Autor: Lucyna Maria Rotter (Page 35 of 86)

Rumunia – Suczawa

Dziwny z nas naród. Ostatnio uświadomiłam sobie, że można podróżować po całym globie – śladami Polski i Polaków… Nawet w najodleglejszych zakamarkach świata zaznaczaliśmy swoją obecność. Całkiem niemało tych śladów także w Rumunii czego jednym z przykładów Suczawa. To miasto rodem z wieków średnich, kiedyś nawet stolicą Mołdawii przez chwilę było. Perłą miasta jest Cytadela. Wzniósł ją w XIV wieku, hospodar Piotr I Muszatowicz. Potem ulepszana i rozbudowywana generalnie trwała mocą swoją do XVII wieku. Wielu próbowało ją zdobyć – nasz król Olbracht też. Ale dopiero janczarom w 1673 r. udało się ją wysadzić i tak już do dzisiaj w ruinie pozostaje… ale piękna nie straciła. To usiłowanie zdobycia cytadeli to nie jedyny akcent polski. Militarnie się nie udało ale Polonia w Suczawie jedna z większych w Rumunii. Pond 250 rodaków tutaj mieszka , a i prężnie działający Związek Polaków w Rumunii w Suczawie ma swoją siedzibę.

Jeśli komuś bliska kultura mołdawska – warto zerknąć do skansenu i muzeum etnograficznego. No i nie można ominąć kilku cerkwi. Monastyr św. Jana Nowego wzniesiono w XVI wieku dla uczczenia jednego z najważniejszych patronów Mołdawii, który nie chcąc przyjąć Islamu został zamordowany przez Osmańców. W cerkwi przechowywane są do dzisiaj relikwie tego świętego. W nieco starszym monastyrze św. Jerzego, kiedyś mieściła się siedziba metropolity. To tutaj koronowano hospodarów mołdawskich. Obecny jej kształt to efekt XIX wiecznej odbudowy – ale i tak miła dla oka.

W sumie sama Suczawa – ładna, ciekawa i… jest świetnym preludium do doświadczania Bukowiny!

Rumunia – Zosin

Rumunia monastyrami stoi! Są leciwe i nieco młodsze, a większość z nich to urokliwe i uduchowione zakątki. Monastyr w Zosinie ma metryczkę XVIII – wieczną (z początku wieku), przy czym kamienny krzyż upamiętnia miejsce, w którym pierwotna drewniana świątynia stała. Potem powstała większa (na przełomie XVIII i XIX wieku) a mnisi w niej pracowali i modlili się do połowy wieku XX, kiery monastyr podzielił los wielu innych w Rumunii. Powrót możliwy stał się dopiero w 2006 roku (położono kamień węgielny) a w 2015 roku konsekrowano nową świątynię. Monastyr pełni funkcję sanktuarium. W święta wypełnia się tłumami wiernych. Na co dzień pusto, kwiaty i kadzidło rywalizują o pierwszeństwo w dominancie zapachu, złoto w słońcu błyszczy, dźwięk dzwonów wiatr niesie daleko po horyzont…

Słowacja – Bratysława

Zwykle stolica usytuowana jest topograficznie gdzieś w miarę na środku państwa. Względy strategiczne, gospodarcze, rozwój urbanistyki, łatwość dojazdu itd. itd. A na Słowacji nie! Bratysława graniczy z Austrią i Węgrami. Jedyna taka sytuacja na świecie! Najważniejszym punktem miasta jest XIV/XV wieczny zamek. Właściwie dość… ascetyczną posiada formę architektoniczną. Warto zaznaczyć swoją drogą, że w mieście są dwa zamki średniowieczne, przy czym jeden (Devin) – w ruinie. Kilka też pałaców. Te najpiękniejsze to prymasowski i biskupi. Najbardziej znany zabytek sakralny natomiast, to katedra św. Marcina, miejsce koronacji królów – Węgierskich! Oprócz niego, jeszcze kilka kościołów gotyckich (np. Franciszkanów), barokowych (np. Trynitarzy), śliczny kościół secesyjny św. Elżbiety…

Nie jest to jakoś mocno wielkie miasto. Jak się ma rozrastać skoro połowa jego granic, to równocześnie granica państwa. 😉 Na piechotę i spacerkiem można zwiedzić całe.

