Tag: Izrael (Page 1 of 4)

Izrael – Ejlat

Na samiutkim krańcu południowym Izraela jest Ejlat – miasto kurort nad Morzem Czerwonym. Prace archeologiczne w tym miejscu trwają już od jakiegoś czasy ale duuuużo jeszcze do przekopania. Wiadomo jednak, że od VIII wiek pne istniała tu osada i prężnie się rozwijała głównie za przyczyną drobnej wytwórczości rzemieślniczej i handlu. W sukurs archeologii przychodzi Tanach. Jest kilka lapidarnych, ale jednak, informacji o pobycie tu Narodu Izraela w drodze z Egiptu do Ziemi Obiecanej. A potem król Dawid miasto podbił z rąk Nabatejczyków. Kolejny król – Azariadsz mocno je rozbudował. Za króla Achaza – miasto przejęli Syryjczycy. A potem Rzymianie… A potem Brytyjczycy… Czy z tych historycznych czasów jakieś ślady są w Ejlat? Nie, ale trzymamy kciuki za archeologów… 😉

Współczesny Ejlat jest kurortem nadmorskim. W 1950 roku przyjechała tu pierwsza grupa żydowskich osiedleńców i… pięknie (choć nie bez przeszkód ze strony sąsiadów…) miasto zbudowali właściwie niemal od zera! Szybko Ejlat stał się ważnym centrum konferencyjno – kulturowym. Na przykład Festiwal Jazzowy Morza Czerwonego tu się odbywa, albo Festiwal Muzyki Klasycznej lub Międzynarodowy Festiwal Muzyki Filmowej. A dla tych co poleniuchować w słońcu lubią, plaże i atrakcje dla turystów plażing preferujących – do wyboru do koloru. Można też popływać: na deskach wszelakich, obiektach pływających a i w pław. I w głąb też – bo rafy koralowe są tu ładne. Warto też w górę popatrzyć bo Ejlat słynie jako najlepsze na świecie miejsce do obserwacji migracji ptaków. A dla spragnionych rozrywki – „Kings City”, niczym z Disneylandu. W mieście działa Muzeum oraz Podwodne Obserwatorium i Park Morski w Ejlacie – ale to zostawiam na kolejne „podglądania kultur”. A! Tak za miasto na piechotkę to raczej ostrożnie… W pobliskim Parku Narodowym to jednak hieny, pantery i gepardy mieszkają – a one biegają ciut szybko jak obiadu szukają…

Uroczy kurort, świetne hotele z widokiem na… morze i trzy sąsiednie kraje: Arabia Saudyjska, Jordania i Egipt.

PS

A tak a propos, hotelu. Zatrzymałam się jednym takim, Neptun ma na imię 😊. Z wszystkich pokoi widok na morze – jak na fot widać. W restauracji przy okazji śniadania, gości mnóstwo rozmawia w różnych językach. Przy stoliku obok siebie siedzi ortodoksyjna rodzina żydowska i analogicznie religijna rodzina muzułmańska, ale też osoby nieznanej preferencji religijnej lub jej braku (bo po stroju nie widać 😉 ). Pracownicy hotelu – Żydzi, Jordańczycy, Beduini, muzułmanie nie znanego mi pochodzenia narodowego i etnicznego, przybysze z Afryki, w recepcji Ukrainka i Polka. A śniadanko – raj dla wegetarian (bo w tym hotelu jest akurat kuchnia koszerna w wersji mlecznej). Sześć wysp, a na każdej kilkadziesiąt półmisków z pysznymi różnościami. Przy jednej Pan robi omlety, przy innej inny Pan kroi na bieżąco warzywka by móc sobie skomponować własną sałatkę, Pani na bieżąco piecze gofry, z boku stanowisko kawowe i piec a z niego wyskakują cieplutkie croissanty… No taki kurort to ja uważam!

