Autor: Lucyna Maria Rotter (Page 62 of 89)

Zakopane – Muzeum Tatrzańskie, Willa Oksza

Piękne i dla Zakopanego zwłaszcza charakterystyczne zabudowania w podziw, ochy i achy turystów wszelkich wprawiają – i słusznie! Ale śmiem przypuszczać, że niewielka cześć owych turystów ma świadomość że architektoniczny styl zakopiański stworzył Stanisław Witkiewicz a nie domorosła myśl ludowych twórców. Jedną z pierwszych realizacji Witkiewicza jest Willa Oksza. Zaprojektował ją dla Korwin Kossakowskich w latach 1894-95.

Od 2006 roku Willa jest jednym z oddziałów Muzeum Tatrzańskiego (swoją drogą nie wiedziałam, że aż tyle oddziałów ma to muzeum!). Przestrzeń poświęcono sztuce XX wieku, oczywiście w mocnym akcentem sztuki zakopiańskiej w tym XX wieku. No i mnóstwo prac i opowieści o samym mistrzu Witkiewiczu. Portrety, fotografie, jakieś notatki fruwają… Ale nie, nie Witkiewicz nie jest zachłanny 😊 Miejscem wystawowym podzielił się na przykład z Rafałem Malczewskim albo Augustem Zamoyskim. Jest też trochę prac tak po prostu związanych z Zakopanem. Też plakaty promujące narciarstwo lub filmy realizowane w stolicy Tatr. A wszystko takie jakieś ciepłe… Może dlatego, że otulone drewnem ścian, a może dlatego że przez okna promienie słońca wpadały…

Zakopane – Muzeum Tatrzańskie, Willa Oksza, „Kobieta zdziczała”

„Kobieta zdziczała”… Hmmm… Jak się znajdzie śmiałek, który będzie chciał oswoić to… – tytuł wystawy trzeba będzie zmienić 😉

W zakopiańskim Muzeum Tatrzańskim, oddział Willa Oksza – niecodzienna wystawa czasowa była. Katarzyna Depta-Garapich podeszła do tematu – nietuzinkowo. W sumie oszczędnie… W pierwszej z sal – cztery projekty ubiorów, ciut ciut kostiumów może nawet. Nie powiem w jednym czy drugim bez problemu chodziłabym na  co dzień i od święta! Zdziczała jestem…? Nie wiem… Ale nigdy nie było dla mnie problem, by znaleźć w sobie odwagę bycia inną, wyglądania inaczej niż wszyscy wokół, samodzielnego myślenia nawet jeśli pod prąd… Ale też nigdy nie było to „na siłę” i „dla publiki”. Raczej takie dla mnie zwyczajne, normalne, naturalne… Więc zdziczała jestem…?

W drugiej sali ciemnawo. Duży ekran, na nim sfilmowany kawałek lasu. Gdzieś między krzewami przemyka postać Autorki. Nie ucieka, nie kryje się. Po prostu idzie swoją ścieżką. Na innym z ekranów – Autorka wystawy w zaprojektowanych przez siebie ubiorach, to stoi to wiruje w jakimś dziwnym tańcu chyba… chciała poczuć się każdą z kobiet o których opowiada? Usiadłam. Słucham i oglądam to co na ekranie. Zastanawiam się co ma ten las z tymi projektami ubrań? I nagle olśnienie! Przecież to jest takie proste i zarazem takie ważne! Być sobą! Tak prawdziwie. Nie grać, nie udawać, nie wchodzić w jakieś role narzucane przez kogoś lub wymyślone przez siebie samego. Nie nakładać masek – bo zawsze prędzej czy później uwierają. A jak opadną – to dopiero problem i wstyd! Więc być sobą… Móc powiedzieć o sobie „jestem…” i bez żadnego „jestem, ale… ”. Po prostu – jestem! I czuć, wiedzieć, mieć absolutną pewność przed samym sobą, że to jest prawda!

