Autor: Lucyna Miriam Rotter (Page 5 of 89)

Jordania – Al-Karak

W Al-Karak lokalizuje się prawdopodobną stolicę królestwa Moabitów – Kir-Chareszet. Skąd wiemy o tym królestwie? Ano z Tanach, a i w samej Torze wzmianka. Oczywiście nie tylko źródła pisane podpowiadają taką możliwość. Również liczne znaleziska archeologiczne na przykład słynna stela Mesza. Ale obecnie turyści przyjeżdżają tu dla obejrzenia zamku krzyżowców – jednego z największych w tym regionie. Przez samych krzyżowców nazywany był Kerak Moabitów. Wzniesiono go w XII wieku z inicjatywy Pagana Lokaja (wasala Baldwina II). Ale Pagan nie ukończył dzieła. Prace po nim kontynuował jego siostrzeniec Maurycy z Montrealu. Solidna to była twierdza! I do tego na szlaku handlowym, i na szlaku Beduinów. W konsekwencji położenie a i rozmiary zamku pozwalały na sporą kontrolę nad rejonem. W 1183 Saladyn oblegał zamek. Ale trafił akurat na czas ślubu Humhreya IV z Toronu z Izabellą I Jerozolimską. Oblężenie oblężeniem ale ślub też ważna sprawa a i jego konsumpcja chyba jeszcze ważniejsza… 😉 Pogadali jedni z drugimi i Saladyn uznał potrzebę chwili – atakował dalej, ale wszystko poza komnatą nowożeńców, żeby ci spokojnie mogli… to co tam nowożeńcy mogą a nawet powinni zrobić. 😊 Sumarycznie Saladynowi nie udało się zdobyć zamku. Baldwin IV Jerozolimski przyszedł w międzyczasie z odsieczą. Ostatecznie jakiś czas później dopiero siostrzeniec Saladyna – Sa’d Al-Din, zamek zdobył.

Dzisiaj, ruiny zamku są zupełnie nieźle zachowane. Bez trudu można wyobrazić sobie jego potęgę i przemyślą konstrukcję architektoniczną, która dawał możliwość ataku (a więc i obrony) zasadniczo z jednej strony tylko. Wnętrza też ciekawe. Wielkie stajnie, sala biesiadna (refektarz chyba można powiedzieć…) z coraz to mniejszymi drzwiami, przez które wiatr hulał robiąc naturalną klimatyzację. Dalej kuchnia i winiarnia. Ciut dalej kolejne pomieszczenia, też więzienie. Ot wszystko co w zamku potrzebne do życia.

A! Aktualnym mieszkańcem zamku jest kot. Wygląda jakby tak jakby jego rodzice do miksera wpadli – ma wszelkie kolory kocie na sobie. 😊 Ale że brązów i beży najwięcej – a ja akurat w podobnym „umaszczeniu” byłam, uznał że od tego dnia będziemy najlepszymi przyjaciółmi na świecie. Oprowadził mnie po całym zamku!

Mazowieckie – Warszawa Las Kabacki

Warszawa w sumie mocno zielona jest. Ale żeby tego doświadczyć to trzeba pozwiedzać nieco odleglejsze dzielnica od samego centrum. Na przykład taki Las Kabacki na Ursynowie (i kawałek tego lasu na Wilanów się też załapał). Rezerwat i park, który nazwę wziął od włączonej z czasem do miasta wsi Kabaty. To taki „pański teren” bo las należał do Sobieskich, Branickich, Potockich, Lubomirskich… Kawał pięknego terenu wiec się nie dziwię. W 1938 roku stał się własnością miasta. Obecnie jest największym tego typu kompleksem lewobrzeżnej Warszawy.

Pięknie tam! Drzewa szumią, trawy im wtórują a czasem basem pociągnie jakiś większy zwietrz albo sopranami ptaszki zaćwiergolą. Nawet zimowy kożuszek nie jest przeszkodą w ręcz zachętą do spaceru gdy śnieg skrzy się promieniach słońca i lodowe sopelki wiszą na gałęziach drzew i krzewów niczym drogocenna biżuteria. To takie miejsce nie tylko do popodglądania przyrody. Bo są też miejsca wyznaczone na biwakowanie i zrobieni sobie grilla… I właściwie minusowe temperatury i śnieg dookoła wcale temu nie przeszkadza co widziałam na własne oczęta!

Pozwiedzać tak historycznie też jest co! Na przykład drewniana leśniczówka z końca XIX wieku. Teraz jest tam małe „leśniczówkowe” muzeum. A że zachowana bardzo dobrze to i stała się planem filmowym w którymś odcinku „07 z głoś się” i „Klanu”!

