Kategoria: Subiektywnie podglądane zakątki Polski (Page 8 of 8)

Wielkopolskie – Kórnik

„Gruszki na wierzbie”. Zwykle używałam metaforycznie. A tu wystarczyło do Kórnika przyjechać żeby poetyka wypowiedzi poszła się paść… Tam naprawdę gruszki na wierzbie rosną. To znaczy teraz takie maleńkie są, bo te stuletnie odmówiły współpracy i wywróciły się korzonkami do góry, samobójstwo popełniając w ten sposób. Arboretum kórnickie wymiata. Cudne jest. A w maju to już w ogóle. Spacerując po jego alejkach, wciąż jakoś mimochodem słyszałam tam gdzieś z tyłu głowy „Balladę majową” SDM-u…. A może dlatego, że faktycznie w głowie mi się kręciło od zapachu bzu. Ok ok.. tak poprawnie – lilaków. Jest ich tam miliom. I wszystkie pachną i fioletami oraz bielami otulają. A do tego jeszcze różaneczniki w pełnym wachlarzu kolorów. Przy czym te nie pachną. Chyba… Nie wiem bo wszędzie te bzy czuć… Początki arboretum sięgają XVIII wieku. Teofil Działyński pozwolił sobie je założyć. To znaczy on założył ogród francuski a w arboretum przekształcił go Tytus Działyński (tak przy okazji przebudowy zamku mu wyszło też z ogrodem). Obecnie chyba ponad trzy tysiące roślin tu sobie korzonki zapuszcza. Tuż obok Zamek w Kórniku mieszczący dziś muzeum i bibliotekę ale o tym innym razem. Wystarczy przejść na drugą stronę jezdni by się znaleźć nad jeziorem kórnickim. Ptaki się drą, woda szumi, jakieś „wodorosty” przybrzeżne też – cudnie!!! I promenada Szymborskiej. Ładna spacerowa trasa. W sumie to nie dziwie się, że Szymborska się poezją zajęła… Jak się od samego rana ma taaaakie widoki… Kurcze pięknie tu. No naprawdę pięknie… Centrum takie sobie. Ratusz, kościół. No – jest. Ale do Kórnika dla szumu wody, cienia drzew i świergolenia ptactwa się przyjeżdża…

Wielkopolskie – Poznań Ostrów Tumski i Śródka

Fajnie mają w tym Poznaniu… i jakie mądrości można spotkać po drodze. Takie o wiedzy i jej braku… 😉 Wybrałam się na Ostrów Tumski i Śródkę. Wyspa, jedyna która się ostała na Warcie. Już od XII-X w.p.n.e. ludziki tu sobie mieszkały. Potem w okresie piastowskim jeden z bardziej znaczących grodów Wielkopolskich. Tutaj było (zarys widać teraz zaznaczony szklanym obrysem fundamentów) palatium Mieszka. Tu Dobrawie kaplice zbudował by się żona miała gdzie modlić. W sumie to kawał grodu był. Jakieś 200 osób w nim mieszkało! Fajnie pokazuje to rezerwat archeologiczny Genius Loci ale to opowieść na inny raz. Potem wyspa była własnością biskupów poznańskich. Może dlatego taka grzecznie i w sposób elegancki poukładana architektonicznie. 😉 Z każdego punktu dookoła archikatedrę widać. Jeden ze starszych kościołów w Polsce i bodaj najstarsza katedra. Podobno tu Mieszka chrzcili. Obecna jest oczywiście gotycka z licznymi późniejszymi akcentami. W sumie fajna. Z klasycznym krzyżowo żebrowym sklepieniem, z ambitem, kaplicami wokół…

