A wiecie, że w Krakowie to mamy dwa biskupstwa? Kiedyś wieś podkrakowska, obecnie dzielnica Krakowa – Tyniec. Właściwie słynie głównie z opactwa benedyktynów, którzy w XI wieku postanowili sobie tutaj właśnie zamieszkać. I choć historia Tyńca znacznie wcześniejszych czasów sięga to od momentu osiedlenia się tu mnichów – Tyniec cokolwiek słynny się zrobił. Burzliwe dzieje opactwo przechodziło. Teren trudny, przygraniczny, a i do Krakowa blisko było… No na linii strzału się benedyktyni osiedlili… Co nie przeszkadzało im pędzić życie religijne, kulturowe, naukowe… A i gospodarcze nienajgorsze, bo w XV wieku byli jednym z najbogatszych opactw na ziemiach polskich. Świątynia opactwa (barokowa, choć ślady wcześniejszych się zachowały) dedykowana jest św. Piotrowi i Pawłowi – stąd herb benedyktynów tynieckich na tarczy w polu czerwonym, dwa klucze w krzyż i miecz (atrybuty hagiograficzne tych dwóch świętych). XIX wiek dla benedyktynów okazał się dość trudny. Powrócili do Tyńca dopiero w 1939 roku – po 123 latach… Teraz – kwitnie! Prowadzone prace konserwatorskie przywracają coraz pełniej niekwestionowany blask tego miejsca.
No a co z tym biskupstwem? Ano w XIX wieku opactwo zostało zlikwidowane decyzją władz austriackich a w zabudowaniach osadzono biskupa, erygując tym samym biskupstwo Tynieckie, potem do Tarnowa przeniesione. Ale fakt jest! W granicach współczesnego Krakowa – mieliśmy dwa biskupstwa i to oba katolickie.
Z innych opowiastek? Ano w Tyńcu robiono słynne magierki – czapki, w których chętnie chodzili krakowiacy z obu stron Wisły. To taką właśnie czapkę przywdział sam Kościuszko, choć w ikonografii często w rogatywce jest przedstawiany. To magierką w gospodzie, w chłodny dzień ogrzewał swoje stopy jak skarpetą – wzbudzając tym samym niepochamowane oburzenie widzących ten zabieg, podkrakowskich chłopów! Sienkiewiczowa gospoda „Pod lutym turem” – tutaj właśnie była, a i Kraszewski tyniecki anturaż sobie zaordynował w „Braciach Zmartwychwstańcach”. No i nie zapominajmy o dość skomplikowanej i przewrotnej historii miłosnej Walgierza i zmiennej w upodobaniach Helgundy.
U stóp opactwa Brama Tyniecka – czyli przełom Wisły i przystań wodna. Nie tylko łódki i kajaki różnorakie tu się zatrzymują. Upodobało sobie zaciszny brzeg tyniecki ptactwo wszelakiej maści. Cudnie się wdzięczy w reflektorze zachodzącego słońca. Teatr panie… teatr…
A! W Tyńcu Wielkanoc jest przez okrągły rok Takie wzgórze mają… W sumie żadna sensacja, że akurat tam w tym roku pierwsze bazie znalazłam
A wiecie, że w Krakowie mamy „Koronę szczytów”? No ok ok… Te szczyty, to kopce w liczbie cztery i pół – ale zawsze to jakieś wzniesienia…
Najstarszy to Kopiec Kraka. Tylko 16 – metrowy ale na wzgórzu Lasoty – wiec wrażenie robi Długosz (Kadłubek też) uważał, że pochowany tam jest Krak – założyciel Krakowa, smokobójca i ojciec Wandy oraz Libuszy. Podobno lud Krakowa sypiąc go przynosił ziemię w rękawach (dlaczego akurat tak – nie pojmę…) stąd do dzisiaj obchodzone tam święto Rękawki. Tak naprawdę nazwa święta raczej od słowa raka – czyli grób, pochodzi. Sam kopiec to solidna konstrukcja jednak. Słup a wokół niego wyplatane przegrody z ubitą ziemią. Więc raczej żaden spontan a przemyślan koncepcja i wykonanie. Na temat tego – co to właściwie jest? – teorii co najmniej kilka. Bo to jedni uważają, że grobowiec jakiś celtycki inni że tak pomiędzy VII a X wiekiem po prostu usypany, jeszcze inni widzą w nim nordyckie lub scytyjskie pochodzenie. Badania archeologiczne dały sporo znalezisk (np. kultury łużyckiej), z czego większość pewnie przywleczonych z glebą w trakcie sypania… Samego Kraka – nie znaleźli. Znaleźli za to korzenie kilkusetletniego dębu – ściętego co ważne. Podobno było to miejsce kultu przedchrześcijańskiego. Ładnie tu. Widok prima sort. Azymut z kopcem Wandy fajny – tak na wschód i zachód słońca. No i świadomość tego dębu… No nie dziwię się, że od jakiegoś czasu tu właśnie zbierają się ludzie obchodzący w sposób tradycyjny Kupalnockę…
