Miesiąc: sierpień 2024 (Page 2 of 58)

Izrael – Aszkelon

Aszkelon w pięknych okolicznościach przyrody leży, nad samym morzem Śródziemnym – a plaże są tam uuuuuuurocze! Mariny gdzie setki masztów jachtów i łodzi sterczą niby zapałki w pudełku i przy okazji chybocąc się grają charakterystycznym postukiwaniem, jak orkiestra przygrywająca gościom do kolacji. Bo wokół mnogość restauracji, kawiarni, cocktail barów. A jakie pyyyyyyszne jedzonko!!! Skutecznie zapomina się o pomyśle odchudzania 😉A jak się po kolacji, w świetle zachodzącego czerwienią i oranżami słońcem spaceruje brzegiem morza – co rusz kusza stoliki z krzesłami zwróconymi tak że ów spektakl zachodu można oglądać, albo wygodne leżaki zdobione mozaikowo. A jak się już naspacerujemy – to na koncert lub festiwal się można załapać a jest ich organizowanych mrowie. Miejsce na idealny relaks!
Wcale się nie dziwię że już sporo lat przed naszą erą wpadli na to że to fajna miejscówka 😊 Około XXX w pne mieszkało tutaj kilkanaście tysięcy ludzi a bezpieczeństwa ich strzegły mury obronne ! Z epoki brązu zachowała się, najstarsza chyba na świecie, brama łukowa. To znaczy zachowały się resztki – ale zawsze. W archiwach egipskich jest też ślad. Faraon w jednym z listów chyba wspomina o władczyni Aszkelonu – Yidyi. Miasto odegrało rolę też w Powstaniu Machabeuszy, podobno tutaj urodził Herod Wielki. W 640 miasto podbili Arabowie, a potem Arabów przegonili Krzyżowcy (samego miasta jednak nie podbijając), a potem Brytyjczycy przejęli miasto, teraz Aszkelon jest Izraelskim miastem – ot historia…
A co pozwiedzać? Stare miasto i wszelkie archeologiczne muzea, stanowiska, odkryte zabytki… W Parku Narodowym Aszkelon, nie tylko plaże, wydmy ale i starożytne zabudowania. Jest łaźnia z IV – VI wieku, są synagogi i kościoły z czasów Bizancjum, jest meczet z XI wieku do którego i szyici i sunnici przyjeżdżali. Są też muzea. W jednym z nich można replikę kananejskiego złotego cielca zobaczyć, a w tych plenerowych – na przykład tłocznie oliwy, sarkofagi bogato zdobione…
I tak sobie łaziłam, łaziłam po Aszkelonie, uroki jego doświadczając… I w którymś momencie park. Sporo drzewek niewielkich. Każde otoczone kręgiem kamieni i jakieś kwiatki. Myślę szkółka, nowy park założony… Podeszłam bliżej. Przy każdym z drzewku, w każdym kręgu zdjęcie. To ci którzy zostali zamordowani we własnych domach w ataku 7 października 2023 roku… Tych drzewek było bardzo bardzo wiele… A przecież to zdjęcia tylko mieszkańców Aszkelon i okolicznych kibuców… Takie ślady też w mieście są. Na szczęście BH wszyscy porwani (żywi i martwi) już są na powrót w domu… To niesamowite, że w tym czasie akurat, tak się zdarzyło, byłam w Izraelu..

Izrael – Beit She’an

Mmmm… Pojechać do jakiegoś pięknego miejsca… Gdzie historyczny i kulturowy klimat – to jasne. Ale też gdzie miło można się zrelaksować… jakiś masaż, jakieś SPA, jakaś muzyka sącząca się w tle, jakiś tam jeszcze komponenty żywieniowe a i nawadniające organizm… Starożytne Beit She’an spełniało te warunki! Leciwe miejsce – jak większość w Izraelu… Pewnie już w czasach brązu tu się działa historia. Przynajmniej tak archeolodzy uważają – a oni się znają! W czasach rzymskich rozkwitło baaardzo mocno. Beit She’an stało się jednym z najważniejszych miast Dekapolu! Cóż tu się nie działo… Teatr – to jasne (obecnie jeden z najlepiej zachowanych z terenu starożytnej Samarii). Ale też amfiteatr, hipodrom, akwedukt, bazylika (ta wersja starożytna – taki trochę „supermarket”), nimfeum, mnóstwo świątyń (Zeusa i Dionizosa, a potem też chrześcijańskie – nawet klasztor z VI wieku. Jest też synagoga ze słynna mozaiką menory i napisem szalom) i inne takie.

