Kategoria: Subiektywnie podglądane kultury świata (Page 25 of 32)

Niemcy – Lipsk

Lubię Lipsk. Może dlatego, że jestem rodowitą krakowianką, a w obydwu miastach życie płynie jakby nieco wolniej… Tu nie wypada się spieszyć! Obydwa miasta przeżyły też II wojnę światową w zupełnie niezłej (biorąc jako odniesienie zniszczenia każdego z krajów z osobna) kondycji. Dlatego historię tu po prostu czuć wszystkimi zmysłami!

Sporo w Lipsku atrakcji różnej proweniencji – jedną z nich jest kościół św. Tomasza. Świątynia ze średniowieczną metryczką. Sporo tu się działo: pierwsze dysputy Marcina Lutra z Janem Mayerem von Eckiem; rozbrzmiewała muzyka Bacha w wykonaniu autora, grywał też sam Mozart… Zresztą generalnie wszystkie organy z kościoła św. Tomasza słynne są wielce, niezależnie od tego kto na nich grywał. 😁 Mnie bardziej jednak podoba się kościół św. Mikołaja (miejsce debiutu lipskiego J.S. Bacha). Kościół też ma metryczkę średniowieczną ale przebudowany solidnie w okresie klasycyzmu. „Wyrosły” tu wówczas fantastyczne kolumny z palmowymi kapitelami – taki bajkowy trochę las…

Najbardziej znanym obywatelem Lipska jest oczywiście Bach (zaznaczam, że Bachów kompozytorów żyło w mieście trzech. Tu mowa o Janie Sebastianie – największym z nich 😃 ). Właśnie w Lipsku skomponował najsłynniejsze oratoria, msze i kantaty. Do dzisiaj słynie na cały świat, działający przy kościele św. Tomasza – Thomanerchor (chór chłopięcy), który niegdyś prowadził niemal przez 30 lat sam Mistrz! Zresztą w ogóle Lipsk ma jakiś dobry klimat dla muzyków. Przecież urodził się tu też Frost i Wagner, a pracował Mendelssohn-Bartholdy…

W Lipsku studiował Goethe. Choć nie to najciekawsze… Bywał on w piwnicach dr. Heinricha Stromer von Auerbacha. Ów XVI wieczny lekarz i filozof, raczył swoich studentów winem własnej roboty. Założył z czasem wykwintną i taką z prawdziwego zdarzenia winiarnię (obecnie Auerbachs Keller winiarnia i restauracja w jednym – to jeden z ważniejszych symboli miasta). Bywał tu Goethe i raczył się jak wszyscy. Tak mu się jednak Auerbachs Keller spodobało, że właśnie w owych piwnicznych wnętrzach osadził swoją opowieść o legendarnym Fauście.

Fajny jest Lipsk… wino, muzyka i …. trochę magii. 😉

Niemcy – Trewir

Po Trewirze łaziłam przed wielu laty, oprowadzana przez miłego starszego pana, którego przodkowie sporo w mieście ufundowali przed wiekami… Fajnie się słuchało opowieści o wujach i pradziadach; i że ten to tu leży, a tamten to to ufundował… No fajne odkurzane historyjki rodzinne. Trewir jest jednym z najstarszych miast w Niemczech więc i czasu mieli przodkowie mojego „przewodnika” by sobie pofundować co nieco to tu, to tam. Miasto znane od czasów rzymskich (do dzisiaj można bazylikę rzymską, Porta Nigra lub pozostałości term na przykład zobaczyć). Już w III wieku było tutaj biskupstwo. Pewnie dlatego takie mnóstwo w mieście kościołów z wszelkich możliwych epok. A i znanych – no i mniej lub bardziej autentycznych – relikwii nagromadzenie duże (np. Św. Szata, ząb św. Piotra, sandał św. Andrzeja itd. itp. …). Najbardziej dostojne miejsce z zabytków sakralnych to chyba Trierer Dom St. Peter o ile wiem najstarsza świątynia w biskupstwie oraz wczesno gotycka Liebfrauenkirche. Obydwie architektonicznie robią robotę… Monumentalne mury, piękne portale, fasady zdobne rzeźbami, światło nieśmiało zagląda do wnętrza jakby onieśmielone miejscem – cudnie, dostojnie, sacrum sztuki czuć. Ale barokowy St. Paulin – też robi wrażenie! Takie z serii WOW! Barok generalnie takie miał założenie ale nie zawsze wychodziło. Tu wyszło!!! Freski Schefflera powalają na kolana.

