Kategoria: Subiektywnie podglądane kultury świata (Page 20 of 32)

Izrael – Morze Martwe

Nie umiem pływać. Od takiego wyznania wypada zacząć. 🙂 I nawet nie to, że nie próbowałam – po prostu nie umiem i basta! Są jednak podobno miejsca na świecie gdzie nie da się utonąć. Na przykład Morze Martwe. Zasolenie tego bezodpływowego akwenu jest tak duże, że człowiek utrzymuje się na powierzchni bez najmniejszego zaangażowania ze swojej strony. Przy okazji nic w wodzie nie zaatakuje i nie nadgryzie bo życia organicznego w tak słonej wodzie też właściwie brak. Byłam, sprawdziłam, dokonałam zanurzenia i… szłam na dno jak malowanie!!! 🙂

To nie znaczy, że samo morze i to co wokół niego nie kusi pięknem i nie nęci by odwiedzić! Sam brzeg morski pełen kryształków solnych układających się w dziwaczne zacieki, tu i ówdzie asfalt leży (ale nie wylany przez człowieka w formie drogi, tylko wypluty przez fale morskie prosto z głębin). Wokół skały, skały i skały – pustynia Judzka. Szarobrunatne kamienie, głębokie kaniony. W sumie dwie osoby mogą stać na dwu wzniesieniach i porozmawiać ze sobą a nie móc do siebie podejść… W przeciwieństwie do morza – na pustyni jest życie. To jakiś ptaszek przycupnie, to jakieś kopytne przyjdą stadnie by się przywitać, nawet przekąsić coś można bo manna rośnie. 🙂 No i zachody słońca! Słoneczny klejnot czerwienią, żółcią i złotem oblewa i pustynię i taflę morza widoczną gdzieś na dole zanim nie chlupnie do wody na horyzoncie…

Izrael – Nabi Musa

Czy można pogodzić wodę z ogniem? Tak. Nabi Musa żywym przykładem (choć w tym przypadku powiedzieć żywym to spora przesada… 🙂 ). Na trasie muzułmańskich pielgrzymek do Mekki ale i równocześnie na trasie chrześcijańskich pielgrzymek do Jerozolimy jest miejsce gdzie zatrzymują się pątnicy jednych i drugich. Pielgrzymują tu też pobożni Żydzi. W Nabi Musa nawiedzić można bowiem cenotaf Mojżesza. Tradycja oddawania czci w tym miejscu jednej z najważniejszych postaci w Tanach, żywa była od wieków zwłaszcza w kręgach muzułmańskich. Meczet wzniesiony został na polecenie Saladyna, który miał mieć sen, iż tutaj właśnie pochowany jest święty prorok. Z tych zabudowań nic nie zostało. W XIII wieku do rozbudowy przyczynił się Al. – Dhaher Bayber. Niewielkie fragmenty zabudowań z tamtego okresu przetrwały do dziś. Przetrwała też inskrypcja, która głosi iż „Maqam ten, grób proroka, który rozmawiał z Bogiem, Mojżesza, został wykonany na rozkaz jego wysokości sułtana Dhaher Abu El -Fateh Baybers, w roku 668 Hijri”. W XV wieku dobudowano szereg udogodnień dla pielgrzymów. Właściwie całość przyjęła trochę funkcję karawanseraj. W XIX wieku podniesiono ją z ruin. Może dlatego, że odbywały się tutaj właśnie od XIX wieku, huczne obchody i świętowanie muzułmanów pielgrzymujących do grobu Mojżesza z Jerozolimy.

Beduini wierzą, że skała na której wzniesiony jest meczet ma magiczną moc, zaś kobiety pragnące doczekać się potomstwa przychodzą do cenotafu prosić o łaskę macierzyństwa albo o szczęśliwe małżeństwo (czasem – choć niekoniecznie – o jedno i drugie 🙂 ). Całość malownicza, pustynna… i nawet przenocować tu można, pod warunkiem, że ktoś preferuje eschatologiczny pejzaż – wokół bowiem setki grobów, osób które ceniły sobie za życia, by po śmierci znaleźć miejsce spoczynku nieopodal Mojżesza…

