do początku   |   mapa serwisu   |   kontakt  

Czytelnia » Tak sobie myślę...
Wszystkiego najlepszego z okazji Walentego!

Tak sobie myślę...

 

Dzisiaj wspomnienie liturgiczne św. Walentego. Walentynki. Zwykle jeżę się, gdy bezmyślnie adoptujemy zwyczaje i święta obce nam kulturowo. Ale tym razem aż tak bardzo nie zgrzytam zębami. Nigdy zbyt wiele chwil by powiedzieć komuś że się go kocha; by „kocham” usłyszeć. Dziwi mnie jednak coś innego. Przecież mamy swoje rodzime walentynki. Noc Kupały (albo noc Świętojańska – jak kto woli) to obchodzony w czerwcu dzień zakochanych. Tradycja słowiańska z czasem ochrzczona, ale fakty pozostają faktami – to nasz dzień zakochanych. Zaleta jego i taka, że wypada w czasie gdy aura w Polsce bardziej miłości sprzyjająca.  

A Walenty? To właściwie mix kilku świętych o tym samym imieniu którzy z czasem spletli się w jedną postać. Na ziemiach Polskich kult św. Walentego był żywy od wieków, jednak czczono go jako patrona chorych (zwłaszcza psychicznie i epileptyków) i ofiarowywano w kościołach woskowe figurki symbolizujące osoby za których się modlono, lub części ciała które „wymagały uleczenie”. Wiem, często zakochany i wariat wiele mają wspólnego, ale tradycja jednak zobowiązuje. Zwłaszcza, że w Polsce 14 lutego mamy inną okazję – powstanie Armii Krajowej.

Może więc dzień zakochanych zostawić na czerwiec ,a w 14 lutego świętować dzień miłości: małżeńskiej, rodzicielskiej, przyjacielskiej, ale też miłości OJCZYZNY - bo „Święta miłości kochanej Ojczyzny…”

 

Zmienia nam się ten krajobraz kulturowy, ale czy na dobre…

 
© 2017 lucynarotter.com.pl | Tworzenie stron internetowych