Mostem Jordana przełazi się do Śródki. W każdym chyba mieście są teraz mosty z kłódkami. Taki symbol, że on ją i ona jego i to na wieki wieków… Jakaś moda taka… Śmieszne – bo po dwu stronach mostu dwa róże klimaty mentalne. Ja nie wiem czy tak naprawdę jest. Ale Ostrów i Śródka zrobiły na mnie wrażenie takiego pomieszania dwu skrajnych światów: z jednej strony sacrum Ostrowa a z drugiej bohema Śródki. Cudnie przystrzyżone ogródki i podwórka wokół katedry a zaraz obok niedbałe ogródki kawiarniane i jakieś ni to art ni to menelowe towarzystwo leniwie się snuje. Śródka też właściwie była własnością kościelną ale teraz słabo to widać. Klasztory pozamykane. To znaczy są tam teraz szkoły, ośrodku wychowawcze i takie tam. Architektonicznie pozostałość widać, no ale to w całość artystyczną jakoś tak się płynnie wszystko komponuje. A jakie fajne murale mają… Kilka po drodze minęłam. No nie da się ich nie zauważyć… i nie tylko dlatego, że po zbóju wielkie! 🙂

Wielkopolskie – Poznań Rynek

O kurcze – pomyślałam (bo myślę raczej zwięźle…) – ale tu kolorowo!!! To faktycznie pierwsze wrażenie po zacumowaniu w samym centrum Poznania. Kolorowo jak w bajce. Rynek (jego najbliższe okolice zresztą też), w którą stronę by nie spojrzeć udekorowany słodkimi, kolorowymi kamieniczkami z wszystkich chyba okresów architektonicznych jaki „fabryka dała”. Takie małe (często raptem dwa okna na poziomie) cudeńka. O tyrpających się różkami koziołkach pisać nie będę – bo to jasne, ale sam przebudowany renesansowo Ratusz – wymiata! Nam się w Krakowie tylko wieże ostała, więc się tym poznańskim zachwycam – a co… Tuż obok ratusza Kamieniczki Budników zbudowane na miejscu XIII wiecznych bud śledziowych. Oczywiście kolorowiutkie. Naprzeciw Muzeum Rogalowe. Wejście sobie darowałam ale samego rogala do espresso pozwoliłam sobie. Tak w ogródku z widokiem na pręgież… 😉 Kropelki wody z fontann skrzą się urokliwie. Bo w czterech narożnikach rynku – cztery fontanny: Prozerpina od wieków porywana przez Plutona, Mars z przenikliwym spojrzeniem, Neptun w towarzystwie stworów morskich oraz urokliwy Apollo. Pomiędzy Wagą Miejską a Ratuszem jest schowana moja ulubiona – figurka właściwie – Studnia bamberki. Może nie do końca to widać na tym właśnie przykładzie – ale strój bamberski jest jednym z bardziej skomplikowanych i rozbudowanych w elementy, strojów ludowych na ziemiach polskich. Tuż obok rynku – ociekająca barokiem fara miejska. Już sama fasad w kolorze – czy ja wiem – róż chyba jakiś taki mocny dość, przechodząca płynnie w kolegium jezuickie, robi robotę. Kompleksu nie da się nie zauważyć, pomimo tego, że nie ma jakiejś fajnej perspektywy – kolor tak przykuwa uwagę, że się nie da… Wnętrze trójnawowe z niewielkim transeptem. Iluzjonistyczne klimaty, złoto, gra cieni, półmroki, klimaty, teatralność – no barocco! Ach i obecnie czterdziestotrzygłosowe organy Ladegasta! Nie wiem czy się załapię na jakiś koncert, bo to w sezonie letnim głównie dają, ale może chociaż „czarną damę” udam mi się zobaczyć… Kto wie, kto wie…

