Miesiąc: sierpień 2024 (Page 8 of 58)

Niemcy – Akwizgran

Początki miasta są celtyckie ale Akwizgran najbardziej znany jest z powodu Karola Wielkiego, a właściwie jego decyzji przeniesienia tu stolicy. Niebawem powstał w Akwizgranie pałac i katedra ze słynną kaplica, w której zdeponowane zostały dziesiątki relikwii. Kaplica znana i z tradycjami. Ponad trzydziestu władców niemieckich przyjmowało tu na skronie koronę i tym samym władze. Nie mniej znany Akwizgran z synodów. Postanowieniem jednego z nich wprowadzono zwyczaj picia wina lub piwa w klasztorach 🙂 (szczegóły typy nadawanie reguł zakonnych są mniejszej wagi… 😉 ). Z Akwizgranem wiązać należy także obowiązującą w katolicyzmie formułę Filioque „Duch Święty od Ojca i Syna pochodzi”.

Z czasem miasto traci na znaczeniu a po wielkim pożarze w XVII wieku – generalnie miało problem z podniesieniem się. Jednak pojawił się nowy pomysł na zaistnienie. Akwizgran jako miasto rozrywki 🙂 . Miejsca rozrywek wszelakich i uciech! Z tego – zaczęło słynąć aż do XIX wieku.

Najsłynniejszą obecnie atrakcją turystyczną miasta jest co oczywiste katedra z zachowaną karolińską kaplicą. W kolejnych wiekach kolejne przebudowy i w rezultacie mamy tu zarówno fragmenty romańskie jak i gotyckie. W środku nawiedzić można doczesne szczątki Karola Wielkiego. Ale przechowywane są też słynne relikwie Marii, Jezusa i Jana Chrzciciela. To powód, dla którego od wieków średnich Akwizgran nawiedzały tłumy pielgrzymów. Zobaczyć można też słynny tron podobno Karola ale raczej Ottona jak uczeni głoszą, i świecznik Barbarossy symboliką Niebiańskiej Jerozolimy zdobiony, i relikwiarz Karola Wielkiego, i Relikwiarz Najświętszej Marii Panny, i muzeum ciekawe, kuszące wielce zwłaszcza miłośników rzemiosła artystycznego, i… generalnie warto Akwizgran zobaczyć bo łady 🙂.

Niemcy – Blankenheim

Miasto wzniesione na źródle rzeki… Prawdę mówiąc par excellence na źródle rzeki Ahr, które wypływa spod jednej z kamieniczek w samym środku miasta! Blankenheim znane jest od czasów rzymskich (ślady – a dokładnie villa rustica – pozostały…) jako miejsce ważne na szlakach gł. handlowych. Z czasem zyskał miano miejscowości uzdrowiskowej. W wiekach średnich wzniesiono tu zamek. Tutaj rezydował jeden z bardziej znaczących i wpływowych rodów na tych terenach. Podobno przechowywali jeden z większych skarbów – ok. 500 relikwii! Do dziś posiadłość góruje nad miastem. A w samym mieście – dwa kościoły (katolicki i ewangelicki), sporo pięknych kamieniczek, zaułków… A wokół winnice. Właściwie obecnie to takie senne, urokliwe miasteczko gdzie czas płynie powoli… i chyba czasem prawie zatrzymuje się by posłuchać szmeru źródła Ahr…

Niemcy – Bonn

Przez Niemcy zwykle przejeżdża się szybko, zmierzając do Francji, Hiszpanii lub jeszcze dalej. Szkoda, bo perełek u naszych zachodnich sąsiadów sporo. Kolonia i Bonn dwa blisko siebie położone miasta. Tam warto się zatrzymać choć chwilę.

W Bonn wiele cudnych miejsc: Zamek Poppelsdorf , Poppelsdorfer Allee, XI- wieczna Katedra Świętych Kasjusza, Florencjusza i Marcina (tutaj odbyły się dwie koronację – antykrólów), Ratusz i Uniwersytet (to przecież uniwersyteckie miasto!), ale właściwie odwiedza się to miasto z jednego powodu – urodził się tutaj jeden z największych kompozytorów wszechczasów – Ludwig van Beethoven. Ok 1000 rękopisów, ponad 150 eksponatów, a czasem i koncert można zacny posłuchać… W Bonn działa zresztą zupełnie miłe muzeum biograficzne Mistrza. Nie są to może Himalaje sztuki wystawienniczej ale myślę, że warte odwiedzenie, zwłaszcza jeśli ktoś kocha muzykę. No bo jak Beethovena nie kochać!

