i resztki zabudowań klasztornych oplata bluszcz. Fragmenty dobrze zachowane, utrzymane i troskliwie zaopiekowanie przez konserwatorów. W jednej z sali nawet niewielkie muzeum. Wokół szumią drzewa i szemrze rzeka. Powoli sacrum architektoniczne przemodlonych murów splata się z sacrum natury…

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