Izrael – Nazaret

Galilejski Nazaret. To jedno z najbardziej chrześcijańskich miast Izraela. Tu nawet niedzielę się święci! Do Nazaretu przyjechałam kiedyś prosto z bardzo tłocznych i głośnych miejsc tego świata – i wówczas odniosłam wrażenie, że jest to spokojne miasto, wręcz leniwe. Jednak naprawdę, Nazaret to jedno z większych i bardziej chaotycznych oraz gwarnych miast Izraela. Zabytków tu w sumie niewiele, zwłaszcza tych z pierwszych wieków. Kilka miejsc, tradycją przypisywanych do tych opisanych w Nowym Testamencie warto jednak odwiedzić. Bazylika zwiastowania jest jednym z nich. Świątynia XX wieczna (z wpisanymi w bryłę architektoniczną fragmentami np. XII wiecznymi), dwupoziomowa. Przez przeszklenia zobaczyć można wcześniejsze zabudowania a nawet samą grotę (reszta z tej groty teraz we włoskim Loreto – ale to inna opowieść…) obok której, miał znajdować się między innymi warsztat ciesielski Józefa. W pobliżu jeszcze kilka kościołów. Jedne pod opieką katolickich franciszkanów, inne pod opieką obrządków lub kościołów wschodnich i jak to w Izraelu bywa każdy uważa i przekonuje, że to właśnie w tym miejscu odgrywały się nowotestamentalne wydarzenia.

A wokół miasta, cudowne połacie uprawne hibiskusa!

Izrael – Qumran

Qumran na pustyni Judzkiej. Jedno z bardziej zagadkowych miejsc w Izraelu. To tutaj najprawdopodobniej znajdowało się biblijne „Miasto Soli”. Osada rozkwita w II w pne. (mając już wówczas historię tysiącleci!) Potem jakiś kataklizm, może trzęsienie ziemi a potem rzymianie – czyli też w sumie kataklizm… Qumran najbardziej kojarzy się ze znalezionymi w okolicznych jaskiniach zwojami. W sumie około 900 rękopisów. Jaskinie odkryte zostały przypadkiem. Tak często bywa! Chłopcy pędzący stado kóz, koza się gubi, chłopiec znajduje ją w jaskini i przy okazji znajduje tam gliniane naczynia ze zwojami. Potem już krok do tego by odkryciem zainteresowali się handlarze z szarej strefy, wietrząc niezły interes na tych „glinianych skorupach”, biskup wschodniego kościoła syryjskiego (który zainteresował się zwojami z podobnych pobudek) itd. itd. Oczywiście pojawiają się też archeolodzy i w rezultacie prowadzonych badań odkrytych zostaje dwanaście (ostatnią w 2017 roku) jaskiń z cennym wkładem. Właściwie znalezione teksty nie zostały do końca opracowane i upublicznione, stąd pojawiające się co jakiś czas „knucia”, jakoby zwoje zawierały jakieś tajemnice.

Prawdopodobnie mieszkali tu esseńczycy i to oni pozostawili zapisane fragmenty ksiąg Tanach ale i nie znanych dotąd tekstów z tego czasu np. „Księga Wojny”. W trakcie prac archeologicznych odnaleziono też w Qumran cysterny, cmentarz, skryptoria, mykwy itd. Była tu zapewne dość prężnie działająca wspólnota żyjąca według określonych reguł i przepisów. Prawdopodobnie praktykująca jakiś odłam judaizmu – może wspomniani esseńczycy a może sadokici albo sadyceusze a może jakaś inna grupa… Znawcy uważają, że zasady tu panujące przypominały nieco sposób życia w chrześcijańskiej wspólnocie zakonnej. Pojawiały się nawet hipotezy sugerujące, że to w Qumran powstała idea chrześcijaństwa. A jeszcze inni uważają, że były to po prostu magazyny i kryjówki, które na stałe nie były zamieszkane. Generalnie sporo hipotez, zagadek i niedomówień, ale na tym polega cudowna koncepcja nauki. Na szukaniu odpowiedzi.. i zadawaniu pytań. Również tych o Qumran.