Warszawa to taka już jest, że co krok ślady i rany po powstaniach, po II wojnie i po czasach komunizmu… W Lesie Kabackim też. Są mogiły powstańcze i późniejsze – żołnierzy AK z oddziału „Grzymały”[ walczących tu w Powstaniu Warszawskim . Tablica upamiętnia masowe egzekucje jakie dokonali tu Niemcy w czasie II wojny na ludności polskiej i żydowskiemu.

Do rezerwatu przylega Park Kultury w Powsinie. Ale nie wiem czy tam z kulturą coś po drodze bo głownie są tam miejsca dla uprawiania sportu więc z kulturą fizyczną chyba jedynie. Chociaż nie! Jest też muszla koncertowa! No i słynny dąb Hetman – pomnik przyrody.

Warto też odwiedzić przylegający do Lasu Kabackiego Ogród Botaniczny PAN. Ale on najpiękniejszy na wiosnę podobno… Wiec mam powód by pójść ponownie! I na kolejne subiektywne podglądanie… 😉

Inspiracje modowe tym co dalekie”. cz. 12 „Nigeria”

Ina kwana. Ka leƙa cikin tufafin Najeriya

Termin
26 stycznia 2026 r., godz. 16.45–18.15

Miejsce
ul. Franciszkańska 1, Kraków, UPJPII
sala 211b (II piętro)

Wstęp wolny i wskazany

Maroko jest super kolorowe! A stroje? No też, bo kolorowa jest kultura berberyjska. Teraz dominują kaftany, dżellaby… Te ostatnie stały się prawie kultowe!. No i super ważne, różnorakie nakrycia głowy. A do tego zdobienia srebrem, koralikami… zwłaszcza czerwonymi i niebieskimi. Bo niebieski kolor ważny jest! A jak się ma taki koloru oczy… to ho ho ho!

Zapraszamy w strojach inspirowanych tytułem spotkania. Na koniec – atrakcja. Na wybieg modowy zaprosimy wszystkich, którzy zechcą zaprezentować swoje pomysły modowe.

Fot. Grzegorz Finowski

oprac. graf. Justyna Kastelik

Warszawa – Opera Narodowa „La Boheme”

„La Boheme” Pucciniego w Operze Narodowej w Warszawie. Muzycznie – uczta bezapelacyjna! Trafiłam na Gabrielę Legun (Mimi) i Davide Giusti (Rodolfo). No kaaaawł głosów mają! A w duecie brzmią idealnie. Do tego ruch sceniczny obydwojga też fantastyczny. Właściwie wszyscy śpiewacy nie tylko wyśpiewali ale i świetnie aktorsko zagrali swoje role. Było przyjemnością niekłamaną ich oglądać i słuchać.

Scenografia i kostiumy – ciut mnie zaskoczyły. Pierwsze sceny na rusztowaniu. I nie, nie! Nie jest to squad lub pomieszkiwanie pod mostem. To podtrzymujące wielki neon rusztowanie, na którym śpiewacy z trudem się mieszczą w kolejnych scenach. W Operze Narodowej podobny zabieg – śpiewanie z „pięter scenografii” widziałam już w „Czarodziejskim flecie”. Ale tam było to trafione w dziesiątkę i świetnie zrobiło robotę… W Cyganerii… hmmm….  Jakoś też trudno mi było uwierzyć że to mieszkalna miejscówka. Potem scenografia się zmienia w kierunku kadrów żywcem z „Moulin Rouge” lub „Lata dwudzieste… lata trzydzieste”. Jest lepiej! Drugi akt za to sceneria rodem z The Day After Tomorrowalbo innego katastroficznego filmu o zagładzie cywilizacji. Neon smętnie wbił się w zaspy śniegu… Ponuro… knajpa to raczej melina. A słaniający się na nogach w drugim planie ćpun lub alkoholik (stawiam na to pierwsze) – to jak dla mnie ciut za dużo…   Nie wiem czy zamysłem Pucciniego było osadzenie opowieści w realiach półświatka artystycznego czy skrajnej patologii – ale w Warszawskiej wersji scenografia i kostiumy podpowiadają to drugie….

