Kategoria: Subiektywnie podglądane kultury świata (Page 1 of 31)

Spis treści „podglądanych kultur”

SPIS TREŚCI

.

Albania

Andora – 

Armenia – 

Austria – 

Azerbejdżan

Belgia –

Bośnia i Hercegowina 

Bułgaria –

Chorwacja –

Czechy – 

Egipt – 

Estonia – 

Francja – 

Grecja – 

Gruzja – 

Hiszpania – 

Indie – 

Italia – 

Izrael – 

Jordania –

Kambodża – 

Litwa – 

Łotwa – 

Malta

Maroko

Monaco – 

Niemcy – 

Portugalia – 

Rosja – 

Rumunia – 

Słowacja –

Słowenia – 

Szwajcaria – 

Tajlandia – 

Tunezja

Turcja

.

Ukraina –

.

Watykan – 

.

Węgry – 

.

Wietnam – 

Indie – Amber Fort [NOWY POST]

Amber Fort w Amer nad jeziorem Moata, wygląda tak jak się nazywa! A, że bursztyny generalnie lubię zwłaszcza w srebro oprawione 😉 – bliski mi jest wyjątkowo. Ale w tym wypadku nie o bursztyn idzie. Nazwa wzięła się od Ambikashwara – lokalnego imienia boga Shiwy (niedaleko ma świątynię). Fort jest kilkukondygnacyjny. Ma wydzielone części – na przykład Sala Publicznych Audiencji, Sala Prywatnych Audiencji, Pałac lustrzany lub Sukh Niwas gdzie przeciągi robią naturalną klimatyzację. Był rezydencją maharadżów Radżastanu, mieszkali tu wraz z rodzinami. To o tyle ważne, że jak który miał kilkanaście żon – to budował kilkanaście pokoi. Do tego Amber Fort ma podziemny korytarz łączący go z fortem Jaigarh. Bo jakby co – to rodzina maharadży mogła uciekać i schronić się w tym drugim forcie.

Zdobień, dekoracji, misternych dopieszczonych elementów architektonicznych – mrowie! Chyba najpiękniejsza i super kolorowa jest brama Ganesh Pol. Podobno przejście przez nią usuwa wszelkie przeszkody z życia… Może i tak – w sumie wchodziło się tędy do prywatnych pokoi władcy, a żeby to zrobić mógł taki przeciętny ktoś to faktycznie sporo przeszkód musiał pokonać… 😉 Na najwyższej kondygnacji przez ażurowo przysłonięte dekoracjami kamiennymi okna, kobiety dworu mogły zerkać co się dzieje, kto nadchodzi i takie tam. 😊 Ale gdy się do środka wejdzie – zawrotu głowy można dostać od mozaik, szklanych misternych dekoracji, luster, płaskorzeźb wykonanych w najdoskonalszych marmurach lub alabastrach, inkrustacje, kameryzacje – kto co sobie życzy i uważa, znajdzie! W jednej z sal – płaskorzeźbione dekoracje kwiatowe, przy których zwykle grupy turystą zatrzymują się. Przewodnicy zasłaniają dłonią poszczególne części kwiatu – w ten sposób prezentując, że raz przypomina słonia, raz kobrę a raz rybę.. możliwości jest chyba z siedem lub osiem. Dalej ogrody i zenany gdzie licznie kobiety mieszkały, bo i liczną grupę w pałacu maharadża miewał nałożnic, kochanek, konkubin czy jak tam kto chce. Kategorii było trochę i hierarchia ustalona. No i te pokoje dla królowych. Do każdego pokoju można było wejść z sypialni maharadży, ale trasa w drugą stronę była zabroniona. Jawna niesprawiedliwość! 😉

Izrael – Ejlat [NOWY POST]

Na samiutkim krańcu południowym Izraela jest Ejlat – miasto kurort nad Morzem Czerwonym. Prace archeologiczne w tym miejscu trwają już od jakiegoś czasy ale duuuużo jeszcze do przekopania. Wiadomo jednak, że od VIII wiek pne istniała tu osada i prężnie się rozwijała głównie za przyczyną drobnej wytwórczości rzemieślniczej i handlu. W sukurs archeologii przychodzi Tanach. Jest kilka lapidarnych, ale jednak, informacji o pobycie tu Narodu Izraela w drodze z Egiptu do Ziemi Obiecanej. A potem król Dawid miasto podbił z rąk Nabatejczyków. Kolejny król – Azariadsz mocno je rozbudował. Za króla Achaza – miasto przejęli Syryjczycy. A potem Rzymianie… A potem Brytyjczycy… Czy z tych historycznych czasów jakieś ślady są w Ejlat? Nie, ale trzymamy kciuki za archeologów… 😉

