do początku   |   mapa serwisu   |   kontakt  

Czytelnia » Subiektywnie podglądane kultury świata
Zamiast welcome lub jak kto woli wstępu :)

Podobno zdjęcia kradną fragment duszy… Nadal istnieją plemiona, które boją się tej kradzieży i nie pozwalają robić zdjęć ani sobie ani świętym dla mich przedmiotom. Pewnie portrety mają w tej mierze szczególną moc :) Tylko tutaj bardziej skomplikowana sytuacja… To trochę odarta do naga dusza, emocje, myśli, namiętności, pasje, doświadczenia życia itd. itd. itd. Tak sobie myślę, że chyba dotyczy to po trosze osób po obydwu stronach aparatu...
Jako persona z natury przekorna, nieznosząca monotonii, i szukająca wciąż nowych wyzwań, pomysłów, doświadczeń - nabrałam ostatnio ogromnej ochoty na podróże… Wiem, wiem… nie należy… Przeczekać trzeba (przynajmniej te dalsze…) Ale gdy już będzie można spakować walizkę, warto mieć pomysł, choć w ogólnym zarysie – gdzie by tu… Zaczęłam przeglądać zdjęcia z zakątków dalszych i bliższych, w których kiedyś z jakiegoś powodu miałam okazję...


Egipt. Gdziekolwiek człowiek się nie zatrzyma milion młodych i starszym mężczyzn oferuje jakieś cosie na sprzedaż. Mnóstwo nawoływań, zaczepiania, mnóstwo wyciągniętych żebrzących dłoni. Jadąc gdzieś w głąb Egiptu zatrzymałam się przy drodze, tak dla rozciągnięcia kości  :) Nagle, jak spod ziemi stanęła obok mnie kobieta. Chyba jakaś nomadka. Przy niej dwoje dzieci, osioł, a na ośle koza… Nic nie mówiła, nie wyciągnęła po nic ręki. Ale jej wzrok… Nieobecny, smutny i dumny zarazem… pamiętam do dzisiaj… Chciałam dać coś dzieciom, poszłam do auta ale po powrocie kobiety już nie zastałam…

 

Inne zdjęcie z koptyjskiego monastyru św. Pawła na pustyni Arabskiej. Niewielu tu turystów (na szczęście!) przyjeżdża. Cisza, spokój… Łażę po monastyrze, zaglądam w zakamarki i za jakimś zakrętem – mnich i stado kotów! Miał najcieplejsze i najżyczliwsze spojrzenie świata. I z równą czułością spoglądał na swoje stadko, co na mnie – intruza. Zapytałam czy mogę zrobić fotkę. Uśmiechną się z jeszcze większą życzliwością i zrozumieniem. Kiwną nieznacznie głową na znak zgody…

 

Indie. Ranakpur. W świątyni bóg o czterech obliczach. Zdjęcia wolno robić ale nie wolno spoglądać bogu prosto w oczy… Przypadkiem odwracając głowę, stanęłam jednak z bogiem oko w oko. Z boku zareagował jakiś mężczyzna. To nie było upomnienie. On miał szczere przerażenie w oczach. Bał się o mnie. Spojrzałam bogu w twarz…

 

Hiszpania. Wieczór flamenco. Milion takich imprez dedykowanych turystom jest we wszystkich zakątkach globu. Gwar, sztućce uderzają o talerze, półmrok dla podkręcenia atmosfery, reflektor punktowy – tańczy solista. Wystukuje rytm obcasami, coraz szybciej i szybciej i szybciej… Nidy więcej nie widziałam tancerza, który tak dumnym spojrzeniem zawładnąłby salą rozbawionej gawiedzi. Było coraz ciszej… i stukot obcasów… i dumne spojrzenie, które trzymało na krótkiej smyczy widzów za pysk! Nie potrafiłam podnieść aparatu…


OK. Tyle przeglądania fotek :) Nie wiem czy one kradną duszę  ;) Na pewno zaklinają czas, emocje… to dziwne gdy w środku coś zaczyna lekko drżeć… a to przecież tylko jakaś fotka kilka miesięcy lub lat temu zrobiona…

tekst i fot. ©LucynaRotter

 
© 2020 lucynarotter.com.pl | Tworzenie stron internetowych