Autor: Lucyna Maria Rotter (Page 33 of 87)

Maroko – Marrakesz, ogrody

Dookoła uuuuupał…. Żar leje się z nieba sowicie… Kiepsko? Niekoniecznie! I nie tylko dlatego, że co do zasady ciepełko lubię. 😉 Wystarczy schronić się w życzliwym cieniu drzew, posłuchać szmeru wody płynącej w fontannie, orzeźwić się sokiem wyciśniętym z zerwanej dopiero co soczystej i słodkiej pomarańczy… Takie cuda w Marrakeszu! 😊 Naprawdę cuda. Miasto jest pełne zgiełku nawoływań itd. To przecież jeden wielki plac handlowy poprzetykany zakładami rzemieślniczymi. No ale choćby ktoś nie wiem jak swoją robotę lubił to od czasu do czasu musi wyzerować. I…. W Marrakeszu wystarczy wejść do któregoś z ogrodów. Człowiek przenosi się natychmiast do świata równoległego. Cisza, spokój, chłód – miejsce do zrelaksowania się – szyte na miarę! A i inspiracje twórcze łatwo znaleźć, procesy kreatywnego myślenia się uruchamiają. Nie dziwię się ani troszkę że Marrakesz przyciągał też artystów: pisarzy, malarzy. Gdzie znaleźć lepsze miejsce do spotkania muzy ? I Matisse i Delacroix i Majorelle wielu innych było tego zdania! Ten ostatni – założył jeden z ogrodów. Myślę, że jeden z bardziej urokliwych. Ogród tworzył około czterdziestu lat ! Z czasem założenie ogrodowe ciut podupadło ale Yvesa Saint Laurenta przywrócił go do dawnej świetności. Najstarszym ogrodem w Marrakeszu jest natomiast Agdal. Ma jakieś 800 lat! Równie leciwy jest ogród Menara. Ja lubię Sekretny Ogród. W sumie żaden on sekretny. Wiadomo gdzie jest, wejść można bez problemu, zapadni i pułapek brak ale… Jest w środku miasta. Zaczął budowę w XVI wieku Moulay Abd-Allah, ale sto lat później całość została zniszczona. W wieku XIX kaid al-Hajj Abd-Allah U-Bihi przejął teren i rozpoczął odradzanie rezydencji i ogrodu ale… otruli go herbatą… Ogród dostawał kolejnych właścicieli ale kwitnący nie był 😊 . Dopiero w 2006 roku prace konserwatorskie pozwoliły odkryć na nowo jego piękno. Wchodzi się do niego prosto ze zgiełku ulicy. Najpierw otula nas zieleń i kolory egzotycznych roślin. Dosłownie otulają bo ławeczki są spowite wiciami, gałęziami, listowiem wszelakim. Potem – część ogrodu islamska. Pawilon, altana, fontanny, strumień wody, drzewa pomarańczowe i cytrynowe, rozmaryn, róże damasceńskie… Chyba też przez chwilę czułam zapach jaśminu…

Maroko – Volubilis

Słonecznie, cieplutko, afrykańsko… Zwłaszcza na otwartej przestrzeni jakim są stanowiska archeologiczne… A ja ZMARZŁAM!!! 😊 I to solidnie! 😊 Z kocykiem się nie rozstawałam na krok! Za to foty bardzo ciepłe wyszły w kolorze, bo poranne słońce ślicznie pieściło promieniami ruiny marokańskiego Volubilis.

Miasto było takie trochę berberyjskie, trochę rzymskie, trochę żydowskie. A ponad wszelką wątpliwość – piękne. Rozwijało się od III w pne, a że w okolicach żyzne tereny to i potencjał był. Oliwki rosły, owoce dawały, z tych na przykład oliwa, z oliwy monety, z monet dobrobyt, z dobrobytu piękne budowle cudownymi mozaikami zdobione i tak przez około 700 lat się żyło w Volubilis miło. Właściwie w sposób naturalny upadło, gdy mieszkańcy zaczęli się przeprowadzać do Fezu. Potem poważne trzęsienie ziemi w XVIII wieku a w międzyczasie znacznie poważniejsze destrukcyjnie eksploatowanie kamienia który decyzją władców Maroka posłużył do budowy Meknes…

Badania archeologiczne i konserwatorskie rozpoczęli w pierwszej połowie Francuzi. W sumie zajmowali te tereny. Jaki był powód i sposób – to już zupełnie inne historia, ale prace archeologiczne prowadzili i to całkiem długo. Od początku XX wieku za to prace prowadzą w połączonych siłach Anglicy i Marokańczycy, ale dzieje się to już w obiekcie wpisanym na listę światowego dziedzictwa UNESCO. A prace było i jest gdzie prowadzić bo miasto miewało ponad 40 hektarów powierzchni!

