Tag: Kraków (Page 2 of 14)

Kraków, 34 Festiwal Kultury Żydowskiej – Koncert Kantorów: Będę chwalił Pana póki żyję, będę śpiewał Bogu memu póki dni moich (Ps. 146,2). W hołdzie błogosławionej pamięci kantora Benziona Millera

W rzymskich termach w 1990 roku był słynny koncert trzech tenorów (Luciano Pavarotti, Plácido Domingo, José Carreras)… 😊 A w Krakowie w synagodze Tempel był 35 lat później koncert trzech kantorów (Shimmy Miller, Nissim Saal, Chaim Gantz) 😊 😊
Miałam okazję posłuchać wszystkich panów w wersji nieoficjalnej w piątek i w sobotę. „Kuluarami” były gościnne progi synagogi Chabad Lubawicz w Krakowie. Wtedy pomyślałam sobie… Jak oni tak śpiewają, modląc się – to jaki to będzie koncert w niedzielę… No i było WOW! Chociaż powiedzieć „wow” to nic nie powiedzieć! Koncert był zdecydowanie pysznym wydarzeniem i to na wysokie C (momentami dość dosłownie 😊 )
Po koncercie długo zastanawiałam się, który z kantorów (w znaczeniu brzmienie głosu) najbardziej do mnie przemówił i najgłębsze struny duszy poruszył. Nie wiem… Aksamit głosu Millera, kryształ głosu Saala czy perlistość dźwięku Gantza… Po prostu brzmieli tak, że kamień by się wzruszył! I wcale nie przypadkiem porównanie z pierwszego zdania przychodziło mi do głowy ustawicznie. Ale w Rzymskich termach to był cuuudowny koncert najpiękniejszych arii świata. Tutaj był jeszcze dodatkowy jakże ważny element. To była wyśpiewana modlitwą…
Koncert dedykowany był błogosławionej pamięci Benziona Miller – wielkiego nieodżałowanego kantora. Tak, tak… zbieżność nazwisk nie jest przypadkowa. Na scenie – syn miał śpiewać z ojcem… Zaśpiewał dla ojca…
Shimmy Miller urodził się w Kanadzie, kształcił między innymi w Londynie i Nowym Jorku. Kantorem był jego ojciec, dziadek, pradziadek – to kim miałby on sam zostać? 😊 Zwłaszcza, że głos po przodkach odziedziczył o wyjątkowym brzmieniu! Taki Pavarotti kantorów 😊 (chyba nawet podobni są do siebie ciut z wyglądu 😊 ). Nissim Saal jest kantorem ale też chętnie podejmuje repertuar operowy – i wcale się nie dziwię! Myślę, że nie jezdna renomowana opera świata chętnie zaproponowałaby mu współpracę. Chaim Gantz urodził się Izraelu. Brzmienie chasydzkie wyraźnie pojawia się w jego głosie – ale i trudno się dziwić. W chasydzkiej synagodze osłuchiwał się z muzyką modlitw, jak mały chłopiec chodząc z ojcem na modlitwy. Jakie on uruchamia emocje!
Na scenie jeszcze dwie ważne postaci: za klawiszami fortepianu zasiadł Eric S. Freeman (też kantor swoją drogą). Jest cenionym muzykiem, śpiewakiem i nauczycielem. Ten koncert dopełniał akompaniamentem fortepianu.
Dyrygentura – Maestro Yossi Schwartz. Ale to jest showman! Dyryguje, śpiewa, gra, tańczy a w wolnej chwili przestawia scenografię… 😉 No prawdziwy showman i niesamowicie spektakularnie i żywiołowo poprowadził koncert!
To było wyjątkowe zakończenie Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie. To były istne fajerwerki na zakończenie festiwalu!