No i place, rynki, kamieniczki, fontanny, winiarnie… Kuchnię niemiecką lubię tak sobie, ale tam nawet można coś znaleźć co komponowałoby się nienajgorszej z lokalnym winem. 😉

Portugalia – Braga

„Lizbona się bawi, Coimbra studiuje, Braga się modli, a Porto pracuje”. Hmmm…. Braga to jedno z najstarszych miast w Portugalii i jedno z najstarszych miast chrześcijańskich. Nie wiem – pewnie stąd taka opinia. Do miasta (a przynajmniej do jego historycznej części) prowadzi XVIII wieczna Arco da Porta Nova. Potem tkwiącą w wiekach średnich ulicą Dom Diogo de Sousa można już dać się porwać klimatowi miasta. A wokół…. kościoły! 🙂 😎 🤔 Jest ich w mieście chyba około trzydziestu. To znaczy na mnie jako rodowitej krakowiance, wrażenia to jakoś mocnego nie robi – w Krakowie mamy około 150 świątyń… Ale faktycznie Braga kościołami stoi! Na przykład Katedry Se. Diecezja w Bradze ustanowiona została bodaj w III wieku, katedra jakieś dziewięć wieków późniejsza (różnie się ją datuje, założenie diecezji zresztą też…). Warto też zerknąć (jeśli ktoś sztukę sakralną upodobał) na przykład do Igreja do Carmo lub Misericórdia albo kościoła św. Magdaleny z Falperra. Ale jest też sporo ogrodów (zupełnie niedaleko też Narodowy Park Peneda Gerês), termy rzymskie, pałace, a nawet resztki zamku. Troszkę sennie ale przemiło. No i mocno barkowo! Ten barok w portugalskiej wersji kapie tu z każdego wypustu i zerka z każdego zakamarka. Takie niewielkie ociekające złotem miasto do zgubienia się w bocznych uliczkach. 😎 A! Kulinarnie – wymiata! Caldo Verde, Papas de Sarrabulho i dorsza – nigdzie lepszych nie jadłam!

Portugalia – Coimbra

„Lizbona się bawi, Coimbra studiuje, Braga się modli, a Porto pracuje”. Nie wiem… w każdym z tym miast dane było mi być i… no nie wiem… Ale w Coimbrze faktycznie „duch studiowania” się unosi… no w każdej niemal kawiarence, winiarni… dysputy naukowe kwitną! 😉 Swoją drogą, ostatnio sporo myślę o idei uczelni, studiów i takich tam. Coimbra dobrze wpisuje się w moje przemyślenia… Tu przecież jest najstarszy w Portugalii uniwersytet założony w 1290 roku. Co prawda miasto leciwe, pierwsza stolica państwa, ważny węzeł handlowy od czasów Maurów itd. itd. Ale faktycznie miasto głównie żyje w cieniu uniwersytetu. Właściwie to dość dosłownie. Przez bramę Arco de Almedina a potem schodami Quebra-Costas wchodzi się do tejże „fortecy nauki”. Uniwersytet wzniesiony jest na wzgórzu. A u jego stóp – miasto… z zaułkami, placykami, wąskimi uliczkami i równie wąskimi kamieniczkami. 😆 Oczywiście jak to w historycznych miastach Portugalii – mnóstwo tu także cudownych architektonicznie i artystycznie kościołów i klasztorów (np. Se Velha, Santa Clara-a-Nova, Santa Clara-a-velha czy Se Nova). Ale nastrój miasta kusi głownie by przycupnąć gdzieś w milutkim miejscu z książką i filiżanką aromatycznej kawy… i po prostu rozkoszując się chwilą zatopić się kartach… no… 🙂

Portugalia – Evora

Celtycka Evora to jedno z miast Portugalii, które trzeba zobaczyć! Miasto przechodziło z rąk do rąk. A to Rzymianie, a to Wizygoci, Maurowie, Portugalczycy, Hiszpanie… I właściwie z każdego z tych okresów coś w mieście zostało. Na przykład śladem rzymskim jest świątynia (prawdopodobnie Diany lub Jowisza a może Augusta? Hipotez kilka). To najlepiej zachowana budowla rzymska w Portugalii.