Co te prace dały w konsekwencji dla zwiedzających? A no sporo w sumie. Handlowano głównie oliwą – zatem tłocznie się zachowały. Odkryto niemal kompletnych tłoczni blisko sześćdziesiąt! W centralnej części miasta – bazylika. Wiem, wiem większości osób kojarzy się z kościołem – ale te starożytne to były takie… hmmm… krakowska Galeria Kazimierz 😉 Pohandlować, spotkać się, spędzić relaksacyjnie trochę czas, przemówić publicznie w sumie też ot takie budynek użyteczności publicznej. Ta w Volubilis miała rozmach. Ponad 40 m. długości, piękne kolumny, nisze dedykowane na spotkani i rozmowy biznesowe a całość fantastycznie i z wyczuciem piękna dekorowana. Tuż obok – świątynia kapitolińska. Po trzynastu stopniach wchodziło się do świątyni dedykowanej boskiemu małżeństwu: Junonie i Jowiszowi (i Minerwie też). To oczywiście nie była jedyna świątynia. W mieście było ich co najmniej sześć. Oprócz tego też miejsca dedykowane społeczności żydowskiej (społeczność Żydowska żyła tutaj od III w. Zachowały się inskrypcje w j. hebrajskim i greckim i lampy z motywem menory. Właściwie to zabytki starożytne znalezione na terenach najbardziej wysuniętych na południowy zachód ), a gdy pojawiła się gmina chrześcijańska – też, a gdy pojawiała się społeczność muzułmańska – też… W sumie to powtarzalny schemat w większości miast, gdziekolwiek by nie były: coś dla ciała i coś dla ducha. Mozaiki zachowały się głównie w pozostałościach willi – na przykład w domu Orfeusza lub Domu Atlety. Skąd nazwy – ano od tych mozaik. Ten pierwszy to największy budynek mieszkalny w mieści. A mozaika grającego Orfeusza – niczego sobie! O zasobności portfela właściciela domu zdecydowanie świadczy. Są też akcenty… Jakby to powiedzieć… bezpruderyjne 😉 I nie myślę tu o kąpieli Wenius, która jak to w kąpieli – nagawa ciut. W Domu Psa jest płaskorzeźba hmmm… meritum męskości 😉 I to takie niebagatelnej wielkości meritum! Podobno kobiety które pogłaszczą czule rzeźbę zapewnią sobie szczęście i powiedzenie w miłości. Po stanie zużycia rzeźby sądząc – myślę że wiele kobiet będzie miało szczęści! 😊 Kiedyś – panie siadały na rzeczonej rzeźnie by w ten sposób zapewnić sobie płodność. Tak naprawdę kamienny fallus najprawdopodobniej był kierunkowskazem do domu… gdzie… zawodowo rozdaje się miłość 😊

A tak w ogóle to pięknie tam jest, szaroniebieskie kamienie, tu i tam kolorowe mozaiki, piękne akcenty kwiatowej lekko fioletowej i śnieżnobiałej bieli (te białe cudnie pachną!), a całość czule otulona ciepłymi (w barwie! 😉) promieniami słońca.  

Monako

Chciałam zacząć, że Monako jest bajkowe. Ale po chwili namysłu, wycofałam się z tej opinii. Ono jest ekskluzywne, czasem wytworne, królewskie (rodu Grimaldich), jachtowe, często ociekające blichtrem – ale bajkowe chyba niekoniecznie.

Spośród sześciu dzielnic Monako, najbardziej znane jest Monte Carlo. Tutaj w najsłynniejszym kasyno, można w ciągu chwili fortunę wygrać lub fortunę przegrać (przy czym znacznie częściej ta druga opcja się zdarza, nie wiedzieć czemu 😉 ). Do Monte Carlo przyciąga też ryk silników samochodowych F1. O czym warto pamiętać – będąc amatorem tej pierwszej atrakcji, warto krawat lub wieczorową suknię zabrać; dla tej drugiej, dress code nie jest obowiązujący. W sumie mocno tu kwiatowo i ogrodowo, a widok na zatokę z dziesiątkami „wypasionych” jachtów miłym dla oka widokiem jest. Cóż się dziwić, duże jest nagromadzenie milionerów na metr kwadratowy.

