Tag: Muzeum Krakowa

„Historia na wybiegu”, cz. 1 „Tak krawiec kraje…”

Na przestrzeni lat moda kształtowała zmysłowość ludzi, rozbudzała ich potrzeby i rozwijała kreatywność. Strój prowokował, informował, czasem nawet był wyrazem buntu. Prowadząca spotkanie Lucyna Maria Rotter zagląda do „szafy dziejów” pełnej historycznych faktów, symbolicznych przekazów, postaci i rekwizytów, pełnej modowych zagadek. W tym podglądaniu historii wspierają ją tancerze ze Szkoła Tańca Jane Austen.

Pierwsze spotkanie „Tak krawiec kraje…”.

Żeby zaistniała moda, to najpierw trzeba uszyć ubranie… I tu pojawia się pytanie: z czego? Pierwsze skojarzenia biegną w kierunku tkanin. Historia zaordynowała nam wiele możliwości. Jedwabie, płótna, wełny, bawełny… Ale czy tylko tkaninę wykorzystywano do stworzenia kreacji? Co kierowało krawcami i kreatorami mody by sięgać po niekonwencjonalne rozwiązania? Które tkaniny zrobiły karierę? I czy niecodzienne pomysły na to „z czego uszyć” to przywilej tylko XX wieku?

scenariusz i prowadzenie dr hab. Lucyna Maria Rotter prof. UPJPII, aranżacja aktorska: Maja Zawada, Konrad Zawada, kierownictwu projektu i nadzór producencki Justyna Kasińska, fot. Bogdan Krężel, Piotr Idem, Justyna Kasińska, realizacja nagrania rolki Anna Stasiak.

Pałac Krzysztofory – oddział Muzeum Krakowa

Kraków – Muzeum Krakowa, Dom Zwierzyniecki „przeMieszczanie. Przedmieszczanin”

Dom Zwierzyniecki (oddział Muzeum Krakowa). Niewielka przestrzeń ale zaaranżowana świetnie. Mocne barwy „robią robotę”, logiczny ciąg opowieści. I miejsce na gadżeciarskie zabawy, które lubią wszyscy nawet jeśli się do tego nie przyznają – też jest. 🙂 Aktualnie można zobaczyć „przeMieszczanie. Przedmieszczanin” fajna próba zdefiniowania, kim właściwe jest/był mieszkaniec przedmieść. Jak współcześnie zmieniła się definicja mieszczanina. Czy istnieje jeszcze taka grupa społeczna? Czy też po prostu część ludzi mieszka w miastach. Ja zmienia się też definicja przedmieścia. To co do niedawna było uważane za peryferie miasta obecnie awansowało do miana centrum.

Ogólne wrażenia bardzo na tak. 🙂

Kraków – Muzeum Krakowa, Pałac Krzysztofory „Kraków od początku, bez końca”

Kraków jest piękny! I to jest prawda, która nie pozostawia miejsca na negocjacje 😊

A jeśli kwintesencję i istotę i sedno miasta ktoś chce poznać i zrozumieć – to Pałac Krzysztofory (Oddział Muzeum Krakowa) winien odwiedzić 😊 Wystawa stała „Kraków od początku, bez końca” zaczyna się od legendarnego Krakowa. W podziemiach ukryte, uchylają tylko rąbek tajemnicy… Tu maszkarony z sukiennic „wyśpiewują piękno Krakowa” i ma swoją miejscówkę wróżka – może ta z Piwnej 7 a może ta z Sukiennic… A potem pracownia mistrza Twardowskiego. A dalej Jama Michalika i cała śmietanka literatów, poetów, malarzy i artystów wszelkiej proweniencji … Bractwo Kurkowe Krakowa słynne na całą Polskę i świat  – również ma swój zakątek w muzeum. Tu dumnie metalowe pióra stroszy jeden z piękniejszych w Polsce kurów kurkowych. A dalej świat artystów i tych piwnicznych i tych skupionych wokół Kantora i rzeźby Chromego i płótna Matejki… Na kolejnych piętrach obrazów i rzeźb znanych artystów znacznie więcej. Przecież Kraków zawsze przyciągał duchy poetyckie i inaczej patrzące na świat – jak magnes. Bo w Krakowie „chodzi się z księżycem w butonierce i tu wiersze rodzą się najlepsze…”