Izrael – Seforis

Ruiny miasta Seforis – właściwie permanentne wykopaliska… Miasto przechodziło różne koleje, panowania, kultury. Od asyryjskiej przez babilońską, perską do hellenistycznej. Zmieniała się też jego nazwa (wcześniej Cippori, a później Autocratoris, pośrodku Seforis. Jeszcze później Diocaesaraea, a po zniszczeniu przez Arabów i odbudowie Suffurija, a następnie – La Sephorie). Było prawdopodobnie bardzo pięknym miejscem skoro Flawiusz nazwał je „perłą Galilei”. Miasto z czasem stało się bardzo zlatynizowanym ośrodkiem, handlu i rzemiosła, świetnie prosperującym skądinąd. Nie przeszkadzało to rozwojowi religijnemu judaizmu. Funkcjonowało wiele synagog (zwłaszcza ta z V/VI w odkryta w 1994 roku jest piękna. Na przykład mozaika z aniołami odwiedzającymi Sarę, ofiara Izaaka, znaki zodiaku, a trochę dalej menora, chleby pokładne, szofar… no ładne), mykwy, jesziwy itd… Właśnie tutaj Juda ha-Nasi (135-217), zredagował Misznę! Według tradycji chrześcijańskiej było to miejsce zamieszkania Anny i Joachima.

Obecne stanowisko archeologiczne znajduje się na obszarze Parku Narodowego Cippori. Dawne miasto widzi tu tylko wprawne oko archeologa… Jednym z lepiej zachowanych budynków jest wieża krzyżowców – to niewielki fragment wielkiej XIII – wiecznej fortecy. Mnóstwo odkryto mozaik. Cudowne są… A najpiękniejsza Mona Lisa z Galilei – piękna nieznajoma z mozaiki . Prawdopodobnie była żoną bogatego właściciela willi. A że bogatemu, kto zabroni – to też sportretował sobie żonę. 😃 Tyle, że gust miał dobry (lub trafił na dobrego artystę) bo portret – prima sort!

Izrael – Tabor

Większość ważnych wydarzeń na kartach Świętych Ksiąg, gdzie dochodziło do szczególnego kontaktu człowieka i Boga miało miejsce w górach. Synaj, Ararat, dla chrześcijan – Golgota… także góra Tabor.

Coś chyba w tym jest. Nie wspinam się, niewiele szczytów górskich zdarzyło mi się zdobyć. Jestem z tych co uważają, że z dołu też dobrze widać, ale coś magicznego w górach jednak chyba jest.

Góra Tabor to nie tylko urokliwe miejsce ale też jedno z ważniejszych. Naturalnym jest że tutaj przebiegały szlaki turystyczne. Tabor pojawia się na kartach historii – a także Tanach i Nowego Testamentu.

W Tanach jest wspomniana w Księdze Jozuego. Była dobrym punktem granicznym trzech ziemi – Zabulona Issachara i Neftalego. W innym miejscu jest opis bitwy, w której Izrael pokonał (zgodnie z proroctwem Debory) Kananejczyków i Syserę. W czasach świątyni – robiła za „latarnię morską” bo zapalało się tam ogień by dać znać ludziom mieszkającym na północy że nadeszło święto.

Dla chrześcijan – najbardziej znane wydarzenie, które miało tu miejsce to opisane w Nowym Testamencie Przemienienie Pańskie. Wydarzenie to spowodowało, że Góra Tabor stała się od pierwszych wieków ważnym miejscem pielgrzymkowym. Już w XII wieku wzniesiony został tu klasztor benedyktyński, kilka wieków później osiedlili się tu kolejno joannici, potem franciszkanie. W XIX wieku dołączyli prawosławni, wznosząc na Tabor cerkiew.

A w 66 roku ne Józef Flawiusz, zanim jeszcze został historykiem, zrobił sobie tu okopy i wraz ze swoimi żołnierzami walczył w I wojnie żydowski – rzymskiej. W sumie mądrze bo tu od zawsze był punkt zbiorczy dla żołnierzy gdy potrzeba zbrojna była.

Na temat Góry Tabor rozwodzą się historycy i egzegeci. A ja sobie myślę, że to miejsce warto odwiedzić nie tylko z naukowych pobudek lub religijnych. Gdy się ma szczęście przybyć na Tabor późnym popołudniem i zostanie się do zachodu słońca, gdy cała góra zaczyna przyoblekać się ciepło w żółto – złote barwy, można wyobrazić sobie i doświadczyć że w górach jakoś dobrze się „rozmawia” z Ha.szem…

