Autor: Lucyna Maria Rotter (Page 54 of 87)

Warszawa – Zamek Królewski, „Apartamenty królewskie”; „Pokoje prezydentów II RP i władz na uchodźstwie”

Co jest super fajne w Zamku królewskim w Warszawie? Uśmiech pracowników! Przecież tam dzikie tłumy turystów przewalają się każdego dnia… To może być jednak czasem męczące… Ale już w kasach zza szyb uśmiech pań ich wita i cierpliwe wyjaśnianie co na jakiej trasie można zobaczyć. Potem analogicznie w kolejnych salach panie i panowie uśmiechniętym spojrzeniem witają zwiedzających. No miłe to po prostu! A i przydatne 😊 Bo w ofercie wystaw stałych jest dwanaście pięknych ekspozycji. To nie jest tak, że są jakoś bardzo mocno wydzielone. Często przenikają się ze sobą, jedna przechodzi w drugą, kilka jest na jednej trasie… Zatem podpowiedzi pracowników – w cenie 😊

Karkołomnym i chyba niepotrzebnym zabiegiem byłoby poukładanie kolejnych ekspozycji przyczynowo skutkowo. Choć trochę tak jest. Dwie z nich dla mnie są spójne, choć nie usytuowane bezpośrednio po sobie. Najpierw „Apartamenty królewskie”. No WOW!!! Najpierw apartamenty „służbowe” 😉 W Sali rady zbierał się pierwszy stały rząd polski: król i 18 senatorów oraz 18 posłów. A potem ociekająca złotem i czerwienią Sala Tronowa i równie mocno kipiąca złotem – balowa. Wszystkie wyglądają imponująco – i co ważne – we wnętrzach można zobaczyć nieliczne zachowane artefakty które II wojnę przetrwały.  A jak król popracował to przenosił się na relaks do prywatnych pokoi. Zielony pokój Stanisława Augusta i Żółty pokój, który robił za jadalnię. W tym żółtym – odbywały się słynne obiady czwartkowe 😊 Dla mnie – najpiękniejsza jest zaprojektowana prze Fontanę, sypialnia. Cisowe boazerie, przytulna kolorystyka, filiżanka kawy (lub herbaty bardziej sądząc po kształcie filiżanki. Ale ja fanką kawy jestem więc… 😉 ). Noooo w takiej pewnie miałabym sny iście królewskie! 😊

Ekspozycja, która dla mnie jest spójna z królewską to „Pokoje prezydentów II RP i władz na uchodźstwie”. W sumie takie kontinuum „Szefów” Polski 😊. W 1918 roku Zamek najpierw został oddany Naczelnikowi Państwa – Józefowi Piłsudskiemu a potem prezydentom. W sumie od Wojciechowskiego począwszy bo Narutowicz zbyt krótko był prezydentem i urządzić się nie zdążył. No i tak mamy kolejne gabinety i biurka tych, którzy przy owych biurkach decydowali o dość ważnych kwestiach w tym kraju… Niektóre z biurek, zupełnie niezły klimat do pracy twórczej sprawiają. Aż przy takim usiadłoby się, jakąś książkę popełniło, albo ot – scenariusz jaki… 😊

Trasa królewska, audio przewodnik albo żywy przewodnik prowadzi po kolejnych salach, kolejnych ekspozycjach… Jest pięknie, zachwycająco… Czasem ocieka złotem, czasem błyszczy zwierciadłami, czasem pojawiają się jakieś „stopklatki” z dawno słuchanych lekcji historii… I dopiero na spokojnie, gdy się myślą do Zamku wraca, opowieść zaczyna się układać w ciąg historii. Bo Zamek Królewski w Warszawie – historię Polski opowiada pięknie!  

Turcja – Yanartaş, „Ognie Chimery”