Izrael – Akka (Akko)

Portowe miasto Akko – po polsku Akka. Hmmm… Czasami musi się skończyć coś co trwało nawet wiele lat, by mogło się rozpocząć coś innego – często znacznie piękniejszego… Jakoś taka konkluzja mi się nasuwa, gdy myślę o tym zakątku świata. Bo i Akko miała wzloty i upadki, i na pozornych gruzach jednego, powstawało nowe piękno… Portowy charakter miała natomiast nieprzerwanie od starożytności. I to jedyna niezmienna rzecz. Pojawiali się tu i Fenicjanie, i Asyryjczycy, i Babilończycy… I wpływy greckie, i rzymskie, i kalifatów… W czasach Królestwa Jerozolimskiego – jak już miasto zdobyli bodaj w 1104 – to ważnym portem królestwa się stała. W kolejnych wiekach konsekwentnie jedyną stałą, były cykliczne zmiany losów, panowań i wpływów.

Obecnie Akko jest nowoczesnym miastem, w którym tkwią jak diamenty w piasku – ślady przeszłości. Takim klejnotem jest na pewno całe stare miasto a szczególnie chyba fortyfikacje i mury. Robią wrażenie. Trzy linie murów, szereg dodatkowych umocnień… No jest moc! Dla mnie – najciekawsze zakątki: Hammam al-Basza – łaźnia turecka, w której obecnie ablucją się poddać nie można (a szkoda bo ładne miejsce i klimatyczne mocno 😉) bo przerobiona na muzeum, ale sama ekspozycja świetnie pomyślana; karawanseraj – zajazd dla bydląt i ich właścicieli, w którym miły chłodek i cień i odpoczynek można było znaleźć . W sumie bezpiecznie było się tu zatrzymać całej karawanie.

Ale mury miejskie – solidne jak nic! Nawet przetrwały najazd wojsk napoleońskich! Ale tak naprawdę to puzzle nie mury jednorodne 😊 Bo fragmenty tych z czasów krzyżowców, potem Dahel al-Umar dobudował co nieco. Ale najbardziej solidne i kompleksowe powstały na mocy współpracy arabsko – żydowskiej. To znaczy Jazzar Pasza i jego doradca Haim Farhi – zrobili robotę! Duuużą robotę!!! A skoro przy obronności jesteśmy. Jazzar Pasza zbudował też cytadelę na miejscu dawnej warowni krzyżowców. Przy czym z zabudowań joannitów, też trochę zostało do dzisiaj – na przykład refektarz. Zwiedzać można całość. I to nie tylko same mury bo też cytadela i podziemny system korytarzy i sali i więzienia wykorzystywane jeszcze zupełnie niedawno w sposób praktyczny.

Właściwie wszyscy, którzy tu przybywali (niezależnie czy w celach pokojowych, czy niekoniecznie) pozostawili w mieście jakieś ślady, ale przechodzień bardziej musi je wyszukiwać z przestrzeni miejskiej. Są bardzo dobrze oznaczone trasy ale i tak fajnie się „błądzi” po sukku i zabytkowym mieście w poszukiwaniach kolejnych punktów do zwiedzenia. Jednym z bardziej znanych miejsc handlowych w mieście jest Suq Al-Abiad – Biały Rynek. Faktycznie jest biały. Zbudowano go w XVIII wieku i nieprzerwanie służy do handlu. Tuż obok – Targ Turecki. Ale ten jakoś w połowie wieku XX przestał pełnić funkcję praktyczną.

A jak już się człowiek solidnie zmęczy zwiedzaniem – to można sobie zaordynować super pyszny obiad w pewnej restauracji, która ma nie tylko pyszne rybki w menu ale i widok na ruiny portu z czasów krzyżowców. I tak się je te rybki, patrzy na ruiny… a na nich przysiadają jakieś czaple chyba i też jedzą rybki i patrzą na to co mamy na talerzu… 🙂 Sprawdzają pewnie kto pyszniejszą złowił ;). Chłodu i kontaktu z zieloną natura można za to poszukać w Ogrodach Bahai. Nie są tak słynne jak te w pobliskiej Hajfie. Ale równie piękne! I mają jedną przewagę. Tutaj po schodach nie trzeba łazić bo to horyzontalna koncepcja 🙂 A skoro przy bahaistach jesteśmy – Akko jest bardzo multireligijnym miastem. Ale to zostawię na kolejne „Subiektywne podglądanie”.

