Autor: Lucyna Maria Rotter (Page 18 of 87)

Francja – Carcassonne

O Carcassonne dzisiaj. I wcale nie myślę o grze planszowej – zupełnie „fajnej” skądinąd. Ta wersja z Francji (Langwedocja), to warownia gigantyczna! Fortyfikacje wprowadzili tu Rzymianie (część wałów z tamtych czasów zresztą się ostało). W międzyczasie dokładali swoje Wizygoci, Frankowie czy Saraceni… – jak wszędzie… Przed dłuższy czas warownia była uważana za nie do zdobycia. Cennym miejscem oporu było w czasie wojen, np. albigeńskich (tzn. aż do zdobycia twierdzy…), potem też w wojnie stuletniej miało swoją odsłonę… Z czasem warownia stała się tak zaniedbana, że w XIX wieku na fali „sprzątania” planowano ją rozebrać „do cegły”. Na szczęście przyzwyczajenie i opór mocny, spowodowały zmianę decyzji tak daleką, że aż odbudową się zajęto. Efekt – gigantyczna warownia według „vision” dziewiętnastego wieku 😜

Carcassonne jest klimatycznym miejscem, może dlatego przyciąga rzesze turystów, może dlatego wielokroć pojawia się w literaturze, filmie, muzyce a nawet i wspomnianej grze. Ostatnimi czasy „przyozdobione” zostało dziwacznie niczym żółta tarcza strzelnicza… koszmar! Mam nadzieję (od ponad roku nie byłam), że już usunęli to cudo. Tak czy tak, klimatycznie, bajkowo, trochę jak Hollywood, ale miło… i lawenda pięknie pachnie… w sumie nawet romantycznie trochę, zwłaszcza wieczorową porą. 😍

Francja – Chenonceau

Chenonceau (w odróżnieni od miejscowości Chenonceaux – bo to o sam zamek idzie!) to jedno z tych cudeniek nad Loarą, w których się wpada nazbyt łatwo w zachwyt, emocje, namiętności i takie tam… Zamek Dam – tak czasem się go nazywa bo ni mniej ni więcej – sześć pań przyczyniło się do jego rozbudowy i popularności. I faktycznie wygląda tak, że każda kobieta spacerując po zamku lub ogrodach może się poczuć jak królewna z bajki 😉

Początki zamku – to XIII wiek. A potem w XVI wieku jego przebudową właściwie kierowała Katherine Briçonnet. A potem Henryk II Walezjusz zamek darował swojej ulubionej faworycie Dianie de Poitiers, która swoją drogą o zamek bardzo dbała. Wokół założyła cudowny ogród – z cudowną aleją platanów! Potem była Katarzyna Medycejska (żona wyżej wspominanego… która za punkt honoru postawiła sobie nowymi pomysłami przyćmić to co w zamku wymyśliła jej poprzedniczka 😉) i Ludwika Lotaryńska, która w przeciwieństwie do swoich poprzedniczek urządziła sobie tu taką czy ja wiem co – „pustelnię” chyba. W każdym razie typ introwertyka…

Jedną z właścicielek zamku była znana ze swej urody Madame Dupin. Wolter nazywał ją boginią piękna i muzyki! 😊 Jej inteligencja, wyczucie piękna ale i uwodzicielski czar zjednywały jej wielkich tego świata – wielkich artystów i myślicieli oczywiście! A sam zamek stał się znanym miejscem spotkań muzyków, literatów, dramaturgów, malarzu itd. itp… Chyba musiała być naprawdę wyjątkowa skoro sam Rousseau pisał o niej jakoś tak: „Madame Dupin était encore, quand je la vis pour la première fois, une des plus belles femmes de Paris. Elle me reçut à sa toilette. Elle avait les bras nus, les cheveux épars, son peignoir mal arrangé. Cet abord m’était très nouveau. Ma pauvre tête n’y tint pas. Je me trouble. Je m’égare. Et bref, me voilà épris de Madame Dupin. Mon trouble ne parut pas me nuire auprès d’elle, elle ne s’en aperçut point. Elle accueillit le livre et l’auteur, me parla de mon projet en personne instruite, chanta, s’accompagna au clavecin, me retint à dîner, me fit mettre à table à côté d’elle. Il n’en fallait pas tant pour me rendre fou. Je le devins”

Przez chwilę mieszkała tu chyba (a na pewno była potomkiem właścicielki zamku) George Sand – szalona pisarka, która w swoich czasach dostarczała wielu emocji nie tylko twórczością (o zgrozo!!! 😊 nosiła spodnie i paliła publicznie tytuń, o innych sferach jej życia – a właściwie pożycia – pozwolę sobie pomilczeć… 😉). Dzisiaj znana przede wszystkim przez romans i związek z Chopinem.