No i to co mnie najbardziej wzruszyło – wypasione łaźnie. W jednej był basen wyłożony marmurem, a w drugiej łaźni było ich osiem! I to część na wolnym powietrzu. Były fontanny na ścianach, żeby woda przyjemnie szeptała kołysankę i koiła zszarpane nerwy. Wszędzie mnóstwo rzeźb i dekoracji adekwatnych do miejsca. Pomieszczenia dla zażywania masażu. Całość podgrzewana podłogowo 😉 (hypocaustum). Mmmmm….

W sumie miasto zawsze pełniło istotną rolę. I za czasów Bizancjum, i w okresie krzyżowców i Mameluków i osmańskim… Takie miasto z założenia interesujące… Beit She’an w Tanach mniej uroczo się kojarzy. Na ścianach miasta miały zawisnąć ciała króla Saula i jego synów… To ja wolę te relaksacyjne skojarzenia…

Izrael – Betlejem

Betlejem – „Dom chleba” (albo „świątynia Lachmu” albo „dom wojny” albo nawet „Dom mięsa” – różnie się tłumaczy nazwę miasta) było ważnym miejscem pielgrzymkowym dla chrześcijan od zawsze. Pierwsza bazylika Narodzenia została tu wzniesiona już w IV wieku! Potem kilkaset lat był drobny problem z pielgrzymowaniem ale w XI wieku koło historii zatoczyło się i krzyżowcy przejęli opiekę nad miejscem Narodzenia. Role kilka razy jeszcze się odwracały – ostatecznie dzisiaj opiekę nad bazyliką skrywającą w swym wnętrzu Grotę Narodzenia, sprawują wespół – katolicy i prawosławni. Najważniejszym miejscem w Betlejem jest oczywiście Bazylika Narodzenia Pańskiego. To chyba najstarszy, nieprzerwanie działający i omodlony kościół. To właściwie kompleks kilku kościołów i zabudowań, kilku kościołów i obrządków chrześcijańskich – taka mozaika. Bazylika przechodziła różne koleje, czasem wręcz w cudowny sposób unikając zburzenia (raz uratował ją wizerunek wschodnio odzianych trzech króli – ale to inna historia). Jak to zwykle w „Ziemi Świętej” była obiektem sporów i kłótni pomiędzy kościołami, obrządkami, zakonami, możnymi tego świata itd. itp. … Najważniejszym miejscem świątyni jest sama Grota. Niewielkie pomieszczenie bez okien, i dostępu światła słonecznego. Miejsce Narodzenia od 1717 roku ozdabia gwiazda. Wokół trochę lekko zniszczonych dekoracji. Grotę oświetla pięćdziesiąt trzy lampy oliwne. Ściśle i precyzyjnie podzielone – te są katolickie, te prawosławne, te ormiańskie… Miejsce do medytacji – wyborne w sumie. Tylko myśl jak nieznośna mucha gdzieś brzęczy: Gdy brakuje boskiego promienia światła – nawet w takim miejscu ludzkość kłóci się o ilość oliwnych lamp…

Inne miejsce na trasach pielgrzymek chrześcijan to Grota Mleczna. Według niej, gdy Maria karmiła Nowonarodzonego, kilka kropel pokarmu spadło na skałę barwiąc całe wnętrze groty na biało. Biała sproszkowana skała ma podobno moc uzdrawiani. To oczywiście kwestia wiary a nie skały – lecz faktem jest udokumentowana seria uzdrowień, zwłaszcza dzieci.