Współczesny Ejlat jest kurortem nadmorskim. W 1950 roku przyjechała tu pierwsza grupa żydowskich osiedleńców i… pięknie (choć nie bez przeszkód ze strony sąsiadów…) miasto zbudowali właściwie niemal od zera! Szybko Ejlat stał się ważnym centrum konferencyjno – kulturowym. Na przykład Festiwal Jazzowy Morza Czerwonego tu się odbywa, albo Festiwal Muzyki Klasycznej lub Międzynarodowy Festiwal Muzyki Filmowej. A dla tych co poleniuchować w słońcu lubią, plaże i atrakcje dla turystów plażing preferujących – do wyboru do koloru. Można też popływać: na deskach wszelakich, obiektach pływających a i w pław. I w głąb też – bo rafy koralowe są tu ładne. Warto też w górę popatrzyć bo Ejlat słynie jako najlepsze na świecie miejsce do obserwacji migracji ptaków. A dla spragnionych rozrywki – „Kings City”, niczym z Disneylandu. W mieście działa Muzeum oraz Podwodne Obserwatorium i Park Morski w Ejlacie – ale to zostawiam na kolejne „podglądania kultur”. A! Tak za miasto na piechotkę to raczej ostrożnie… W pobliskim Parku Narodowym to jednak hieny, pantery i gepardy mieszkają – a one biegają ciut szybko jak obiadu szukają…

Uroczy kurort, świetne hotele z widokiem na… morze i trzy sąsiednie kraje: Arabia Saudyjska, Jordania i Egipt.

PS

A tak a propos, hotelu. Zatrzymałam się jednym takim, Neptun ma na imię 😊. Z wszystkich pokoi widok na morze – jak na fot widać. W restauracji przy okazji śniadania, gości mnóstwo rozmawia w różnych językach. Przy stoliku obok siebie siedzi ortodoksyjna rodzina żydowska i analogicznie religijna rodzina muzułmańska, ale też osoby nieznanej preferencji religijnej lub jej braku (bo po stroju nie widać 😉 ). Pracownicy hotelu – Żydzi, Jordańczycy, Beduini, muzułmanie nie znanego mi pochodzenia narodowego i etnicznego, przybysze z Afryki, w recepcji Ukrainka i Polka. A śniadanko – raj dla wegetarian (bo w tym hotelu jest akurat kuchnia koszerna w wersji mlecznej). Sześć wysp, a na każdej kilkadziesiąt półmisków z pysznymi różnościami. Przy jednej Pan robi omlety, przy innej inny Pan kroi na bieżąco warzywka by móc sobie skomponować własną sałatkę, Pani na bieżąco piecze gofry, z boku stanowisko kawowe i piec a z niego wyskakują cieplutkie croissanty… No taki kurort to ja uważam!

Jordania – Al-Karak

W Al-Karak lokalizuje się prawdopodobną stolicę królestwa Moabitów – Kir-Chareszet. Skąd wiemy o tym królestwie? Ano z Tanach, a i w samej Torze wzmianka. Oczywiście nie tylko źródła pisane podpowiadają taką możliwość. Również liczne znaleziska archeologiczne na przykład słynna stela Mesza. Ale obecnie turyści przyjeżdżają tu dla obejrzenia zamku krzyżowców – jednego z największych w tym regionie. Przez samych krzyżowców nazywany był Kerak Moabitów. Wzniesiono go w XII wieku z inicjatywy Pagana Lokaja (wasala Baldwina II). Ale Pagan nie ukończył dzieła. Prace po nim kontynuował jego siostrzeniec Maurycy z Montrealu. Solidna to była twierdza! I do tego na szlaku handlowym, i na szlaku Beduinów. W konsekwencji położenie a i rozmiary zamku pozwalały na sporą kontrolę nad rejonem. W 1183 Saladyn oblegał zamek. Ale trafił akurat na czas ślubu Humhreya IV z Toronu z Izabellą I Jerozolimską. Oblężenie oblężeniem ale ślub też ważna sprawa a i jego konsumpcja chyba jeszcze ważniejsza… 😉 Pogadali jedni z drugimi i Saladyn uznał potrzebę chwili – atakował dalej, ale wszystko poza komnatą nowożeńców, żeby ci spokojnie mogli… to co tam nowożeńcy mogą a nawet powinni zrobić. 😊 Sumarycznie Saladynowi nie udało się zdobyć zamku. Baldwin IV Jerozolimski przyszedł w międzyczasie z odsieczą. Ostatecznie jakiś czas później dopiero siostrzeniec Saladyna – Sa’d Al-Din, zamek zdobył.