Hmmm… No i jak tu spokojnie zwiedzać zamki nad Loarą… żadną miarą się nie da …. 😉

Francja – La Salette

Czy można chodzić w chmurach? No pewnie! I to par excellence w chmurach. 😊 Zdarzyło mi się to kiedyś we Francuskim La Salette – Fallavaux… Maleńka miejscowość (faktycznie maleńka bo mieszka tam nie całe sto osób!) znana głównie z wybudowanego nieopodal sanktuarium maryjnego. W 1846 roku dwojgu dzieciom właśnie w tym miejscu, ukazać się miała na alpejskich łąkach Maria. W miejscu, w którym Melania i Maksymilian ujrzeli „Piękną Panią” wytrysnęło źródło. Najpierw wydarzenie miało charakter osobisty i raczej lokalny. Dzieci wraz ze swoimi bliskimi ustawili krzyże dla upamiętnienia wydarzenia. Z czasem, powstało w górach sanktuarium a opiekę nad nim przejęli księża saletyni – zgromadzenie zatwierdzone kilkadziesiąt lat po objawieniu.

W trakcie subiektywnego podglądania różnych zakątków świata, byłam w bardzo wielu miejscach kultu, różnych religii i obrządków. W Europie – kilka sanktuariów dla katolików jest szczególnie ważnych. W większości z nich powala gwar, zgiełk, setki pamiątkowych gadżetów, sklepików… taka trochę branża wychodząca naprzeciw „turystyce pielgrzymkowej”. I dobrze. Jak jest takie zapotrzebowanie – OK… La Salette to chyba jedyne znane mi sanktuarium katolickie w Europie gdzie jest cisza… Chmury otulają zbocza gór i mury świątyni… Czasem jakby od niechcenia albo przypadkiem wpuszczając promienie słońca… Wtedy łąki wybuchają intensywną zielenią i brązem. Czasem muzykę wiatru zakłóci tylko bicie dzwonu… Można chodzić w chmurach! Cisza i rześkie górskie powietrze uruchamiają intensywnie procesy myślowe… Nie wiem czy na tym polega modlitwa… Ale jeśli tak – to ten zakątek francuskich Alp, szyty jest na miarę…

Francja – Paryż, Montmartre

Entourage ważny jest! Przy czym różnie z nim jest… Czasem w nastrój (niekiedy zachwytem zwanym) wprawia najpiękniejsza plaża świata o zachodzie słońca, czasem pejzaaaaż gór oblanych słońcem, czasem najpiękniejsza polana świata otulona szalem drzew… A jeszcze innym razem może to być gwar miasta doświadczany bezpośrednio na ulicach i placach lub w zasłuchaniu z hotelowego okna. Kiedyś słyszałam anegdotę o dwu aktorach, którzy wyjechali na zdjęcia do Paryża. Jeden każdą wolną chwilę wykorzystywał na zwiedzanie, drugi wręcz przeciwnie. W którymś momencie „turysta” zirytowany pyta: jak tak możesz siedzieć w hotelu przecież dookoła Paryż!. Na to kolega: ja to widzę inaczej – siedzę w hotelu… a dookoła Paryż!!!

Też tak mam z Paryżem. Zachwyca, poraża, nęci i kusi, czasem męczy i przytłacza, czasem wciąga jak narkotyk. Chyba najbardziej lubię Montmartre i okolice. I nie tylko dlatego, że nieopodal moje ulubione (przez musical i tango Roxanne) Moulin Rouge. Choć to też… Na Montmartre góruje strzelista kopuła Sacre-Coeur, cudownie wiją się uliczki, pełne kawiarenek i gwarnego tłumu, rozkrzyczanych turystów, artystów żądnych sławy… Kiedyś, kilka lat temu zagubiłam się wśród tych uliczek i rzeki ludzi… gdzieś grała katarynka… ktoś tam tresował jakąś papugę chyba… prawie jak w piosence Edith Piaf… Podobno nazwa dzielnicy wzięła się od Merkurego – góra Merkurego. Może… Dla mnie to kwintesencja Paryża, tego art… który nie chodzi utartymi ścieżkami, kreuje sztukę, tworzy muzykę, zasłuchany w dźwięki kataryniarza lub akordeonisty… No jak tu nie przysiąść przy filiżance kawy lub kieliszku Beaujolais i nie zacząć tworzyć… Wcale się takiemu Toulouse-Lautrec nie dziwię…

Francja – Reims

Reims najbardziej znane z powodu gotyckiej katedra Notre – Dame. I słusznie – bo piękna! Zaczęto ją wznosić 1211 roku i właściwie wznoszono przez cały XIII wiek. Klasyczne piękno, surowa lecz doskonała harmonia. Trochę pusto, ale to przypadłość większości francuskich świątyń… Koronowano tu królów Francji. Zwłaszcza warto wspomnieć Karola VII, którego w katedrze właśnie w 1429 roku, kazała koronować Joanna d’Arc.