Kopiec Wandy ciut niższy bo ma 14 metrów. Wzniesiony był na terenie wsi kiedyś zwanej „Święta Mogiła” co sporo tłumaczy… chyba… To też miał być grobowiec. I to skoligaconych bo Wanda to wspomniana córka Kraka. Kopiec usypany został prawdopodobnie w VII/VIII wieku. Pochodzenie – jak wyżej, nieznane. Hipotez – wiele. To też mają wspólne. Taka tradycja rodzinna widać… Kopiec według legendy miał być usypany w miejscu, w którym znaleziono zwłoki Wandy po tym jak się do Wisły rzuciła, by niechcianego małżeństwa uniknąć. Choć może tu też było jakieś miejsce kultu. A może jakieś cele astronomiczno-astrologiczne? Te zachody i wschody i azymut dwu kopców chyba nie są tak do końca i zupełnie przypadkowe. Kto wie… Widok stąd mniej porywający ale za to na samym czubku kopca stoi orzeł projektu Jana Matejki.
Tak by chronologię zachować – był w Krakowie też kopiec Estery usypany w XIV wieku dla ukochanej Kazimierza Wielkiego. Ale się nie zachował.
Najbardziej znany z kopców krakowskich jest Kopiec Kościuszki. Około 35 metrów! Jest gdzie się wspiąć! Zaczęto go budować w 1820 roku. I szybko się uwinęli, bo w trzy lata. Kopiec upamiętniał powstanie kościuszkowskie – dlatego i też odrobinę ziemi z pól bitewnych (Racławice, Maciejowice i Dubienka) przywiezione. Idea wzniesienia go pojawiła się na fali kultywowania pamięci, wręcz kultu bohaterów narodowych. A że Kościuszko – szyty na miarę na taką okoliczność to i kopiec dostał. Potem Austriacy wznieśli dookoła fortyfikacje i całość zrobiła się monumentalna i mocno przyciągająca dzisiaj turystów. Nie tylko dlatego, że pejzaż stąd cudny ale i kompleks interesujący. A jak jeszcze iluminacje się trafią – to cudny i z dołu i z góry oglądany.
Kopiec Piłsudskiego (tak naprawdę Niepodległości ale my go w Krakowie znany jako kopiec Piłsudskiego) jest największy. Ponad 35 m. No ok ciut ciut ale jednak pobił w wysokości Kopiec Kościuszki. Usypany w latach 1934–1937, z powodu i na okoliczność – no jak sama nazwa wskazuje. Tu dla odmiany ziemia z pól bitewnych I wojny. Znowu tradycyjnie (oj lubimy w Krakowie tradycje, lubimy…) W czasie II wojny Frank wydał rozkaz zniszczenia kopca. Nie wykonano rozkazu – kopiec przetrwał… Po II Światowej tak nam się ustrój poukładał, że kopiec pod takim imieniem nie miał racji bytu i musiał być programowo dewastowany przez władze. Ale i to przetrwał… Teraz odnowiony, z zagospodarowaną fajnie przestrzenią tak w duchu historycznej pamięci walk. Pięknie oko cieszy i fajny cel spacerów.
No i najnowsza produkcja. Kopiec (kopczyk właściwie…) Jana Pawła II. No rozmachu nie ma, nie ma… Raptem jakieś 7 metrów. Tak dla zauważenia go z dala na szczycie krzyż. Nie wiem czy nie wyższy niż sam kopiec, a na pewno takie wrażenie robi. Ja nawet nie wiem czy od początku to wzniesienie na posesji Zmartwychwstańców było dedykowane jako kopiec JPII, czy to jakoś wtórnie wyszło. Ale poświęcony w 1997 został i upamiętniać miał nawet nie samego papieża co jako pamiątka IV pielgrzymki do Polski robił.