Dzisiaj, ruiny zamku są zupełnie nieźle zachowane. Bez trudu można wyobrazić sobie jego potęgę i przemyślą konstrukcję architektoniczną, która dawał możliwość ataku (a więc i obrony) zasadniczo z jednej strony tylko. Wnętrza też ciekawe. Wielkie stajnie, sala biesiadna (refektarz chyba można powiedzieć…) z coraz to mniejszymi drzwiami, przez które wiatr hulał robiąc naturalną klimatyzację. Dalej kuchnia i winiarnia. Ciut dalej kolejne pomieszczenia, też więzienie. Ot wszystko co w zamku potrzebne do życia.

A! Aktualnym mieszkańcem zamku jest kot. Wygląda jakby tak jakby jego rodzice do miksera wpadli – ma wszelkie kolory kocie na sobie. 😊 Ale że brązów i beży najwięcej – a ja akurat w podobnym „umaszczeniu” byłam, uznał że od tego dnia będziemy najlepszymi przyjaciółmi na świecie. Oprowadził mnie po całym zamku!

Albania – Ardenica

Pan przewodnik podniesionym i zirytowanym głosem warczał na prawo i lewo – „nie wolno robić fot”! Ok…. A potem sobie poszedł on i jego grupa. Z boku siedział jakiś pan (chyba nawet mnich), który zwyczajnie opiekował się obiektem i go pilnował, bilety sprzedawał i takie tam. Z uśmiechem na twarzy powiedział. „Proszę zdjęcia robić. Wolno. Tylko bez lampy. On tak zawsze. Lubi się czuć ważny!”. Jakoś tak miło mi się zrobiło… Prawosławny monastyr Narodzenia Bogarodzicy w Ardenica w Albanii. Stareńki jest! Pod koniec XIII wieku Andronik II Paleolog go ufundował. Przy czym wcześniej była tu już kaplica a jeszcze wcześniej świątynia Artemidy. Po osiedleniu się mnichów, dość szybko rozwinęła się tutaj szkoła teologiczna a i powstała imponująca biblioteka. Na terenie klasztoru bije źródło (podobno z cudowną wodą). Szybko stało się powodem odwiedzania tego miejsca przez pielgrzymów chrześcijańskich ale i… muzułmańskich. W czasach komuny, monastyr najpierw był miejscem odosobnienia dla prawosławnego arcybiskupa Ireneusza Banushi, a potem… obiekt zwyczajnie zamknięty – niszczał programowo. Dopiero w 1988 zaczęto go troszkę rekonstruować i z ruiny podnosić. Przecież poza wszystkim – TO ZABYTEK JEST! Odbudowa i prace konserwatorskie trwały długo bo z mocnej ruiny był podnoszony…

Sama cerkiew fantastycznie ozdobiona freskami i sztukaterią. Tam na ścianach pełno opowieści biblijnych i hagiograficznych ale i teksty modlitw wypisane w kilku językach. A z cerkwi przechodzi się do kolejnych pomieszczeń. Pustych, zdobionych tylko zachowanymi w całości lub fragmentach freskami i… promieniami słońca, które wcisnęły się na siłę przez uchylne niewielkie okienka i szczeliny w ścianach…

Całość – jak to w leciwych monastyrach, ocieka symbolami… A odczytywanie symboli i znaków w różnych kulturach i religiach to moja robota! 😊 Hmmm… Lubię takie miejsca, z którymi o kulturze i historii, symbolami można sobie pogadać!

Albania – Butrint

Park Archeologiczny w Albanii, nieopodal granicy z Grecją. Butrint. Na miejscu osady Iliryjskiej powstała zupełnie spore miasto portowe – wręcz warowne. Według legend założyli ja uciekający Trojanie a nawet według niektórych podań sam Helenus – syn króla Priama. Według jeszcze innych przekazów miasto założył Eneasz syn króla Anchizesa oraz Wenus. Wpływy Greckie są tu dość wyraźne – Butrint stał się jednym z ważniejszych miejsc kultu Asklepiosa – boga od medycyny. W mieście miał tez podobno (według Plutarcha) umrzeć Pan – bożek pól i lasów. Wzniesiono tu także zupełnie nieźle do dzisiaj zachowany teatr (był na 1500 widzów!) i agorę. W czasach rzymskich Butrint jest niezmiennie ośrodkiem portowym i to zupełnie dobrze rozwijającym się – co i w pozostałościach architektonicznych mocno widać – na przykład fragmencie akweduktu i nimfeum lub zupełnie nieźle zachowanych łaźniach. A potem zaordynowano w mieście, biskupstwo. Z tego okresu zachowały się na przykład fragmenty zoomorficznej mozaiki w baptysterium ze ślicznym pawiem – symbolem zmartwychwstania i życia wiecznego. Imponująco wygląda także bazylika gdzie też swoją drogą fragmenty zdobień mozaikowych zachowane. To tutaj miał urodzić się św. Donat – patron Albanii i Grecji.