Dzisiaj Evora nie jest najbardziej znanym ani obleganym przez turystów miastem Portugalii. A szkoda, bo można tu zagubić się w pomauretańskich wąskich uliczkach z pobielonymi domami, którymi snuć się można niczym w labiryncie, w którym co jakiś czas w nagrodę napotyka się na przykład jakiś kościół warty zobaczenia.

Po pierwsze romańsko gotycka (z elementami baroku) katedra – Basílica Sé Catedral de Nossa Senhora da Assunção, w której przed pierwszą wyprawą do Indii sam Vasco da Gama przyniósł do poświęcenia bandery, które powiewały w trakcie wyprawy na statkach jego floty. Koniecznie wejść należy do Igreja de São Francisco. Kościół monumentalny, kapiący złotem wystrój itd. itd. ale to co najciekawsze to kaplica kości. Całe ściany, filary sklepienia pokryte są mozaikowo ułożonymi kośćmi i czaszkami zmarłych zakonników oraz szczątkami przeniesionymi tu z okolicznych cmentarzy. Kości ponad 5 tys. osób złożyły się na ten swoisty „wystrój”! Warto zaglądnąć też do Igreja de São João. Całe wnętrze pokryte zostało błękitno białymi płytkami azulejo, na których widać ceny z życia Wawrzyńca Justyniana – arcybiskupa Wenecji. Podobny wystrój posiada Igreja da Misericórdia. Tyle, że tutaj oprócz scen figuralnych jest także cykl prześlicznych emblematów. To taki rebus, miks obrazu i słowa, który prowokuje do pomyślenia i odkrycia zagadki jaką skrywa…

Portugalia – Nazare

Jeśli ktoś preferuje umiarkowane upały i przyjemny powiew świeżej bryzy od morza to Portugalia jest jak szyta na miarę.

Jedna z nadmorskich miejscowości, gdzie plaże piaszczyste, morze kuszące błękitem i fale wprost dla surferów stworzone to Nazare. A i kultura rybacka uchowała się tu jakoś. Bez trudu można kupić świeże ryby lub owoce morza prosto z kutra, bez trudu można zobaczyć rybaków zajętych pracą a ubranych w tradycyjne stroje. Tak trochę się czas zatrzymał.

Nazwa miasteczka bardziej kojarzy się z Ziemią Święto niż Portugalią i… właściwie słusznie. Podobno w IV wieku pewien mnich przyniósł prosto z Nazaretu posążek Maryi i przekazał go do klasztoru w Meridzie. Do niewielkiej miejscowości Pederneira figurka trafiła cztery wieki później za sprawą pewnego mnicha, który zdecydował się nieopodal miejscowości pędzić żywot pustelnika. Dzięki cudownym wydarzeniom (między innymi ocaleniu życia w czasie polowania rycerzowi Dom Fuas Roupinho – dzisiaj w tym miejscu jest małą kapliczka bo figurka Madonny przeniesiona do wielkiej świątyni została) figurkę zaczęto darzyć szczególnym kultem. Zaczęli przybywać pątnicy, by wymodlić cud… Zaczęli pojawiać się donatorzy wznosząc coraz to okazalsze świątynie dla Madonny… Kult i sława cudownej figurki była na tyle mocna, że dawną nazwę miejscowości – Pederneira, zmieniono na Nazare. Obecny kościół to barokowa budowla ozdobiona we wnętrzu nie tylko złoceniami i stiukami ale także tak charakterystycznymi dla tego rejonu płytkami azulejo. W świątyni uwagę przykuwa sporo wotywnych ofiar – to odlane w wosku różne części ciał. Nie przywykliśmy do takiego widoku. W kościołach polskich wota to zwykle złote lub srebrne serca. W sumie, serce to też część ciała! Kiedyś ofiary z wosku odlewanego w kształty niedomagającego organu w Polsce też była praktykowana. Teraz to rzadkość. A w Nazare nadal praktykowany zwyczaj podsycany pobożnością.