Rozruchy wojenne mają to do siebie, że są destrukcyjne także dzieł sztuki i kultury. W czasie I wojny światowej katedra ucierpiała trochę – a najbardziej (co dość oczywiste) witraże. Tym razem udało się jednak zamienić ładne na piękne. Stworzenie nowych witraży powierzono Marcowi Chagallowi. I cudnie wyszło! A i cała przestrzeń i tradycja regionu w oknach katedry się pojawiła…

A i jeszcze szczegół. Potocznie powtarza się slogan o ciemnym i ponurym średniowieczu… Większej bzdury nie słyszałam! Dowód – bardzo proszę! Wchodzących do katedry witają dwa promiennie uśmiechające się anioły, które przystanęły na portalu. Jeden z aniołów stracił głowę, w trakcie bombardowania I wojny światowej. Drobne kawałki poskładano na nowo w 1926 roku i anioł znowu się uśmiechnął. Taki uśmiech rozpromienia najbardziej ponure chwile i prowokuje by go odwzajemnić 😀

Francja – Saint Maximin, la Sainte-Baume

Gdyby ktoś chciał wpaść w odwiedziny do Marii Magdaleny (tej świętej oczywiście!) to Francję polecam. A dokładniej dwa sąsiadujące miejsca – Saint Maximin i la Sainte-Baume. Według przekazów hagiograficznych Maria Magdalena po śmierci Jezusa udała się do Prowansji by tam osiąść i pędzić życie pustelnicy. Zamieszkała w grocie w la Sainte-Baume ale gdy poczuła zbliżającą się śmierć zeszła do położonego u stóp wzgórza miasta Saint Maximin (wtedy jeszcze nazywająca się Rodani) by przyjąć komunię z rąk św. Maximina i spokojnie odejść. Pochowana została w krypcie kościoła.

Obecna bazylika kryjąca szczątki świętej wzniesiona została XIII/XIV. Właściwie wznoszona była – bo nie dokończono budowy (dżuma wybuchła i nie pozwoliła na masową aktywizację budowniczych). Sama idea zbudowania świątyni związana była z odnalezieniem szczątków Marii Magdaleny, które wiele wieków ukryte przed najeźdźcami spoczywały w tym miejscu. Opiekę nad sanktuarium przez 700 lat sprawowali dominikanie. Dzisiaj jednak – taki przykry znak czasów – w klasztorze znajduje się hotel… Ale o Marii Magdalenie miało być! W krypcie centralne miejsce zajmuje, przeszklony relikwiarz (herma) a w nim widoczna dla wiernych i pielgrzymów czaszka świętej.

Na marginesie (dla muzyków i melomanów) W kościele warto zwrócić uwagę na cudowne organy: podwójny manuał, cztery klawiatury, czterdzieści trzy registry i dwa tysiące dziewięćset sześćdziesiąt piszczałek! To dzieło słynnego brata Jana Esprit Isnard.

Kamienista lecz urokliwa droga wijąca się przez las prowadzi do la Sainte-Baume – klasztoru przy grocie, w której zamieszkiwała Maria Magdalena. Do samego opactwa prowadzi 150 stopni (to symbol psalmów lub Zdrowaś Maryja w różańcu). Centralną częścią kompleksu klasztornego jest przerobiona na świątynię grota, w której święta miała spędzić podobno trzydzieści lat swojego życia. W grocie ołtarz, i figury ukazujące sceny z życia świętej… A podobno gdy w grocie, kropla wody (nazywa się je łzami św. Marii Magdaleny) spadnie komuś na głowę – jego modlitwy zostaną wysłuchane… Znam pewną dziewczynkę (wówczas małą a teraz już dorosłą osobę 🙂 ), której krople strugą na głowę spadły niespodzianie. Czy jej modlitwy zostały wysłuchane? Nie wiem… Pewnie tak 🙂