Wędrówki ludów a potem trzęsienia ziemi obróciły miasto w ruinę. Dzisiaj – Butrint przyciąga głównie turystów zafascynowanych antykiem i pierwszymi wiekami. I słusznie. Ślady kultury i historii, delikatnie otulone zielenią drzew, kuszą by spędzić tutaj trochę czasu, wyobraźnią przenosząc się wiele set lat wstecz, do czasów gdy na agorach słychać było gwar rozmów mieszkańców Butrintu…

Albania – Kruja

Czasem człowiek czuje się jakby był produktem zastępczym, taką zabawką bo innej pod ręką nie ma. Myślę, że Kruja w Albanii może się czuć (jeśli miasto się może w ogóle czuć 😊 ) podobnie, gdy myślę o niej jako o miejscu do zwiedzania. Miasto z historią sięgającą III wieku p.n.e; w wiekach średnich stolica Księstwa Arberii; miasto koronacji królów Albanii… Kawał historii!!! I nawet swój średniowieczny zamek ma! Ale… Sama twierdza to w przeważającej części rekonstrukcja. A mnie się wydaje, że to momentami nie tyle rekonstrukcja co zbudowanie od nowa według widzimisię w latach 80-tych XX wieku. „Odbudową” kierowała córka Hodży a że bliżej jej było do ideologii niż historii – to i odbudowa jest jaka jest. W środku kilka artefaktów, trochę kopi i współczesne aranżacje wnętrz. No i przewodnik, który ze wzruszeniem opowiada jak to były cudownie za komuny a teraz to ech… U podnóża twierdzy uliczki (właściwie jedna ale kręta) ze straganami. To bazar turecki. Ale ani to bazar ani to turecki. Mnóstwo gadżetów turystycznych o różnej jakości (najczęściej mocno „turystycznej” ) mniej lub bardziej związanych z miejscem.

Ale jeden pan właściciel restauracji mnie wzruszył. Zapraszał na cokolwiek do jedzenia. I to co do jedzenia to w sumie nie ważne bo za to jaaaaki widok na zamek z tarasu!

Albania – Lëkurësi

Czasami tak jest… Coś wydaje się super atrakcyjne, pociągające, kusi by pojechać. A potem się przyjeżdża i… Niby nawet jest ok ale coś nie tak… Zamek Lëkurësi w Albanii zbudować miał Sulejman Wspaniały w 1537 roku. Miał on być obroną przed zakusami Wenecjan władającymi wówczas Korfu. Warownia na planie czworoboku, z dwoma basztami w narożnikach… Badania archeologiczne wykazały w tym miejscu znajdującą się osadę średniowieczną. Zabudowania mieszkalne, nawet i świątynia. Zapewne stała się przyczynkiem dla wzniesienia zamku. Przy czym ten obecny (jego resztki) to raczej przebudowy XVIII wieczne. Ali Tepelani Pasza – taki lokalny mix Janosika i czy ja wiem… Jeremiego Wiśniowieckiego? 😊, założył tu garnizon na ponad 200 żołnierzy. Zresztą garnizon tu był do XX wieku – tyle że „kolor” żołnierzy się zmieniał. W 1970 roku miejsce zostało wpisane na listę zabytków. I tak sobie było zabytkiem do lat ’90 kiedy stało się… no właśnie.

Miejsce historycznie fajne. Pojechałam. No może nie na wschód słońca (podobno obłędny i w ogóle) – raczej jestem fanem zachodów… ale było wcześnie mocno i wczesne słońce świeciło cudnie. Warownię z dala widać. Parking. Potem podejść trzeba kawałek kamienną drogą. No super. Brama – wchodzę, i… jestem w restauracji! To znaczy restauracja była zamknięta na szczęście – bo za wcześnie. Ale na dziedzińcu porozstawiane gustowne stoliki, parasole, jakieś lampy „klimatyczne”. W budynku (zbudowanym na samym środku dziedzińca zamkowego) widać przez okna i drzwi, że sale restauracyjne. Idę dalej. Nadal stoliki ale teraz takie jakieś bardziej kawiarniane i z widokiem na. W sumie widoki są tam jedyną atrakcją. I nie dziwię się, że akurat to miejsce wybrano na zbudowanie Lëkurësi. Dookoła – i w stronę morza i w stronę lądu widać wszystko jak na tacy (nomen omen 😉)