Portugalia – Obidos

Prezent ślubny królowej Portugalii Izabeli Aragońskiej. Taki tam mały – miasteczko Obidos. Pełne jest nie tylko dumy z powodu bycia prezentem ślubnym (kolejne królowe też dostawały to miasto w prezencie. Taki prezent przechodni 😃 ), ale i urokliwych zaułków, wąskich uliczek, cudownie malowanych kamienic, ukwieconych podwórzy… Zachowały się mury obronne, po których można swoją droga połazić. Główna brama prowadząca do miasta – Porta da Vila, zdobna jest pięknie w azulejo, a za nią przenieść się można w czasy przeszłe… Faktycznie w mieście nie ma wielkich reklam, widocznych na balkonach anten satelitarnych, nawet asfalt trudno uświadczyć. Nad całością góruje mauretański zamek (to on tak zachwycił królową). W miasteczku, niewielkim przecież wzniesiono aż czternaście kościołów. Na tyle ich dużo, że w jednym zrobiono księgarnię (!)…. W innym – Santa Maria – miał miejsce ślub królewski 10-letniego wówczas króla Alfonsa V. Obidos Warto odwiedzić w marcu. Nie tylko dlatego, że nie ma wówczas rzeki turystów. W marcu w Obidos odbywa się Festiwal Czekolady!!! 😁🍩🍫🍰 Mistrzowie z całego świata zjeżdżają i swój kunszt eksponują. 🥳 Można zakosztować w czekoladowej filiżance (kieliszku właściwie) słynnej wiśniowej nalewki – ginjinha. A kto skuszony klimatem i czekoladą zapragnie zostać (tak kilka miesięcy) to załapie się też na Festiwal Średniowiecza gdy całe miasto zamienia się na epoki z wiekami średnimi. No ładnie… I słodko…

Portugalia – Porto

Jedno z miast w Europie, które potrafią wciągnąć… Dla mnie – Porto. Chętnie pojechałabym tam znowu… Tam się naprawdę w głowie kręci… Wiem, Porto głównie kojarzy się z przednim, wzmacnianym i cokolwiek słodkim winem o tej samej nazwie… Ale o zawrót głowy może przyprawić nie tylko trunek. Tłoczno tam. Zwłaszcza w dzielnicy Ribeira. Tak bardzo, że nawet kamieniczki ciasno obok siebie ściśnięte stoją. Jedna obok drugiej. Tak jakby im było ciut za ciasno… Gąszcz wijących się uliczek, mnóstwo aut (dla tamtejszych kierowców przepisy drogowe są daleko posuniętą sugestią…), kościoły, które kapią złotem (w Igreja de Santa Clara – to już z tym złotem przesadzili…), budynki połyskujące błękitem azulejos… A no i słynny dwupoziomowy most Don Luis (przy lęku wysokości – uważać!) zaprojektowany przez ucznia Eiffela. Sam mistrz zresztą też zaprojektowała w Porto most – Maria Pia. I jeszcze lokalny Hogwart. Czyli księgarnia Livraria Lello. Dla tych co kochają książki – to raj i zaczarowana kraina w jednym…

Cudowne miasto, zwłaszcza gdy oświetlają go promienie zachodzącego słońca, które wpadają też przypadkiem trochę, a może celowo – do kieliszka z czerwonym trunkiem sączonym gdzieś w uroczej kawiarence…