Wszystkie cztery duże kopce – fajnie zadbane, z przemyślanym otoczeniem. Wanda – najmniej uczęszczana, może dlatego że blisko kombinatu jednak. Widokowo też najsłabiej. Do Piłsudskiego trzeba leźć i leźć bo w środku lasu. On jest z takim klimatem narodowym wokół. Pewnie przez te dęby pamięci i samą nazwę przecież też. Największą infrastrukturę otoczenia ma Kościuszko. Ładnie ale jakby to powiedzieć żeby tylko trochę obrazić… Marketingowo tak jakoś… Ale ok – takie miejsca też potrzebne.
Dla mnie numerem jeden jest Krakus! Kopiec jak kopiec ale anturaż wokół… CUDNY!!! Najpiękniejszy widok z niego na Kraków. A dokoła – kamienie bielą się w trawie, czasem w sposób przemyślany jakiś poukładane jakby ślady czasów zaprzeszłych wyglądały z ziemi… Aż kusi by zrobić tu jakiś miły „biwak” z grillem w towarzystwie spoglądającego z góry księżyca i gwiazd odbijających się w oknach krakowskich kamienic.
A wiecie, że w Krakowie to mamy taki Krucyfiks, który do fryzjera chadzał? To znaczy obecnie w Krakowie… Bo cystersi osiedlili się w 1222 w podkrakowskiej wsi Mogiła, która dopiero wiele, wiele wieków później do Krakowa została włączona. W sumie osiedlenie zgodne z preferencjami zakonu, w którym nowe fundacje preferowało się zakładać na wsiach. Nie bez przyczyny Mogiła szybko stała się miejscem pielgrzymek. W bazylice znalazła swoje miejsce nie tylko cudami słynąca figura Ukrzyżowanego. W opactwie (co nie dziwi przy tak wielowiekowej historii miejsca) jest też sporo relikwii. Między innymi, nie potwierdzone chyba, relikwie Drzewa Krzyża. Obecna bazylika odbudowana została barokowo po pożarze na początku XVIII wieku ale metryczkę świątynia posiada XIII wieczną. W absydzie – XV wieczny poliptyk z figurą Matki Bożej z Dzieciątkiem w części głównej. Można tu także zobaczyć prace Samostrzelnika, można posłuchać zupełnie niczego sobie, 36- głosowych organów kościelnych…
Dla cystersów, generalnie ważne miejsce zajmuje kultura agrarna. Ci mogilscy nieźle gospodarowali. Wprowadzali nowinki ze świata dla podniesienia wydajności upraw, osuszali ziemie dając im rolny charakter, wypasali bydło itd. itd. Były też ogrody warzywne, oranżeria, stawy a nawet młyn, folusz i huta miedzi! Teraz już jakichś ogromnych włości, upraw czy hodowli nie posiadają ale ogród – jest! I to zupełnie ładny. Część zmieniono na plac ale bliżej klasztoru – zielnik. Potem szpaler cudownie szumiących starych drzew a za nimi szklarnie i warzywniak. Gdzieś na grządkach (nie widziałam ale na słowo wierzę ) rośnie proso jerozolimskie, z którego mnisi różańce robią. Taka atrakcja!
A co z tym Krucyfiksem? Ano jest w kościele mogilskim kaplica gdzie w ołtarzu – figura Ukrzyżowanego, która posiada naturalne włosy (peruka i perizonium od XV wieku zakrywa ślady nadpalenia po jednym z pożarów kościoła). Figura słynęła cudami od XIII wieku. Była miejscem pielgrzymek, do którego przybywali nawet monarchowie. A legendy? Jest ich całe mnóstwo. Między innymi podobno widok Jezusa miał dwukrotnie odstraszyć atakujących i chcących ograbić opactwo Tatarów. Inna legenda głosi, że figura potrząsnęła głową zrzucając hełm, gdy dla żartu jeden z żołnierzy ją tak właśnie „udekorował”. Ale najbardziej znana w Krakowie jest ta legenda z włosami, które miały odrastać. Lud pobożny zabierał podobno obcięte włosy jak relikwie, które cuda uleczeń miały dokonywać. I tak było, aż do momentu gdy jakaś mieszczka chciał w ten sposób uleczyć swojego pupila – psiaka… Według innej wersji, włosy peruki zaczęły rosnąć ale nie były obcinane. O kosmyk ich poprosiła w chorobie Bona. Jeden z zakonników odważył się kosmyk uciąć. Królowa wyzdrowiałą ale włosy przestały rosnąć. Tak czy tak, fryzjer chyba na razie nie jest potrzebny, bo nie widać by teraz włosy miały być dłuższe niż przed wiekami…
A wiecie, że w Krakowie jest ponad siedemdziesiąt parków, lasków i ogrodów? A jeśli dodamy do tego wirydarze i ogrody klasztorne oraz ukwiecone ogrodowo kwadraty w zabudowie Krakowa (tego historycznego; Krakowa, Podgórza, Kazimierza itd. itd.) To zapewne liczba się podwoi lub potroi. Wiem, środek lata to nie jest dobry czas na zdjęcia parków. Monochromatyczna zieleń, trudno znaleźć pazur, albo choć jakiś akcent barwny… Ale za to w środku lata (zwłaszcza upalnego!!!) są to cudowne miejsca wytchnienia i relaksu!!