Czasami tak jest… Coś wydaje się super atrakcyjne, pociągające, kusi by pojechać. A potem się przyjeżdża i… To fajne pozornie miejsce nie potrafi nas zatrzymać ani skusić by przyjechać się chciało ponownie…

Albania – Mesopotam

Niewielka wieś w Albanii – Mesopotam. Nazwę wzięła stąd że między dwoma rzekami jest usadowiona. Z czego znana? Właściwie niewiele… Jeden monastyr w szczerym polu nieopodal. Opuszczony i w stanie destrukcyjnym katholikon – to cerkiew św. Mikołaja (najlepiej zachowana) a dookoła zabudowania w kompletnej ruinie wręcz „archeologicznej”. Monastyr wzniesiono prawdopodobnie w XIII wieku, choć inne źródła podają datę o dwa wieki wcześniejszą. No i prawdopodobnie wzniesiony został na miejscu starożytnej świątyni. Był wyjątkowy. Jako stauropigia zależał bezpośrednio od patriarchy Konstantynopola. To co się zachowało – mury z cegły i kamienia. Sama bryła świątyni – bardzo atrakcyjna, tak trochę w duchu Rawenny mi się kojarzyła. Sporo płaskorzeźbionych symbolicznych przedstawień: smok, lew itd. W środku – kolumny z pięknymi kapitelami o motywach roślinnych i wici. Ikonostas lewie stoi ale widać dawne jego piękno. Na ścianach zrobione odkrywki odsłaniają leciwe polichromie. Tu i ówdzie jakiś święty z mocno odrapanej ściany spogląda jednym, zachowanym okiem… I promienie słońca, które w półmrocznym wnętrzu dają równie dużo uroku co przygnębienia…

Sam katolikon i to co dookoła jest na liście zabytków kultury narodowej Albanii. Kijami podparte mury… odpadający tynk… wiatr hula w oczodołach okien… Tak sobie myślę… A właściwie nie napiszę co sobie myślę…

Albania – Muzinë, Syri i Karter

Był smok i była dziewczyna. Zakochali się w sobie ze wzajemnością. Ale że z dwóch światów byli – spotykali się potajemnie… Gdy uczucie dopadnie – nic nie jest przeszkodą. Tak to jakoś działa. O spotkaniach jednak dowiedział się ojciec dziewczyny. Chcąc ukrócić romans podrzucił zatrutą kaczkę na jeziorko przy którym spotykali się zakochani. Smok ją chapnął ale gdy poczuł truciznę już było za późno. Zapłakał, a jego łza płynąca z oka stała się zielono niebieskim źródłem w którym dziewczyna się zatopiła z żalu za ukochanym.

Tyle legenda. Według innej wersji nazwa miejsca Syri i Karter (jezioro nazywane jest Błękitnym Okiem lub Smoczym okiem) nadał wywierzysku inżynier z pobliskiej elektrowni by upamiętnić swoją ukochaną (to że miała niebieskie oczy – jest chyba jasne 😊).

Jeszcze inna legenda głosi że po tutejszych górach wędrował straszny wąż, który zjadał zwierzęta i ludzi. Okoliczny pasterz podrzucił mu nafaszerowanego smołą osła. Gdy go wąż zjadł zaczął wyć i płakać z bólu a jego płaczące oko to właśnie to źródło nieopodal wioski Muzinë.

Niezależnie od tego która z wersja opowieści komu bliższa – miejsce urokliwe. Idzie się do samego źródła dość wąską drogą pomiędzy zaroślami, potem gajem dębowo – klonowym. A na miejscu – z bardzo głębokiego (co najmniej 50 metrów – a przynajmniej na taką głębokość zdołali zejść nurkowie) krateru wypływa woda. To jedno ze źródeł rzeki Bistricë. W sumie samo źródło faktycznie wygląda jak turkusowo, błękitno, zielone oko. A pulsująca woda i niemal granatowa toń wzmaga jedynie to wrażenie. I jeśli jest smocze – to smok musiał być zupełnie fajnym gościem. Niezależnie czy coś się do oka wrzuci czy samemu wskoczy – trudno się utopić bo silny nurt wypływającej wody wyrzuca w kilka sekund nad taflę.

Hmmm… Krystaliczna woda odsłania bezwstydnie dno, w tafli przeglądają się drzewa i zarośla, las szumi w duecie z wodą… no pięknie…

« Older posts

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