Autor: Lucyna Maria Rotter (Page 44 of 87)

Kraków – Muzeum Narodowe, Nowy Gmach „Geniusz baroku Szymon Czechowicz (1689 – 1775)”

W tle cichutko sączy się barokowa muzyka… A na ścianach wiszą barokowe… no właśnie… Barokowych golasów tu raczej nie znajdziecie, bo Czechowicz pruderyjnie swoich modeli w obfite szaty ubierał.

Nowy Gmach w Krakowie i wystawa „Geniusz baroku Szymon Czechowicz (1689 – 1775)”. Na wystawie jak to zwykle tutaj – sporo ludzi. I to chyba nie efekt otwarcia muzeów. W Nowym Gmachu – zwłaszcza weekendowo – generalnie i zawsze jest dużo zwiedzających. Bo i też trudno się dziwić. Większość wystaw na wysokie C zrobiona. Czechowicz – też. Wydawać się mogłoby, że wstawienie ponad 200 prac może być nudnawe i takie klasyczne wystawienniczo z założenia. A tu niekoniecznie. Sale zaaranżowane tak, że sugerują wnętrze sakralne… ale nie dosłownie, nie agresywnie. To delikatna tylko sugestia miejsc, do których prace Czechowicza przecież były dedykowane. Toż dzieło sztuki niedoskonałej odbiera się w anturażu dla niego szytym na miarę. Tak to już bywa… dobrze lub źle wypada się na tle… Na środku salonik. Stół, jakieś fotele, wszystko w nienachalnej bieli. Na stole rozrzucone jakieś wzory graficzne, szkice…. Tak trochę jakaś pracownia, atelier artysty, a może tylko salon sztuki… W sumie Rzymsko… No ale to i uzasadnione. Toż Czechowicz w Rzymie barok chłonął, tam ucząc się światła, koloru, emocji, rysunku i takich tam drobiazgów artyście niezbędnych do życia…

I ten zaskakujący za każdym zakrętem święty podglądający zwiedzających z obrazu, ta sącząca się w tle jakaś aria, a czasem jakieś organowe dźwięki… Barocco…

Kraków – Muzeum Narodowe, Nowy Gmach „Nowy początek. Modernizm w II RP”

Nowe – kusi, nęci, prowokuje… Wystarczy zrobić krok, i potem kolejne – nie cofając się 😉 by „nowe” odkrywać zaczęło niesamowite, fantastyczne przestrzenie. Dla odkrywania jedynym ograniczeniem – kreatywność! No… może też chęć sięgnięcia po nowe.

Tak było w okresie modernizmu, który w Polsce przyniósł zupełnie nowe, nieschematyczne i często pod prąd idące koncepcje artystyczne. Łączenie przestrzeni art. – z nowymi nurtami w technice, wzornictwie, architekturze… Konsekwencją było pojawienie ciekawych rozwiązań będących wyznacznikami dla nowych nurtów nie tylko w malarstwie lub rzeźbie ale także wzornictwie przemysłowym. Wystawa w Nowym Gmachu w Krakowie, fantastycznie opowiada o tym czasie. Prowadzi przez poszczególne działy sztuki i sposoby artystycznego wyrazu, które przenikają się i wzajemnie z siebie wynikają. Równocześnie zmieniająca się kolorystyka kolejnych części ekspozycyjnych, delikatnie sugeruje nowe odcinki modernistycznej opowieści.

PS

W TVP Historia we wtorki i środy (oraz w stałym dostępie na vod.tvp.pl), zobaczyć można świetny cykl programów „Nowy początek. Jak wymyślono II RP”, dla którego inspiracją jest ta właśnie ekspozycja z Nowego Gmachu.

Kraków – Muzeum Narodowe, Nowy Gmach „Łempicka”

Nie wiem co bardziej sensualne – jej obrazy, czy jej portrety? Bo że Łempicka kipi erotyczną kobiecością – to jasne. W Nowym Gmachu w Krakowie – wystawa. Spore nagromadzenie prac malarki. Sprowadzone zarówno z różnych kolekcji europejskich jak i z Ameryki. Ale są też niesamowite foty. do których pozowała. Sporo. I do tego całość fantastycznie pokazana wystawienniczo! Mrokiem otulone obrazy, za woalami półprzeźroczystych zasłon, kuszą… Portrety znane i sztandarowe ale i takie będące zaskoczeniem! Erotyczne akty, martwe natury, symboliczne lub alegoryczne przedstawienia. Niezależnie co było tematem obrazu (choć dla Łempickiej – najczęściej był to człowiek) – jej kompozycji nie sposób pomylić. Są niecodzienne, wyraziste, pod prąd, tak zwyczajnie inne…