Projekty ubiorów Katarzyny Depta-Garapich inspirowane były postaciami konkretnych kobiet: Rita Sacchetto – dla której życiem był taniec i film (poszła za głosem zakochanego serca, wyszła za mąż wbrew wszelkim konwenansom i przeniosła się do obcego kraju); Maria Olska – zdolna aktorka i reżyserka pracująca na scenach teatrów lwowskich i krakowskich (i dwu aktorów miała w domu. Jeden i drugi to Tadeusz Pilarski – przy czym jeden był jej mężem, a drugi synem 😉); Maria Witkiewiczówna – żona i matka Witkiewicza (też obydwa Stanisławy…), co już niemałym wyzwaniem było, ale i rzeźbiarka choć powszechnie uznawano to za męskie zajęcie; czwarta to Katarzyna Sobczak – w bardzo tradycyjnym społeczeństwie zakopiańskim odważyła się być prawdziwą poetką. Każda z nich miała odwagę powiedzieć „jestem…” i być naprawdę.

Chyba jestem zdziczała… Mam nadzieję, że jestem zdziczała… Bo chcę być zdziczała…

Wrocław – Festiwal Kultury Żydowskiej SIMCHA

Człowiek odruchowo szuka radości, zwłaszcza jak ma jej niedobór w organizmie… Wyświetlił mi się post anonsujący wydarzenia Festiwal Kultury Żydowskiej SIMCHA we Wrocławiu. To spakowałam walizeczkę i pojechałam. Jak simcha to simcha. A nuż znajdę to czego szukam…

To jeden ze starszych festiwali kultury Żydowskiej w Polsce. Tyle o nim wiedziałam jadąc. 😊 Na miejscy okazało się – sporo wydarzeń w programie. Choć festiwal miał inną formułę niż ta którą znam z Krakowa – propozycje były OK. Kulinaria – zrobiły robotę! Zarówno wykład o koszerności Magdaleny Maślak, jak i genialnie i z uśmiechniętą energią prowadzone przez szefową kuchni Alessie di Donato warsztaty z kuchni sefardyjskiej – SUPER (a jakie smaczne i cudownie pachnące dania wyszły!!!) 😊 Były też warsztaty odczytywania napisów na macewach (prawdę mówiąc nie doczytałam wcześniej i byłam przekonana że to będzie interpretacja symboliki a było czytanie – ale ok. Pani studentka judaistyki chyba, przygotowała się do prowadzenia warsztatu solidnie 😊). Spacery tematyczne – to fajny pomysł. No i hasanie taneczne co wieczór (co noc właściwie bo się kończyły po 22.00 chyba 😊) na dziedzińcu przed synagogą.

Każdego dnia koncert w Synagodze pod Białym Bocianem (swoją drogą pięknie odrestaurowana kilkanaście lat chyba temu). Te wydarzenia największe wzbudzały zainteresowanie, co jakoś mocno nie dziwi. Cała synagoga wypełniona po brzegi. Ale i oferta koncertowa była ciekawa, więc słuchacze myślę nie wychodzili (sądząc bo licznych bisach) zawiedzeni z koncertów.

Jeden maleńki kamyczek do ogródka muszę jednak wrzucić. Część wydarzeń (nie tylko koncertów) odbywała się we wnętrzu synagogi (czynnej przecież) lub w mykwie. I to akurat super. Wielu mężczyzn na takowe przychodziło ze swoją kipą, którą zakładali przed wejściem lub w jakimkolwiek innym nakryciu głowy. Ale… Pewnie nie każdy wiedział że nakrycie głowy powinien mieć lub może ktoś zapomniał zabrać… Szkoda, że organizatorzy nie zapewnili jakiś choć jednorazowych kip przy wejściu, tak w ramach biletu. By każdy mężczyzna obowiązek nakrycia głowy w synagodze miał szansę wypełnić…

Teatr Telewizji – Kriton

Do Sokratesa czekającego na wyrok śmierci przychodzi Kriton. A dialog ów napisał Platon. Co znaczy być w zgodzie z samym sobą. Co znaczy być spokojnym wobec nadchodzącej śmierci. Choć wyrok wydaje się być niesprawiedliwym. Czy warto ponieść śmierć dla idei?