Turecka Yanartaş – Płonące Skały – Ognie Chimery – Góra Chimery… W Iliadzie była opowieść o stworze ziejącym ogniem – Chimerze. To taki trochę wąż a trochę lew a trochę kozioł, a całość – z umiejętnością ziania ogniem. Taka grecka wersja smoka wawelskiego 😉 A jeśli weźmiemy pod uwagę sposób w jaki Bellerofont zgładził Chimerę – to może być grecką wersją zarówno smoka wawelskiego jak i tego od św. Jerzego 😊 😊  Skąd się opowieść o Chimerze wzięła? Pliniusz Starszy opierając się na tekstach wcześniejszych, uważał że Chimera żyje gdzieś w Yanartaş niedaleko starożytnego miasta Olimp. Są tu pokłady metanu, który przez naturalne otwory w ziemi ulatniając się płonie sporymi płomieniami na powierzchni skał. Widok to niecodzienny! Po skałach ślizgają się czerwonawo-żółte płomienie ogni… To musiało uruchamiać wyobraźnię! W sumie to nadal uruchamia wyobraźnię taki widok… Właściwie to się nie dziwię, że świątynię Hefajstosa na  „płonącym zboczu” wzgórza zbudowano. Blisko miał do roboty 😊

Żeby ogniki (teraz to faktycznie ogniki wielkości ogniska ale kiedyś ogień strzelał tak wysokimi płomieniami, że za latarnię morską robiły) zobaczyć, wieczorową lub nawet nocną porą warto się wybrać. Przy czym żeby dotrzeć na miejsce należy iść niezbyt stromą drogą w górę. Niezbyt stroma – fakt, ale bardzo niewygodna. Bo to różnej wysokości kamienne stopnie. Czasem dość wysokie. Przy moim 155 cm wzrostu, czasem i półmetrowej wysokości stopnie nie były przyjemną trasą ani do wchodzenia ani do schodzenia. Ale i tak wlazłam. 😊 Na miejscu sporo turystów. Część po prostu odpoczywała przysiadłszy na dowolnie wybranym głazie. Inni biegali szukając najpiękniejszych płomieni dla utrwalenia ich na fotach. Jeszcze inni na ognikach smażyli pianki nadziane na patyki. Ktoś nawet chciał mnie taką poczęstować, nawet już na kij nabitą. 😊 Z uśmiechem podziękowałam. A co jak to jednak Chimera spod skały ogniem oddycha… ? Odwaga ma swoje granice!

Warszawa – Zamek Królewski „Galeria Lanckorońskich”, „Pokoje matejkowskie” [NOWY POST]

Książę Jan Lubomirski – Lanckoroński, z okazji świąt Bożego Naradzenia udzielił wywiadu, w którym podzielił się wiedzą na temat kolędy „Bóg się rodzi”. Znają ją w Polsce wszyscy i śpiewana jest chętnie i głośno. Utwór ten został napisany dla… jego przodka a precyzyjniej dla Elżbiety z Czartoryskich Lubomirskiej, a tekst z ostatniej zwrotki „dom nasz i majętność całą i wszystkie wioski z miastami” odnosił się do majątku Lubomirskich – Łańcut i okolice… Z czasem Lubomirscy podzielili się tą prywatną kolędą i stała się świątecznym przebojem – a o tym, że prywatną domową była już nikt dzisiaj nie pamięta…

Lubomirscy, Lanckorońscy, Czartoryscy… Chyba mają w tradycji rodowej dzielić się ze społeczeństwie dobrami kultury. 😊 Taka rodzinna tradycja widać. Bo na przykład w Zamku Królewskim w Warszawie jest wystawa stała „Galeria Lanckorońskich”. Głównie są to dary prof. Karoliny Lanckorońskiej. Perełek tam sporo! Rembrandt na przykład. A dokładnie „Dziewczyna w ramie obrazu” i „Uczony przy pulpicie”. Ciekawie pomyślana ekspozycja tych obrazów swoją drogą. Zdjęcia rentgenowskie pomagają w zrozumieniu piękna płócien. A i płaskorzeźbiona wersja ułatwiająca życie osobom niedowidzącym i niewidomy – świetny pomysł. Jest też „Adam i Ewa” Cranacha St. i trochę portretów rodzinnych, które wyszły spod pędzla wielkich artystów nurtów artystycznych wszelakich. Pokolenia rodu Lubomirskich zbierały kolekcję a teraz podziwiać dzieła można w zamkowych salach.