W wielu miastach pojawiła się moda na rzeźby miejskie. Czasem są nowym pomysłem, jak krasnale we Wrocławiu, a czasem posiadają już ugruntowaną tradycję i sławę. Do tych drugich zaliczyć należy Čumila – bratysławskiego kanalarza, który wychyla się z włazu do kanału i zerka na przechodniów z uśmiechem. Podobnych person w Bratysławie więcej! 🙂 Urokliwych uliczek i zaułków w mieście sporo, ale skoro o ulicach mowa… Na Słowacji arcy popularnym układem urbanistycznym jest taki, którego centrum miasta wyznacza ulica Hlavna. Zwykle układa się na kształt wrzeciona. A przy niej – najważniejsze świątynie, ratusz, teatr itp. A w stolicy nie. W stolicy mamy rynek! Wiem, że informacja taka nie należy do tych z serii WOW. Gdy podróżuje się po Słowacji od miasta do miasta – jest to jednak sporym zaskoczeniem. I jeszcze jedna zaleta Bratysławy. Tędy przebiega Vinna cesta czyli Małokarpacki Szlak Winny. W jesieni można trafić na święto wina. Wszyscy raczą się wówczas takim… słowackim Beaujolais. Na temat bukietu, pomilczę ale atmosfera winnych festynów – cudowna!

Słowacja – Červený Kameň

Słowacja zamkami stoi! Jest ich naprawdę sporo… Na przykład… Červený Kameň – zamek na czerwonym wzgórzu. Faktycznie czerwonym, bo mnóstwo tam kwarcytu z tlenkami żelaza. To taki trochę ewenement. Zamek, który nigdy nie był zdobyty. Chyba nawet najeżdżany nigdy nie był. Stąd wyposażenie zachowało się dotąd niemal nietknięte i w niemal w wielowiekowej całości. Zamek metryczkę ma XIII wieczną, choć oczywiście przebudowywany wielokroć. Był gigantyczną twierdzą! Wnętrza świetnie wyposażone, zdobione freskami i stiukami sale, wokół ogrody, winnice, stadnina koni… no piękne okoliczności… Pod zamkiem wybudowano gigantyczne piwnice. Z założenia miała tam być składowana miedź – w konsekwencji były składowane wina. 😉 Podobno miał być zbudowany na wzgórzu na przeciw. Dwunastoosobowa rada starszych debatowała nad tym. tylko jeden opowiadał się za obecnym miejscem. Przegłosowano go i zaczęto budowę. Ale po pierwszym dniu wszystkie przyniesione materiały ktoś lub coś przeniosło. Rada zebrała się ponownie i uznała że skoro duchy nie chcą zamku na wybranym wzgórzu to go się zbuduje tam gdzie ów najmłodszy z rady sugerował… Jest klimatyczny, pewnie dlatego kręcono tu wiele scen do filmów kostiumowych i ekranizacji bajek. Zamek odwiedziłam przed wielu laty. To była taka prywatna, osobista trasa szlakiem zamków na Słowacji. Ten zapamiętałam szczególnie… Niemal w każdym zakątku zamku słychać było wrzaski pawi. Całe ich stado dostojnie, niczym dworzanie przechadzali się tu i tam. A pośród nich królewsko kroczył olbrzymi paw albinos… Nie liczyłam ale może ich pawi było dwanaście? Może ten biały to najmłodszy radny… Gdzieś tam w tle sączyły się dźwięki muzyki. No sam jakoś robił się zaczarowany, bajkowy klimat. 😋

Słowacja – Košice

Słowacja gotykiem stoi! A największy kościół gotycki tego kraju można podziwiać w Košicach. To Dóm sv. Alžbety (katedra św. Elżbiety). Wznosić zaczęto ją pod koniec XIV wieku, ukończono na początku XVI. Zbudowana na planie krzyża łacińskiego, pięcionawowa bazylika zwieńczona kilkoma wieżami. Największy zachwyt wzbudza jednak dach. Czy w słoneczną pogodę, czy oświetlony nocną porą, wygląda jak łuska gigantycznej jaszczury, która skryła się pomiędzy sterczynami i kwiatonami zdobiącymi bryłę świątyni. Ach! I jeszcze portale z dziesiątkami tłoczących się biblijnych postaci, i jeszcze rzygacze… Podobno jeden z nich to portret (niektórzy uważają, że zaklęta w kamień) zła żona kamieniarza. A w środku też pięknie. Cudownie zachowane gotyckie ołtarze (to nie częste, bowiem kościoły gotyckie zwykle poddawano barokizacji) i fantastyczna ambona, koronkowe schody prowadzące na chór, fragmenty spore polichromii, w promienistej mandorli Niewiasta Apokaliptyczna. Warto też odwiedzić kryptę Franciszka II Rakoczego, węgierskiego bohatera, którego szczątki pochowano w 1906 roku w ojczystej ziemi, a dokładniej w krypcie kościoła koszyckiego.