Obsada: Piotr Cyrwus, Jerzy Trela

Reżyseria: Dariusz Karłowicz 

Zdjęcia i montaż: Dariusz Pawelec 

Scenografia: Monika Wanyura-Kurosad 

Kostiumy: Barbara Guzik 

Charakteryzacja: Ludmiła Pilecka 

Kraków – Ośrodek Kultury im. CK Norwida Kino Sfinks „Słuchaj, synu, nauk mistrza”

Ale fajny film! 🙂 Wczoraj w kinie Sfinks w Nowej Hucie premiera była 🙂

Utrzymana w konwencji „Wielkiej ciszy” Philipa Gröninga opowieść o cystersach. Taki jeden dzień z życia za klasztornym murem. „Słuchaj, synu, nauk mistrza” w reżyserii Krzysztofa Ridana. Super opowiedziane dźwiękowo (mimo pozornej ciszy 😉 ) A dźwiękowi wtórują super kadry!

Ale fajny film! 🙂 Wczoraj w kinie Sfinks w Nowej Hucie premiera była 🙂

Utrzymana w konwencji „Wielkiej ciszy” Philipa Gröninga opowieść o cystersach. Taki jeden dzień z życia za klasztornym murem. „Słuchaj, synu, nauk mistrza” w reżyserii Krzysztofa Ridana. Super opowiedziane dźwiękowo (mimo pozornej ciszy 😉 ) A dźwiękowi wtórują super kadry!

Kraków – Teatr Bagatela „Dialogi polskie”

Sypnęło w ostatnich dniach premierami 🙂 O „Kritonie” w TVP Kultura już wspomniałam, a niemal w tym samych dniach „Dialogi polskie, czyli Rozmowy prawdziwych Polaków z Gombrowiczem” w Bagateli. W obydwu przypadkach karkołomna próba przeniesienia na deski „nieteatralnego” tekstu.

Dialogi to połączenie tekstów pozornie nie do połączenia. Bo pojawia się zarówno Kitowicz jak i Gombrowicz… To spojrzenie do lustra. Spogląda Polak. Czyli kto? Co znaczy być i czuć się Polakiem… Z całym balastem historii, tradycji, kultury, religii. A może to nie jest balast? Może to tradycja i tożsamość. Kwintesencja tego kim jesteśmy?

reżyseria Mikołaj Grabowski

muzyka Zygmunt Konieczny

obsada: Wojciech Leonowicz, Urszula Grabowska Ochalik, Maciej Sajur, Izabela Kubrak, Natalia Hodurek, Ewelina Starejki, Paweł Sanakiewicz, Dariusz Starszewski, Kosma Szyman, Artur Sędzielarz

Kraków – Teatr Ludowy „Anioły w Ameryce”

Od soboty mnie trzymają anioły… te z Ameryki, te z krakowskiego Ludowego… Hmmm… Jeśli ktoś szuka miłego spektaklu na uroczy wieczór – to nie!! Ale jeśli ktoś chce KAWAŁ SZTUKI – to niech kupi bilet!

O czym jest… ? O desperackiej potrzebie i poszukiwaniu miłości… O odpychaniu jej… o samotności, która cholernie boli – zwłaszcza w święta… o tym, że nie zawsze łatwo poradzić sobie ze swoim pochodzeniem, tożsamością, tęsknotą… o strachu przed chorobą i śmiercią… i o tym, że wcale nie jest tak prosto z nimi sobie poradzić… o uczuciach i emocjach, które przychodzą nie widomo po co i dlaczego, choć wcale nie powinny…

Odjechane kostiumy (zwłaszcza anioł i jego skrzydła!), scenografia minimalistyczna ale momentami zaskakuje. P. Franasowicz i K. Wolniewicz – genialni!!!