Kraków, 34 Festiwal Kultury Żydowskiej – „Tanz” Michael Winograd

Jakieś siedemdziesiąt lat temu słynni klezmerscy klarneciści Sam Musiker i jego teść Dave Tarras zakrzyknęli „Tanz” (tańcz)! I wyszła z tego płyta… Nie odniosła większego sukcesu wówczas. Utwory z tej płyty nigdy nie były wykonane koncertowo. Aż do czasu, gdy nad nową aranżacją ich pochylił się Michael Winograd. Pierwszy raz wykonane w Polsce -zabrzmiały fantastycznie. Nie wiem może dlatego, że lubię brzmienie klarnetu (to taki prosty sposób na muzykę żydowska 😉 Bierze się klarnet i skrzypce, tonację molową i odpowiedni rytm – i dokładnie się tanecznie miesza, przyprawia radością, ciut nostalgią i szczyptą łez. I wychodzi muzyka żydowska w wersji klezmerskiej! 😊 ) a na scenie było w akcji dwoje a czasem i nawet troje klarnecistów, może dlatego że iluminacja i anturaż synagogi Tempel taki ciepły i przytulny… Ale jakoś tak na tym koncercie poczułam się jakbym przeniosła się do powieści lub filmu, gdzie prawie jak w „Weselu” lub „Chłopach” dźwięki taneczne dobiegają zza ściany i magia się dzieje… Na poły sennie na poły w realu, na poły w zamyśleniu na poły w jakimś zakręconym tańcu… Zaczarowany to jakiś taniec był dzisiaj…

„Historia na wybiegu”, cz. 5 „To co daleko i co blisko”

Na przestrzeni lat moda kształtowała zmysłowość ludzi, rozbudzała ich potrzeby i rozwijała kreatywność. Strój prowokował, informował, czasem nawet był wyrazem buntu. Prowadząca spotkanie Lucyna Rotter zagląda do „szafy dziejów” pełnej historycznych faktów, symbolicznych przekazów, postaci i rekwizytów, pełnej modowych zagadek. W tym podglądaniu historii wspierają ją tancerze ze Szkoły Tańca Jane Austen.

Piąte spotkanie z cyklu odbędzie się w niedziele 15 czerwca o godz. 16.00 w zabytkowych wnętrzach sali Baltazara Fontany w Pałacu Krzysztofory w Krakowie.

Jak na modę europejską wpływała fascynacja Azją lub Afryką? Albo kulturą prekolumbijską? Jak się nimi inspirowano? To co dalekie często kusi i nęci. Jest intrygujące i fascynujące. Również jako inspiracja modowa w poszukiwaniu swojego stylu, kreowania wizerunku… Czasem też „to co dalekie” jest odległe czasowo a nie topograficznie. Modna bywała starożytność lub średniowieczem a ostatnimi czasy też nasza rodzima i lokalna słowiańszczyzna. Wtedy dość dosłownie Historia staje na modowym wybiegu!

Uczestników spotkania zachęcamy do przyjścia w ubraniach inspirowanych tematem odcinak – strojach nawiązujących do dalekich kultur lub odległych czasów. Podczas spotkania będzie możliwość wystąpienia i zaprezentowania go na „wybiegu historii”.

„Historia na wybiegu – Krakowskie spotkania z modą sprzed wieków”

scenariusz i prowadzenie Lucyna Maria Rotter, aranżacja aktorska: Maja Zawada, Konrad Zawada, kierownictwu projektu i nadzór producencki Justyna Kasińska , fot. Bogdan Krezel, Piotr Idem, realizacja nagrania rolki Anna Stasiak.

 Udział w spotkaniu jest płatny i biletowany. Bilety w cenie 20 zł są do nabycia w Centrum Obsługi Zwiedzających (COZ/kasa muzealna) w Pałacu Krzysztofory.
 Prosimy o wcześniejszą rezerwację miejsc w COZ (tel. 12 426 50 60, e-mail: info@muzeumkrakowa.pl).

PAUac NAUKI

Z przyjemnością zawiadamiamy, że przerwana przez pandemię seria wykładów publicznych, skierowanych przede wszystkim do młodzieży, powraca w nowej formie. Tym razem, w porozumieniu ze Studenckimi Kołami Naukowymi z UJ, inicjatywę pozostawiliśmy samym studentom, którzy zadecydowali o nazwie programu: PAUAC NAUKI, zaproponowali tematykę wykładów i osoby wykładowców oraz zaprojektowali logo i plakat. Ów godny uznania wkład środowiska studenckiego nie oznacza, że wykłady są przeznaczone wyłącznie dla niego, i serdecznie zapraszamy wszystkie osoby zainteresowane prezentowaną tematyką. Obecność możliwie licznego grona członków PAU byłaby z pewnością dobrą okazją do wzmocnienia więzów międzypokoleniowych.