Kraków – Opera Krakowska „Cyganeria”/”La Boheme”

Ileś tam lat temu, mój nieletni wówczas siostrzeniec, powiedział mi po spektaklu „Cyganeria”/ „La Boheme” – Wiesz ciocia, to najsmutniejsza opera w której śpiewałem… I trudno się z taką opinią nie zgodzić. Puccini wycisnął łzy skutecznie jak tylko on potrafi. Historia trochę jak w „Casablance” 😉 Spośród wszystkich drzwi w kamienicy Mimi zapukała akurat do drzwi mieszkania Rodolfo. Zakochali się i zamiast żyć długo i szczęśliwie uciekają od siebie, myśląc że „beze mnie będzie jej lepiej…”. Los łączy ich na nowo ale jest już za późno. Zamiast szczęśliwego zakończenia – śmierć. Ciężko chora ukochana umiera w ramionach kochającego go jednak  mężczyzny. Czasem sami sobie utrudniamy życie…Czasem nie dajmy szansy najmniejszej szczęściu żeby się mogło rozpanoszyć w naszym życiu… Czasem chcemy decydować za innych i ustawiać ich życie według naszych widzimisię… Ot historia jakich pewnie w życiu wiele. Żyć należy tylko nadzieją że te w prawdziwym życiu nie zawsze się kończą tak jak ta sceniczna.

Sceneria jaką zaproponowała Opera Krakowska nie proponuje żadnych karkołomnych innowacji. Poddasze paryskiego domu, ulice paryskiego przedmieścia, jakaś szemrana nieco knajpka z półświatka gdzieś może w pobliżu Moulin Rouge. Kostiumy i sceneria żywcem jak z płócien Toulouse-Lautreca. Czy to pomaga sztuce. Dla mnie tak! Muzyka i tekst jest spójny z koncepcją sceniczną, kostiumami, scenografią. Całość robi robotę. A gdy w mansardzie umiera Mimi w objęciach zrozpaczonego Rudolfa… Byłam skłonna uwierzyć Adamowi Sobierajskiemu, że naprawdę cierpi… I mojemu siostrzeńcowi też że to najsmutniejsza opera w której śpiewał…

Inspiracje modowe tym co dalekie”. cz. 11 „Maroko”

ⴰⵣⵓⵍ. ⵥⴻⵔ ⴷⴰⵅⴻⵍ ⵏ ⵜⵃⴰⵏⵓⵜ ⵏ ⵍⵎⴰⵍⴱⴰⵙ ⵏ ⵍⵎⴰⵖⵔⵉⴱ

Termin
19 stycznia 2026 r., godz. 16.45–18.15

Miejsce
ul. Franciszkańska 1, Kraków, UPJPII
sala 211b (II piętro)

Wstęp wolny i wskazany

Maroko jest super kolorowe! A stroje? No też, bo kolorowa jest kultura berberyjska. Teraz dominują kaftany, dżellaby… Te ostatnie stały się prawie kultowe!. No i super ważne, różnorakie nakrycia głowy. A do tego zdobienia srebrem, koralikami… zwłaszcza czerwonymi i niebieskimi. Bo niebieski kolor ważny jest! A jak się ma taki koloru oczy… to ho ho ho!

Zapraszamy w strojach inspirowanych tytułem spotkania. Na koniec – atrakcja. Na wybieg modowy zaprosimy wszystkich, którzy zechcą zaprezentować swoje pomysły modowe.

Fot. Grzegorz Finowski

oprac. graf. Justyna Kastelik

Inspiracje modowe tym co dalekie – Afryka

AFRYKA

W styczniu podróżowaliśmy po Afryce, przeglądając garderobę egipską, marokańską oraz nigeryjską! Och ileż kolorów i pięknych tkanin… A każdy opowiadał o historii, tradycjach, zwyczajach, kulturze… Były zawicia na głowie rodem z Maroka; były bezpruderyjne pomysły na stroje w starożytnym Egipcie; było o kostiumach filmowych dla których prototypem Nigeria. A! Każde spotkanie było też okazją do pokazaniem kultowych postaci lub grup związanych z odwiedzanym krajem.

A wśród słuchaczy – fantastyczne inspiracje modowe. Czasem, ktoś zaznaczył tylko drobnym rekwizytem, biżuterią, akcentem tematykę spotkania, a czasem pełna stylizacja inspirowana kulturą kraju, który „odwiedzaliśmy”. Brawo Wy!

„Inspiracje modowe tym co dalekie”- Różnorodność diaspor

„Inspiracje modowe tym co dalekie”- …………………..

„Inspiracje modowe tym co dalekie”- ………………………………….

Fot. i realizacja filmowa Grzegorz Finowski

oprac. graf. Justyna Kastelik

fot reportażowe: Karol Kotek, Anna Bachok, Grzegorz Finowski

Wystawa „Co można opowiedzieć ubiorem”

Wystawa „Co można opowiedzieć ubiorem” jest częścią autorskiego cyklu popularyzującego wiedzę o ubiorze jako nośniku znaczeń kulturowych, religijnych i duchowych. Ukazuje habit nie tylko jako element codziennego stroju zakonników i zakonnic, lecz przede wszystkim jako widoczny znak tożsamości wspólnotowej i duchowości danej rodziny zakonnej.