A! I jeszcze z jednego powodu w Monako jest miło. Też upodobali sobie biel i czerwień na fladze – tyle, że w odwrotnej kolejności. 😉

Niemcy – Akwizgran

Początki miasta są celtyckie ale Akwizgran najbardziej znany jest z powodu Karola Wielkiego, a właściwie jego decyzji przeniesienia tu stolicy. Niebawem powstał w Akwizgranie pałac i katedra ze słynną kaplica, w której zdeponowane zostały dziesiątki relikwii. Kaplica znana i z tradycjami. Ponad trzydziestu władców niemieckich przyjmowało tu na skronie koronę i tym samym władze. Nie mniej znany Akwizgran z synodów. Postanowieniem jednego z nich wprowadzono zwyczaj picia wina lub piwa w klasztorach 🙂 (szczegóły typy nadawanie reguł zakonnych są mniejszej wagi… 😉 ). Z Akwizgranem wiązać należy także obowiązującą w katolicyzmie formułę Filioque „Duch Święty od Ojca i Syna pochodzi”.

Z czasem miasto traci na znaczeniu a po wielkim pożarze w XVII wieku – generalnie miało problem z podniesieniem się. Jednak pojawił się nowy pomysł na zaistnienie. Akwizgran jako miasto rozrywki 🙂 . Miejsca rozrywek wszelakich i uciech! Z tego – zaczęło słynąć aż do XIX wieku.

Najsłynniejszą obecnie atrakcją turystyczną miasta jest co oczywiste katedra z zachowaną karolińską kaplicą. W kolejnych wiekach kolejne przebudowy i w rezultacie mamy tu zarówno fragmenty romańskie jak i gotyckie. W środku nawiedzić można doczesne szczątki Karola Wielkiego. Ale przechowywane są też słynne relikwie Marii, Jezusa i Jana Chrzciciela. To powód, dla którego od wieków średnich Akwizgran nawiedzały tłumy pielgrzymów. Zobaczyć można też słynny tron podobno Karola ale raczej Ottona jak uczeni głoszą, i świecznik Barbarossy symboliką Niebiańskiej Jerozolimy zdobiony, i relikwiarz Karola Wielkiego, i Relikwiarz Najświętszej Marii Panny, i muzeum ciekawe, kuszące wielce zwłaszcza miłośników rzemiosła artystycznego, i… generalnie warto Akwizgran zobaczyć bo łady 🙂.

Niemcy – Blankenheim

Miasto wzniesione na źródle rzeki… Prawdę mówiąc par excellence na źródle rzeki Ahr, które wypływa spod jednej z kamieniczek w samym środku miasta! Blankenheim znane jest od czasów rzymskich (ślady – a dokładnie villa rustica – pozostały…) jako miejsce ważne na szlakach gł. handlowych. Z czasem zyskał miano miejscowości uzdrowiskowej. W wiekach średnich wzniesiono tu zamek. Tutaj rezydował jeden z bardziej znaczących i wpływowych rodów na tych terenach. Podobno przechowywali jeden z większych skarbów – ok. 500 relikwii! Do dziś posiadłość góruje nad miastem. A w samym mieście – dwa kościoły (katolicki i ewangelicki), sporo pięknych kamieniczek, zaułków… A wokół winnice. Właściwie obecnie to takie senne, urokliwe miasteczko gdzie czas płynie powoli… i chyba czasem prawie zatrzymuje się by posłuchać szmeru źródła Ahr…

Niemcy – Bonn

Przez Niemcy zwykle przejeżdża się szybko, zmierzając do Francji, Hiszpanii lub jeszcze dalej. Szkoda, bo perełek u naszych zachodnich sąsiadów sporo. Kolonia i Bonn dwa blisko siebie położone miasta. Tam warto się zatrzymać choć chwilę.