Jeszcze w tym roku akademickim odbędą się dwa spotkania w Dużej Auli PAU:

  • 6 maja, godz. 18.00: Prof. Lucyna Rotter: „Inspiracje modowe tym, co dalekie – czyli jak się ubrać w historię i kulturę”
  • 3 czerwca, godz. 18.00: Prof. Ryszard Markiewicz: „Sztuczna inteligencja i prawo autorskie”

Kraków – Opera Krakowska „Bona”

Właściwie nie wiem czy to retrospekcja na łożu śmierci – czy wizja przyszłości. Na scenie Opery Krakowskiej – Bona: księżniczka, królowa i wdowa. Fantastycznie pomyślana koncepcja sceniczna. Przeszłość przeplata się z teraźniejszością i przyszłością, kadry, okruchy wspomnień, wydarzenia które ukształtowały „włoską” królową Polski. Moją ulubioną królową Polski! Była silną kobietą. Gdy z dalekiego Bari przyjechała do swojego przyszłego męża nie znała ani słowa po polsku…   Ale, że była wykształconą i mądrą kobietą i do tego mającą wsparcie w swoim królewskim mężu – przeszkody pokonywała szybko i skutecznie  A przeszkód było sporo. Wokół niej syczący dworzanie… Nie tylko z powodu brzmienia języka polskiego pełnego „sz… cz… ś… ć…dź…”. Wszystko było trudne: inna kultura, mentalność, sposób życia, kuchnia, język, pogoda… Mimo wszystko – walczyła by umocnić Koronę, bo zadbać o rodzinę i dzieci, by spełnić rolę królowej wielkiego kraju. Życie – gotowym scenariuszem dla filmu (lub opery! 😊 )

Opera „Bona” Zygmunta Krauzego wykonana jest w języku polskim, włoskim i w łacinie. Już samo to wprowadza w klimat czasów. Dodatkowo świetnie pomyślane kostiumy, mocno osadzone w epoce a kolorystyką sugerujące etapy życia Bony: lazur włoski, królewska czerwień dworu polskiego i czerń wdowia. Mnie osobiście kolorem zapadła w pamięć scena, w której księżniczka Bona (Zuzanna Caban) trzyma amulet błękitnej wstążki – symbol szczęścia w przyszłym małżeństwie i miłości; Bona królowa (Agnieszka Kuk) – amulet czerwonej wstążki – symbol ochrony przed „złym okiem”; Bona wdowa (Magdalena Barylak) – czarną wstążkę kiru. Piękna scena i taka „włoska” i polska zarazem. Przecież od Polaków bardziej zabobonni są w Europie chyba tyko Włości 😉  Wszystkie trzy Bony 😊 sprostały arcytrudnemu zadaniu jakie narzucił reżysersko Michał Znaniecki. Księżniczka – nie tylko śpiewała ale weszła w rolę „baletmistrzowsko” tańcząc dość trudny jak mniemam dla śpiewaczki układ. Również królowa i wdowa – poradziły sobie wyśmienicie aktorsko. Ach no i muuuuuszę wspomnieć o basie! Wołodymyr Pańkiw i jego głos… och! A do tego niezależnie od tego czy w monarszych szatach czy w monarszej koszuli nocnej – wyglądał jak milion dolarów! 😊

Za pulpitem stanął sam Maestro Piotr Sułkowski, na którego ręce wypada złożyć gratulacje. Nie tylko z powodu realizacji świetnego spektaklu operowego. Również z tego powodu, że tematy zaczerpnięte z historii Polski kolejny już raz znajdują swoją realizację na deskach krakowskiej opery. Toż historię mamy taką, że nie jedną operę, teatr, antenę telewizyjną a i wytwórnię filmową na całym świecie można obdzielić i jeszcze zostanie!  

