Bilbao założone zostało w XIII wieki. Ale zabytków z trochę wcześniejszych znacznie czasów jest w mieście pod dostatkiem! Właściwie przez kolejne wieki było to ważne gospodarczo i przemysłowo miasto. Koncepcja, że jest też interesujące turystycznie pojawiła się dopiero w XIX wieku, a tak naprawdę to dopiero jak powstało Muzeum Guggenheima. Obecnie to głównie turystyka biznesowa, ale w mieście jest kilka ciekawych zakątów historycznie i artystycznie. Choć przyznać muszę, że ja mam zupełnie inne doświadczenie 😉 Decyzję o wyjeździe do Bilbao podjęłam jako to często mi się zdarza w ostatniej chwili. Biegusiem godzinę przed wylotem rezerwowałam jakikolwiek hotel… Dopiero po przyjeździe okazało się że hotel – fakt piętnaście minut od dworacy ale jest na granicy dwu „intersujących” dzielnic. W jednej pomieszkiwali i na ulicach spędzali wolny czas (a chyba sporo go mieli… 😉) przybysze z Afryki, a z drugiej strony dzielnicą zawładnęli goście z Azji… A pomiędzy dzielnicami hotel – a w hotelu ja mam zarezerwowany pokój… Uznałam, że „Bilbao by night” sobie daruję w takiej sytuacji 😊 😊 Po trzech dniach okazało się, że zostałam zaakceptowana jako gość hotelu przez obudowie społeczności. Jakoś tak spojrzenia pełne akceptacji czułam rzucane w moim kierunku, gdy szłam co rano z hotelu do knajpy jakiejś na śniadanko (bo hotel nie dysponował takim luksusem 😊 😊 )
Ale o mieście. Sporo tu budynków z każdego możliwego okresu w historii od gotyku zaczynając. I to właściwie w każdej z ośmiu bodaj dzielnic miasta. Casco Viejo to najstarsza część. Nazwa znaczy siedem ulic – bo tyle dokładnie było ich w starej części. Ale tu kolorowo! I to nie jest figura retoryczna. NAPRAWDĘ KOLOROWO! A ile kawiarenek, tawern i innych urokliwych miejsc do spędzania czasu… Albo Mercado de la Ribera zbudowany w 1929 roku. Niby plac targowy – ale przychodziłam tam nie po zakupy ale by poczuć „ducha miasta”. Z tych najnowszych projektów warto wspomnieć Azkuna Zentroa. To magazyn wina z początku XX wieku, który został w 2010 roku przebudowany (projekt Philippe Starck) i teraz jest ciekawą i na max zwariowaną przestrzenią dla organizowania wystaw, koncertów i innych takich. Albo Abando ze słynnymi wieżami Araty Isazakiego. To też miasto mostów. Jest ich siedemnaście i dodać należy, że niektóre wyglądają obłędnie. Na przykład La Salve albo Puente Colgante.
Historia przeplata się ze współczesnością. Można pozwiedzać… Albo można się po prostu powłóczyć, zerkając to tu to tam na bajecznie kolorowe fasady kamienic.



















