Kategoria: Subiektywnie podglądane zakątki Polski (Page 1 of 8)

Spis treści „zakątków polskich”

SPIS TREŚCI

.

Województwo Dolnośląskie

Województwo Kujawsko-Pomorskie

Województwo Lubelskie

Województwo Lubuskie

Województwo Łódzkie 

Województwo Małopolskie 

Województwo Mazowieckie   

Województwo Opolskie 

Województwo Podkarpackie

Województwo Podlaskie

Województwo Pomorskie

Województwo Śląskie

Województwo Świętokrzyskie

Województwo Warmińsko – Mazurskie

Województwo Wielkopolskie

Województwo Zachodniopomorskie 

Zachodniopomorskie – Dobrzyca [NOWY POST]

Dobrzyc w Polsce kilka. Jedna na przykład w Zachodniopomorskim 😊 Wzmianki o tej wsi od XV wieku można datować, jest XIX wieczny kościół murowany, ot wioska jakich wiele. Ale… Jest tam też ogród. Ba! Ogród powiedzieć – to nic nie powiedzieć!!! 😉 Hortulus, bo o nim mowa założony został w 1992 roku według projektu  Piotra Bigońskiego. To właściwie kompleks. Na ponad 5 hektarach blisko 30 ogrodów – bo każda część to inny temat, forma, styl… Jest więc ogród japoński, angielski (te lubię!), francuski, ogród zmysłów, ptasi gaj, świątynia dumania itd. itd. W sumie podobno 6 tys. roślin, także takich, które srogie polskie zimy umiarkowanie lubią ale w Dobrzycy jakoś klimat im służy jednak. Jest też labirynt grabowy. Uwaga! Największy na świecie! Tuż obok 20 metrowa wieża w kształcie spirali DNA. W sumie mądrze! Jak ten labirynt taki potężny to lepiej z góry wypatrywać zagubionych 😉

Pięknie tu i kolorowo i pachnąco cały rok a i przez cały niemal rok zwiedzać ogród można (i się w nim zagubić…) A jak się ma szczęście lub celowo wybierze termin to Noc Kupały w ofercie (a zakątków tu moc by celebrować godnie!) albo Festiwal Jadalnych Kwiatów.

Lata temu tam byłam… Ale jakoś tak, zawsze wiosenną porą przypomina mi się hamak zawieszony pod jakimś uroczym drzewem i amorki, które towarzystwa mi dotrzymywały 😊

Zachodniopomorskie – Gąski [NOWY POST]

Maleńka miejscowość o uroczej nazwie – Gąski 😊 I do tego cała jest na terenie Koszalińskiego Parku Nadmorskiego! Właściwie cała miejscowość to jeden wielki teren wypoczynkowy. Mnóstwo kwater prywatnych, pensjonatów, nawet pałac do zakwaterowania mają 😊 Taki prawdziwy z XIX wieku ale obecnie przerobiony na hotel. A wokół cudny park z równie cudnymi bukami i tulipanowcem (nie wiedziałam że się tak nazywa – ale Internety pomogły 😊 )  Z XIX wieku jest też latarnia morska wraz z zabudowaniami mieszkalnymi latarnika. Można się na nią wspiąć i z góry popatrzeć na fale i na starą osadę Damiczów, która się w modną letniskową miejscówkę zamieniła.

PS

Przeglądając archiwum fot z różnych zakątków świata, otworzyłam ten pt. „Gąski Zachodniopomorskie” Choć w Gąskach byłam tylko raz, lata temu – duuużo było w tym folderze zdjęć. Na nich na przykład dwie małe dziewuszki, które teraz są poważnymi studentkami… 😊 Och wzruszyłam się wielce, ale fot Wam nie pokażę 😉 Zachód słońca nad morzem musi Wam wystarczyć! 😊 😊

Mazowieckie – Warszawa Las Kabacki

Warszawa w sumie mocno zielona jest. Ale żeby tego doświadczyć to trzeba pozwiedzać nieco odleglejsze dzielnica od samego centrum. Na przykład taki Las Kabacki na Ursynowie (i kawałek tego lasu na Wilanów się też załapał). Rezerwat i park, który nazwę wziął od włączonej z czasem do miasta wsi Kabaty. To taki „pański teren” bo las należał do Sobieskich, Branickich, Potockich, Lubomirskich… Kawał pięknego terenu wiec się nie dziwię. W 1938 roku stał się własnością miasta. Obecnie jest największym tego typu kompleksem lewobrzeżnej Warszawy.