Oświęcim – Marsz Żywych i wydarzenia towarzyszące

„…Pamięć jak okrutnie nie kłamie
Gdy przesuwa przed nami
To co sprawia nam ból…”

Pierwszy – przeszedł w 1988 roku. Marsz Żywych. Doktor Szemu’el Rosenman i Avraham Hirschson przy wsparciu społeczności żydowskich z USA i Kanady, zainicjowali tradycję – jak się później okazało, marszy upamiętniających ofiary zagłady hitlerowskiej. Więźniowie w obozach, byli zmuszani do wycieńczającej pracy, głodzeni, pędzeni w marszach które często były dla nich marszami śmierci… Dlatego teraz by zamanifestować, że Am Yisrael Chai – z obozu w Auschwitz do Birkenau wyrusza Marsz Żywych. Nie tylko tych którzy przeżyli, Dzieci Holokaustu. Nie tylko ich potomków. Nie tylko Żydów z całego świata. W marszu idą też osoby innych narodowości i innych wyznań. Widziałam maszerujących katolitów, protestantów, muzułmanów… Tablice informujące o tym, że grupa z Kanady, z Niemiec, z Maroka, z USA, z Litwy, z Francji itd. itd. Flagi głównie Izraela ale też polskie, kanadyjskie, amerykańskie, marokańskie i z każdego zakątka świata chyba. Przed bramą Birkenau na torach uczestnicy marszu wkładali drewniane „macewy” z wypisanym imionami tych, którzy zginęli lub z tekstami, które im serce dyktowało by napisać. Na koniec ustawiona przy pomniku ofiar obozu w byłym KL Auschwitz II-Birkenau, estrada. Kadisz, a potem program artystyczny, soliści, chór, kantor…

Zwykle grupy, które przyjeżdżają na to wydarzenie, spędzają około tygodnia w Polsce. Zwiedzają, oglądają, poznają historię, tradycję, kulturę. Oprócz samego Marszu – też szereg wystaw, koncerty, wykłady. Szeroki program kulturowo-edukacyjny. Na przykład – dzień po marszu w Warszawie u Nożyków w piątkowy wieczór na bimę wszedł naczelny kantor Izraelskich Sił Zbrojnych, podpułkownik Shai Abramson (jaki on ma głos! Myślę, że wszystkie opery świata ustawią się w kolejce by go zatrudnić!) wokół niego – oktet i dyrygent. W sumie mądrze. Sami we własnym zakresie ogarniają temat minianu, jeśli potrzeba 😊. No i tak od Mincha erew Szabat, wyśpiewywali wszystko po kolei… Swoisty to był koncert – modlitwa. Ośmiu idealnie i harmonijnie brzmiących facetów w mundurach, dominujący kryształowym głosem kantor w talit, dyrygent panujący perfekcyjnie nad całością. Nie wiem czy było to zaplanowane czy też wyszło spontanicznie – ale wyszło perfekcyjnie!  Dzień przed marszem natomiast cały skład śpiewał w wypełnionej po brzegi Operze Krakowskiej. Niesamowici są i basta!

Pierwsze marsze były ukierunkowane głównie na pamięć ofiar Holokaustu. Teraz – Marsz stał się nie tylko aktem pamięci o ofiarach i o Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata ale też manifestacją sprzeciwu wobec antysemityzmu, rasizmu, dyskryminacji.

Kraków – Filharmonia Krakowska, 29. Wielkanocny Festiwal Ludwiga van Beethovena – koncert smyczkowy