Tuż obok inna stała wystawa też ze znanym nazwiskiem w nazwie – „Pokoje matejkowskie”. Ta stała wystawa mieści się głównie w części zamku, która powstała w trakcie XVII wiecznej przebudowy, a dokładnie te pomieszczenia były przeznaczone dla królewiąt. Taki pokój dziecięcy w wersji królewskiej. Potem pomieszkiwały tu siostry wizytki, a jeszcze potem rezydowali senatorowie. A w konsekwencji umieszczono tu kilka olbrzymich (i takich mniejszych szkiców też.. 😊 ) płócien mistrza Jana. „Stefan Batory pod Pskowem” i „Rejtan – upadek Polski” a potem też „Konstytucja 3 Maja” oraz „Otrucie księcia Janusza”. Robią wrażenie! I nie dziwię się, że wrażenie robiły też na współczesnym Matejce. I sama nie wiem dlaczego. Kompozycja, szczegóły, mimika i gesty postaci, barwy, rysunek, światłocień… Chyba nie… Dla mnie to tematy. Precyzyjnie wybierane opowieści, kadry z historii Polski ale opowiedziane takimi emocjami, że…! Ech… Robi wrażenie, porusza te emocje, do myślenia zmusza…  

Warszawa – Żydowski Instytut Historyczny „Ramię przy ramieniu? Żydzi w polskich dążeniach niepodległościowych 1794-1918”

„Ramię przy ramieniu? Żydzi w polskich dążeniach niepodległościowych 1794-1918” – czasowa wystawa w ŻIH w Warszawie . To taki POLIN w pigułce. Czy można się czuć i Żydem i Polakiem? Wiele osób żydowskiego pochodzenia, które urodziły się na ziemiach polskich i tutaj od wielu, wielu, wielu pokoleń mieszały, tak właśnie mają. Czują się i Polakami i Żydami. Taki mentalny mix… To chyba generalnie tak działa jeśli ktoś jest jednej (lub podwójnej) narodowości ale urodzony i wychowany w innym kraju. To co „swoje” jest podwójne. Kultura i tradycja żydowska jest moja ale kultura i tradycja polska – też jest moja… Taki bonus od losu. 😉 Wiem, wiem… Nie zawsze jest tak różowo i pięknie… Ale o tym jest wystawa. O Polakach Żydowskiego pochodzenia, którzy brali czynny udział w powstaniach, którzy walczyli o swoją polską ojczyznę. Ale i o tych chwilach gdy następowało zniechęcenie do patriotyzmu albo odrzucenie ich – bo są „inni”. O asymilowaniu się ale i o trwaniu przy tradycji przodków. Ot – fajnie zaaranżowana wystawienniczo niewielka ekspozycja.

Warszawa – Żydowski Instytut Historyczny, „Oneg Szabat”

Byłam kilka dni temu na wystawach w ŻIH w Warszawie. Przekonana, że pierwszy raz idę. Ale gdy przez arkady popatrzyłam na „zrekonstruowaną” z zachowanych resztek Małą Synagogę – jestem pewna, że już tu kiedyś odwiedziłam to miejsce. Znam je… Kiedy i dlaczego, nie mam pojęcia. Taka „stop klatka” z kiedyś. A w Żydowskim Instytucie Historycznym dwie wystawy stałe. Jedna to wspomniana już synagoga a właściwie kilka jej elementów w niewielkiej sali ekspozycyjnej. Jest Aron ha-kodesz, w gablotach kilka wytworów rzemiosła na przykład naczynie na etrog, chanukija itp. Można wejść do środka lub prze okno na piętrze obejrzeć z góry. Druga to ekspozycja opowiadająca o Oneg Szabat – czyli ugrupowaniu konspiracyjnym działającym w getcie warszawskim. Całość pokazana w oparciu o zachowane i odzyskane archiwalia. Twórcą, który z narażeniem życia zabiegał o to historyczne dziedzictwo był dr Emanuel Ringelblum. W jednej z piwnic getta ukrywano dokumenty, zapiski, świadectwa… By nie wszystko umarło… Całe odnalezione archiwum jest na liście „pamięć świata” UNESCO.

Wrocław – Muzeum Narodowe, Gmach Główny „Barokowi herosi”

Kształcił się w Pradze, działał we Wrocławiu. I to jak działał! Johann Georg Urbansky obdzielił swoimi cudownymi rzeźbami dwa największe kościoły w mieście. I żeby było sprawiedliwie i równo – jeden katolicki a drugi luterański! Ten katolicki – katedra pw św. Jana Chrzciciela dostał naturalnej wielkości cztery postaci Ojców Kościoła. Kiedyś stali sobie we czwórkę na balustradzie przed ołtarzem. Teraz rozdzielili się i są po dwóch w katedrze wrocławskiej oraz w kościele w Stężycy. Ale na wystawie znowu się spotkali i postali sobie, pogadać mogli poważnie jako to Ojcowie Kościoła….