Potrafiła doskonale kreować swój wizerunek! Nie tylko samo malarstwo ale też to jak się nosiła, jak była postrzegana, jak tworzyła swój niepowtarzalny PR. To wszystko jest spójne artystycznie i niebanalne! Często i chętnie pozowała, czasem sama zamawiała sesje u znanych fotografów. Niby portrety jak portrety. W kanonie ówczesnej fotografii – choć zawsze na wysokie „C”! Ale to niesamowite jak potrafiła grać spojrzeniem. Ona te fot-portrety spojrzeniem – malowała…

„Niczego, co robiłam, nigdy nie robiłam tak jak inny. Zawsze robiłam wszystko jakoś inaczej” – RACJA!!!! Monotonia i rutyna najszybciej zabijają. I są w stanie zamordować generalnie wszystko! Bać się ich należy i uciekać od nich szybciutko… Łempicka, miała chyba rację. 😊

Kraków – Nowy Gmach „Galeria Sztuki Polskiej XX i XXI”

Ależ mnie wystawa stała w Nowym Gmachu zaskoczyła! Jakoś umknęło mi, że jest nowa „Galeria Sztuki Polskiej XX i XXI”… Wybrałam się tak dla towarzystwa, pewna że do miejsc które znam na pamięć a tu naprawdę miłe zaskoczenie. Wystawy w Nowym generalnie są świetnie pomyślane ekspozycyjnie. I Galeria Sztuki Polskiej – nie odbiega od tej tradycji! Narracja prowadzona jest od Boznańskiej, Malczewskiego, Młodej Polski aż do prac zupełnie współczesnych. Kolejne odsłony dopełniają w dedykowanych przestrzeniach konteksty historyczne oraz szersze twórcze – bo i muzyka (na wystawie słychać ciszę. No może stukot obcasów jedynie 😉 Ale utwory można usłyszeć w dedykowanych pomieszczeniach) i literatura i kilka słów o samych twórcach! Jest głównie malarstwo i rzeźba ale szkła i ceramiki też trochę. Fantastycznie opowiedziane przenikające się w XX i XXI wieku kierunki, prądy, zjawiska artystyczne. I to wszystko – co ważne – w szerszym kontekście. Zupełnie inaczej wówczas rozumie się sztukę…

A gdy ktoś ma sporo czasu i zacznie od pierwszego pietra gdzie historia od wieków średnich się zaczyna a na przełomie XIX i XX kończy – ma genialną podróż w czasie. Takie kilkanaście wieków – w kilka godzin 😊

Kraków – Muzeum Narodowe, Nowy Gmach „Złote Runo – Sztuka Gruzji”

Złote runo… I od razu mamy wizualizację czegoś fantastycznego, oczekiwanego, pożądanego, cennego… Czy to tylko nasze wyobrażenia? Nasze marzenie o bezcennym skarbie, którego pożądamy? Trochę tak 😊 Ale też trochę nie 😉 Złote runo – to mityczne, było skórą złotego skrzydlatego barana Chrysomallosa. Jazon pokonał smoka i zdobył runo. To z wyprawą Argonautów kojarzyć trzeba. W sumie takie runo to nic niecodziennego było, bo skórę baranów wykorzystywano do pozyskiwania złota z rzek na przykład. Potem się suszyło i drobiny złota – hop do sakiewki 😊 Istnieje hipoteza, według której Jazon taką właśnie złotą skórę pozyskał. A precyzyjnie – pozyskał ją w historycznej krainie Kolchidzie. To tereny obecnej Gruzji. No i przez ten przydługi wstęp – mamy wyjaśnienie dlaczego „Złote runo” to tytuł czasowej wystawy, która była w Nowym Gmachu Muzeum Narodowego w Krakowie.

Faktycznie sporo eksponatów na wystawie złotych lub w złotym kolorze 😊 Ale w przeróżnych odsłonach. Bo i rzemiosło artystyczne wielce i broń piękna a groźna i stroje z tradycji utkane i mądrością rękopisy zapisane… I tak od najdawniejszych artefaktów opowieść o Gruzji się zaczyna a na sztuce XX wieku kończy. Oczywiście akcenty polskie w sztuce gruzińskiej też były. Ale to tak jest, że od wieków historia Polski i Gruzji jakoś splatały się. Ta wystawa też podtrzymuję tę tradycję – bo to praca wspólna MNK i ośrodków z Gruzji. Opowieść pięknie poprowadzili kuratorzy wystawy. Czasem czułam się jak na jakimś bazarze gdzie cudowności kupić można, czasem jak w składach kupców z drogimi przedmiotami w ofercie, czasem jakbym zaglądała do skarbca gdzie cenne przedmioty ukryte, czasem sacrum, czasem profanum… Chyba najbardziej w oko wpadło mi pokazanie zrekonstruowanej sukni królowej Tamar i tuż obok – portret jej samej. W tej samej sukni rzecz jasna! Ach i stele! Fantastycznie zostały pokazane oświetleniem, które wyciąga szczegóły z mroku. Super!