Ach! Co ważne – Akko to jedno z nielicznych miast izraelskich dwukrotnie pojawiające się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Może warto sprawdzić dlaczego…

Izrael – Al-Ajzarijja

Al-Ajzarijja lepiej znane jest ze „starej” nazwy – Betanią. Mieszkało tam jedno ze słynniejszych rodzeństw świata: Marta, Maria i Łazarz. No i tutaj wydarzył się jeden z cudów wskrzeszenia – mowa o wspomnianym Łazarzu właśnie. To powód, że do Betanii przybywali pielgrzymi chrześcijańscy od najdawniejszych czasów. Dość wcześnie też wzniesiono tu dwie świątynie: nad grobem Łazarza i nad domem jego sióstr. Miejscem tym opiekowała się zakon Grobu Świętego potem benedyktyni, ale później Lazarium (kościół Łazarza) przekształcony został w meczet. I od tego momentu wejście do krypty grobowej przestało być dla chrześcijan możliwe. Aż do momentu wykucia w XVII wieku „tylnego” wejścia do samego grobu i wykupienia od muzułmanów prawa do odwiedzin samej krypty takim przemyślnym sposobem.

A dzisiaj miasto robi wrażenie dość szare i monotonne. Podstawową „atrakcją turystyczną” jest oczywiście wejście (i co ważne wyjście też) do grobu, w którym według tradycji miało być złożone ciało Łazarza nim na powrót do życia został przywołany.

Izrael – Al-Kubajba

Tak naprawdę nie ma pewności gdzie było to biblijne Emaus. Czasem uważa się, że Jezus spotkał się z uczniami w Emaus Nikopolis (najbardziej prawdopodobna hipoteza). Inni uważają, że w Abu Ghausz, a jeszcze inni twierdzą, że to Al-Kubajba (tej niedaleko Jerozolimy). To ostatnie z miejsc jest często odwiedzane przez pielgrzymów od XIII wieku. W XIV wieku wzniesiono tutaj bazylikę św. Kleofasa. Podobno ma się wznosić nad fundamentami jego domu. Ta obecna wybudowana została jednak dopiero w 1902 roku na ruinach wcześniejszej.

Tak naprawdę Al-Kubajba założyli krzyżowcy w XII wieku a od XIII zaczęto utożsamiać miejscowość z Emaus. Ale w sumie nie wiadomo gdzie to Emaus było więc można celebrować miejsce i tu. Pewnie było przecież gdzieś na tej trasie. W wiosce zachował się fragment drogi z czasów rzymskich. I on chyba jest bardziej wiarygodnym świadkiem…

Izrael – Arbel

Arbel – niewielka, czy ja wiem jak nazwać… wioska? Gospodarstwo rolne? Moszaw czyli taka spółdzielnia rolnicza intensywnie produkująca płody rolne. A nieopodal góra Arbel i Park Narodowy Arbel. Arbel moszaw – jest nad Jeziorem Tyberiadzkim, choć powiedzieć „nad” to spora metafora, bo jezioro fakt – widać w oddali… Założony został w latach 50 XX wieku przez zdemobilizowanych żołnierzy. Może dlatego widok uzbrojonych jest tam normą – ot przyzwyczajenie a czasem potrzeba… Ślady historii w tej wiosce, od ok. II w.p.n.e. Flawiusz o Arbel wspomina, w kontekście walk zwolenników Antygona, ze zwolennikami Heroda bodaj. Podobno w okolicy (sama już nie wiem, którego Arbel – ale, są obok siebie) był grób kilku synów Jakuba oraz matki Mojżesza. W samej wiosce najciekawsze miejsce to ruiny synagogi z IV wieku. A na zboczu góry „podziemna” w sumie twierdza bo to system grot i korytarzy.

Nocowałam w Arbel chyba przez jakieś dwa dni. Tak wypoczynkowo trochę przed dalszymi działaniami w terenie. I w sumie czas spędzałam głównie na snuciu się po rezerwacie przyrody a dokładniej klifie, urwisku czy jak tam zwał… W każdym razie i o wschodzie, i w ciągu dnia, i wieczorem (w nocy nie ryzykowałam 😉 ) widok na Dolinę Jordanu, jezioro Galilejskie i wzgórza Golan (chyba też widać o ile pamiętam) – był cudny! I właściwie chyba tyle wspomnień z tego zakątka świata… Takie leniwe, słoneczne, ciepłe i brązowo skalno szare wspomnienie…