W Bonn wiele cudnych miejsc: Zamek Poppelsdorf , Poppelsdorfer Allee, XI- wieczna Katedra Świętych Kasjusza, Florencjusza i Marcina (tutaj odbyły się dwie koronację – antykrólów), Ratusz i Uniwersytet (to przecież uniwersyteckie miasto!), ale właściwie odwiedza się to miasto z jednego powodu – urodził się tutaj jeden z największych kompozytorów wszechczasów – Ludwig van Beethoven. Ok 1000 rękopisów, ponad 150 eksponatów, a czasem i koncert można zacny posłuchać… W Bonn działa zresztą zupełnie miłe muzeum biograficzne Mistrza. Nie są to może Himalaje sztuki wystawienniczej ale myślę, że warte odwiedzenie, zwłaszcza jeśli ktoś kocha muzykę. No bo jak Beethovena nie kochać!

Niemcy – Kolonia

Kolonię założyła Agrypina Młodsza, żona cesarza Klaudiusza. To miasto na wskroś przesiąknięte kulturą chrześcijańską. Już w IV wieku założono tu biskupstwo. W średniowieczu w Kolonii było ok. 150 kościołów. Wiem, dla rodowitej krakowianki to żaden wielki rekord, 😉 ale jednak warto o tym pamiętać bo sporo świątyń przetrwało do dziś. Najważniejszym kościołem Kolonii jest gotycka katedra (najwyższa w Niemczech). Jej wznoszenie rozpoczęto w 1248 roku ale skończono pod koniec XIX wieku – wiec z tym gotykiem to hmm… Tak czy tak jednak imponująca. W jej wnętrzu skrywany jest niecodzienny skarb – relikwie Trzech Króli. Cenny i ze względu na same relikwie i z powodu oprawy – arcydzieła sztuki złotniczej.

Spacer szlakiem romańskich kościołów Kolonii (a jest ich relatywnie sporo) jest niemałą gratką dla miłośników tej epoki. Kościół Matki Bożej Patronki Żeglarzy, NMP na Kapitolu, św. Jerzego, św. Pantaleona, św. Cecylii itd. itd. A wchodząc do każdego z nich przenosi się człowiek w czasy zamierzchłych wieków średnich. Czuć prawie zapach kadzideł i słychać sączące się jakby przez zasłonę czasu, gregoriańskie chorały…

Niemcy – Lipsk

Lubię Lipsk. Może dlatego, że jestem rodowitą krakowianką, a w obydwu miastach życie płynie jakby nieco wolniej… Tu nie wypada się spieszyć! Obydwa miasta przeżyły też II wojnę światową w zupełnie niezłej (biorąc jako odniesienie zniszczenia każdego z krajów z osobna) kondycji. Dlatego historię tu po prostu czuć wszystkimi zmysłami!

Sporo w Lipsku atrakcji różnej proweniencji – jedną z nich jest kościół św. Tomasza. Świątynia ze średniowieczną metryczką. Sporo tu się działo: pierwsze dysputy Marcina Lutra z Janem Mayerem von Eckiem; rozbrzmiewała muzyka Bacha w wykonaniu autora, grywał też sam Mozart… Zresztą generalnie wszystkie organy z kościoła św. Tomasza słynne są wielce, niezależnie od tego kto na nich grywał. 😁 Mnie bardziej jednak podoba się kościół św. Mikołaja (miejsce debiutu lipskiego J.S. Bacha). Kościół też ma metryczkę średniowieczną ale przebudowany solidnie w okresie klasycyzmu. „Wyrosły” tu wówczas fantastyczne kolumny z palmowymi kapitelami – taki bajkowy trochę las…

Najbardziej znanym obywatelem Lipska jest oczywiście Bach (zaznaczam, że Bachów kompozytorów żyło w mieście trzech. Tu mowa o Janie Sebastianie – największym z nich 😃 ). Właśnie w Lipsku skomponował najsłynniejsze oratoria, msze i kantaty. Do dzisiaj słynie na cały świat, działający przy kościele św. Tomasza – Thomanerchor (chór chłopięcy), który niegdyś prowadził niemal przez 30 lat sam Mistrz! Zresztą w ogóle Lipsk ma jakiś dobry klimat dla muzyków. Przecież urodził się tu też Frost i Wagner, a pracował Mendelssohn-Bartholdy…

W Lipsku studiował Goethe. Choć nie to najciekawsze… Bywał on w piwnicach dr. Heinricha Stromer von Auerbacha. Ów XVI wieczny lekarz i filozof, raczył swoich studentów winem własnej roboty. Założył z czasem wykwintną i taką z prawdziwego zdarzenia winiarnię (obecnie Auerbachs Keller winiarnia i restauracja w jednym – to jeden z ważniejszych symboli miasta). Bywał tu Goethe i raczył się jak wszyscy. Tak mu się jednak Auerbachs Keller spodobało, że właśnie w owych piwnicznych wnętrzach osadził swoją opowieść o legendarnym Fauście.