Francja – Strasburg

Stolica Alzacji – Strasburg. Głównie z Parlamentem Europejskim i Radą Europy dzisiaj się kojarzy. Zdecydowanie jednak na sztuce Strasburga skupić się należy, bowiem od 1988 roku zabytkowe śródmieście tego miasta wpisane zostało na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Całe miasto opływają i przecinają liczne kanały, co w sumie nadaje urokliwy klimat. Kiedyś Strasburg nazywany był miastem tysiąca kościołów (nawiasem mówiąc, nie tylko ono w Europie nosiło takie miano). Ja nazwałaby go miastem „brunatnych kościołów” – i niech to nie zabrzmi pejoratywnie! Większość zabudować, a szczególnie tych sakralnych wzniesionych zostało z piaskowca o takiej właśnie czerwono – brunatnej barwie. A, że z dwojga złego „brunatnych kościołów” lepiej brzmi niż czerwonych lub piaskowych – więc niech nie zabrzmi pejoratywnie! Spośród licznych świątyń wymienić wypada przede wszystkim katedrę Notre Dame. To taki cudowny miks gotyku francuskiego i niemieckiego z odrobiną przyprawy romańskiej. Mnóstwo tu perełek sztuki. Cudowne i pełne wyrafinowanej elegancji figury Eklezji i Synagogi; filar anielski (tak naprawdę to Sąd Ostateczny a nie stado anielskie), piętnastowieczna ambona, no i słynny zegar astronomiczny – majstersztyk techniczny i artystyczny renesansu. Ach, i szesnaście dzwonów! Cóż to za cudowny koncert musi być gdy zaczynają brzmieć na głowami mieszkańców Strasburga!

Grecja – Ateny

Swego czasu Atena i Posejdon pokłócili się o miasto. Ustalono, że kto da fajniejszy prezent mieszkańcom do tego będzie należało. Posejdon dał źródło wody. No niby fajnie ale woda była słona – ostatecznie był bogiem od morza… Atena ofiarowała drzewo oliwne. I… wygrała! Ateny stały się jej miastem. Oliwa – ta grecka – fakt prima sort do dzisiaj, ale Ateny zawsze problem z niedoborem słodkiej wody miały… No Posejdon jakoś nie był zachwycony werdyktem a że do spolegliwych nie należał… Widać nieporozumienia i bogom nieobce…

Generalnie Grecję lubię! Taka nieśpieszna jest. To znaczy Ateny chyba najmniej leniwe – bo to jednak stolica i duże miasto – ale generalnie zasada się sprawdza. Punktem obowiązkowym w Atenach jest oczywiście Partenon. Splantowany czubek wzgórza a na nim kompleks świątynny wygranej bogini dedykowany. Przez Propyleje włazi się do kompleksu i po lewej Erechtejon z cud kariatydami na środku; ciut w prawo Partenon gigantyczny (rekonstruowany był gdy byłam ostatnio), zupełnie po prawej Apteros, kiedyś była jeszcze Atena Promachos ze złotym hełmem na głowie – no takie tam… sanktuarium zrobione na efekt WOW. Nie mało przyczynił się do tego mistrz Fidiasz. Hmmm… Dziecięciem będąc przeczytałam „Krajobraz z tęczą” Klubówny. Tam opowieść też o Fidiaszu. Ojej jak ja wtedy to chłonęłam… Jak ja zachwycona byłam tym wyobrażeniem Akropolu… Potem, gdy trochę lat później wchodziłam na Akropol – nie przypominały mi się słowa z książki ale przypominał mi się ten porywający emocjonujący zachwyt. Nieopodal wzgórza Ateny – Odeon Heroda Attyka. Gdy byłam pierwszy raz w Atenach – załapałam się tam na koncert. Fantastyczny anturaż dla klasycznych dźwięków.

Z miejsc, które warto w Atenach zobaczyć to chyba jeszcze cerkiew Apostołów. W X wieku zbudowana na znajdującym się tu i starszym o kilka wieków nimfeum. No i KONIECZNIE zmianę warty na placu Suntagma. Panowie w mundurach reprezentacyjnych (wzorowanych mocno na stroju ludowym) krokiem defiladowym (na którym wzorował się jak nic Monty Python) zmieniają wartę przy grobie nieznanego żołnierza.