Najważniejsze budowle miasta wznoszone były, jak w większości miast słowackich – przy ul. Hlavnej. W Koszycach też. Tuż obok katedry przycupnęła kaplica średniowieczna św. Michała, XIV wieczna Urbanowa Wieża, ale i XVII wieczny kościół jezuitów, i eklektyczny gmach Teatru Państwowego, a na końcu ulicy muzeum (niewiele dobrego na temat ekspozycji można powiedzieć więc przemilczę…). Jest też kilka ładnych synagog głównie z przełomu XIX i XX wieku. A jeśli kto ciekaw czasów minionych, może zejść w podziemia ulicy by podglądnąć co archeolodzy odkryli.

Środkiem ulicy biegnie rynsztok, w nim płynie strumyk czasem ładnie podświetlany. Równo z rynsztokiem biegną tory środkiem ulicy. Przecież linie tramwajowe w Koszycach były już pod koniec XIX wieku!

A wieczorną porą rozkoszować się można chłodem zmroku przy muzycznej fontannie igrającej wielobarwnymi światłami… I to wszystko tylko jedna ulica miasta! bajecznie…

Słowacja – Spišský Štvrtok

Dłuuugo uczyłam się poprawnie wymówić: Spišský Štvrtok. 😂 Język naszych przyjaciół zza południowej granicy bardzo bliski, jednak syczące zbitki dźwięków, przy równoczesnej umiarkowanej sympatii dla samogłosek – jeszcze lepsze niż u nas 😅!

Spišský Štvrtok to bardzo niewielka miejscowość lecz jest tu jedno miejsce, dla którego warto się zatrzymać. Kościół św. Władysława z kaplicą Zapolyów (właściwe gdy patrzy się na bryłę architektoniczną to kusi by powiedzieć odwrotnie: kaplica z przyklejonym doń kościołem). Kościół z przełomu romańsko gotyckiego, jak wiele został wewnątrz barokizowany, zachowując zasadniczo pierwotną surową bryłę. Kaplica natomiast posiada XV- wieczną metryczkę i… nic nie straciła przez wieki na swym gotyckim pięknie (choć neogotyckie elementy są, a i owszem). Dwukondygnacyjną kaplicę zwieńczoną sklepieniem sieciowym, wzniesiono według planów mistrza Puchspaum (dlatego zapewne widać w niej echa francusko – wiedeńskie). Z założenia miała być miejscem wiecznego spoczynków rodziny fundatorów. Nie wyszło. Planowana „rodzinna kryptka” członków rodziny docelowo powstała w Spišskiej Kapitule. Kaplica w Štvrtoku jednak została i cieszy oko pięknymi zdobieniami, misternymi detalami i maestrią barw (zwłaszcza w słoneczne dni).

A skąd nazwa miejscowości? Od wieków średnich we czwartki odbywały się w mieście targi – ot cała historia. 😁

Słowenia – Brezje

Sporo sanktuariów maryjnych to „niewielkie wioski”. Tak jest też w słoweńskiej Brezje. Wioska mała ale sanktuarium największe w kraju. Miejsce to nie posiada wyjątkowo długiej historii, bo choć pierwszy kościół powstał tu w XV wieku, to jednak samo sanktuarium to dopiero przełom XIX i XX wieku. To co przyciąga pielgrzymów (i turystów) to kaplica Matki Bożej skrywająca cudami słynący obraz. Ikonograficznie – jest to wolna interpretacja na temat Marii Cranacha z Innsbrucku. Autorem obrazu jest Leopold Layer, a sam obraz – swoistym wotum, bowiem artysta poprzysiągł namalować go, gdy przebywał w więzieniu (zamknęli go bo pieniądze podrabiał…). Skończył malować, do kościoła oddał, i… Cudowne uzdrowienia zaczęły się wydarzać.

Czy tu gwarno? Jak na Słowenię – tak. Jeśli więc ktoś szuka majowego wyciszenia zawsze może udać się do pobliskiej doliny potoku Peračica i tam wsłuchać się w szum pięknych wodospadów, nucących czasem cichutko…