Kościół św. Marii Magdaleny dostał natomiast dekorację rzeźbiarską prospektu organowego. O ile tam aniołów, putta stadami latające – a wszystkie grają, śpiewają…  Dość dosłownie bo był tam zainstalowany mechanizm dzięki któremu putta uderzały rytmicznie w kotły. Taka anielska sekcja rytmiczna .

Wystawienniczo pięknie pomyślana ekspozycja była w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Archiwalne wielkogabarytowe fotografię dają złudzenie przestrzeni i pomagaj wyobraźni. Na ich tle zachowane rzeźby błyszczą nie tylko dosłownie złoceniami ale i kunsztem dłuta Johanna Georga Urbansky’ego. „Barokowi herosi” pełną gęba! I sama nie wiem czy o twórcę czy o dzieła idzie… 🙂

Wrocław – Muzeum Narodowe, Gmach Główny „Cudo-Twórcy”

Słowa mają ogromną moc… Jednym zdaniem można komuś życie rozwalić, zwłaszcza gdy wcześniejsze czyny tego zdania wcale nie zapowiadały… Czasem działa też w drugą stronę. Słowo przekute w kreatywne działanie ma moc! Wyrastają skrzydła, tworzą się niesamowite projekty, powstają dzieła…

Trochę o tym jest stała wystawa w Muzeum Narodowym we Wrocławiu „Cudo – Twórcy”. Co do zasady – wystawa rzemiosła artystycznego z różnych zakątów świata. Ale dla mnie – to opowieść o ludziach, którzy nie przestraszyli się swoich własnych marzeń. Wyszli naprzeciw temu co los podpowiadał i myśl, a potem słowo przekuli w konkretne działania. Wystawa pokazuje najpierw to co zawodowo mi najbliższe 😉 -projektowanie nowych rozwiązań w ubiorze. Wystawienniczo fajne. Papierowe (chyba) projekty postaci jakby powyłaziły z ram portretów wiszących obok. Potem w „klatkach pamięci” to co kiedyś było codziennością. Maszyny do szycia napędzane siłą mięśni 😊, maszyny do pisania, misternie zdobione meble z milionem skrytek i szufladeczek na różności, instrumenty muzyczne, a nawet broń, która bywała też pięknie zdobiona i pozornie bardziej dekoracyjna niż niszczycielska. Ot codzienność… Ale piękna! Następnie sala dedykowana szkłu. Temu w wersji artystycznej ale i temu użytkowemu. Taki sprytny materiał – załapał się w obydwu przestrzeniach. 😉 Na koniec kultury Azji i to co w tych kręgach powstało. Jedwab, papier, kaligrafia, porcelana i takie tam. 😊 Całość fajnie opowiedziana prowadzi widza labiryntem codzienności, przenosi raz to w odległe średniowiecze, raz w wiek pary, ale fajnie pokazuje kolejne pomysły, rozwój, kolejne marzenia które stawały się rzeczywistością.

Przecież jedynym ograniczeniem jest nasza wyobraźnia! I ta chęć przekucia marzeń (lub potrzeby) w rzeczywistość…

Wrocław – Muzeum Narodowe Gmach Główny, Cztery galerie sztuki europejskiej, polskiej i śląskiej

Opowieść na wystawie stałej w Muzeum Narodowym we Wrocławiu pomyślana jest od ogółu do szczegółu (albo odwrotnie – w zależności od tego, w którą stronę ma się koncepcję by zwiedzać ekspozycje. Autorzy nie narzucają). Na drugim piętrze sztuka europejska od ok. XV wieku. Głównie Anglia, Francja, Niemcy, Hiszpania, Niderlandy i Italia – czyli właściwie przykłady ze wszystkich kierunków Europy. Nazwiska niczego sobie: Pieter Brueghel mł., Lucas Cranach st., Francisco de Zurbarán, Wasilly Kandinsky. Obrazy i rzeźby, sacrum i profanum, no i fajny nienachalny anturaż raczej w klasycznym ujęciu wystawienniczym. Na tym samym piętrze – malarstwo polskie. Dużo eksponatów pochodzi z przedwojennej Galerii Narodowej Miasta Lwowa. Ale we Wrocławiu to naturalne jest… Tutaj też pierwsza liga. Nazwiska znane i rozpoznawalne nawet przez kompletnych laików w przestrzeni sztuki. Na przykład Juliusz Kossak i „Targ koński na Pradze”, Jan Matejko i jego „Śluby Jana Kazimierza”, „Helenka” Stanisława Wyspiańskiego, albo „Prawo – Ojczyzna – Sztuka” Jacka Malczewskiego. Piętro niżej – sztuka Śląska. Dzieła Willmanna i Sprangera i Strobla… Tak przekrojowo od XIV – XX wieku Śląsk dziełami malarstwa i rzeźby stoi! Czy mnie ekspozycja porwała swym pięknem? Tak. Chociaż jest bardzo klasyczna bez nowoczesnych gadżetów i fajerwerków techniki – wciąga. Klasyczna opowieść o sztuce może być też fascynująca. 🙂 Trudno mi wybrać, który fragment wystaw malarstwa i rzeźby mnie wzruszył lub szczególnie zapadł w pamięć. Chyba tak po prostu, dobrze się wystawę zwiedza.