I jeszcze pole pasterzy. Grot wokół Betlejem wiele. W jednej z nich zapewne „przebywali w polu pasterze”. Dzisiaj w kilku miejscach ustawiono stosowne sztafaże typu baranki, owieczki itp. – tak dla klimatu. Dla mnie jednak zupełni inny widok okazał się piękny. Stary pasterz, zupełnie nie zauważając turystów i pielgrzymów, spokojnie przeganiał swoje stadko owiec i kóz. Te ostatnie hasały, podrygiwały, a co bardziej przedsiębiorcze wskakiwały (jedna po drugiej) na drzewa by obgryźć co smaczniejsze listki. Pasterz pobłażliwie patrzył, pokiwał głową i ruszył, a za nim podrygujące stadko.

Betlejem miało szczęście do wyjątkowych narodzin bo w tym mieście urodził się przecież też Dawid. Tak tak – przyszły król, autor wielu psalmów i w ogóle znana postać, opisana w Tanach tu właśnie został namaszczony przez proroka Samuela. Na obrzeżach miasta jest grób Racheli – ukochanej żony Jakuba i matki Józefa i Beniamina. To cel pielgrzymek głównie Żydów (ale chrześcijanie i muzułmanie też grób Racheli odwiedzają). Midrasz podaje że pierwszą osobą modląca się przy jej grobie był Józef gdy prowadzony był do Egiptu jako niewolnik. To tą drogą ma być poprowadzony naród Izraela z powrotem do swojej Ziemi… Podobno klucz którym otwierano drzwi grobowca dla pielgrzymów, miał uśmierzać bóle porodowe i zabezpieczać bezpieczny poród. Dzisiaj kultywowany jest zwyczaj owijania siedmiokrotnego czerwonej nitki wokół grobu Racheli. Potem wiąże się nitkę na nadgarstku co zapewnić ma płodność i dobrobyt. Grobowiec jest obecnie nakryty całunem wykonanym z sukni ślubnej, młodej Żydówki która została zamordowana w ataku palestyńskim w przeddzień swojego ślubu… W okolicach Betlejem też pojawiała się Rut zbierając kłosy dla siebie i swojej teściowej.

Niewielkie izraelskie miasto… Chyba jednak nie… Chyba jest WIELKIM MIASTEM…

Izrael – Bet She’arim

Park Bet She’arim w Izraelu to wyjątkowe miejsce. Bo to taki park archeologiczny właściwie. Miasto żydowskie z ok I w pne. – czyli tak mniej więcej panowanie Heroda Wielkiego. Było to duże, bogate i znaczące miasto. Pewnie dlatego po zburzeniu Świątyni Jerozolimskiej tutaj przeniósł się Sanhedryn. Tutaj też żył i pracował słynny rabbi Jehuda Ha Nasi. Miasto było piękne zacne ale… Badania archeologiczne pokazały, że pod miastem (które obecnie bardzo bardzo szczątkowe) wije się labirynt podziemnych korytarzy – podziemny cmentarz. Takie katakumby w których setki miejsc pochówków i sarkofagów, setki zdobień, symboli, znaków… To najstarszy i chyba najpiękniejszy żydowski cmentarz podziemny na świecie!

Na terenie Bet She’arim jest kilka punktów obowiązkowych. Synagoga na przykład. W sumie duża bo ok 35 m długości! Fasada wykuta w skale – to trzy bramy. Są też cysterny i prasa do oliwek. Jest miejsce przypominające teatr bo szeregi ławek wokół. Ale służyło raczej do spotkań, studiowania Tory, modlitwy lub lekcji. Ale chyba to co pod ziemią jest bardziej interesujące. Każda z krypt wchodzących w system korytarzy ma swoją nazwę związaną z wystrojem lub elementami odnalezionymi w jej wnętrzu. Jest „Krypta klątw” z napisami złorzeczeń na tych którzy śmieliby naruszyć spokój zmarłych. Dla przeciwwagi jest też „Krypta cnót” gdzie napisy proszą o pozostawienie w spokoju grobów zacnych i cnotliwych zmarłych. W Krypcie Trumien odnaleziono natomiast 135 ozdobnych sarkofagów zdobionych skomplikowanym systemem znaków i symboli. No i jest też bardzo duża krypta Rabbiego Jehuda Ha Nasi do której prowadzi potrójne łukowate wejście. Tam pochowani są też inni Rabini i ich żony. Albo piękna Krypta Menory z wyrzeźbioną kamienną, olbrzymią, menorą.