Izrael – Beit She’an

Mmmm… Pojechać do jakiegoś pięknego miejsca… Gdzie historyczny i kulturowy klimat – to jasne. Ale też gdzie miło można się zrelaksować… jakiś masaż, jakieś SPA, jakaś muzyka sącząca się w tle, jakiś tam jeszcze komponenty żywieniowe a i nawadniające organizm… Starożytne Beit She’an spełniało te warunki! Leciwe miejsce – jak większość w Izraelu… Pewnie już w czasach brązu tu się działa historia. Przynajmniej tak archeolodzy uważają – a oni się znają! W czasach rzymskich rozkwitło baaardzo mocno. Beit She’an stało się jednym z najważniejszych miast Dekapolu! Cóż tu się nie działo… Teatr – to jasne (obecnie jeden z najlepiej zachowanych z terenu starożytnej Samarii). Ale też amfiteatr, hipodrom, akwedukt, bazylika (ta wersja starożytna – taki trochę „supermarket”), nimfeum, mnóstwo świątyń (Zeusa i Dionizosa, a potem też chrześcijańskie – nawet klasztor z VI wieku. Jest też synagoga ze słynna mozaiką menory i napisem szalom) i inne takie.

No i to co mnie najbardziej wzruszyło – wypasione łaźnie. W jednej był basen wyłożony marmurem, a w drugiej łaźni było ich osiem! I to część na wolnym powietrzu. Były fontanny na ścianach, żeby woda przyjemnie szeptała kołysankę i koiła zszarpane nerwy. Wszędzie mnóstwo rzeźb i dekoracji adekwatnych do miejsca. Pomieszczenia dla zażywania masażu. Całość podgrzewana podłogowo 😉 (hypocaustum). Mmmmm….

W sumie miasto zawsze pełniło istotną rolę. I za czasów Bizancjum, i w okresie krzyżowców i Mameluków i osmańskim… Takie miasto z założenia interesujące… Beit She’an w Tanach mniej uroczo się kojarzy. Na ścianach miasta miały zawisnąć ciała króla Saula i jego synów… To ja wolę te relaksacyjne skojarzenia…

Izrael – Betlejem

Betlejem – „Dom chleba” (albo „świątynia Lachmu” albo „dom wojny” albo nawet „Dom mięsa” – różnie się tłumaczy nazwę miasta) było ważnym miejscem pielgrzymkowym dla chrześcijan od zawsze. Pierwsza bazylika Narodzenia została tu wzniesiona już w IV wieku! Potem kilkaset lat był drobny problem z pielgrzymowaniem ale w XI wieku koło historii zatoczyło się i krzyżowcy przejęli opiekę nad miejscem Narodzenia. Role kilka razy jeszcze się odwracały – ostatecznie dzisiaj opiekę nad bazyliką skrywającą w swym wnętrzu Grotę Narodzenia, sprawują wespół – katolicy i prawosławni. Najważniejszym miejscem w Betlejem jest oczywiście Bazylika Narodzenia Pańskiego. To chyba najstarszy, nieprzerwanie działający i omodlony kościół. To właściwie kompleks kilku kościołów i zabudowań, kilku kościołów i obrządków chrześcijańskich – taka mozaika. Bazylika przechodziła różne koleje, czasem wręcz w cudowny sposób unikając zburzenia (raz uratował ją wizerunek wschodnio odzianych trzech króli – ale to inna historia). Jak to zwykle w „Ziemi Świętej” była obiektem sporów i kłótni pomiędzy kościołami, obrządkami, zakonami, możnymi tego świata itd. itp. … Najważniejszym miejscem świątyni jest sama Grota. Niewielkie pomieszczenie bez okien, i dostępu światła słonecznego. Miejsce Narodzenia od 1717 roku ozdabia gwiazda. Wokół trochę lekko zniszczonych dekoracji. Grotę oświetla pięćdziesiąt trzy lampy oliwne. Ściśle i precyzyjnie podzielone – te są katolickie, te prawosławne, te ormiańskie… Miejsce do medytacji – wyborne w sumie. Tylko myśl jak nieznośna mucha gdzieś brzęczy: Gdy brakuje boskiego promienia światła – nawet w takim miejscu ludzkość kłóci się o ilość oliwnych lamp…

Inne miejsce na trasach pielgrzymek chrześcijan to Grota Mleczna. Według niej, gdy Maria karmiła Nowonarodzonego, kilka kropel pokarmu spadło na skałę barwiąc całe wnętrze groty na biało. Biała sproszkowana skała ma podobno moc uzdrawiani. To oczywiście kwestia wiary a nie skały – lecz faktem jest udokumentowana seria uzdrowień, zwłaszcza dzieci.