Niemcy – Kolonia

Kolonię założyła Agrypina Młodsza, żona cesarza Klaudiusza. To miasto na wskroś przesiąknięte kulturą chrześcijańską. Już w IV wieku założono tu biskupstwo. W średniowieczu w Kolonii było ok. 150 kościołów. Wiem, dla rodowitej krakowianki to żaden wielki rekord, 😉 ale jednak warto o tym pamiętać bo sporo świątyń przetrwało do dziś. Najważniejszym kościołem Kolonii jest gotycka katedra (najwyższa w Niemczech). Jej wznoszenie rozpoczęto w 1248 roku ale skończono pod koniec XIX wieku – wiec z tym gotykiem to hmm… Tak czy tak jednak imponująca. W jej wnętrzu skrywany jest niecodzienny skarb – relikwie Trzech Króli. Cenny i ze względu na same relikwie i z powodu oprawy – arcydzieła sztuki złotniczej.

Spacer szlakiem romańskich kościołów Kolonii (a jest ich relatywnie sporo) jest niemałą gratką dla miłośników tej epoki. Kościół Matki Bożej Patronki Żeglarzy, NMP na Kapitolu, św. Jerzego, św. Pantaleona, św. Cecylii itd. itd. A wchodząc do każdego z nich przenosi się człowiek w czasy zamierzchłych wieków średnich. Czuć prawie zapach kadzideł i słychać sączące się jakby przez zasłonę czasu, gregoriańskie chorały…

Niemcy – Lipsk

Lubię Lipsk. Może dlatego, że jestem rodowitą krakowianką, a w obydwu miastach życie płynie jakby nieco wolniej… Tu nie wypada się spieszyć! Obydwa miasta przeżyły też II wojnę światową w zupełnie niezłej (biorąc jako odniesienie zniszczenia każdego z krajów z osobna) kondycji. Dlatego historię tu po prostu czuć wszystkimi zmysłami!

Sporo w Lipsku atrakcji różnej proweniencji – jedną z nich jest kościół św. Tomasza. Świątynia ze średniowieczną metryczką. Sporo tu się działo: pierwsze dysputy Marcina Lutra z Janem Mayerem von Eckiem; rozbrzmiewała muzyka Bacha w wykonaniu autora, grywał też sam Mozart… Zresztą generalnie wszystkie organy z kościoła św. Tomasza słynne są wielce, niezależnie od tego kto na nich grywał. 😁 Mnie bardziej jednak podoba się kościół św. Mikołaja (miejsce debiutu lipskiego J.S. Bacha). Kościół też ma metryczkę średniowieczną ale przebudowany solidnie w okresie klasycyzmu. „Wyrosły” tu wówczas fantastyczne kolumny z palmowymi kapitelami – taki bajkowy trochę las…

Najbardziej znanym obywatelem Lipska jest oczywiście Bach (zaznaczam, że Bachów kompozytorów żyło w mieście trzech. Tu mowa o Janie Sebastianie – największym z nich 😃 ). Właśnie w Lipsku skomponował najsłynniejsze oratoria, msze i kantaty. Do dzisiaj słynie na cały świat, działający przy kościele św. Tomasza – Thomanerchor (chór chłopięcy), który niegdyś prowadził niemal przez 30 lat sam Mistrz! Zresztą w ogóle Lipsk ma jakiś dobry klimat dla muzyków. Przecież urodził się tu też Frost i Wagner, a pracował Mendelssohn-Bartholdy…

W Lipsku studiował Goethe. Choć nie to najciekawsze… Bywał on w piwnicach dr. Heinricha Stromer von Auerbacha. Ów XVI wieczny lekarz i filozof, raczył swoich studentów winem własnej roboty. Założył z czasem wykwintną i taką z prawdziwego zdarzenia winiarnię (obecnie Auerbachs Keller winiarnia i restauracja w jednym – to jeden z ważniejszych symboli miasta). Bywał tu Goethe i raczył się jak wszyscy. Tak mu się jednak Auerbachs Keller spodobało, że właśnie w owych piwnicznych wnętrzach osadził swoją opowieść o legendarnym Fauście.