Kraków jest multireligijnym miastem. Dlatego osobna opowieść jest na pierwszym piętrze o religiach. Jest katolicyzm i jest judaizm i jest prawosławie i protestantyzm w kilku odmianach. To piękne było (i nadal jest!) gdy osoby praktykujące różne religie z różnych świątecznych powodów procesyjnie lub orszakiem idą ulicami Krakowa; gdy w oknach zapalają się choinki lub chanukije, gdy dzwonią dzwony wzywając do kościoła lub śpiew dobiegający z cerki lub kirchy zapraszający na liturgię albo brzmi „Szalom Alejchem” wzywające do kolacji szabatowej… Ot Kraków…

W kolejnych gablotach – świat akademicki. Uniwersytetów i wyższych uczelni mamy w Krakowie – do wyboru do koloru. W jednej z gablot toga profesorska. Lubię ten „fatałaszek” 😊 Dla togi zrobiłam habilitację – tak mi się na promocji doktorskiej ta czarna doktorska spodobała! 😉 Tyle, że w gablocie muzealnej jest fioletowa – nauk teologicznych. Ja mam szafirową (nauk humanistycznych) – czyli najpiękniejszą 😊  W kolejnych salach, rajcy i włodarze miasta i sceny z historii, które Krakowianie pamiętają… Na przykład wierny pies Dżok, który czekał na swojego pana przy Rondzie Grunwaldzkim. Pana zabrało pogotowie – pies wiernie czekał… Nadal czeka bo w tym miejscy jest jego pomnik. Pomnik psiej wierności…

Potem opowieść o wsiach podkrakowskich i strojach krakowskich, które symbolem polskości się stały. A że Kraków lubi się też bawić na wyrafinowanych balach 😊 to w Sali Baltazara Fontany ożywają obrazy (tylko niektóre 😉 ) i w wir taneczny pary na nich ruszają. Ale już absolutnym hitem jest szopka krakowska, do której można… wejść! Poczuć się jak laleczka w pałacu ze staniolu, sreberek i złotek. Bajka! To taki Kingsajz w wersji krakowskiej albo raczej spełnienie dziecięcych marzeń.

Bo w Krakowie spełniają się marzenia… Naprawdę! Wiem coś o tym. Urodziłam się pod samym Wawelem przecież… 😉

Kraków – Muzeum Krakowa, Krzysztofory „Wincenty Wodzinowski Czuły obserwator”

To, że w muzeum można pooglądać – jasne. To, że często można też posłuchać bo coś tam w tle muzyka lub odgłosy – to też jasne. Czasem się zdarza, że coś można wziąć do ręki, poznać przez dotyk. Ale, że można też powąchać??? No to się rzadko zdarza. Ale w Krakowskich Pałacu Krzysztofory (Oddział Muzeum Krakowa) sporo niesamowitych i zaskakujących rozwiązań jest. W Krzysztoforach tak już mają że zaskakiwać niestandardowymi pomysłami lubią i wiedzą jak to zrobić! 😊 Tym razem takim bardzo pozytywnym zaskoczeniem wystawienniczym jest czasowa wystawa „Wincenty Wodzinowski Czuły obserwator”. Zasadniczo malarz znany. Może nie z pierwszych szeregów tak dla przeciętnego zjadacza chleba ale w bardzo wielu muzeach jego prace wiszą. A że twórcą był płodnym to i jest czym dzielić. Pierwsze skojarzenie z twórczością Wodzinowskiego – wieś krakowska. Na jego płótnach jest baaardzo kolorowo ale i krakowiańczczyzna w jej wszelkich odmianach kolorowa jest mocno – na stroje wystarczy popatrzyć! Zatem „kolorowe farbki” Wodzinowski brał i kolorowo ale i z czułością malował… życie wsi podkrakowskiej, Tak na co dzień, tak od święta, tak w smutnych momentach i tak w bardzo radosnych. A malował pięknie. Na jego obrazach słychać prawie muzykę kapeli i przyśpiewki i czuć prawie zapach koszonej trawy… A w Krzysztoforach – nawet dość dosłownie… Bo w salach dedykowanej tej części twórczości Wincentego słychać śpiew ptaków jakieś odgłosy wsi… A kto nie wie jak pachnie siano (nie oszukujmy się większość zwiedzających nie wie… 😊 ) może powąchać bo w dedykowanych skrzyneczkach świeże sianko czeka niczym we flakonikach z perfumami 😊 Dalej Wodzinowski jako legionista. Grafiki, portrety, mundur – wszystko w anturażu bieli ścian i podłóg by rozedrganą w kolorach opowieść wsi podkrakowskiej uspokoić, by widz nie miał wątpliwości, że to już inna część życia artysty. Potem kolejne sale to Wodzinowski – portrecista. Takie portrety, że portrety ale też portrety w kostiumach. Moda na rustykalne klimaty co jakiś czas się pojawia i przybiera różną formą. Wtedy – było to przebieranie się w kostiumy inspirowane (często dość dosłownie) strojami krakowskimi. Dlaczego tak? Bo stroje krakowskie ładne są i basta! Ale też dlatego, że ludyczność zwłaszcza ta krakowska była trochę symbolem, trochę manifestacją przekonań patriotycznych, narodowych – polskości po prostu. Więc się portretowano w serdakach, kwiaciastych chustach itd. itd. itd. A na zakończenie kilka pejzaży, którym na wystawie zdarzyło się wyśliznąć z ram i zająć ciut więcej miejsca. Porozciągały się leniwie na ścianach i zasłony i takie letnio i wakacyjnie sobie leżakują. 😊