A chociaż nie. Jedno zapamiętałam mocniej. „Dziwnie” podpisane eksponaty (bardzo nieliczne) judaików… Albo menora z chanukiją się pomyliły w opisach albo numerki przy eksponatach się poprzestawiały…

Wrocław – Muzeum Narodowe, Gmach Główny „Śląska rzeźba kamienna XII–XVI w.”

Wchodzi się do chłonnego wnętrza, chłodno oświetlonej sali w Muzeum Narodowym we Wrocławiu, z sączącą się gdzieś nad głową delikatną poważną muzyką… W środku sarkofagi, jakieś fragmenty portali, rzeźby przestrzenne i płaskorzeźby… A wszystko nie pozostawia wątpliwości, że oto przenieśliśmy się w czasie do wieków średnich. A tak topograficznie by dookreślić – do wieków średnich na Śląsku. Sporo tu perełek. Takie lapidarium pełną gębą! Na przykład tympanon z Ołbina ze sceną zaśnięcia NMP, sarkofagi piastowskich książąt śląskich, albo dramatyczna Pieta z kościoła na Piasku.

Całość trochę jak krypta. I słusznie, zważywszy na sporą ilość zabytków sepulkralnych. Ale i taka aranżacja wystawiennicza daje dodatkowe emocje w obcowaniu z nietuzinkowymi dziełami z zamierzchłego średniowiecza. To prawdziwie „Śląska rzeźba kamienna XII–XVI w.”

Wrocław – Ogród Zoologiczny

Bardzo rzadko chodzę do ZOO. Ale dałam się namówić i do wrocławskiego poszłam. 😊 To najstarsze ZOO w Polsce przecież! Otwarte zostało w 1865 roku! Jest olbrzymie. Podobno trzecie co do wielkości na świecie. Zatem spacer po ZOO to dłuuuga wyprawa.

Założycielem i pierwszym dyrektorem ZOO był Franz Schlegel. Potem kolejni, ale mnie ZOO wrocławskie kojarzy się bezsprzecznie i jedynie z państwem Gucwińskimi (pan Antonii Gucwiński był dyr. ZOO)i ich programami TV „Z kamerą wśród zwierząt”, w których przedstawiali swoich zwierzęcych ulubieńców. A robili to świetnia!

Ale o ZOO miało być. Spacer, zwłaszcza w pogodny dzień fajny. Dzikie tłumy co prawda ale fajny. To żyrafa oko puści, to jakiś szympans pokaże jak bardzo mu zależy na audytorium, to jakieś mniejsze lub większe zwierzaki leniwie leniuchują w parach lub w pojedynkę. Zachowało się trochę elementów architektonicznych z XIX i początku XX wieku. Na przykład baszta niedźwiedzia, mauretański trochę pawilon małp, japońska brama itd. Są też nowe nowości. Na przykład Afrykarium. Pokazuje to co pod wodą: akwaria, baseny i tunel wodny. Można podglądać ryby i to co pływa od dołu. Ok ok… Widziałam tunel większy – na przykład w Hiszpanii ale ten wrocławski daje radę. Potem kolejne przestrzenie, gdzie mają swoją metę hipopotamy, krokodyle (chyba…) i inne takie, co z natury wolą Afrykę. Obiekt niezły, dobrze zakomponowany do zwiedzania, z zaskakującą trasą pełną niespodzianek. Całość – robi wrażenie bardzo na tak. 😊

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