Fajny jest Lipsk… wino, muzyka i …. trochę magii. 😉

Niemcy – Trewir

Po Trewirze łaziłam przed wielu laty, oprowadzana przez miłego starszego pana, którego przodkowie sporo w mieście ufundowali przed wiekami… Fajnie się słuchało opowieści o wujach i pradziadach; i że ten to tu leży, a tamten to to ufundował… No fajne odkurzane historyjki rodzinne. Trewir jest jednym z najstarszych miast w Niemczech więc i czasu mieli przodkowie mojego „przewodnika” by sobie pofundować co nieco to tu, to tam. Miasto znane od czasów rzymskich (do dzisiaj można bazylikę rzymską, Porta Nigra lub pozostałości term na przykład zobaczyć). Już w III wieku było tutaj biskupstwo. Pewnie dlatego takie mnóstwo w mieście kościołów z wszelkich możliwych epok. A i znanych – no i mniej lub bardziej autentycznych – relikwii nagromadzenie duże (np. Św. Szata, ząb św. Piotra, sandał św. Andrzeja itd. itp. …). Najbardziej dostojne miejsce z zabytków sakralnych to chyba Trierer Dom St. Peter o ile wiem najstarsza świątynia w biskupstwie oraz wczesno gotycka Liebfrauenkirche. Obydwie architektonicznie robią robotę… Monumentalne mury, piękne portale, fasady zdobne rzeźbami, światło nieśmiało zagląda do wnętrza jakby onieśmielone miejscem – cudnie, dostojnie, sacrum sztuki czuć. Ale barokowy St. Paulin – też robi wrażenie! Takie z serii WOW! Barok generalnie takie miał założenie ale nie zawsze wychodziło. Tu wyszło!!! Freski Schefflera powalają na kolana.

No i place, rynki, kamieniczki, fontanny, winiarnie… Kuchnię niemiecką lubię tak sobie, ale tam nawet można coś znaleźć co komponowałoby się nienajgorszej z lokalnym winem. 😉

Portugalia – Braga

„Lizbona się bawi, Coimbra studiuje, Braga się modli, a Porto pracuje”. Hmmm…. Braga to jedno z najstarszych miast w Portugalii i jedno z najstarszych miast chrześcijańskich. Nie wiem – pewnie stąd taka opinia. Do miasta (a przynajmniej do jego historycznej części) prowadzi XVIII wieczna Arco da Porta Nova. Potem tkwiącą w wiekach średnich ulicą Dom Diogo de Sousa można już dać się porwać klimatowi miasta. A wokół…. kościoły! 🙂 😎 🤔 Jest ich w mieście chyba około trzydziestu. To znaczy na mnie jako rodowitej krakowiance, wrażenia to jakoś mocnego nie robi – w Krakowie mamy około 150 świątyń… Ale faktycznie Braga kościołami stoi! Na przykład Katedry Se. Diecezja w Bradze ustanowiona została bodaj w III wieku, katedra jakieś dziewięć wieków późniejsza (różnie się ją datuje, założenie diecezji zresztą też…). Warto też zerknąć (jeśli ktoś sztukę sakralną upodobał) na przykład do Igreja do Carmo lub Misericórdia albo kościoła św. Magdaleny z Falperra. Ale jest też sporo ogrodów (zupełnie niedaleko też Narodowy Park Peneda Gerês), termy rzymskie, pałace, a nawet resztki zamku. Troszkę sennie ale przemiło. No i mocno barkowo! Ten barok w portugalskiej wersji kapie tu z każdego wypustu i zerka z każdego zakamarka. Takie niewielkie ociekające złotem miasto do zgubienia się w bocznych uliczkach. 😎 A! Kulinarnie – wymiata! Caldo Verde, Papas de Sarrabulho i dorsza – nigdzie lepszych nie jadłam!

Portugalia – Coimbra

„Lizbona się bawi, Coimbra studiuje, Braga się modli, a Porto pracuje”. Nie wiem… w każdym z tym miast dane było mi być i… no nie wiem… Ale w Coimbrze faktycznie „duch studiowania” się unosi… no w każdej niemal kawiarence, winiarni… dysputy naukowe kwitną! 😉 Swoją drogą, ostatnio sporo myślę o idei uczelni, studiów i takich tam. Coimbra dobrze wpisuje się w moje przemyślenia… Tu przecież jest najstarszy w Portugalii uniwersytet założony w 1290 roku. Co prawda miasto leciwe, pierwsza stolica państwa, ważny węzeł handlowy od czasów Maurów itd. itd. Ale faktycznie miasto głównie żyje w cieniu uniwersytetu. Właściwie to dość dosłownie. Przez bramę Arco de Almedina a potem schodami Quebra-Costas wchodzi się do tejże „fortecy nauki”. Uniwersytet wzniesiony jest na wzgórzu. A u jego stóp – miasto… z zaułkami, placykami, wąskimi uliczkami i równie wąskimi kamieniczkami. 😆 Oczywiście jak to w historycznych miastach Portugalii – mnóstwo tu także cudownych architektonicznie i artystycznie kościołów i klasztorów (np. Se Velha, Santa Clara-a-Nova, Santa Clara-a-velha czy Se Nova). Ale nastrój miasta kusi głownie by przycupnąć gdzieś w milutkim miejscu z książką i filiżanką aromatycznej kawy… i po prostu rozkoszując się chwilą zatopić się kartach… no… 🙂

Portugalia – Evora

Celtycka Evora to jedno z miast Portugalii, które trzeba zobaczyć! Miasto przechodziło z rąk do rąk. A to Rzymianie, a to Wizygoci, Maurowie, Portugalczycy, Hiszpanie… I właściwie z każdego z tych okresów coś w mieście zostało. Na przykład śladem rzymskim jest świątynia (prawdopodobnie Diany lub Jowisza a może Augusta? Hipotez kilka). To najlepiej zachowana budowla rzymska w Portugalii.