Jest też Krypta „tu leży ukochana”. Dość długi kształt. Na jednej ze ścian napis „Tu leży ukochana… Estera” i dwie czerwone róże…

Izrael – Belvoir

Twierdza Belvoir – jedna z najlepiej zachowanych fortec krzyżowców na terenie Izraela. Takich od XI wieku powstawało mnóstwo, co w sumie oczywiste. Miały funkcję obronną ale też zapewniały miejsce schronienia na przykład dla kupców lub pielgrzymów zmierzających do „Ziemi Świętej”. Belvoire rozbudowany do najpotężniejszej fortecy Szpitalników został w 1168 roku. I dość szybko się przydał. W 1182 roku spora bitwa się tu stoczyła – sułtan Saladyn podjechał. 😊 Ale całość skończyła się swoistym patem. Przy czym po jakimś tam czasie sutann z powrotem wrócił – oblegał – i w sumie zdobył. W XIII wieku wrócili do twierdzy krzyżowcy – ale na krótko.

Belvoir znaczy w wolnym tłumaczeniu tyle co „piękny widok”. I fakt panorama – cudna, ale taka monochromatyczna. Jakoś mocno mnie to nie zdziwiło – tak tam jest. Nawet zwierzaki kolorystycznie wpisują się pejzaż. Trochę im się nie dziwię. Taki kamuflaż. 😉 Jakieś ptactwo pod nogi właziło, kopytne gdzieś tam się w trawie pojawiały. Ale gdy na rozwalonym murze zobaczyłam wielkie, poważne dwa lub trzy sępy – jakoś ciut nieswojo mi się zrobił… 😊😊 Ruiny, wiatr hula, pył i piach roznosi, i te wyczekujące sępy… no nieswojo…

Izrael – Cezarea Nadmorska

Cezarea Nadmorska. Właściwie to podmorska zważywszy na to, że fale morskie wchłonęły całe starożytne miasto. No – całe, to przesadziłam, ale… niemalże!

Miasto założył Herod Wielki. To był taki „podliz”, bo miasto nazwał Cezareą na część Cezara Oktawiana Augusta – a więc okupanta… Za czasów Imperium Romanum – miasto kwitnęło. Podupadło troszkę w okresie Bizancjum, a w czasie wypraw krzyżowych całkowicie padło (by być precyzyjnym przechodziło z rąk do rąk wzajemnie odbijane, aż go muzułmańskie wojska zburzyły, potem dokończyły dzieła wojska mameluków…).

Obecnie z dawnej świetności bardzo niewiele… teatr, hipodrom, kawałki murów obronnych i kawałki portu do oglądania pod wodą (dosłownie! W Podwodnym Parku Archeologicznym). A przecież kiedyś w Cezarei była największa biblioteka ówczesnego świata. Taka na trzydzieści tysięcy woluminów!! Założył ją Orygenes, rozwijał między innymi Euzebiusz z Cezarei. Najwięksi myśliciele i uczeni przybywali tu by czerpać z ksiąg nauki (to były takie Internety tylko że w obsłudze manualnej i na miejscu). A czego tam nie było!! I Hexapla, i Kodeks Watykański i Kodeks Efrema… W VII wieku, trochę Saraceni a trochę Persowie zniszczyli bibliotekę (znaczy – miasto a przy okazji też bibliotekę).

Dla Chrześcijan miejsce to miłe sercu bowiem bywał w Cezarei i Piotr i Paweł (przy czym dla nich pobyty były umiarkowanie miłe, bo Pawła w Cezarei więziono…).

Miasto upadło… biblioteka rozproszona… ale… myśl – trwa!!!

Izrael – Chammat Tewerja

A wiecie, że w judaizmie są też hmmm… „walentynki”! 15 Aw czyli tak mniej więcej lipiec lub sierpień. W sumie pora roku znacznie lepsza! To dzień Tu B’Aw. Według Tanach w tym dniu zezwolono Żydom na zawieranie związków małżeńskich z osobami z różnych plemion. Dlatego w tym dniu jest święto par, które zamierzają rozpocząć razem ze sobą wspólne życie! Niezależnie od daty w kalendarzu – gdyby ktoś chciał miłość wyznać to świetnym tego wyrazem jest owoc granatu. 😊 W judaizmie to symbol miłości, płodności i generalnie piękna.