Pięknie tam! Drzewa szumią, trawy im wtórują a czasem basem pociągnie jakiś większy zwietrz albo sopranami ptaszki zaćwiergolą. Nawet zimowy kożuszek nie jest przeszkodą w ręcz zachętą do spaceru gdy śnieg skrzy się promieniach słońca i lodowe sopelki wiszą na gałęziach drzew i krzewów niczym drogocenna biżuteria. To takie miejsce nie tylko do popodglądania przyrody. Bo są też miejsca wyznaczone na biwakowanie i zrobieni sobie grilla… I właściwie minusowe temperatury i śnieg dookoła wcale temu nie przeszkadza co widziałam na własne oczęta!

Pozwiedzać tak historycznie też jest co! Na przykład drewniana leśniczówka z końca XIX wieku. Teraz jest tam małe „leśniczówkowe” muzeum. A że zachowana bardzo dobrze to i stała się planem filmowym w którymś odcinku „07 z głoś się” i „Klanu”!

Warszawa to taka już jest, że co krok ślady i rany po powstaniach, po II wojnie i po czasach komunizmu… W Lesie Kabackim też. Są mogiły powstańcze i późniejsze – żołnierzy AK z oddziału „Grzymały”[ walczących tu w Powstaniu Warszawskim . Tablica upamiętnia masowe egzekucje jakie dokonali tu Niemcy w czasie II wojny na ludności polskiej i żydowskiemu.

Do rezerwatu przylega Park Kultury w Powsinie. Ale nie wiem czy tam z kulturą coś po drodze bo głownie są tam miejsca dla uprawiania sportu więc z kulturą fizyczną chyba jedynie. Chociaż nie! Jest też muszla koncertowa! No i słynny dąb Hetman – pomnik przyrody.

Warto też odwiedzić przylegający do Lasu Kabackiego Ogród Botaniczny PAN. Ale on najpiękniejszy na wiosnę podobno… Wiec mam powód by pójść ponownie! I na kolejne subiektywne podglądanie… 😉

Warmińsko-mazurskie – Dobre Miasto

Takie niewielkie, małe – ale Dobre Miasto na Warmii. 😉 Erygowane było w 1325 roku na miejscu wcześniejszej osady. Więc w sumie kawał historii, no to i się wydarzeń i zabytków uzbierało niemało. Były tu dobra biskupie i kolegiata tu też była. W sumie prężnie się rozwijało bo i tkactwem i piwowarstwem stało innymi rzemiosłami i uprawami też. W XV wieku do Związku Pruskiego miasto przystąpiło a w konsekwencji – do Królestwa Polskiego zostało włączone. Że dość bogate było, i ciut „na trasie” wielu konfliktów to i przez kolejne wojska było napadane i rabowane.

No ale pomimo wielu zakrętów historii, sporo w Dobrym Mieście się pięknych zabytków zachowało. XIV wieczna kolegiata na przykład. W sumie to cały kompleks bo i kościół i zabudowania kanonickie. We wnętrzu – ołtarze, najlepszej snycerskiej roboty, przekrojowo z kilku stuleci. Na przykład tryptyk ze św. Anną Samotrzecią z XV wieku! Bogato zdobiona ambona z XVII wieku (bardzo bogata ikonografia na niej. Oprócz klasyki apostołów i ewangelistów jest też Jezus: „Siewca”, „Pasterz” i „Triumfujący”) i fantastyczna ogromna chrzcielnica z tego samego czasu. Ta chrzcielnica przykuwa uwagę bo to baptysterium właściwie, klatka z baldachimem ozdobna i dopiero gdy się podejdzie bliżej i pozagląda – chrzcielnicę w środku widać.  Dla mnie – najdłużej uwagę przykuły emblematy. A jest ich trochę na stallach. I do tego w klasycznej swojej formie: inskrypcja, obraz, subskrypcja. Czyli dwa teksty i przedstawienie graficzne w sumie tworzą rebus, a rozwiązanie go było świetną zabawą intelektualną wtedy gdy powstały – a i teraz (może nawet tym bardziej teraz ) nie małego wysiłku intelektualnego trzeba by odczytać co autor miał na myśli.