Dzisiaj Evora nie jest najbardziej znanym ani obleganym przez turystów miastem Portugalii. A szkoda, bo można tu zagubić się w pomauretańskich wąskich uliczkach z pobielonymi domami, którymi snuć się można niczym w labiryncie, w którym co jakiś czas w nagrodę napotyka się na przykład jakiś kościół warty zobaczenia.

Po pierwsze romańsko gotycka (z elementami baroku) katedra – Basílica Sé Catedral de Nossa Senhora da Assunção, w której przed pierwszą wyprawą do Indii sam Vasco da Gama przyniósł do poświęcenia bandery, które powiewały w trakcie wyprawy na statkach jego floty. Koniecznie wejść należy do Igreja de São Francisco. Kościół monumentalny, kapiący złotem wystrój itd. itd. ale to co najciekawsze to kaplica kości. Całe ściany, filary sklepienia pokryte są mozaikowo ułożonymi kośćmi i czaszkami zmarłych zakonników oraz szczątkami przeniesionymi tu z okolicznych cmentarzy. Kości ponad 5 tys. osób złożyły się na ten swoisty „wystrój”! Warto zaglądnąć też do Igreja de São João. Całe wnętrze pokryte zostało błękitno białymi płytkami azulejo, na których widać ceny z życia Wawrzyńca Justyniana – arcybiskupa Wenecji. Podobny wystrój posiada Igreja da Misericórdia. Tyle, że tutaj oprócz scen figuralnych jest także cykl prześlicznych emblematów. To taki rebus, miks obrazu i słowa, który prowokuje do pomyślenia i odkrycia zagadki jaką skrywa…

Portugalia – Nazare

Jeśli ktoś preferuje umiarkowane upały i przyjemny powiew świeżej bryzy od morza to Portugalia jest jak szyta na miarę.

Jedna z nadmorskich miejscowości, gdzie plaże piaszczyste, morze kuszące błękitem i fale wprost dla surferów stworzone to Nazare. A i kultura rybacka uchowała się tu jakoś. Bez trudu można kupić świeże ryby lub owoce morza prosto z kutra, bez trudu można zobaczyć rybaków zajętych pracą a ubranych w tradycyjne stroje. Tak trochę się czas zatrzymał.

Nazwa miasteczka bardziej kojarzy się z Ziemią Święto niż Portugalią i… właściwie słusznie. Podobno w IV wieku pewien mnich przyniósł prosto z Nazaretu posążek Maryi i przekazał go do klasztoru w Meridzie. Do niewielkiej miejscowości Pederneira figurka trafiła cztery wieki później za sprawą pewnego mnicha, który zdecydował się nieopodal miejscowości pędzić żywot pustelnika. Dzięki cudownym wydarzeniom (między innymi ocaleniu życia w czasie polowania rycerzowi Dom Fuas Roupinho – dzisiaj w tym miejscu jest małą kapliczka bo figurka Madonny przeniesiona do wielkiej świątyni została) figurkę zaczęto darzyć szczególnym kultem. Zaczęli przybywać pątnicy, by wymodlić cud… Zaczęli pojawiać się donatorzy wznosząc coraz to okazalsze świątynie dla Madonny… Kult i sława cudownej figurki była na tyle mocna, że dawną nazwę miejscowości – Pederneira, zmieniono na Nazare. Obecny kościół to barokowa budowla ozdobiona we wnętrzu nie tylko złoceniami i stiukami ale także tak charakterystycznymi dla tego rejonu płytkami azulejo. W świątyni uwagę przykuwa sporo wotywnych ofiar – to odlane w wosku różne części ciał. Nie przywykliśmy do takiego widoku. W kościołach polskich wota to zwykle złote lub srebrne serca. W sumie, serce to też część ciała! Kiedyś ofiary z wosku odlewanego w kształty niedomagającego organu w Polsce też była praktykowana. Teraz to rzadkość. A w Nazare nadal praktykowany zwyczaj podsycany pobożnością.

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