Granaty bardzo piękne rosną w parku Chammat Tewerja (dosłownie gorące źródła) nad jeziorem tyberiadzkim. Są też gorące źródła w dużej ilości – taka atrakcja. Ok w sumie lecznicze ale… relaks też dają. Spokojnie można randkę urządzać. A przy okazji też pozwiedzać. Na terenie parku archeologicznego najciekawsza chyba – synagoga z II/III wieku, kolejna z IV wieku. ta druga – czyli Synagoga Sewera została odkryta w latach 60-tych XX wieku. Znana jest dzięki zachowanej mozaice podłogowej z przedstawieniami znaków zodiaku. Na mozaice – Aron ha-kodesz i po bokach dwie menory, lulaw i etrog oraz szofar. Z drugiej strony posadzki – inskrypcje pomiędzy dwoma lwami. A dalej alegoria słońca i czterech pór roku w otoczona znakami zodiaku. Mnie się najbardziej podobał wodnik – bo mój 😉 ale i baran był piękniutki i mnie zauroczył! Waga natomiast… hmmmm… To akt męski. I to zdecydowanie nie Żyda… 😉

Izrael – En Gedi

Wiosennie się zrobiło… Pewnie dlatego myśl mi umyka do miejsc bliskich naturze. 🙂 A precyzyjnie – pomknęła do En Gedi. To taka perła na Pustyni Judzkiej, z mnóstwem palm, drzew, krzewów, wodospadów (np. wodospad Dawida) i szemrzącej wody czterech potoków, zwierzaków przeróżnych mrowia, które wcale się nie boją i nie uciekają. Na nowo oaza odkryta został w połowie XIX wieku, a po stu latach – najpierw kibuc a potem powstał tu przepiękny ogród botaniczny. Rośliny przeróżne i nawet trochę kwitnące (w takim czasie akurat byłam…) ale największe wrażeni zrobił co oczywiste chyba, wodospad Dawida. Rozbryzgujące się o występy skalne strumienie wody, dawały nie tylko przyjemną mgiełkę orzeźwienia ale i najcudowniej mieniące się w słońcu brylanty kropel, które z werwą rozpryskiwały się wszędobylsko. I zwierzaki… 🙂 Tu przystojny jelonek jakiś (nie przedstawiał się – nie wiem co to za kopytne było 😉 ) tu jakiś futrzak nie znanej mi natury (podobno góralki syryjskie)… No i stada ważek wielobarwnych. One były jak rusałki wodne… cudo!!! Bywają tu podobno też mniej życzliwie nastawione zwierzaki typu lampart – ale głównie w nocy. Asekuracyjnie nie czekałam… Jeśli ktoś lubi snuć się po parkach czy rezerwatach – jest tu co zobaczyć. Urokliwe zakamarki typu jaskinia kochanków, tunel trzcinowy, wspomniane już wodospady, pejzaaaż z Morzem Martwym w roli głównej. No pięknie tu, nastrojowo, urokliwie…

Pst…Jeszcze jedno… Dla amatorów zwiedzania zabytków – na obrzeżach parku odkryto synagogę datowaną na III wiek ne oraz ciut obok świątynia z epoki brązu.