„Wincenty Wodzinowski Czuły obserwator” – wystawa, którą można obejrzeć, usłyszeć, dotknąć i powąchać… Zwykły -niezwykły krakus, zwykły -niezwykły artysta, zwykła-niezwykła wystawa, zwykłe-niezwykłe muzeum… No jak nie pójść?! 😊

Kraków – Muzeum Krakowa, Wieża Ratuszowa

Wieża Ratuszowa (oddział Muzeum Krakowa). Właściwie resztka dawnego ratusza krakowskiego, zburzonego w XIX wieku. Koncepcja zwiedzania polega na tym, że na ponad 70 metrową wieżę wspinamy się wąskimi kręconymi schodami (każdy innej wysokości!) robiąc co piętro przystanek na ekspozycję i podziwianie Rynku z góry. Przy czym, podziwianie się sprawdza; ekspozycja – no… na tyle niewielka, że nie przeszkadza podziwianiu tego co za oknem.

A! I istotna uwaga dla Pań. Jeśli założyłyście akurat wąską spódnice – odwiedziny krakowskiego Ratusza odradzam… Schody nie mają litości…

Kraków – Muzeum Krakowa, Rydlówka

Czasami jakieś pozornie przypadkowe spotkanie, pozornie przypadkowe działanie, uruchamia jak domino serię kolejnych… i zaczyna się dziać… i opór daremny… a i w sumie – nie potrzebny. 😏 Myślę, że trochę chyba tak było z Wyspiańskim. Był pewnie na dziesiątkach wesel, bliższych i dalszych znajomych… Ale to jedno uruchomiło domino. 😁

W Bronowicach jest oddział Muzeum Krakowa – Rydlówka. Tutaj miało miejsce wesele Lucjana Rydla i Jadzi z Mikołajczyków. Impreza jak impreza – ale jeśli się zaprasza takich gości jak Wyspiański to istnieje duże niebezpieczeństwo przejścia do historii. I to w jakim stylu! Wesele stało się inspiracja dla „Wesela”. A goście weselni tanecznym krokiem weszli do dramatu najwyższych młodopolskich lotów.

A samo muzeum. To w sumie ekspozycja jednego wydarzenia. Przy okazji muzealnej opowieści o tym powtarzanym wciąż na deskach teatrów weselu, można podglądnąć pracownie artysty (Pana Młodego), spod którego pióra wyszło przecież parę fajnych rzeczy (osobiście najbardziej lubię „Zaczarowane koło” i „Betlejem Polski”), zobaczyć kilka niezłych płócien czy pasteli, kostiumów teatralnych i strojów bronowickich. W sumie fajne klimatyczne miejsce. Taki prawdziwy podkrakowski dworek, gdzie niezmiennie artyzm i wysoka sztuka miesza się z ludycznością, a kwitnące kwiaty z ogródka zaglądają ciekawsko do okien by sprawdzić czy dobrze wyszły na płótnach młodopolskich artystów. 🥰

Kraków – Muzeum Krakowa, Fabryka Schindlera

„Tak, ja nie mam nic, ty nie masz nic, on nie ma nic – zaśmiał się głośno. – To razem właśnie mamy tyle, w sam raz tyle, żeby założyć wielką fabrykę…” Tylko, że ta historia działa się w przedwojennym Krakowie a nie w Łodzi 😎. Trzej przedsiębiorcy Michał Gutman, Izrael Kohn i Wolf Luzer Glajtman, założyli w 1937 roku Pierwszą Małopolską Fabrykę Naczyń Emaliowanych i Wyrobów Blaszanych „Rekord”. Zaczęło się cudnie ale szybko padło, bo już w 1939 roku (trzy miesiące przed wybuchem wojny) fabryka splajtowała. W listopadzie zarząd nad fabryką przejął Niemiec – Oskar Schindler. Firmę – rozwinął, co zacne. Ale istota w tym, że uratował ponad 1000 swoich pracowników żydowskiego pochodzenia przed śmiercią… Taki normalny ludzki gest w połamanym świecie…