A potem jak już pozwiedzane, i podoświadczane antycznych klimatów, i zmiana warty zobaczona – czas na zrelaksowanie się niespieszne w jakimś urokliwym zakątku przy filiżance kawy albo i szkle z mętnym ouzo…

Grecja – Athos

Miejsce, w którym byłam ale tak nie do końca… Athos czyli Republika Mnichów. Prawdopodobnie mnisi zamieszkiwali tu od VIII wieku ale hipotez kilka. No ale za początek zorganizowanego życia monastycznego uważa się 963 rok czyli powstanie Wielkiej Ławry. Niewielki jeden budynek rozrósł się z czasem do około trzystu monastyrów. Rozwój oczywiście nie trwał wiecznie i od XIII wieku pojawiły się problemy. Aktualnie na Athos istnieje dwadzieścia monastyrów i trochę mniejszych jednostek. W każdym monastyrze – w centrum katolikon, wokół budynki i mur okalający całość. Tyle, że wiem to z opisu bo do Republiki Mnichów wejść mogą tylko mężczyźni więc jakby to… no nie chwyci, nie wlezę. 😀 Nawet pływające nieopodal stateczki nie mogą zbyt blisko podpływać jeśli na pokładzie są kobiety. Takie zasady sobie ustalili. Ich zbójeckie prawo, co zrobisz jak nic nie zrobisz. 😊 Ale nawet jeśli jaki jakiś facet chce wejść do środka to też ma w sumie pod górkę, bo prośby o pozwolenie na piśmie i to nie tak że się włóczyć będzie bez celu tylko konkretne miejsce musi podąć itd. itd… Dziennie do Republiki może wejść tylko dziesięciu mężczyzn nie będących wyznania prawosławnego. A i prawosławni mają ograniczenia. Chcąc nie chcąc popływaniem musiałam się zadowolić i same monastyry (kilka z nich) widziałam tylko z pozycji stateczku. Fajnie wkomponowane w góry zabudowania, czasem zlewające się kolorystycznie z otoczeniem. W którymś momencie sennego rejsu jakieś delikatne echo dzwonów było słychać niesione i podbijane pluskiem fal. I wszystko. Taka medytacja trochę wyszła, wyciszenie jakieś czy co. Albo po prostu zwyczajny relaks. Tylko mało do takie stanu jestem przyzwyczajona (a szkoda) i może dlatego nie wpadłam od razu, że to to… 🤔

Grecja – Delfy

„Lustereczko powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie?”. Delfy trochę tak działały. I trudno się dziwić. Każdy człowiek chciałby wiedzieć co go w przyszłości czeka, czy jego decyzje życiowe są właściwe… Czasem szukamy przesłanek w snach, czasem w znakach, czasem w przekonaniu i głębokiej wierze, że „będzie dobrze!!”… Czasem natomiast udajemy się do miejsc, w których w naszym przekonaniu wiedzę o tym co przyszłe, możemy zasięgnąć. Takim miejscem dla starożytnych Greków były Delfy – czyli pępek świata (tutaj spotkały się dwa wysłane przez Zeusa orły, które ów pępek miały odnaleźć 😃). Wzniesione w Delfach w VII w. p.n.e. sanktuarium dedykowane było jednak Apollinowi, który miał w tym właśnie miejscu pokonać legendarnego pytona i ustanowić wyrocznię. Na pytania nurtujące odwiedzających Delfy ludzi odpowiadała Pytia. Przemawiać przez nią miał sam Apollo – przemawiały jednak etan, metan i etylen, wydobywające się spod ziemi i wprowadzające Pytię w stan lekkiego odurzenia. Pytia uruchamiał słowotok a kapłani interpretowali przepowiednię… Delfy słynęły także z igrzysk panhelleńskich – taki mix sportu ze sztuką (trochę biegali, trochę śpiewali, raz oglądało się sztukę teatralną a raz „antyczny boks” – takie tam…).

Kompleks delficki usytuowany był na zboczu wzgórza. Najważniejszymi budowlami była świątynia Apollina i ołtarz Apollina. Obecnie najlepiej zachowany jest Skarbiec Ateńczyków (częściowo zrekonstruowany). Zaznaczyć należy, że skarbców było w obrębie kompleksu – ho, ho – albo i więcej. 😉 W każdym z nich składane były wota ofiarowywane w świątyni przez mieszkańców określonego w nazwie skarbca miasta.

Gdy ostatnio byłam w Delfach było baaaaardzo upalnie. Znalazłam cień pod, chyba oliwką. I trochę czekałam czy coś, jakoś, jakaś wizja, mały znak co mnie czeka za zakrętem… Ale nic… Trzeba cierpliwie czekać kiedy i jakie szczęśliwe chwile życie przyniesie!!!! 😁

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