I jeszcze pole pasterzy. Grot wokół Betlejem wiele. W jednej z nich zapewne „przebywali w polu pasterze”. Dzisiaj w kilku miejscach ustawiono stosowne sztafaże typu baranki, owieczki itp. – tak dla klimatu. Dla mnie jednak zupełni inny widok okazał się piękny. Stary pasterz, zupełnie nie zauważając turystów i pielgrzymów, spokojnie przeganiał swoje stadko owiec i kóz. Te ostatnie hasały, podrygiwały, a co bardziej przedsiębiorcze wskakiwały (jedna po drugiej) na drzewa by obgryźć co smaczniejsze listki. Pasterz pobłażliwie patrzył, pokiwał głową i ruszył, a za nim podrygujące stadko.

Betlejem miało szczęście do wyjątkowych narodzin bo w tym mieście urodził się przecież też Dawid. Tak tak – przyszły król, autor wielu psalmów i w ogóle znana postać, opisana w Tanach tu właśnie został namaszczony przez proroka Samuela. Na obrzeżach miasta jest grób Racheli – ukochanej żony Jakuba i matki Józefa i Beniamina. To cel pielgrzymek głównie Żydów (ale chrześcijanie i muzułmanie też grób Racheli odwiedzają). Midrasz podaje że pierwszą osobą modląca się przy jej grobie był Józef gdy prowadzony był do Egiptu jako niewolnik. To tą drogą ma być poprowadzony naród Izraela z powrotem do swojej Ziemi… Podobno klucz którym otwierano drzwi grobowca dla pielgrzymów, miał uśmierzać bóle porodowe i zabezpieczać bezpieczny poród. Dzisiaj kultywowany jest zwyczaj owijania siedmiokrotnego czerwonej nitki wokół grobu Racheli. Potem wiąże się nitkę na nadgarstku co zapewnić ma płodność i dobrobyt. Grobowiec jest obecnie nakryty całunem wykonanym z sukni ślubnej, młodej Żydówki która została zamordowana w ataku palestyńskim w przeddzień swojego ślubu… W okolicach Betlejem też pojawiała się Rut zbierając kłosy dla siebie i swojej teściowej.

Niewielkie izraelskie miasto… Chyba jednak nie… Chyba jest WIELKIM MIASTEM…

Izrael – Bet She’arim

Park Bet She’arim w Izraelu to wyjątkowe miejsce. Bo to taki park archeologiczny właściwie. Miasto żydowskie z ok I w pne. – czyli tak mniej więcej panowanie Heroda Wielkiego. Było to duże, bogate i znaczące miasto. Pewnie dlatego po zburzeniu Świątyni Jerozolimskiej tutaj przeniósł się Sanhedryn. Tutaj też żył i pracował słynny rabbi Jehuda Ha Nasi. Miasto było piękne zacne ale… Badania archeologiczne pokazały, że pod miastem (które obecnie bardzo bardzo szczątkowe) wije się labirynt podziemnych korytarzy – podziemny cmentarz. Takie katakumby w których setki miejsc pochówków i sarkofagów, setki zdobień, symboli, znaków… To najstarszy i chyba najpiękniejszy żydowski cmentarz podziemny na świecie!

Na terenie Bet She’arim jest kilka punktów obowiązkowych. Synagoga na przykład. W sumie duża bo ok 35 m długości! Fasada wykuta w skale – to trzy bramy. Są też cysterny i prasa do oliwek. Jest miejsce przypominające teatr bo szeregi ławek wokół. Ale służyło raczej do spotkań, studiowania Tory, modlitwy lub lekcji. Ale chyba to co pod ziemią jest bardziej interesujące. Każda z krypt wchodzących w system korytarzy ma swoją nazwę związaną z wystrojem lub elementami odnalezionymi w jej wnętrzu. Jest „Krypta klątw” z napisami złorzeczeń na tych którzy śmieliby naruszyć spokój zmarłych. Dla przeciwwagi jest też „Krypta cnót” gdzie napisy proszą o pozostawienie w spokoju grobów zacnych i cnotliwych zmarłych. W Krypcie Trumien odnaleziono natomiast 135 ozdobnych sarkofagów zdobionych skomplikowanym systemem znaków i symboli. No i jest też bardzo duża krypta Rabbiego Jehuda Ha Nasi do której prowadzi potrójne łukowate wejście. Tam pochowani są też inni Rabini i ich żony. Albo piękna Krypta Menory z wyrzeźbioną kamienną, olbrzymią, menorą.