Ekspozycja – świetna, nawiązująca do dwu pozostałych oddziałów na trasie (Apteki pod orłem i Muzeum Podgórza), trochę przypomina wystawienniczo Muzeum Powstania Warszawskiego… Cały okupowany Kraków jak na dłoni. Wąskie uliczki, gdzie przechadzają się krakowianie, tu sprzedawczyk gazet pokrzykuje, tam biegnie siostra miłosierdzia, a za rokiem jakiś gentleman w meloniku przystanął, a po prawej ortodoksyjni Żydzi debatują o czymś. Jest i fryzjer, i fotograf, i gorseciarka, i modniarka też. I chleb na stole leży, i firanka w oknie powiewa… Czasem przez takie okno wygląda ktoś w meloniku – a czasem w jarmułce… Tu dzwonią dzwony kościołów, tam modlitwy w synagodze. No jak to w Krakowie. Tylko wszystko – kurczę – jakoś niestety w cieniu swastyk…

W każdym razie wystawa wciąga i trzyma widza na krótkiej smyczy… Faktycznie błądzi się po zaułkach okupowanego Krakowa…

Kraków – Muzeum Krakowa, Muzeum Podgórza

Zajazd Pod św. Benedyktem. Brzmi prawie jak tytuł filmu. A to hipotetyczny zajazd w miejscu gdzie obecnie jest jeden z oddziałów Muzeum Kraków – czyli Muzeum Podgórza. Muzeum poświęcone osadzie, która w 1784 stała się miastem a potem dzielnicą Krakowa. Sam budynek przechodził burzliwe dzieje łącznie z decyzją o wyburzeniu. Szczęśliwie ocalał by dzisiaj opowiadać o dziejach tego miejsca od najdawniejszych czasów. Par excellence najdawniejszych bo ekspozycja zaczyna się od legendarnych podań (przecież Podgórze to miasto w cieniu kopca Kraka 🙂 ) i czasów kopalnych, poprzez wieki średnie, rekonstrukcje nieistniejących już budynków, czasy rozwoju rzemiosła i handlu ale też przemysłu, uzyskanie praw miejskich, czasy CK, aż do dziejów najnowszych. Całość nieźle zaaranżowana wystawienniczo – ale to raczej standard w Muzeum Krakowa.

Kraków – Muzeum Krakowa, Apteka pod orłem

Tak właściwie trochę w klimacie czasów, bo farmaceutycznie… „Apteka pod orłem” czyli oddział Muzeum Krakowa. To opowieść o słynnym aptekarzu Tadeuszu Pankiewiczu – właścicielu niniejszego przybytku, ale i opowieść o holokauście oraz o tym jak udawało się zachować w tych najgorszych czasach – człowieczeństwo. Pankiewicz to przecież nie tylko aptekarz ale i Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata… Generalnie aptecznie tu, co wyjątkowo nie dziwi. W samym pomieszczeniu głównym i laboratorium – ampułki, flakoniki, menzurki i setki słoiczków, łyżeczek, moździerzy, które do preparowania mikstur i medykamentów służyły. Ale oprócz receptur na medykamenty, można znaleźć też na wystawie recepty na przeżycie w realiach getta… Wystawienniczo – jak większość w MK – fajne. Spójne, logiczne, dobrze skomponowane. Eksponaty i rekonstrukcje, przeplatają się z instalacjami i wyświetlanymi materiałami filmowymi. Gdy się poszpera i skusi człowieka by uchylić np. szufladę – po łapkach się nie dostanie. 🤭😉 A ciekawość nagrodzona zostaje odkryciem np. fotografii. Aż tak sobie myślę, co jeszcze można odnaleźć zaglądając do którejś z menzurek… kto wie, a nuż jakiś oczekiwany pomysł na specyfik ratujący dziś życie… kto wie… Z bycia kołem ratunkowym lub tarczą, podobno się nie wyrasta. To taki odruch bezwarunkowy, który uruchamia się, gdy ktoś obok wsparcia lub obrony potrzebuje. Hmmm… zadziała….?

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