Jedno z większych krakowskich założeń parkowych to Planty. Założone zostały w latach 20-tych XIX wieku w miejscu fosy i murów obronnych Krakowa. Teren po wyburzeniu fortyfikacji był jednym wielkim wysypiskiem. Pomysł splantowania (stąd nazwa) i zaordynowania w tym miejscu Plan okazał się cudownym. Zwłaszcza, że miejsce okazało się wyborną lokalizacją dla pomników. A my w Krakowie pomniki kochamy!! Skoro o pomnikach mowa – w parku Jordana też jest ich sporo. Obecnie ponad pięćdziesiąt. Inicjatorem założenia parkowego był dr Henryk Jordan, zaś sam park powstał w 1889 roku. Tuż po otwarciu, przy bramie, w mleczarni Eweliny Dobrzyńskiej, odwiedzającym park – serwowano kubek mleka. I zdrowo i pożywnie Nieopodal pawilon gimnastyczny… Wyróżniający się w ćwiczeniach dostawali od dr. Jordana książeczki oszczędnościowe z wkładem 5 guldenów! Tuż obok jest park–łąka, czyli krakowskie Błonia. Pierwsze wzmianki o tej łące pochodzą z XII wieku (Jaksa z Miechowa darował ów teren bożogrobcom). Przez wieki – na Błoniach zawsze coś się działo ważnego, to powitanie jakiegoś poselstwa, to defilada wojskowa, albo msza papieska… Do niedawna na błoniach, wypasano z nadania królewskiego, bydło! Tak tradycja Są jeszcze Skałki Twarowskiego, gdzie Mistrz prowadził czarnoksięską szkołę i Skałki Panieńskie, gdzie norbertanki schroniły się przed Tatarami, i park Grechuty, i Bednarskiego w Podgórzu, no i Decjusza z połowy XX wieku. Listę ogrodów rozpocząć należy oczywiście od Botanicznego ale ogrody klasztorne w Krakowie zakładane były (i przetrwały do dzisiaj !) od wieków średnich. Wspomniany Ogród Botaniczny powstał w XVIII wieku dla Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jest chyba najstarszym tego typu w Polsce. Kilka lat temu byłam w Ogrodzie Botanicznym na koncercie i wystawie. Koncert – OK, choć bez szału. Potem artysta plastyk wystąpił mówiąc długo i z zaangażowaniem o swoim geniuszu. A potem zobaczyliśmy dzieło. Pomalowane w kolorach ostrych żółcieni kawałki styropianu pływały po sadzawce…
Niezależnie od preferencji artystycznych, parków i ogrodów ci u nas dostatek! Jest gdzie połazić – jak wola – albo w towarzystwie tłumów spacerowiczów, albo w towarzystwie własnych myśli…
A wiecie, że w Krakowie smoki z całego świata co roku zlatują na imprezowy weekend? W czerwcu, już kolejny raz Teatr Groteska organizuje Wielką Paradę Smoków. Przecież Kraków to smocze miasto jak nic! W 2000 roku do Krakowa zaprosił smoki z całego świata dyrektor teatru Groteska – Adolf Weltschek. I tak rokrocznie (z przerwą, którą zaraza wymusiła) gady do Krakowa się zlatują wpaść na kawę do Wawelskiego. W sobotę głównym wydarzeniem jest spektakl światło-muzyka. W zakolu Wisły u stóp Wawelu, smoki brykają i na wodzie i na lądzie i w powietrzu. W sumie kto smokom smoczyć zabroni! A w niedzielę spod Wawelu (właściwie u wylotu Grodzkiej) rusza parada smocza na Rynek. Gwarnie, tanecznie, muzycznie, kolorowo, smoczo! Bo smoki fajne są… A ten wawelski miły dodatkowo – zaprasza kolegów i krewniaków do Krakowa. A co…
Żałoba narodowa może wydawać się bardziej odległą niż osobiste doświadczenie śmierci bliskiej osoby. Często jednak jej przeżywanie wykracza poza administracyjne ramy oddania szacunku. W programie badacze kultury zastanawiają się, jak silny rys żałoby narodowe pozostawiają w pamięci zbiorowej