Drzazgi leciały 😉! Od emocji i pasji scena Filharmonii Krakowskiej kipiała! A na scenie ośmioro doskonałych artystów. Koncert na skrzypce, altówki i wiolonczele. W ramach 29.Wielkanocnego Festiwalu Ludwiga van Beethovena ostatni już koncert krakowski. Było emocjonalnie, czasem mrocznie, groźnie i niepokojąco (zwłaszcza gdy Verklärte Nacht wybrzmiewała). Ale na koniec Mendelssohn (nie, nie ten najbardziej znany kawałek… 😊 ) wybrzmiał już z taką pasją że wióry z instrumentów leciały 😊 A i zaskakujący był oktet. Nie wiem czy artyści często ze sobą występują ale brzmieli jakby grali razem od zawsze. Urodzona w Monachium skrzypaczka Viviane Hagner – wystąpiła z Israel-Berlin Philharmonics i jest współzałożycielką i dyrektorką artystyczną Krzyżowa-Music; austriacka skrzypaczka Fanny Fheodoroff grała w filharmoniach Berlina, Bonn i Londynu; francusko-polska skrzypaczka Juliette Beauchamp jest skrzypaczką barokową ale w sumie bardziej chyba multi – artystką; Bilal Alnemr urodził się w Damaszku – genialny samouk (przyjemniej w dzieciństwie potem już konserwatoria), założyciel Les cordes de Shams; grający na altówce Miguel Elrich to Portugalczyk mieszkający i pracujący obecnie w Berlinie; polka Kinga Wojdalska – jest pierwszą polską laureatką prestiżowego Primrose International Viola Competition w Stanach Zjednoczonych; Alexey Stadler – w Petersburgu rozpoczynał naukę, teraz jest profesorem wiolonczeli w Hochschule für Musik und Theater Hamburg; no i wiolonczelista polska Zuzanna Sosnowska obecnie jest wykładowcą w Hochschule für Musik und Tanz Köln w Niemczech. Z takiej mieszanki kultur i pasji – musiał wyjść wybuchowy pasją koncert!

Brawo dla artystów! Brawo dla organizatora – Stowarzyszenie im. Ludwiga van Beethovena, który zawsze zapraszają na koncerty muzyków pierwszego sortu!

Repertuar:

Mieczysław Weinberg – Trio smyczkowe op. 48

Arnold Schönberg – Verklärte Nacht op. 4

Felix Mendelssohn – Oktet smyczkowy Es-dur op. 20

Kraków – Filharmonia Krakowska, „Gwiazdy z Sinfoniettą”

Ależ to były emocje! Do projektu Muzyczne Mosty, Sinfonietta Cracovia zaprosiła Maestro Andreasaa Ottensamer. Ja nie wiem czy Maestro jest też baletmistrzem 😉 Ale stojąc za pulpitem, nie tylko pokierował perfekcyjnie emocjami muzyków ale i wytańczył niemal żywiołowym gestem utwory Othmara Schoecka i Arnolda Schönberga. A rzeczonych emocji w utworach późnego romantyzmu nie zabrakło. Późnoromantyczne utwory temu służyły. Opowieść o nocy. Takiej letniej rozgwieżdżonej. A potem o dwojgu kochanków, którzy sobie sami utrudniają życie szukając problemów tam gdzie ich nie ma…  Repertuar łatwy nie był. Ale czy powinien być łatwy, gdy opowiada o tym co do nas nocą przychodzi nie pozwalając zasnąć i zakłóca myśli… 

Brawo Sinfonietta Cracovia!

Repertuar:

Othmar Schoeck – Sommernacht op. 58 

Arnold Schönberg – II Symfonia kameralna es-moll op. 38 

Arnold Schönberg – Verklärte Nacht (wersja na orkiestrę smyczkową, 1917)

Kraków – Filharmonia Krakowska, 29. Wielkanocny Festiwal Ludwiga van Beethovena – recital fortepianowy Caleb Boricka

29. Wielkanocny Festiwal Ludwiga van Beethovena uroczyście został zainaugurowany wczoraj (7 IV 2025) – również w odsłonie krakowskie!

Na początek w Filharmonii Krakowskiej – recital fortepianowy w wykonaniu mistrzowskim Caleb Boricka. W repertuarze bardzo trudne technicznie utwory, jak przystało na festiwal beethovenowski – Ludwiga van Beethovena. Bagatele op. 126; Sonata fortepianowa As-dur op. 110; Sonata fortepianowa B-dur op. 106 – i wszystkie w zdecydowanie mistrzowskiej odsłonie! Ale w sumie… należało się tego spodziewać

Koncerty proponowane w ramach festiwali organizowanych przez Stowarzyszenie im. Ludwiga van Beethovena – zawsze są na najwyższym poziomie!

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