Izrael – Tyberiada

Izrael należy zwiedza, będąc do tego bardzo, bardzo przygotowanym. Miejsca znane, historyczne, czasem też biblijne (dla tych, którzy takim kluczem zwiedzają)… I człowiek spodziewałby się fantastycznych śladów dziedzictwa historycznego… A tu wyłuskiwać trzeba kamienie, ślady, echo jakieś… a czasem zupełnie niedawno wzniesione obiekty w miejscach historycznych. Tak też jest z Tyberiadą. Fajne uzdrowisko – i tu zasadniczo bez zastrzeżeń. Ale to miasto – to kawał historii! Założył miasto Herod Antypas. Wspomina o niej Flawiusz oraz teksty biblijne. W pełnej zakrętów i wybuchów historii tych ziem Tyberiada od czasów najdawniejszych pełniła bardzo ważny ośrodek życia jako jedno z miast zamieszkałych głównie przez Żydów. Tu rozwijało się życie religijne, naukowe, kulturowe. Tutaj Juda ha-Nasi zredagował ostatecznie Misznę. Potem Tyberiada była między innymi miastem Królestwa Jerozolimskiego. Potem panowanie Osmańskie. A potem zaczęli się tutaj osiedlać głównie Sefardyjczycy. Fajny ośrodek jedwabnictwa się w Tyberiadzie pojawił. Miasto kilkakrotnie niszczone nie tylko przez działania wojenne ale także trzęsienia ziemi. Itd. itd. No pigułka na max. 😊 Ale nie o to idzie by wnikliwą analizę historyczną tu przytaczać. Obecnie – zadbane, odnawiane generalnie robi dobre wrażenie.

No. A z zabytków? Bardzo proszę: 1. Trochę wykopalisk (między innymi łaźnia z okresu Bizancjum) 2. Trochę zabytków sepulkralnych – grobowce rabinów 3. Ze dwa zamknięte na głucho meczety 4. Mury miejskie 5. Kościół św. Piotra wzniesiony bodaj pierwotnie przez krzyżowców. Z interesującym pomnikiem przy wejściu. Ten pomnik dla nas o tyle ciekawy, że są na nim herby miast polskich (Kraków, Warszawa, Poznań, Gdańsk, Lwów, Wilno). Pod koniec II wojny ufundowali go polscy uchodźcy. I… z tych większych, z grubsza tyle…

Izrael – jezioro Tyberiadzkie, kibuc Ginnosar

Kiedyś w trakcie mojego pobytu w Izraelu wybuchła wojna… Zaraz tam wybuchła! Ktoś usiłował „drewnianą szabelką” pomachać w kierunku Izraela – więc Lew ryknął i po sprawie. Kilka patriotów poleciało mi nad głową, z powierzchni ziemi zniknął jeden budynek, obok których dzień wcześniej chodziłam – takie tam…

Ale utknęłam na kilka dni nad jeziorem Tyberiadzkim w kibucu Ginnosar. Samo jezioro ładne, kibuc nad jego brzegiem też, klimat jest, spacerować brzegami można (z prawdziwą zresztą i niekłamaną przyjemnością) ale gdy się tkwi któryś już dzień, zamiast realizować program naukowy przewidziany do zrobienia bo taką się ma robotę, to człowiek zaczyna szukać czegoś „zamiast” dla zabicia czasu. Wybór padł na „rejs po jeziorze”. Załoga obiektu pływającego była jednoosobowa. Kapitan i załoga w jednym. Najpierw pilnie nasłuchiwał, a gdy zidentyfikował w jakim języku rozmawiamy w grupie uśmiech zagościł na jego twarzy. Wyciągnął ze skrzyni polską banderę, na zdezelowanym magnetofonie lekkim kopniakiem uruchomił z kasety „Mazurka Dąbrowskiego” i… wypłynęliśmy. Spacer obiektem pływającym był całkiem przyjemny, woda pluskała, chmury leniwie snuły się na niebie… Gdy byliśmy na środku jeziora „Pan Kapitan” wyłączył silnik. I wtedy, chyba po raz pierwszy w życiu usłyszałam… ciszę. Przez chwilę zapomniałam nawet, że kilka kilometrów dalej jest wojna…

A sam kibuc – ciekawy! W 1986 Mojżesz i Juval Lufan (może tacy sami „kapitanowie” jak ten który z nami wypłynął 😉 ) odnaleźli na dnie jeziora drewnianą łódź z przełomu naszej i wcześniejszej ery 😊. Nazwano ją łodzią Jezusa – bo datowana na przełom, choć oczywiście nie ma żadnych przesłanek, że faktycznie sam Jezus nią pływał. Ale historyczność obiektu niezaprzeczalna a że nazwę jakąś powinien mieć – to ma. Sama łódź poddana konserwacji i zabezpieczeni jest prezentowana w „muzeum jednego eksponatu” w kibucu, tuż nad brzegiem jeziora.