Program prowadzi dr Paweł Nowakowski,
udział wzięli dr hab. Lucyny Rotter prof. UPJPII oraz dr hab. Leszkiem Zinkow prof. PAN
Jednym z przekazów wpisujących się w kod kulturowy, są znaki określające tożsamość narodową lub etniczną. Większość narodów, na przestrzeni wieków wykształciła taki system symboli. Nie inaczej jest w przypadku tych wchodzących w skład Grupy Wyszehradzkiej. Kultura i tradycja krajów V4, na równi z historią polityczna i przemianami społecznymi, ukształtowały swoisty kod mniej lub bardziej wzajemnie zrozumiały przez narody wchodzące w skład Grupy Wyszehradzkiej. W obliczu współczesnego poszukiwania tożsamości europejskiej, ale i tożsamości narodowych, zasadne wydaje się podejmowanie prób odkrywania na nowo symboli, znaków oraz owego kodu. A może raczej uczenia się – trochę na nowo – tego języka. Rozumienie i zrozumienie – wymaga rozmowy, rozmowa – wymaga znajomości języka. Czasem tym językiem są otaczające nas symbole i znaki wpisane przez wieki w pejzaż…
Realizacja
Dariusz Pawelec
Scenariusz i prowadzenie
Lucyna Rotter
Współpraca
czyta Krzysztof Gadacz; dźwięk Piotr Grymek, Piotr Pelechacz; kierownik produkcji Agnieszka Korta-Żak; oraz Ivan Mosny, Dariusz Posłuszny, Szymon Próchnicki, Adam Sypka, Jakub Wiśniewski, Jakub Wójtowicz
premiera na TVP Historia 15.02.2022
.
Produkcja współfinansowana z programu „Semiologiczny, historyczny i kulturowy aspekt tożsamości narodowej na przykładzie krajów Grupy Wyszehradzkiej. Próba znalezienia jedności w różnorodności.” w ramach konkursu „Dialog” Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego za lata 2018- 2020
.
W ramach podsumowania grantu: Premiera filmu „Ślady tożsamości” oraz prezentacja książki „The European Crucible of Diversities” red. Cecylia Kuta. Józef Marecki. 10 kwietnia 2021
streaming:
A w całym grancie działo się tak:
Grant realizowany w ramach konkursu MNiSW DIALOG 0245/2018.
GRANT REALIZOWANY PRZEZ:
Katedra Krajobrazu i Dziedzictwa Kulturowego, WHiDK, UPJP II w Krakowie, Polska
PARTNERZY: Univerzita P. J. Šafárika w Koszycach, Słowacja
Univerzita Karlova Katolická teologická fakulta, Czechy
Gál Ferenc Főiskola, Szeged, Węgry
WYKONAWCY GRANTU
dr hab. Lucyna Rotter prof. UPJPII – kierownik
prof. dr hab. Józef Marecki
doc. RNDr. ThLic. Karel Sládek, Ph.D., MBA
doc. ThDr. Peter Borza, PhD.
dr hab. Dariusz Pawelec prof. UŚ
dr Cecylia Kuta
dr Andrzej Giza
dr Endre Hamvas
dr Rafał Opulski
mgr Magdalena Ficoń
Przedłożony projekt wpisuje się w działania, których celem jest znalezienie elementów wspólnych między państwami Grupy Wyszehradzkiej (Polska, Czechy, Słowacja i Węgry). Do tej pory, w dyskusjach na temat Grupy Wyszehradzkiej zbyt rzadko podkreślano to, co łączyło te kraje w przeszłości i łączy nadal, skupiając się na odrębnych interesach każdego z państw Grupy. Projekt ma charakter innowacyjny i interdyscyplinarny, obejmuje przy tym szerokie spektrum ujęć i narzędzi badawczych. Zaletą proponowanego projektu jest jego nastawienie na międzykulturowy i międzydyscyplinarny dialog naukowy łączący nauki humanistyczne oraz społeczne. Innowacyjność przedkładanej inicjatywy tkwi zatem nie tylko w rozwijaniu semiologii, ale także na zerwaniu z często spotykanym przeciwstawieniem poszczególnych dziedzin nauki i opracowaniem nowej interdyscyplinarnej metody badawczej.