A tak w ogóle to faktycznie mentalnie przeniosłam się do Gruzji i miałam wrażenie, że znowu wędruję po bezdrożach i miastach tego cudownego kraju. Gdyby na koniec wstawy w Nowym Gmachu jeszcze serwowano jakieś pyszności z kuchni gruzińskiej dla degustacji – to już absolutnie idealnie by było 😉 😊

Kraków – Muzeum Narodowe, Nowy Gmach „Uskrzydlone. Putta w sztuce renesansu”

Ale tu aniołki stadami fruwają! 😊 Wystawa czasowa „Uskrzydlone. Putta w sztuce renesansu” która była w Nowym Gmachu MNK. I to tak anielsko jest w stu różnych odmianach. Bo obrazy i rzeźby aniołów, że aniołów. Takich poważnych dostojnych, religijnych i pobożnych. Ale też mnóstwo brykających i baraszkujących „dzieciorów anielskich” potocznie zwanych puttami 😉. Idea aniołów jest powszechna w wielu religiach. W każdy Szabat wita się śpiewając „Szalom Aleichem” anioły szabatowe. W każdą wigilię śpiewa się „Aniołowie wyśpiewują…” itd. itd. Anioły nam zwyczajnie towarzyszą, czasem dając kopniaka w odpowiednim kierunku 😉. A gdy jesteśmy osobami wierzącymi i praktykującymi którąś z religii – zwyczajnie to towarzystwo sobie cenimy! Ale w profanum też. W sztuce i kulturze renesansu i baroku całe rzesze puttów zasiedliły umysły artystów. Tak myślę czy to profanum… W sztuce nowożytnej kojarzą się nam głownie z symboliką np. miłości. Głównie tę robotę ma Eros/Amor ale putta że putta – w sumie też. I słusznie! Ale przecież ta symbolika zaczerpnięta została z mitologii grecko-rzymskiej. Więc w sumie są z przestrzeni sacrum…

Uskrzydlone istoty „przyfrunęły” na wystawę w Nowym Gmachu głownie z Italii i Niemiec. Ale nasza rodzima produkcja też jest – na przykład te z Zygmuntowskiej kaplicy. Są motywy symboliczne i są takie czysto dekoracyjne. Rysunki, grafiki, obrazy, rzeźby, wytwory rzemiosła artystycznego… A wszystko anielskie. Całość świetnie zaaranżowana wystawienniczo, doskonale obiekty wyciągnięte światłem. Jest nawet pokój do zabaw (zasadniczo dla dzieci ale… 😉 ) gdzie można sprawdzić czy przypadkiem ze skrzydłami człowiekowi do twarzy. 😊

Gdy chodziłam po wystawie było cicho. Żadnej muzyki w tle, dźwięków – nic. Nawet widzów było jak na lekarstwo (co się bardzo rzadko tu zdarza!). Łaziłam, oglądałam, myślałam o osobach dla mnie bliskich, o jakichś przyjemnych wydarzeniach, planach… I wiecie co… Czasem wydawało mi się, że słyszę szum anielskich skrzydeł… Tak to bywa, czasem któryś przyleci i na ramieniu przycupnie… 😉

Kraków – Muzeum Narodowe, Kamienica Szołayskich „Szuflada Szymborskiej”

„Szuflada Szymborskiej” – wystawa czasowa, trwająca od sześciu lat. Wyklejanki, bibeloty, szwarc, mydło itd. Szymborska kochała szuflady i kochała przechowywać w niech – wszystko. Może i kiczowate gadżety ale każdy z historią i z emocjami. Ważne jest by otaczać się przedmiotami pięknymi, ale ważne też by niosły za sobą jakąś treść, przywodziły na myśl osobę, wydarzenie, wspomnienie… Sama wystawa nie jest z serii „szuflandia” a trochę tego się spodziewałam, ale i tak fajnie wizualizuje Szymborskiej. To chyba najlepsze określenie – bo to nie jest izba pamięci, ani galeria biograficzna. To po prostu szuflada poetki. 😉

Kraków – Muzeum Narodowe, Kamienica Szołayskich „Idzie młodość I Grupa Krakowska”