Celem projektu jest przybliżenie szerokiej publiczności bogactwa duchowego i kulturowego, jakie kryje się w stroju zakonnym. Habit ukazany zostaje jako „tekst kultury” – medium, poprzez które wspólnota mówi o swoim charyzmacie, historii i tożsamości. Wystawa łączy perspektywę naukową, artystyczną i edukacyjną, zachęcając do refleksji nad ubiorem jako formą komunikacji między kulturą materialną a duchowością.

Wystawie towarzyszy dwutomowa publikacja

Rotter L., Co można opowiedzieć ubiorem? t.2: Leksykon habitów i strojów zakonnych, Kraków 2021, Wydawnictwo Avalon, ss. 517. ISBN 978-83-7730-560-7

Rotter L., (tekst), Pawelec D. (fotografie), Co można opowiedzieć ubiorem? t.1: Semantyka strojów zakonnych, Kraków 2021, Wydawnictwo Avalon, ss. 512. ISBN 978-83-7730-438-9

Kuratorzy wystawy:

dr hab. prof. UPJPII Lucyna Maria Rotter – opracowanie merytoryczne

prof. dr hab. Dariusz Pawelec – opracowanie ikonograficzne

„Inspiracje modowe tym co dalekie”. cz. 10: „Egipt”

صباح الخير! ألقِ نظرة على خزانة الملابس المصرية

Termin
12 stycznia 2026 r., godz. 16.45–18.15

Miejsce
ul. Franciszkańska 1, Kraków, UPJPII
sala 211b (II piętro)

Wstęp wolny i wskazany

Egipt kojarzy się głownie z faraonami! A jak dwór faraonów – to stroje nader skąpe… Ale nie tylko taką wersję ma garderoba Egiptu. Na tym terenie rozwijało się prężnie chrześcijaństwo z charakterystycznymi dla siebie ubiorami. Do dzisiaj można spotkać mnichów koptyjskich w ich wyjątkowo wyglądających habitach. A Brytyjczycy? Mocno wpłynęli na to jak się ubierano w Egipcie. Przez wile dziesiątek lat kultura i kostiumologia Egiptu były tajemnicze i budzące zachwyt – też w kinematografii… 

Zapraszamy w strojach inspirowanych tytułem spotkania. Na koniec – atrakcja. Na wybieg modowy zaprosimy wszystkich, którzy zechcą zaprezentować swoje pomysły modowe.

Fot. Grzegorz Finowski

oprac. graf. Justyna Kastelik

Valletta (Malta) – Narodowe Muzeum Archeologiczne [NOWY POST]

Narodowe Muzeum Archeologiczne na Malcie (dokładnie Valletta) powstało w połowie XX wieku z inicjatywy Agathy Barbary. Niedawno w sumie. Miejscówka – budynek wzniesiony dla Szpitalników w 1571 roku. Prawdopodobnie architektem był Cassara. Troszkę zachowało się z tego pierwotnego wyglądu wnętrz. Na przykład (odnawiana niedawno) Grand Salon – reprezentacyjna sala. Być może służyła do spotkań a może jako refektarz też. Teraz – wzbudza mocne zaingerowanie zwiedzających pięknymi polichromiami. Gdy nie ma rusztowań konserwatorów – są tam czasowe wystawy. Pozostała część ekspozycji – w sumie nie wzbudziła we mnie emocji. Ale co ważne – nie wzbudziła ani pozytywnych, ani negatywnych. Taka poprawna wystawienniczo ekspozycja. Zaczyna się od prehistorii. Tu na przykład zabytki sepulkralne, jakieś archeologiczne odkrycia z różnych zakątków Malty. Też z czasów świątyń W kolejnych salach – epoka brązu, kultura fenicka, oraz kolekcja numizmatyczna. Kilka perełek jest. Na przykład słynna Śpiąca Dama odkryta w Hypogeum Ħal-Saflieni i datowana na około 2500 r pne. Zapewne figurka związana była z kultem płodności. Kolekcja prehistorycznych Wenus w muzeum jest zresztą większa – niektóre z nich też bardzo interesujące. Są też znaleziska z Tarxien. Ot… poprawnie pomyślane muzeum prezentujące archeologiczne artefakty z dalekiej przeszłości…  

« Older posts Newer posts »