Celem projektu jest wyszczególnienie i komparatystyczna analiza miejsc, postaci i elementów kulturowych dziedzictwa niematerialnego ważnych dla wspólnej historii krajów Grupy Wyszehradzkiej oraz tożsamości narodowej mieszkańców Polski, Czech, Słowacji i Węgier pod koniec drugiej dekady XXI w. Europa od czasów starożytnych podzielona była na dwie strefy idące w dwóch różnych kierunkach. Jedna część związana była ze starożytnym Rzymem i Kościołem katolickim, druga natomiast swoje centrum znalazła w Bizancjum i Kościele prawosławnym. Polska, Czechy i Węgry w zasadzie od początku swego istnienia były częścią Europy zakorzenionej w zachodnim świecie chrześcijańskim. Na przestrzeni dziejów kontakty kulturowe, społeczne i polityczne krajów należących obecnie do Grupy Wyszehradzkiej stanowiły pewien monolit. Polskę, Czechy i Węgry łączy nie tylko historia dynastyczna, począwszy od Elżbiety Łokietkówny, przez Jadwigę Andegaweńską, aż po Jagiellonów zasiadających na tronach czeskim i węgierskim, ale także historia korzeni chrześcijaństwa badanego regionu – za sprawą czeskiej księżniczki Dobrawy chrzest przyjęli mieszkańcy terenów dzisiejszej Polski, a zgodnie z legendą św. Wojciech ochrzcił pierwszego węgierskiego króla. Również wydarzenia związane z powstaniami i konfliktami w XIX i XX w. odnoszą się do wspólnej historii analizowanych narodów. W obliczu współczesnego poszukiwania tożsamości europejskiej, ale i składających się na nią tożsamości narodowych, zasadne wydaje się podjęcie tematu poszukiwania symboli, znaków oraz podstaw do zdefiniowania tożsamości narodowej regionu Grupy Wyszehradzkiej. Przewidziane w projekcie badania wychodzą zatem naprzeciw oczekiwaniom, pokazując znaczenie humanistyki jako istotnego elementu w kształtowaniu się krajobrazu społecznego, gospodarczego, politycznego oraz kulturowego. Stworzona w trakcie projektu baza danych zostanie przeanalizowana, a także upubliczniona w anglojęzycznej monografii oraz na stronie internetowej, która zostanie przetłumaczona nie tylko na j. angielski, ale także na języki poszczególnych narodów analizowanych w trakcie trwania projektu. Strona ta będzie skierowana do szerokiego odbiorcy ze szczególny wskazaniem na przedstawicieli branży turystycznej. Efektem projektu będzie zawiązanie międzynarodowej grupy badawczej zajmującej się interdyscyplinarnymi badaniami dotyczącymi dziedzictwa kulturowego w kontekście semiologicznym oraz podtrzymanie jej istnienia po zakończeniu realizacji projektu.
REALIZACJA
1. Publikacja
Publikacja naukowa, pod redakcją dr hab. Cecylia Kuta i ks. prof. zw. dr hab. Józef Marecki. Publikacja stanowi zbiór dwuletnich badań prowadzonych w czterech ośrodkach naukowych Polski, Czech, Węgier i Słwoacji. Promocja publikacji odbędzie się podczas konferencji międzynarodowej w maju 2020 r.
2. Międzynarodowa Konferencja Naukowa „Jedność w różnorodności. Kultura – Historia – Sztuka”
Kolejny etap projektu to międzynarodowa konferencja naukowa, którą przygotują dr hab. Lucyna Rotter i dr Andrzej Giza.
W ramach działań grantowych zrealizowano film „Ślady tożsamości”, ukazujący ślady kodu kulturowego Węgier, Słowacji i Czech, które istnieją na ziemiach polskich.
4. Warsztaty
Do Krakowa przyjechali na trzy dni studenci, doktoranci i ich naukowi opiekunowie z Czech, Słowacji i Węgier, którzy od 1 do 3 maja 2019 r. wraz z polskimi studentami pracowali nad wzajemnym postrzeganiem naszych społeczeństw zgodnie z hasłem „Jedność w różnorodności”. Program warsztatów opracowali mgr Magdalena Ficoń oraz dr Rafał Opulski.