Fajny jest Lipsk… wino, muzyka i …. trochę magii. 😉

Niemcy – Trewir

Po Trewirze łaziłam przed wielu laty, oprowadzana przez miłego starszego pana, którego przodkowie sporo w mieście ufundowali przed wiekami… Fajnie się słuchało opowieści o wujach i pradziadach; i że ten to tu leży, a tamten to to ufundował… No fajne odkurzane historyjki rodzinne. Trewir jest jednym z najstarszych miast w Niemczech więc i czasu mieli przodkowie mojego „przewodnika” by sobie pofundować co nieco to tu, to tam. Miasto znane od czasów rzymskich (do dzisiaj można bazylikę rzymską, Porta Nigra lub pozostałości term na przykład zobaczyć). Już w III wieku było tutaj biskupstwo. Pewnie dlatego takie mnóstwo w mieście kościołów z wszelkich możliwych epok. A i znanych – no i mniej lub bardziej autentycznych – relikwii nagromadzenie duże (np. Św. Szata, ząb św. Piotra, sandał św. Andrzeja itd. itp. …). Najbardziej dostojne miejsce z zabytków sakralnych to chyba Trierer Dom St. Peter o ile wiem najstarsza świątynia w biskupstwie oraz wczesno gotycka Liebfrauenkirche. Obydwie architektonicznie robią robotę… Monumentalne mury, piękne portale, fasady zdobne rzeźbami, światło nieśmiało zagląda do wnętrza jakby onieśmielone miejscem – cudnie, dostojnie, sacrum sztuki czuć. Ale barokowy St. Paulin – też robi wrażenie! Takie z serii WOW! Barok generalnie takie miał założenie ale nie zawsze wychodziło. Tu wyszło!!! Freski Schefflera powalają na kolana.

No i place, rynki, kamieniczki, fontanny, winiarnie… Kuchnię niemiecką lubię tak sobie, ale tam nawet można coś znaleźć co komponowałoby się nienajgorszej z lokalnym winem. 😉

Portugalia – Braga

„Lizbona się bawi, Coimbra studiuje, Braga się modli, a Porto pracuje”. Hmmm…. Braga to jedno z najstarszych miast w Portugalii i jedno z najstarszych miast chrześcijańskich. Nie wiem – pewnie stąd taka opinia. Do miasta (a przynajmniej do jego historycznej części) prowadzi XVIII wieczna Arco da Porta Nova. Potem tkwiącą w wiekach średnich ulicą Dom Diogo de Sousa można już dać się porwać klimatowi miasta. A wokół…. kościoły! 🙂 😎 🤔 Jest ich w mieście chyba około trzydziestu. To znaczy na mnie jako rodowitej krakowiance, wrażenia to jakoś mocnego nie robi – w Krakowie mamy około 150 świątyń… Ale faktycznie Braga kościołami stoi! Na przykład Katedry Se. Diecezja w Bradze ustanowiona została bodaj w III wieku, katedra jakieś dziewięć wieków późniejsza (różnie się ją datuje, założenie diecezji zresztą też…). Warto też zerknąć (jeśli ktoś sztukę sakralną upodobał) na przykład do Igreja do Carmo lub Misericórdia albo kościoła św. Magdaleny z Falperra. Ale jest też sporo ogrodów (zupełnie niedaleko też Narodowy Park Peneda Gerês), termy rzymskie, pałace, a nawet resztki zamku. Troszkę sennie ale przemiło. No i mocno barkowo! Ten barok w portugalskiej wersji kapie tu z każdego wypustu i zerka z każdego zakamarka. Takie niewielkie ociekające złotem miasto do zgubienia się w bocznych uliczkach. 😎 A! Kulinarnie – wymiata! Caldo Verde, Papas de Sarrabulho i dorsza – nigdzie lepszych nie jadłam!

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