Jest też w Dobrym Mieście Baszta Bociania (bo bociany ją polubiły jako miejsce zameldowania letnią porą – cóż Dobre Miasto to…). To fragment XIV wiecznych murów obronnych, a teraz siedziba Muzeum Miejskiego. Z innych świeckich zabudowań – kamieniczki urocze, spichlerz i zupełnie ładny architektonicznie ratusz. A! Takie w sumie ekumeniczne to Dobre Miasto 😊 Bo oprócz kolegiaty jest też kościół poewangelicki z początku XIX wieku oraz XVIII wieczna cerkiew św. Mikołaja. Była też społeczność żydowska ale zabytków niestety nie zostało. Nawet na miejscu cmentarza – teraz osiedle domków jednorodzinnych… Cóż Dobre Miasto to…

Dolnośląskie – Błędne Skały

Nie łażę po lasach i górach… Nigdy nie łaziłam. Ale przypadkiem (wiem, wiem nie ma przypadków…) na przeglądanych stronach zobaczyłam foty Błędnych Skał. No myślę nazwa – szyta dla mnie na miarę dla aktualnych emocji. A i same foty wyglądały jak kadry z „Pikniku pod wiszącą skałą”. Hmmm… Ok biorę. Na miejscu okazało się, że uroczyste otwarcie sezonu równiutko za miesiąc. Ale jak już przyjechałam – myślę, lezę… I polazłam – co dość ekstremalnym przedsięwzięciem jak na moje standardy, jako że wybrałam się w towarzystwie wyłącznym własnych myśli. Początkowo pogoda zapowiadała się mizernie. Ale dość szybko przyroda skonfundowała się w niestosowności swego zachowania (pierwszy raz przecież obcowałam sam na sam z naturą) i zaczęła mi promieniami słońca podpowiadać co ciekawsze kadry. Najpierw kamienie i głazy obrośnięte mchem. Jak zielone klocki lego porozrzucane po lesie. Dalej w równie wielkim nieładzie rozrzucone bierki ściętych pni. Od czasu do czasu poukładanych w sterty. Takie wiosenne porządki… Szlak prowadził momentami stromo, mnóstwo kamieni i głazów, drzewa nogi korzeniami podkładały… Ale karnie lazłam jak szlak prowadził. Dopiero na górze zobaczyłam, że tuż obok asfaltowa droga prowadziła… Ażżż… mnie podkusiło z tą karnością i szklakiem… (tu brakuje mi słowa, które dostatecznie mocno oddało by emocje… Ale post publiczny – nie wypada…). Pokusie udawania pruderyjnej poprawności ulegać nie należy! Nic dobrego z tego nie wynika. Złaziłam już dokładnie tą drogą, gdzie zakazy zabraniały iść! Znacznie wygodniej i milej. 😉 Tuż niemal na miejscu kolejny parking (teraz oczywiście zamknięty na głucho). Na każdym słupku życzliwie informujące kartki „Uwaga kleszcze i żmije”. Żmije mówicie… No nie lubię gada ale myślę swój swojego nie ruszy… Idę!

I wreszcie same Błędne Skały w swoim filmowym majestacie. Faktycznie kusiły by patrzeć na nie przez oko obiektywu aparatu lub kamery filmowej… W reflektorze zachodzącego słońca (wschodów z przyczyn technicznych nie uważam…) wyglądają chyba zjawiskowo! Pierwsze wrażenie? Angkor!!! Myśl natychmiast mi pognała w tamte rejony. No nastrój żywcem z Kambodży przeniesiony. Ok ciut zimniej… Ale… Istny labirynt skalnych tworów, w czułym uścisku konarów i korzeni drzew. Brakowało tylko jakiejś architektury, którą natura zawładnęłaby mocno, zdecydowanie i w sposób nieznoszący sprzeciwu… Tym samym przenosząc ją w świat baśni, marzeń i wyobraźni…

