Tag: Fez

Maroko – Fez, Mellah

Dzielnica Fes el-Jdid w marokańskim Fezie – powstała w XII ale Żydowska Dzielnica – Mellah na tym terenie została wydzielona w wieku XV. Sama nazwa (tak z czasem zaczęto generalnie nazywać dzielnice żydowskie) wywodzi się od słonego źródła albo składu soli. Fajna jest legenda. 😊 Za panowania Merynidów, władca zakochał się w pięknej Żydówce. Zgodnie ze zwyczajem, pragnął ofiarować jej coś, zanim zaprosi ją by przeniosła się do pałacu. Poprosiła by jej krewni i bliscy mogli zamieszkać nieopodal bram pałacowych. I tak powstał najstarszy w Maroku Mellah czyli Dzielnica Żydowska. 😊 Myślałam, że widziałam już w różnych zakątkach świata wąskie i kolorowe uliczki… Ale te w fezkim Mellah dostają żółtą koszulkę lidera! Wystarczy wyciągnąć ręce na prawo i lewo by dotknąć ścian budynków po obu stronach ulicy. A mury? Kolorowe! Ok… widać mocno ząb czasu… Ale i widać prace, remonty, naprawy. Czasem patrzyłam na te zabiegi z szerzej otwartymi oczyma… Tak z zasadami ochrony zabytków i konserwacją nie zawsze im po drodze… 😉 Ale generalnie – dzieje się. 😊 Oczywiście są też szerokie ulice z ozdobnymi bardzo luksusowymi domami, z balkonami, dekoracjami, okiennicami itd. itd. I sporo sklepików. Ale nie takich dla turystów. Są dedykowane raczej dla mieszkańców.

Jednym z zabytków Mellah w Fezie jest synagoga Ibn Danana. Datowana na XVII wiek a ufundował ją zamożny kupiec Ait Ishaq. Wejście prosto z ulicy, bez mocno ozdobnej i rzucającej się w oczy fasady. Niewielki korytarz i wchodzi się do środka. Wnętrze – jest w zaskakujących intensywnych kolorach. Posadzka biało zielona a filary w kolorze morza. 😊 Sporo też tych kolorów w zdobieniach na ścianach. Z sufitu zwisa sporo lamp. Aron ha-kodesz z ciepłego, pięknie zdobionego drewna. Naprzeciw podniesienie z balustradą gdzie zasiadali zasłużeni dla gminy oraz z boku – bima z kutym baldachimem. Na balkonie – babieniec, a w piwnicach – mykwa. Ot – wszystko co potrzeba. 😊 Starszą – a właściwie najstarszą w Maroku – z czasów panowania Marynidów (choć obecny budynek to też z XVII w.), jest synagoga Al Fassiyine. Ta synagoga była uważna za dom modlitwy dla rdzennych żydów marokańskich (ta pierwsza bliższa była żydom sefardyjskim).

W Mellah byłam dość wcześnie. Jeszcze nie było gwaru ulic. Może i lepiej bo przeciskać się przez tak wąąąąąskie uliczki graniczyłoby z cudem. 😊 Czasem jednak ktoś się wyłonił zza bramy, albo szedł gdzieś zaspany trochę – ale i tak w moim kierunku „leciało” miłe shalom i szeroki uśmiech. 😊 Fajnie…

Maroko – Fez, rzemieśliczy

Fez rzemiosłem słynie! A sława rozległa i szeroko znana bo i rzemiosł kilka się w Fezie rozwinęło i nadal kwitnie. Najbardziej chyba znane ze „spektakularnych” fotografii robionych zwykle dość szybko – jest przemysł garbarski. Dlaczego szybko? Ano można zwiedzić garbarnie, nabyć drogą kupna zupełnie ładne produkty typu kurtka, torebka lub pantofle, ale… Przy wejściu do obiektu mili gospodarze witają przybyszów rozdając gałązki mięty. Przydają się… Mięta pachnie jakoś tam, raczej mocnawo. Nie zabija to w pełni smrodu garbowanych skór… ale coś tam pomaga by pierwszy szok opanować. Produkcja jest taka jak przed wiekami. Najpierw skóry się moczy w białawo wyglądającym płynie (to mieszanka fekaliów różnych – głównie krowiego moczu i odchodów gołębich oraz palonego wapna). Potem skóry się barwi w naturalnych barwnikach i suszy na słońcu. A potem już się z nich cudeńka robi. Przy takim procesie produkcyjnym – zapach nie dziwi jakoś mocno. Ale widok na kadzie z farbowanymi skórami – iście malarski! Garbarnie istnieją w Fezie od założenia miasta. Są trzy największe a wśród nich najbardziej znana chyba Chouara – największa i chyba najstarsza. Podobno nieprzerwanie działa od XII wieku. Równie leciwa jest podobno garbarnia Sidi Moussa. Która starsza – któż wie..

W Fezie farbuje się nie tylko skóry. Tkaniny również. Na miejscu tkane z farbowanych w najcudowniejsze kolory świata szale, chusty. Och… w raju byłam! Ile tam było szali i jak upinać na włosach je można najprzeróżniej w najwymyślniejsze formy… Ważne miejsce zajmuje też garncarstwo. Wypala się naczynia, misternie je maluje, zdobi srebrem albo czym tam fantazja podpowie… Produkcję od zera czyli od gliny urobionej można obserwować. A że zapach gliny ceramicznej przywodzi mi na myśl moje Liceum Plastyczne… Miły zapach wspomnień… Potem wypalanie i zdobienie – no i można nabyć gustowny tadżin albo piękny kielich kiduszowy. To znaczy… Nie muszę dodawać, że rzemieślników Fezu wsparłam nabywając? 😉

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