Kolejna wystawa w oddziale Muzeum Narodowego w Krakowie – Kamienicy Szołayskich , na którą warto się wybrać to „Idzie młodość I Grupa Krakowska”!! Grupa Krakowska miała krótką historię ale szaleńczą, wywrotową i zakręconą jak słoik. Wiem, awangardą się bywa a nie jest – ale im to jakoś od każdego strzału wychodziło. 😁😃 Uważali, że w sztuce mogą wszystko! I chyba mieli rację… 😜 Aleksander Blonder, Blima Grünberg, Maria Jarema, Franciszek Jaźwiecki, Leopold Lewicki, Adam Marczyński, Stanisław Osostowicz, Szymon Piasecki, Mojżesz Schwanenfeld, Bolesław Stawiński, Jonasz Stern, Eugeniusz Waniek, Henryk Wiciński oraz Aleksander Winnicki. Oni tworzyli GK i ich prace (łącznie na wystawie ok 300) podglądać można u Szołayskich. Bez pruderii i konwenansów, ale za każdym razem na wysokie „C” – świetne prace, świetnie ujęte w ramy wystawy. I jak zwykle u Szołayskich – mnóstwo zwiedzających (od szczawików do wytrawnych bywalców 😉 ). Fajne miejsce na niedzielny spacer. Polecam 😍

Kraków – Muzeum Narodowe, Muzeum Książąt Czartoryskich – Pałac

Kilka lat temu wszystkich ogarnął szał na Czartoryskich. Też uległam, choć opornie i pod prąd obiecywałam sobie, że za jakiś miesiąc, dwa, może trzy… Jak już dzikie tłumy przejdą… Ale sugestywna rekomendacja od wtedy jeszcze doktoranta mojego (teraz już doktora), kompetentnie wielce oprowadzającego zresztą nas po ekspozycji… i wylądowałam na Jana 19. 😁

Klatka schodowa – jaką pamiętam sprzed lat, gdy jako uczennica krakowskiego „plastyka” często do Czartoryskich zaglądałam. Potem kolejne sale to chronologia rodu, wielkie postaci i wielkie ich działania. I następne przestrzenie prowadzą opowieść, zmieniają się jej wątki, co podkreśla zmieniająca się kolorystyka pomieszczeń. W osobnej części dzieje sztuki od wieków średnich przez renesans i barok. W tej części kusi powabnym spojrzeniem pewna dama igrająca mimochodem z przedziwnym zwierzakiem…. 😅😍 Na koniec kogel-mogel polski – pamiątki po tych dla których Najjaśniejsza Rzeczypospolita wartością pierwszą była.

Całość – fantastycznie pomyślana. Nie ma tanich gadżetów i oklepanych rozwiązań. Aranżacja obiektów dobrze „doprawiona” kolorystyką pomieszczeń i światłem. Wszystko wyważone i przemyślane. Nie zapomniano nawet o przestrzeni dla organizowania koncertów lub wykładów oraz na wystawy czasowe. Niezła szkoła sztuki wystawienniczej!

Kraków – Muzeum Narodowe, Muzeum Książąt Czartoryskich – Klasztorek

Zupełnie niedawno było otwarcie trzeciej części Muzeum Czartoryskich w Krakowie. Koncert i przemówienia i Klasztorek został udostępniony do zwiedzania! I tym samym pałac i arsenał połączone zostały (przez ten klasztorek 😊 ) w jeden ciąg możliwy do zwiedzenia.

Sama ekspozycja – super! Mocno osadzona w historycznym klimacie ale z nowym patrzeniem na sposób eksponowania i opowiadania. Przez „mostek” wchodzi się do Klasztorku. Tam XIX wieczne zachowane szafy z sieniawskiego dębu przytuliły zbiory militariów, a potem takie pamiątki miłe i przyjemne. Może nie są super niepowtarzalne i na najwyższej półki art. Ale to taka opowieść o zbieraniu przedmiotów ładnych i z jakąś historią z jakimiś emocjami… To taka książęca wersja zbierania do pudełka pamiątek, które z jakimiś miłymi chwilami się kojarzą. Chyba każdy takie „pudełko z pamiątkami” miał (albo i ma nadal)… Zasuszony kwiatek zerwany gdzieś na spacerze, muszelka, pudełko z szachami, jakaś płyta, kamyczek… W wersji książęcej: fotel Shakespeare’a, srebrna balsaminka, jakaś porcelanowa figurka, szabla… Ale koncepcja taka sama. Ślady historii, ślady pamięci, ślady emocji. Takie przedmioty które bierze się do ręki albo omiata wzrokiem przechodząc i… uśmiech zaczyna się błąkać na twarzy albo maleńka łza… No i klasztorek taki jest. Po obejrzeniu poważnej w sztukę ekspozycji w pałacu, ogląda się tę nostalgiczną… by potem przejść do kolejne poważnej i historycznej opowieści o antyku w arsenale.

Piękne…

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