Jest też Krypta „tu leży ukochana”. Dość długi kształt. Na jednej ze ścian napis „Tu leży ukochana… Estera” i dwie czerwone róże…

Izrael – Belvoir

Twierdza Belvoir – jedna z najlepiej zachowanych fortec krzyżowców na terenie Izraela. Takich od XI wieku powstawało mnóstwo, co w sumie oczywiste. Miały funkcję obronną ale też zapewniały miejsce schronienia na przykład dla kupców lub pielgrzymów zmierzających do „Ziemi Świętej”. Belvoire rozbudowany do najpotężniejszej fortecy Szpitalników został w 1168 roku. I dość szybko się przydał. W 1182 roku spora bitwa się tu stoczyła – sułtan Saladyn podjechał. 😊 Ale całość skończyła się swoistym patem. Przy czym po jakimś tam czasie sutann z powrotem wrócił – oblegał – i w sumie zdobył. W XIII wieku wrócili do twierdzy krzyżowcy – ale na krótko.

Belvoir znaczy w wolnym tłumaczeniu tyle co „piękny widok”. I fakt panorama – cudna, ale taka monochromatyczna. Jakoś mocno mnie to nie zdziwiło – tak tam jest. Nawet zwierzaki kolorystycznie wpisują się pejzaż. Trochę im się nie dziwię. Taki kamuflaż. 😉 Jakieś ptactwo pod nogi właziło, kopytne gdzieś tam się w trawie pojawiały. Ale gdy na rozwalonym murze zobaczyłam wielkie, poważne dwa lub trzy sępy – jakoś ciut nieswojo mi się zrobił… 😊😊 Ruiny, wiatr hula, pył i piach roznosi, i te wyczekujące sępy… no nieswojo…

Izrael – Cezarea Nadmorska

Cezarea Nadmorska. Właściwie to podmorska zważywszy na to, że fale morskie wchłonęły całe starożytne miasto. No – całe, to przesadziłam, ale… niemalże!

Miasto założył Herod Wielki. To był taki „podliz”, bo miasto nazwał Cezareą na część Cezara Oktawiana Augusta – a więc okupanta… Za czasów Imperium Romanum – miasto kwitnęło. Podupadło troszkę w okresie Bizancjum, a w czasie wypraw krzyżowych całkowicie padło (by być precyzyjnym przechodziło z rąk do rąk wzajemnie odbijane, aż go muzułmańskie wojska zburzyły, potem dokończyły dzieła wojska mameluków…).

Obecnie z dawnej świetności bardzo niewiele… teatr, hipodrom, kawałki murów obronnych i kawałki portu do oglądania pod wodą (dosłownie! W Podwodnym Parku Archeologicznym). A przecież kiedyś w Cezarei była największa biblioteka ówczesnego świata. Taka na trzydzieści tysięcy woluminów!! Założył ją Orygenes, rozwijał między innymi Euzebiusz z Cezarei. Najwięksi myśliciele i uczeni przybywali tu by czerpać z ksiąg nauki (to były takie Internety tylko że w obsłudze manualnej i na miejscu). A czego tam nie było!! I Hexapla, i Kodeks Watykański i Kodeks Efrema… W VII wieku, trochę Saraceni a trochę Persowie zniszczyli bibliotekę (znaczy – miasto a przy okazji też bibliotekę).

Dla Chrześcijan miejsce to miłe sercu bowiem bywał w Cezarei i Piotr i Paweł (przy czym dla nich pobyty były umiarkowanie miłe, bo Pawła w Cezarei więziono…).

Miasto upadło… biblioteka rozproszona… ale… myśl – trwa!!!

« Older posts

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