Dzień: 2026-01-18

Inspiracje modowe tym co dalekie”. cz. 12 „Nigeria”

Ina kwana. Ka leƙa cikin tufafin Najeriya

Termin
26 stycznia 2026 r., godz. 16.45–18.15

Miejsce
ul. Franciszkańska 1, Kraków, UPJPII
sala 211b (II piętro)

Wstęp wolny i wskazany

Maroko jest super kolorowe! A stroje? No też, bo kolorowa jest kultura berberyjska. Teraz dominują kaftany, dżellaby… Te ostatnie stały się prawie kultowe!. No i super ważne, różnorakie nakrycia głowy. A do tego zdobienia srebrem, koralikami… zwłaszcza czerwonymi i niebieskimi. Bo niebieski kolor ważny jest! A jak się ma taki koloru oczy… to ho ho ho!

Zapraszamy w strojach inspirowanych tytułem spotkania. Na koniec – atrakcja. Na wybieg modowy zaprosimy wszystkich, którzy zechcą zaprezentować swoje pomysły modowe.

Fot. Grzegorz Finowski

oprac. graf. Justyna Kastelik

Warszawa – Opera Narodowa „La Boheme”

„La Boheme” Pucciniego w Operze Narodowej w Warszawie. Muzycznie – uczta bezapelacyjna! Trafiłam na Gabrielę Legun (Mimi) i Davide Giusti (Rodolfo). No kaaaawł głosów mają! A w duecie brzmią idealnie. Do tego ruch sceniczny obydwojga też fantastyczny. Właściwie wszyscy śpiewacy nie tylko wyśpiewali ale i świetnie aktorsko zagrali swoje role. Było przyjemnością niekłamaną ich oglądać i słuchać.

Scenografia i kostiumy – ciut mnie zaskoczyły. Pierwsze sceny na rusztowaniu. I nie, nie! Nie jest to squad lub pomieszkiwanie pod mostem. To podtrzymujące wielki neon rusztowanie, na którym śpiewacy z trudem się mieszczą w kolejnych scenach. W Operze Narodowej podobny zabieg – śpiewanie z „pięter scenografii” widziałam już w „Czarodziejskim flecie”. Ale tam było to trafione w dziesiątkę i świetnie zrobiło robotę… W Cyganerii… hmmm….  Jakoś też trudno mi było uwierzyć że to mieszkalna miejscówka. Potem scenografia się zmienia w kierunku kadrów żywcem z „Moulin Rouge” lub „Lata dwudzieste… lata trzydzieste”. Jest lepiej! Drugi akt za to sceneria rodem z The Day After Tomorrowalbo innego katastroficznego filmu o zagładzie cywilizacji. Neon smętnie wbił się w zaspy śniegu… Ponuro… knajpa to raczej melina. A słaniający się na nogach w drugim planie ćpun lub alkoholik (stawiam na to pierwsze) – to jak dla mnie ciut za dużo…   Nie wiem czy zamysłem Pucciniego było osadzenie opowieści w realiach półświatka artystycznego czy skrajnej patologii – ale w Warszawskiej wersji scenografia i kostiumy podpowiadają to drugie….

Kraków – Opera Krakowska „Cyganeria”/”La Boheme”

Ileś tam lat temu, mój nieletni wówczas siostrzeniec, powiedział mi po spektaklu „Cyganeria”/ „La Boheme” – Wiesz ciocia, to najsmutniejsza opera w której śpiewałem… I trudno się z taką opinią nie zgodzić. Puccini wycisnął łzy skutecznie jak tylko on potrafi. Historia trochę jak w „Casablance” 😉 Spośród wszystkich drzwi w kamienicy Mimi zapukała akurat do drzwi mieszkania Rodolfo. Zakochali się i zamiast żyć długo i szczęśliwie uciekają od siebie, myśląc że „beze mnie będzie jej lepiej…”. Los łączy ich na nowo ale jest już za późno. Zamiast szczęśliwego zakończenia – śmierć. Ciężko chora ukochana umiera w ramionach kochającego go jednak  mężczyzny. Czasem sami sobie utrudniamy życie…Czasem nie dajmy szansy najmniejszej szczęściu żeby się mogło rozpanoszyć w naszym życiu… Czasem chcemy decydować za innych i ustawiać ich życie według naszych widzimisię… Ot historia jakich pewnie w życiu wiele. Żyć należy tylko nadzieją że te w prawdziwym życiu nie zawsze się kończą tak jak ta sceniczna.

Sceneria jaką zaproponowała Opera Krakowska nie proponuje żadnych karkołomnych innowacji. Poddasze paryskiego domu, ulice paryskiego przedmieścia, jakaś szemrana nieco knajpka z półświatka gdzieś może w pobliżu Moulin Rouge. Kostiumy i sceneria żywcem jak z płócien Toulouse-Lautreca. Czy to pomaga sztuce. Dla mnie tak! Muzyka i tekst jest spójny z koncepcją sceniczną, kostiumami, scenografią. Całość robi robotę. A gdy w mansardzie umiera Mimi w objęciach zrozpaczonego Rudolfa… Byłam skłonna uwierzyć Adamowi Sobierajskiemu, że naprawdę cierpi… I mojemu siostrzeńcowi też że to najsmutniejsza opera w której śpiewał…