Hmmm…. Czy przekonam się do „subiektywnego podglądania natury”? Nie wiem… Może… „Subiektywne podglądanie kultur” pierwszą miłością… Umęczyłam się w każdym razie tym obcowaniem z naturą setnie… A może własnymi myślami… Jakoś je głośniej słychać było… Teraz siedzę, piszę post, już czuję że mięśnie jutro odpłacą mi z nawiązką za tę fanaberię… Ale…

Dolnośląskie – Duszniki Zdrój

Pierwsze wzmianki o Dusznikach Zdroju z X wieku. Wtedy oczywiście nie był tam zdrój a warownia własności Panowiców. Potem – tak że miasto – to już XIV wiek. Kawał historii. I samego uzdrowiska w sumie też bo pierwsze wzmianki, że woda tam lecznicza z XV wieku! Ale miasto głównie z handlu, a potem przemysłu papierniczego i tkackiego się utrzymywało. W XVIII wieku jednak i wodą się mocniej zainteresowano. Zaczęły się pojawiać pawilony, kąpieliska, pijalnie i takie tam konieczne elementy by całość zaczęła działać i zainteresowanych przyciągać i kusić. Skusiła też Chopina. A właściwe jego matkę, bo sam Fryderyk miał wtedy jakieś kilkanaście lat. Ale tak czy tak do wód przyjechał i co ważne – w między czasie dał dwa koncerty (podobne pierwsze zorganizowane jego występy). Swoją drogą warto do Dusznik teraz na początku sierpnia przyjeżdżać, bo dla sentymentu wspomnienia pewnie tych koncertów, organizowane są Międzynarodowe Festiwale Chopinowskie, które sławy przyciągają! W parku zdrojowym pomnik Chopina stoi (choć tak na oko z późniejszych lat wizualizacja Maestro. Ni jak nie wygląda na nastolatka 😊 ) i obecny teatr zdrojowy (dawny dworek Chopina – tu miał koncertować). Oj muzycznie jest w Dusznikach… A gdy się bliżej rynku podejdzie, warto zaglądnąć do kościoła Piotra i Pawła. Tam barok kapie ze ścian! A ambona – cudo!!! Olbrzymi wieloryb rozdziawia paszczę a tuż nad nią wyskoczył z trzewi zwierza Jonasz. Przy okazji jeszcze kliku świętych i grzeszników dla towarzystwa. Piękny kawał sztuki! Jest jeszcze rynek z przylegającymi uliczkami i kolorowymi kamieniczkami. Niektóre szczycą się podejmowaniem zacnych gości, takich od koronowanych głów począwszy! Jest też gospoda, kuźnia i młyn – papiernia, w którym Muzeum Papiernictwa teraz.

W Dusznikach byłam na wiosnę, sam początek kwietnia. Łaziłam po delikatnie udekorowanym zielonymi, nieśmiało wyłażącymi z pąków listkami, mieście. I nagle sypnęło. Grube, koronkowe i puchate płatki śniegu leniwie opadały na rynek i ulice. A ja poczułam się jak w baśni Andersena… Na chwile…

Dolnośląskie – Góry Stołowe

Park Narodowy Gór Stołowych – wymiata!!! Mówię to ja – miejski chów, który zawsze uważał, że z dołu też dobrze widać. 😉 No naprawdę wymiata. Szlaki świetnie oznaczone; parkingi dedykowane, trasy takie, że bez napinki nawet taki marnie kondycyjny i skrajnie początkujący typ jak ja – daje radę; no i widokowo – jest efekt WOW! A miejsc co najmniej kilka tak na dobry początek rekomenduję: Błędne Skały (te nazwą mnie skusiły i to przez nie to wszystko…), Szczeliniec Mały oraz Duży i jego chybotliwa skała Kołyska (normalnie się kolebie!); Białe Skały, które faktycznie bielą odcinają się w czerni nagich jeszcze o tej porze drzew, Skalne Grzyby – takie muchomorki kamienne. Jest też Wisząca Skała (jak w filmie…) ale nie zdecydowałam się podejść. Prowadziły wąskie, strome i tragicznie oblodzone schody. No jeśli doświadczenie ma się zerowe, sprzętu – wcale, to przynajmniej resztki zdrowego rozsądku wypada zachować… Chyba…