Słowenia – Lublana

Pierwsze zabudowania powstawały ok 2000 p.n.e… Kawał czasu… Oczywiście z tego czasu jakimiś mocno spektakularnymi zabytkami Lublana poszczycić się nie bardzo może ale z czasów rzymskim już bez większego problemu. 🙂 Tak czy tak – kawał historii ma za sobą miasto jak nic. Lublana rozwijała się przez całe wieki średnie. W XV wieku zyskała miano ważnego ośrodka sztuki. I… faktycznie coś z artyzmu ma. Taki niewytłumaczalny, wyczuwalny podskórnie lub podświadomie (jak kto tam woli i co kto ma bardziej rozbudowane) klimat sprzyjający myśli twórczej. Fajnie powłóczyć się uliczkami miasta (ale ja to generalnie lubię i praktykuję z założenia…) i pozaglądać w kilka miejsc – takich z grupy „niczego sobie”. Na przykład katedra św. Mikołaja. Oj jak tam barok kapie ze ścian różowym marmurem, stiukami, freskami. Cudowny spektakl światła i teatru – barocco po prostu. Kawałek dalej można zobaczyć słynny potrójny most. W wiekach średnich powstał w tym miejscu pierwszy – zwany szpitalnym, potem w XIX zbudowano nowy – dedykowany arcyksięciu Franciszkowi Karolowi. Na koniec na początku XX dobudowano dwa jeszcze by przepustowość poprawić. No i jest atrakcja turystyczna jak malowanie! Zamek też ładny. Na kolana wyjątkowo nie powala ale ładny. No wiem, archeolodzy znaleźli tu nawet celtyckie ślady – ale i tak nie powala. W sali herbowej (chyba najatrakcyjniejsze miejsce w całym kompleksie) siedział, pamiętam, jakiś umyślny i wprawnym ruchem ręki kaligrafował co tam kto chciał, na początek ordynując imię rozmówcy – jeśli kto przystanął i w rozmowę się pozwolił wciągnąć. A! w ścisłym centrum zupełnie niezłe restauracje. Jedną z lepszych sarnin jakie jadłam – to tam! A jaki fantastyczny štrukli w stu wersjach smakowych!! Mmmm… kulinarne odwiedziny w Lublanie – to w pełni uzasadniona koncepcja.

Słowenia – Piran

Piran jest perłą wybrzeża Słowenii. A że perła – to i tłoczno zwłaszcza w sezonie – to naturalne… Tak! Naturalne wszędzie z wyjątkiem Piranu. Tutaj (mimo najazdu turystów) w środku sezonu znajduje się takie zaułki gdzie zaszyć się można z książką, a towarzystwa dotrzymują jedynie koty.

Piran pamięta czasy Rzymskie i to czuć, widać i słychać. Słychać nie tylko dlatego że w j. włoskim porozumiewanie się jest równie naturalne i oczywiste co w j. słoweńskim. Tutaj wszędzie sączy się muzyka – głównie utwory urodzonego w tym mieście słynnego skrzypka i kompozytora włoskiego Giuseppe Tartiniego. Nie sposób też nie wspomnieć o słynnej „wenecjance” – czerwonej uroczej kamienicy, która wprost kwintesencją weneckiego gotyku jest.

Sporo też kościołów. Dźwięk ich dzwonów to urocza muzyka miasta. Najważniejsza i chyba największa świątynia poświęcona została „smokobójcy” – św. Jerzemu. To dla odmiany czysty włoski renesans. Nawet kampanila obok spora stoi (wysoka na 47 m.) prawie jak w Wenecji…

Słowenia – Žiče

W Dolinie Świętego Jana Chrzciciela musi się znajdować jakiś klasztor… Jak musi – to jest. 🙂 Kartuski klasztor w Žiče! A precyzyjniej – nieopodal tej wsi, w rzeczonej dolinie stoi. Był pierwszym klasztorem tego niegdyś prężnie rozwijającego się zakonu, wzniesionym poza terytorium Francji. Powstał w połowie XII wieku z inicjatywy margrabiego Styrii, Ottokara III, który później swoją drogą, znalazł tu miejsce wiecznego spoczynku. Podobno gdy Ottokar wrócił z krucjaty, dla relaksu udał się na łowy w pobliskich lasach. W pewnym momencie zobaczył białą łanię prześlicznej urody. Ruszył w pogoń, jednak nie zdołał jej dogonić. Znużony położył się w cieniu drzew by odpocząć. Wówczas we śnie ukazał mu się św. Jan Chrzciciel odziany w białą skórę (niczym żywcem z tej łani ściągniętą) i nakazał Ottokarowi wznieść w tym miejscu klasztor ku swojej czci. Margrabia przestraszony snem zbudził się z krzykiem, ale ujrzał jedynie umykającego w zarośla białego królika. Stąd nazwa klasztoru – Seiz Charterhouse.

Sam kompleks klasztory zbudowany został według zasad obowiązujących w zakonach kartuskich. Kościół i system zabudowań klasztornych otaczał wysoki mur. Niegdyś był prężnym ośrodkiem życia religijnego. Dzisiaj – w ruinie. Sterczące w niebo mury i resztki zabudowań klasztornych oplata bluszcz. Fragmenty dobrze zachowane, utrzymane i troskliwie zaopiekowanie przez konserwatorów. W jednej z sali nawet niewielkie muzeum. Wokół szumią drzewa i szemrze rzeka. Powoli sacrum architektoniczne przemodlonych murów splata się z sacrum natury…

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