twórcy

przekład: Jacek Poniedziałek

reżyseria: Małgorzata Bogajewska

scenografia: Joanna Jaśko-Sroka

muzyka i aranżacje: Bartłomiej Woźniak

choreografia: Maćko Prusak

reżyseria światła: Dariusz Pawelec

przygotowanie wokalne: Jerzy Kluzowicz

konsultacje z zakresu kultury żydowskiej: Michał Pabian

asystent reżysera: Anna Pijanowska

inspicjent: Anita Wilczak-Leszczyńska

sufler: Martyna Rezner

muzycy:

Michał Braszak / Maksymilian Kowalski – kontrabas

Michał Peiker / Michał Balicki / Gertruda Szymańska – perkusja

Jan Kusek / Łukasz Mazur – instrumenty klawiszowe.

obsada

Roy M. Cohn, : Piotr Pilitowski

Joseph Porter Pitt, Eskimos, Ojciec Mormon : Wojciech Lato

Harper Amaty Pitt, : Anna Pijanowska

Louis Ironson, Kaleb:Karol Polak

Prior Walter: Piotr Franasowicz

Hannah Porter Pitt, : Beata Schimscheiner

Belize, Prior 2, Orrin: Paweł Kumięga

Anioł, Matka Mormonka : Weronika Kowalska

Rabbi Izydor Chemelwitz, Mr Bajer, Mężczyzna W Parku, Henry, Martin Heller, Prior 1, Aleksiej Antediliuwianowicz Prelapsarianow: Kajetan Wolniewicz

Emily, Siostra Ella Chapter, Kobieta Z Bronxu, Ethel Rosenberg, Sarah Ironson: Jagoda Pietruszkówna

Kraków – Teatr Ludowy „Boska”

Trzeba uważać o czym się marzy i o co się prosi… 🙂 Bo często tak się zdarza, że Ha-Szem zrobi psikus i marzenia się człowiekowi spełniają tak jedno za drugim! 😉 Wystarczy dać im na to szansę – i już! I chyba o tym jest spektakl „Boska”. Jeśli czegoś naprawdę pragniemy, jeśli każdego dnia myśl tylko o tym a i świadomie lub nie – prowokujemy zdarzenia by marzenie stało się faktem – to ono się materializuje. Spektakl jest opowieścią o Florence Foster Jenkins. Kobiecie, która kochała muzykę i kochała śpiew (ale bez wzajemności). Marzyła o tym by śpiewać na największych scenach świata. I uparcie do tego dążyła choć talentu (ba!) nawet predyspozycji minimalnych w tym kierunku nie miała za grosz. Okrzyknięta najgorszą śpiewaczką świata. Ale… Carnegie Hall wypełniła po brzegi i dała koncert! Marzenia lubią się spełniać i to w najmniej oczekiwanym momencie.

Na deskach Ludowego w postać Jenkins wcieliła się Marta Bizoń. Nooooo kreacja że chapeau bas! Rola szyta na miarę! Od pierwszych minut spektaklu, pomimo, że wiadomo kim Jenkins była, postać zaproponowana przez Martę Bizoń nie wzbudza śmiechu, szyderstwa lub współczucia… Na scenie pojawia się kobieta ciepła, życzliwa, urocza, uśmiechnięta, wspierająca wszystkich wokół siebie, wzbudzająca szczerą sympatię i… realizująca swoje marzenia. Marzenia w które zwyczajnie wierzy… Pod koniec spektaklu widz jest skłonny uwierzyć – że wystarczy uwierzyć. 🙂 I wtedy nie ma rzeczy niemożliwych… Wszystko może się zdarzyć… Nawet sukces koncertu w Carnegie Hall!