Wielkopolskie – Poznań sacralnie

W Poznaniu mają świetnie oznakowane miejsca, które warto zobaczyć. Właściwie nie potrzeba mieć planu (że o wiedzy nie wspomnę…) by kierując się informacjami na brązowych tabliczkach trafić we wszystkie urokliwie miejsca. Ostatnio wędrowałam szlakiem profanum (podobało mi się… 😉 ) dzisiaj – sacrum. W liczbie świątyń Poznań Krakowowi nie podskoczy 😉 W sumie to chyba żadne miasto w Polsce nie podskoczy… ale kilka perełek sztuki sakralnej tu znaleźć można bez trudu najmniejszego. Absolutny crème de la crème to oczywiście archikatedra. Tu milion cudownych szczególików. Poliptyk z przełomu XV i XVI wieku w prezbiterium. Cała masa portretów trumiennych. Resztki pierwotnej zabudowy w podziemiach. Zupełnie niedaleko gotycki kościół św. Małgorzaty z ładnym sklepieniem gwieździstym. A bliżej śródmieścia – barokowy kościół bernardynów. Duży, jednonawowy z zaskakującym wejściem. No i kościół franciszkanów – tych konwentualnych. Akurat był w rusztowaniach (jedna z naw) ale wnętrze zrobiło wrażenie. Zwłaszcza kolorem ołtarza… No ale czernią i srebrem powalający ołtarz autorstwa Swacha w transepcie (z wizerunkiem MB Poznańskiej) to faktycznie efekt wow… Skoro już przy efekcie wow jesteśmy to nie można nie wspomnieć fary poznańskiej. Barok tam kipi i ocieka. Na zewnątrz straaaasznie różowo. Wnętrze maksymalnie teatralne i iluzjonistyczne. Półcienie robią klimat a jak jeszcze organy gruchną akordem – no dzieje się sacrum. Takie w wydaniu barocco. Oczywiście wszystkich kościołów Poznania nie zwiedziłam ale jeden był dla mnie zaskoczeniem. Przypadkiem właściwie na trasie pojawił mi się kościół i klasztor dominikanów. Wchodzi się przez portyk do atrium. Dwuwieżowo zwieńczona fasada obrośnięta nieco bluszczem chyba jakimś. Ascetyczne wnętrze dobrze ustawione światłem. No Szyszko-Bohusz miał pomysły… no miał…

Wielkopolskie – Rogalin

Jakie tam dęby rosną cudne, wielkie, leciwe… Jak szumią akompaniując ptasim solistom… Arkady Fiedler pięknie o Rogalinie pisał… „Łąki rogalińskie, zwłaszcza w czerwcu przed pierwszą kośbą, były w moich oczach najpiękniejszym zakątkiem świata. Były rzeczywiście piękne i są pełne uroku do dnia dzisiejszego, ale wtedy owiewał je szczególny czar: wtedy kroczył obok mnie ojciec, potężny przyjaciel nad przyjacioły, wtedy w żyłach pieniła mi się krew młodego zapaleńca, wśród dębów snuła się legenda urzekającej przeszłości; wtedy wyrostkowi śniły się amazońskie sny przyszłych przygód. (…) Tu w tym ustroniu pradoliny Warty, mieścił się eden, była wyspa wszelkiego szczęścia kraina zuchwałych rojeń…” No można się w tej zielonej ciszy i szumie w jednym, zagubić… Otulony zielenią pałac. Na przełomie XVIII i XIX wieku Raczyńscy wznieśli go w klimacie barokowo-klasycystycznym i do końca tu rezydowali (ród był jedynym właścicielem pałacu i tutejszych włości). Zabudowania spore i gustowne Raczyńscy zaczęli wypełniać dziełami sztuki z takim zaangażowaniem, że przed wojną była tu chyba jedna z większych kolekcji malarstwa. Po wojnie różnie bywało ale udało się nie dopuścić do upadku pałacu. Obecnie fajne muzeum (oddział Narodowego w Poznaniu) nad którym troszkę z boku, dalej czuwają Raczyńscy… 🙂 Do pałacu wchodzi się o określonej godzinie. Pani prowadzi, włączając w odpowiednich miejscach audioprzewodnik. Ale że ze słuchaczy – jakby to powiedzieć… pojedynczy egzemplarz 🙂 Pani uległa sugestii by gadającą maszynę wyłączyć. Sama zaczęła mówić. Ale to było fajne oprowadzanie! Pani wiedzę ma naprawdę sporą i potrafi ją cudnie snuć w opowieściach przy okazji spaceru po pokojach pałacowych… Piękne miejsce.