Izrael – Hajfa

Maj z kwitnącymi ogrodami się kojarzy. I słusznie! Gdzie okiem nie rzucić kwitnie, pachnie… No pięknie jest. Kilka jest „kwitnących”, odurzających zapachem i widokiem miejsc na świcie. W Izraelu najbardziej kwiatowe – to Hajfa i jej cudowne „wiszące ogrody”. Kiedyś cudem świata były wiszące ogrody Semiramidy – teraz Bahai! Poza wszystkim jest to centrum bahaizmu, religii podkreślającej duchową jedność ludzkości – także różnych religii. W centrum ogrodu połyskuje złotem kopuła mauzoleum Baba, uważanego za założyciela bahaizmu. A wokół… wokół ułożone na tarasach cudowne ogrody. Idealnie dobrane formą kolorem, a wydaje mi się że nawet zapachem rośliny. Cały sztab ogrodników czeka tylko by wychylił się nieśmiało jakiś chwaścik, któraś gałązka nieroztropnie wyrosła nie w swoim szeregu… i już pędzą z sekatorami! 🙂 Nic nie może zakłócić idealnej harmonii. Harmonia przecież jest kwintesencją bahaizmu. Ogrody zaprojektował Faribo Sahba, wzorując się na typowych ogrodach francuskich. Ubogaceniem świata flory są niewielkie rzeźby, mała architektura ogrodowa. Po prostu piękno w perfekcyjnej formie! Zdarzyło mi się być w ogrodach Bahai też nocą i do tego w klimacie trwającego w Hajfie festiwalu (czyt. dzikie tłumy na wydarzeniach przeróżnych). Klimatyczne miejsce i za dnia i nocą! A pilnujący porządku i zapewniających bezpieczeństwo maszerującym po schodach turystom – prima sort! Tak życzliwych, uśmiechniętych i pełnych empatii ludzi – ze świecą szukać !

Nieopodal Park Matki i Ogród Rzeźby Ursuli Malbin – obydwa założenia parkowe oprócz urokliwych roślin równie urokliwe rzeźby eksponują. No i jeszcze Park Narodowy Karmel. Mam wrażenie że Hajfa to jeden wielki ogród… 🙂

Będąc w Hajfie należy odwiedzić jeszcze jedno miejsce łączące piękno natury z uniesieniami duchowymi. Właściwie to zbocze tej samej góry Karmel, przy której rozciągają się ogrody Bahai. Stella Maris – klasztor karmelitów, dedykowany jest Maryi Gwieździe Morza. Sama góra Karmel nieodłącznie wiąże się z początkami zakonu (wtedy jeszcze pustelniczego). Zakonnicy mimo licznych przeciwności nieprzerwanie powracali zresztą do tego miejsca. Jednak obecny klasztor wzniesiony został dopiero w XIX wieku. I tutaj ogród otula zabudowania klasztorne. Ale zupełnie inny. Stare powyginane oliwki, tajemnicze zakamarki, gdzieś zza gałęzi drzew błękitem kusi zatoka… Też cudownie…

Izrael – Herodion

Micwa nakazuje, że Żyd nie powinien skrzywdzić ani oszukiwać innego Żyda. A samego siebie? Chyba też nie można oszukiwać i ranić… Zastanawiam się nad tym. Również gdy myślę o Herodzie Wielkim… Bez wątpienia był człowiekiem nieszczęśliwym, zestresowanym, wyniszczającym samego siebie i … wiem, znany jest bardziej z innych swoich decyzji, ale też był wielkim budowniczym. Zbudował wiele ale tylko olbrzymią fortecę – pałac, nazwał na swoją cześć Herodionem. Całość składa się z dolnego i górnego kompleksu. Pałac to połączone ze sobą siedem wież, do tego łaźnie, dziedzińce, teatr, sale na uczty, cysterna… A całość tak pomyślana że był tam przyjemny chłód nawet gdy dookoła upał (wiem – trudno w to uwierzyć gdy się teraz łazi w skwarze słońca po ruinach…). No i oczywiście miało być bezpiecznie! Całość fortecy – wzniesionej przecież na „splantowanym” wzgórzu a wiec i tak trudną do zdobycia, otaczał gigantyczny mur, uzbrojony w bastiony – by bacznie obserwować po horyzont czy ktoś nie atakuje.

Po śmierci Heroda (pochowanego zresztą na terenie Herodionu), warownia opustoszała i zaczęła popadać w ruinę. Z czasem wzniesiona tu została synagoga. Była też bazą w czasie drugiego powstania żydowskiego (w trakcie pierwszego zresztą też ale mniej ciut znaczącą), potem osiedlili się tu na chwilę mnisi, a potem w latach 60-tych XX wieku zaczęto prowadzić badania archeologiczne. A teraz… Ruiny są miejscem odwiedzanym przez turystów, gdzie przewodnicy opowiadają o Herodzie, który tak bardzo bał się o swoje życie, że sam siebie odizolował od świata. Zabijając wszystkich którzy go kochali, skazał siebie samego na samotność i tak naprawdę unieszczęśliwił…

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