Generalnie cudnie! Choć kilka niedociągnięć jest… Nastawiłam się na spacery w wiosennym anturażu, a tu w nocy popudrowało pejzaaaż… Ładnie, ale… Mam nadzieję, że „nowe” wreszcie nabierze odwagi, i zdecyduje się nadejść, rozkwitając… Bo to chyba czas już najwyższy. Ile można czekać…

Dolnośląskie – Kłodzko

Kłodzko głównie z twierdzą się kojarzy. I słusznie! Gigantyczne XVII/XVIII wieczne zabudowania górują, wiszą wręcz nad miastem… To znaczy od wieków średnich istniał tu zamek warowny, który cyklicznie rozbudowywany i przebudowywany dal w konsekwencji to co widać. No jest imponująca, ogromna, budzi respekt i nawet swoją legendę (tę z czapką Napoleona) ma. Ale mnie Kłodzko ciut inaczej się w pamięć wkomponowało. To jedno z tych cudownie kolorowych miast. I to nie tylko z powodu kamieniczek w par excellence odjechanych kolorach. Kłodzko jest mozaiką religijną, etniczną, kulturową… Tu każdy może napotkać coś co wywoła efekt wow… Jest trochę gotyku w architekturze. Na przykład kolegiata Wniebowzięcia. Widać ten gotyk bezsprzecznie ale cudownie został polukrowany barokiem. Całość stało się pysznym doświadczeniem gdy ktoś sakralną sztukę ceni! A nieopodal zabudowania (tym razem tak od początku barokowe) klasztoru i kościoła franciszkanów. Jest też ciekawią architektonicznie synagoga (to znaczy ta piękna i duża XIX wieczna nie istnieje i tylko kamień upamiętniający miejsce jest ale jest mała przy ul. Chrobrego). A z przestrzeni profanum – nieco późniejszy w sumie ale cudnie wkomponowany w przestrzeń miasta – ratusz. I gotycki most na Młynowce – taka kłodzka wersja tego z czeskiej Pragi. 😉 I uliczki, kamieniczki, trochę kawiarenek i cukierni…

Zabłądziłam do Kłodzka przypadkiem, wiosną, klika miesięcy temu, wracając z Gór Stołowych. To miał być taki króciutki postój na kawę i do domu. Rezultat był taki, że do Krk dojechałam duuuuużo później niż w planie sobie założyła. Kłodzko mnie wciągnęło, uwiodło, objęło i z uścisku wypuścić nie chciało dobrych kilka godzin, coraz to nowymi swoimi atrakcjami kusząc by zostać…

Dolnośląskie – Kudowa Zdrój

Taki kurort nieopodal Gór Stołowych – Kudowa-Zdrój. Istniała od XIV wieku ale wtedy Lipolitov się nazywała. Tutejsze lecznicze źródła już od XVII wieku były znane i lubiane. W 1777 ukazała się nawet broszurka na tę okoliczność „Publiczne Uwiadomienie Zdroiów Zdrowych lub wód mineralnych leczących na Śląsku w Kodowie, …” Kilka lat później spółka lekarzy przejęła działania i zorganizowała tu zupełnie nowoczesny ośrodek leczniczy z wykorzystaniem owych wód. Całe miasteczko – urocze! W centralnej części założony w XVIII wieku Park Zdrojowy. Rozległy, lesisty i nieprzekombinowany kompozycyjnie. Płynnie przechodzi w Górę Parkową. U jej stóp – Dom uzdrowiskowy „Zameczek” i pijalnia wód. A gdy się powłóczyć po ścieżynach i alejkach to można odwiedzić „leśnego luda”, i wdrapać się po schodach do kaplicy ewangelickiej (na stałe i na głucho zamknięta), a dalej można poleźć i mamy słynną kaplicę czaszek no i kilka kościołów (bo do miasta włączone okoliczne wsie) głównie z XVII wieku, z fajnymi szczegółami w środku. Można zerknąć jeśli kogoś sztuka sakralna interesuje.

Ach! W Kudowej są Festiwale Moniuszkowskie! No jest powód bym przyjechała ponownie!!! 🙂 😎 Może załapię się też na zwiedzenie Kaplicy Czaszek, Skansenu i Muzeum Zabawek na dokładkę…

« Older posts

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