Zachodniopomorskie – Darłowo

W XI wieku była warownia a potem powolutku, powolutku zaczęło się kształtować – Darłowo. 😊 Od XIII wieku – już miasto, niczym piłeczka pingpongowa przechodziło z rąk jednych książąt do rąk innych… I tak przez wieki. Królewski mocno epizod też Darłowo miało bo tutaj urodził się Eryk III król Norwegii. Cenne miasto! Również w zabytki i ślady historii. Jest kwadratowy (zbudowany na planie prawie kwadratu) zamek Książąt Pomorskich. Są też trzy średniowieczne kościoły (Mariacki, św. Jerzego i św. Gertrudy). W tym pierwszym – nagrobki książąt pomorskich, ten drugi był kiedyś elementem zabudowań szpitala dla trędowatych, a w tym trzecim jest piękne sklepienie gwieździste i freski nawiązujące do patronatu żeglarskiego Gertrudy ale i do rzemieślników a dokładnie szewców i piwowarów. Ale tak naprawdę całe miasto ładne. Układ urbanistyczny średniowieczny ale sporo późniejszych perełek, np. Ratusz albo kamienica pod Kogą. Często metryczkę takie obiekty mają sięgającą wieków średnich ale przebudowy nadawały na przykład XVIII – wieczny szlif obecnie widoczny. Nie można też zapomnieć o latarni morskiej i rozsuwanym moście (UFO). Ci którzy preferują trasy turystyczne bliżej linii morskiej na pewno się na te obiekty natkną. No właśnie – plaża w Darłowie jest dość długa i słynie z piękna! Generalnie jest sporo miejsc pięknych przyrodniczo w mieście i okolicy. Nawet obszary chronione krajobrazu. Ale plaża chyba jednak jest niekwestionowaną atrakcją numer jeden.

Małopolska – Korzkiew

Ostatnio opowiadałam na wykładzie o obozie naukowym w którym uczestniczyłam wiele lat temu. Był w Rzymie. Mieszkaliśmy w pałacu pod Rzymem. W sumie żadna sensacja bo wielkiego wyboru nie było. Tam głównie w pałacach można zamieszkać. Dzisiaj uświadomiłam sobie, że w sumie Kraków ma podobnie. 😊 Tyle, że tutaj wokół Krakowa raczej w ofercie zamki i dwory (choć pałace też się znajdą bez jakiegoś wyjątkowego trudu). Na przykład taki zamek w Korzkwi. Jan herbu Syrokomla w XIV wieku zbudował zamek i do XV wieku ród Zaklików tu pomieszkiwał sobie. Zacny ród, nawet chorągiew z zamku wystawiona została pod Grunwald, jak źródła donoszą! Potem przechodził z rąk do rąk (między innymi był własnością Zborowskich – i w tym miejscu osobistą mamę pozdrawiam… 😉) aż w XIX wieku popadł w ruinę. Eleonora Wodzicka w 1805 roku przeniosła się do dworu no i zamek niezamieszkały szybko podupadł. Sama wieś powstała zapewne jako służebna dla zamku. W XVII wieku wzniesiony został tu kościół pod wezwaniem Jana Chrzcielna. Ługowski go zafundował w ramach inwestowania w swoich dobrach.   

Ale… W 1997 roku Jerzy Donimirski (architektem będąc z zawodu) kupił ruiny i zaczął zamczysko skrzętnie i misternie z ruiny podnosić. Aktualnie zamek stoi na powrót. Czy tak wyglądał co do joty? Nie wiem. Dokumentacji było jak na lekarstwo więc odbudowa do łatwych nie należała. No i można w komnatach zamku przenocować i coś zjeść chyba też. 😊 Klimatyczne miejsce w sumie. Ale duchów zamkowych nie ma. Przecież niedawno zbudowany więc nie zdążyły się zadomowić by etatowo gości straszyć nocami 😉

Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