Portugalia – Tomar

Śpiąca królewna czekała na swego wybawcę i księcia zarazem, sto długich lat… Wyobrażaliście sobie kiedyś jak wyglądał jej zamek? Ja tak. Nie wiedziałam jednak wówczas, że takie miejsce naprawdę istnieje. 🙂 Portugalskie Tomar, to miasteczko jakich wiele w tym regionie. Pobielone domy, wąskie uliczki, sennie i cicho (chyba, że jakaś festa akurat 🙂 ). Jest tu jednak coś wyjątkowego – Klasztor Zakonu Chrystusa. Tam klasztor… Zamczysko bajkowe! Za zasługi podczas rekonkwisty, Alfons I Zdobywca, nadał te ziemie i fundację zakonowi templariuszy, a by być precyzyjnym bratu Gualdimo Palsa. Klasztor wzniesiono w 1162 roku. Stał się niemal natychmiast główną siedzibą templariuszy a po ich podstępnym i dość podłym w sumie rozwiązaniu, przeszedł (dzięki sprytnemu manewrowi króla Dionizego) w ręce Zakonu Rycerzy Chrystusa.

Kompleks nie zachował swojego XII – wiecznego wyglądu. Rozbudowany mocno został w czasie kolejnego z prosperity – w XV wieku, a cały klasztor zyskał manueliński sznyt. Zaczęły pojawiać się między innymi coraz to większe i ozdobniejsze krużganki (np. Claustro do Cemitério lub Claustro da Lavagem).

Cały kompleks – nie wiem czy bardziej wygląda baśniowo, czy bardziej tajemniczo… Ściany, okna (także to najsłynniejsze w klasztorze!), portale – oplecione są kamiennymi linami, wijącym się kamiennym bluszczem, ze wsporników zerkają jakieś zaklęte w kamień postaci, wszędzie pełno sterczyn, kwiatonów… Można tu błądzić zakamarkami, korytarzami, krużgankami – przez całe godziny, z lubością gubiąc się w tym cudownym labiryncie. Bez trudu uwierzę, że gdzieś tu ukryty jest skarb templariuszy… 🙂 A już na pewno uwierzę, że tak właśnie wyglądał zamek wspomnianej królewny! 🙂

Rosja – Carskie Sioło

W Rosji wszystko jest большой, a właściwie „najbalszoje”. Jak pałac to największy, jak złocenia – to kapiące od przepychu i bogactwa (że człowieka oczy bolą od blasku i po trzech dniach chętnie popatrzyłby na jaki kawał nieociosanego drewna 🙂 ), jak park – to dzikie hektary z bezpośrednim dostępem do morza (że bez trudu zgubić się można na tydzień), jak bale…

Gdy Piotr I rozpoczął budowę Petersburga, niemal równocześnie zaczął go otaczać wieńcem letnich rezydencji. Rezydencji tam… Pałaców! Jednym z nich było ulubione przez carycę Katarzynę Carskie Sioło. Robi wrażenie. Cały w błękicie i bieli. Komnaty kapią od złota (użyto setki kilogramów kruszcu na pozłotę sztukaterii), najlepsi rzeźbiarze, malarze i sztukatorzy stadnie ruszyli, by gustom carycy sprostać. Ach i perła w koronie – bursztynowa komnata! Pałac otula subtelnie romantyczny park z mnóstwem oczek wodnych i jeziorek. Przepych doskonały! A jakie tu bale bywały! Caryca Elżbieta z nich słynęła… Znała się na dobrym jedzeniu i je preferowała (kuchnia była zawsze w gotowości bowiem caryca nie trzymała się sztywno godzin posiłków. Obiad w środku nocy nie był niczym nadzwyczajnym). Inne atrakcje balów tu organizowanych skromnie przemilczę… Do dzisiaj gości i turystów wita u wrót orkiestra dęta (tak na oko dorabiający sobie emeryci, ale jak uda im się trafić z repertuarem – co nie jest znowu takie częste, bo przyzwyczajenie drugą naturą – to miło może być). Największa sala balowa ma ok 800 m2, kilkaset luster, 50 żyrandoli, A gdy wyobraźnią niesieni usłyszymy szelest sukien, szept rozmów, dźwięki walca (wolę tango ale to nie ten klimat), wirujące pary, wszystko otoczone delikatną mgłą dobrych perfum… Kiedyś bale bywały. 😉

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