Izrael – źródło Charodu

Mała rzeczka – Charod (Harod). Małe też jej źródło… ale i tak w historii i Tanach się zaznaczyło! „Wstał więc o świcie Jerubbaal, czyli Gedeon, wraz z całym zgromadzonym ludem i rozbił obóz u źródeł Charod.”(Sdz 7,1) Gedeon polecił swoim trzystu żołnierzom napić się wody ze źródeł Charodu i z tą garstką, ruszył do walki z przeważającymi siłami wojsk Madianitów, zadając im sromotną klęskę. Wiele wieków później w tym samym miejscu ponownie krwią spłynęła ziemia i wody rzeki. Rozegrała się tu bitwa pomiędzy wojskami krzyżowców i muzułmańskimi, a potem także wojska Mameluków… Takie prowokujące „bojowo” miejsce, choć pozornie wcale takiego wrażenia nie robi 🙂

Teraz bijące źródło zobaczyć można na terenie Parku Narodowego Majan Charod. Są tu kąpieliska z wodą termalną. Nieopodal zachowane fragmenty synagogi i kościoła z okresu Bizancjum i nieco późniejsze. Spokojnie tu i cicho. I zieleni wokół mnóstwo. I nic nie wskazuje na toczące się tu przed wiekami boje. A woda szemrząc, o nich cicho opowiada…

Jordania – Wadi Ram

Pewnie każdy ma jakiś pakiet ulubionych filmów, które w nieskończoność możne oglądać – ja też 😊 W mojej pierwszej dziesiątce, bezdyskusyjnie i bezapelacyjnie jest „Lawrence z Arabii”. Świetny kawał filmu! I do tego realizowany był w miejscach, w których naprawdę Lawrence był (ten prawdziwy – brytyjski oficer i bohater Jordańczyków, bo o nim film opowiada).

Część zdjęć było realizowanych w Wadi Ram. To dolina rzeczna w Jordanii, niedaleko granicy z Arabią Saudyjską. Czasem nazywana jest Doliną Księżyca lub Czerwone Góry. I z obydwoma nazwami się zgadzam 😊

Ludzie osiedlali się tutaj od zawsze – i ślady zostawiali 😉 Zachowały się na przykład petroglify Nabatejczyków lub Thamudów. Podobno tutaj sięgało Królestwo Edomu które prężnie rozwijało się między XIII a VI w pne. Ślady Nabatejczyów są też bardziej okazałe miejscami – na przykład ruiny światyni.

Solidnie i precyzyjnie udokumentował i opisał to miejsce Thomas Edward Lawrence. Oficer i archeolog po Oksfordzie i generalnie genialny strateg i tak zwyczajnie dobry człowiek. A i mocno odważny i zafascynowany kulturą, tradycją i dziedzictwem tych terenów. W trakcie I wojny światowej zaciągnął się do wojska i w jednostce Arab Bureau dokumentował, robił mapy i takie tam. O tyle mu było łatwo, że znał świetnie język arabski i jako archeolog znał kulturę obecnej Jordanii.  W 1916 roku zaangażował się bardzo mocno w Powstanie Arabskie. Właściwie dzięki jego negocjacjom i strategii powstanie zostało ponownie ożywione i siły osmańskie wypchnięto. Po wojnie Lawrence napisał wspomnienia a książkę zatytułował „Siedem filarów mądrości”. Tak samo nazywa się formacja skalna w Wadi Ram. Tuż przy Visitor Center – ją pierwszą widać, zanim wyruszy się w głąb doliny. Lawrence iście poetycko je opisał… I wiecie co, wcale mu się nie dziwię, że w tych terenach i tej kulturze się zakochał. Pamiętam scenę z filmu. Gdy ubiera po raz pierwszy strój arabski, zaczyna się czuć prawdziwie sobą, i zaczyna wirować w piasku wśród skał a wraz z nim wirują jego białe szaty… Też miałam ochotę dokładnie w tym samym miejscu stojąc, wirować na wietrze, w piasku i do zawrotu głowy… I wcale się nie opierałam tej chęci… Skutek  – łukiem poleciałam w piach, który miękko mnie przyjął 😉 Poczułam się prawie jak na planie „Lawrence z Arabii”!   

Teraz w wiosce Wadi Ram i okolicy mieszkają głównie Beduini. Można wpaść do nich do namiotu na kawę (albo herbatę – ale ta bardziej dla turystów 😉) i posiedzieć w gościach tak ze trzy dni max. Bo dłużej to już niegrzecznie…

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