OBSADA

FLORENCE FOSTER JENKINS:MARTA BIZOŃ

ST CLAIR:TADEUSZ ŁOMNICKI

COSME MCMOON:ROBERT RATUSZNY

MARIA::ROKSANA LEWAK

DOROTHY:BEATA SCHIMSCHEINER

PANI VERINDAH-GEDGE:JAGODA PIETRUSZKÓWNA

tłumaczenie: Elżbieta Woźniak

reżyseria: Robert Talarczyk

scenografia, kostiumy, reżyseria świateł: Katarzyna Borkowska

konsultacje wokalne: Jerzy Kluzowicz

asystent reżysera, inspicjent, sufler: Manuela Nowicka

Kraków – Teatr Ludowy „Don Kichot rzewne pieśni kobiety popularne seriale i rycerze”

Teatr Ludowy zwykle ordynują genialne spektakle. Tak jakoś mają. 😊 Za każdym razem gdy się wybiorę – crème de la crème. No i „DON KICHOT RZEWNE PIEŚNI KOBIETY POPULARNE SERIALE I RYCERZE” wpisuje się w tę tendencję znakomicie! Poszłam z nastawieniem takim sobie. Czym opowieść o błędnym rycerzu może mnie zaskoczyć??? A tu… opowieść o szukaniu sensu życia, szczęścia, miłości… Mimo przeszkód, mimo niepowodzeń… Don Kichot z Ludowego wytrwały jest trzeba przyznać. Cały czas pod górkę ma ale sensu życia szuka uporczywie… Dla niego sensem jest miłość, której pragnie ale której się chyba równocześnie boi. Nie potrafi po nią sięgnąć. Może te przeszkody są mu na rękę? Bo toksyczna mama, bo nadużywający ojciec, bo miejsce do życia takie sobie, bo wszyscy i wszystko dookoła przeszkodą by marzenie spełnić. Może samo szukanie od głębin morskich do księżyca włącznie jest dla niego sensem… Ale przecież warto grać z losem o siebie. Usiąść do pokerowego stołu. Tylko, że jedyna możliwość by wygrać – to poddać się temu co los proponuje? A może wystarczy nie przeoczyć – gdy los, szczęście na tacy podaje…

Fantastyczna i głęboka treść, nietuzinkowo opowiedziana „stopklatkami” nie tylko aktorsko ale także reżyserią, światłem i scenografią.

Twórcy:

Reżyseria: Michał Siegoczyński

Scenografia: Justyna Elminowska

Kostiumy: Sylwester Krupiński

Muzyka: Kamil Pater

Choreografia: Alisa Makarenko

Reżyseria światła: Dariusz Pawelec

operator kamery: Danyil Tiurin / Michał Koźba

Konsultacja dramaturgiczna: Patryk Warchoł

Asystent reżysera: Tadeusz Łomnicki

OBSADA:

PIOTR FRANASOWICZ

MAŁGORZATA KOCHAN

WERONIKA KOWALSKA

PAWEŁ KUMIĘGA

TADEUSZ ŁOMNICKI

KATARZYNA TLAŁKA

JUSTYNA LITWIC

ANNA PIJANOWSKA

PIOTR PILITOWSKI

RYSZARD STAROSTA

Kraków – Teatr Ludowy „Gdy przyjdzie sen”

„Gdy przyjdzie sen” (Teatr Ludowy w Krakowie) A jeśli śni się tak na co dzień? Tak od zawsze… bo jakoś zamiast pod nogi – to częściej chciałoby się w gwiazdy spoglądać… Bo się od urodzenia chce czegoś więcej niż chleba naszego… Ci, którzy potrafią tylko pod nogi, bo karki zbyt sztywne by głowę do gwiazd odwrócić – nigdy nie pojmą… I nawet jeśli się popełnia błąd za błędem – szarpiąc na łańcuchy konwenansów… To czasem się łańcuch udaje zerwać! A czasem on się coraz mocniej wokół szyi zaciska… i pomocna dłoń by go rozedrzeć wyciąga się zbyt późno…

Nie dziwię się, że spektakl nagrody zgarnął. Na emocjach gra na wysokie „C”

reżyseria: Małgorzata Bogajewska
scenografia: Joanna Jaśko – Sroka
reżyseria światła: Dariusz Pawelec
muzyka: Bartłomiej Woźniak

Obsada

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