Miesiąc: sierpień 2024 (Page 12 of 58)

Tunezja – El Jem

Co łączy tunezyjskie El Jem z francuskim Nimes lub Arles, albo chorwacką Puli lub włoskim Rzymem? Gigantyczne amfiteatry! Ten w Rzymie – najbardziej znany i największy bo na 70 tys. widzów. Ale tunezyjski – też niczego sobie. Ma miejsce „na pudle” z wynikiem 35 tys. widzów. Był największym amfiteatrem w Afryce. Czasem nawet nazywany jest podobnie jak rzymski jego brat – Koloseum Thysdrus. Co to amfiteatr? To takie miejsce do zaspokojenia potrzeb definiowanych rzymską dewizą „chleba i igrzysk”. Widownia w kształcie koła lub owalu a po środku arena, na której walki gladiatorów, polowania na dzikie zwierzęta i takie tam „igrzyska” ku uciesze publiki… Amfiteatr w El Jem (starożytne Thysdrus) jest trzecim wzniesionym tutaj. Miasto zasobne było to i stać ich było. Pozostałe dwa (mniejsze znacznie) zachowały się jedynie w bardzo szczątkowych fragmentach. Ten, który można obejrzeć – to nie dość że ogromny, to jeszcze w zupełnie niezłej kondycji! To faktycznie gigant. Obwód po elipsie to 427 metrów a wysokość 36 metry. Kawał architektury! Dookoła – trzy poziomy arkad. Pierwsza i najwyższa – korynckie, a środkowa kompozytowa. Zupełnie nieźle zachowała się też arena. I jeszcze jeden szczegół. To przecież Afryka – wiec bywa gorąco… 😊 Ale w amfiteatrze, upału się nie odczuwa. Nadal, mimo że budynek nadgryziony czasem, wiatr przyjemnie chłodzi spacerujących po kolejnych kondygnacjach turystów. Klimatyzację zainstalowali, zmuszając wiatr by sobie wiał na widzów. 😉 No Gordian I miał rozmach, bo to prawdopodobnie on był inicjatorem budowy. A co się tam działo? Ano to co zwykle w takich obiektach: gladiatorzy, dzikie zwierzęta, publiczne egzekucje skazańców – ot igrzyska. W VII wieku zdarzyło mu się robić za twierdzę, gdy broniła się w jego murach księżniczka berberyjska Al.-Kahina. W XVII wieku zaczęto amfiteatr wykorzystywać jako swoisty „kamieniołom” z już obrobionymi kamieniami… Z bloków kamiennych pozyskiwanych z amfiteatru powstały okoliczne zabudowania i meczet w Kairouan.

Swoją drogą czasem trudno uwierzyć, że Afryka była ważną i elitarną częścią Imperium Romanum, że Afryka była miejscem bardzo prężnie rozwijającej się diaspory Żydowskiej, że Afryka była miejscem też najprężniej rozwijającej się kultury chrześcijańskiej… Ślady wciąż są… Czasem misternie pielęgnowane i chronione przed zapomnieniem… Hmm…

A tak w ogóle to „tunezyjskie Koloseum” jest jednym z najlepiej zachowanych zabytków tego typu w Afryce i jest na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. I dobrze! 😊

Tunezja – Kairuan

Jeśli ktoś praktykujący islam mieszka bliżej Tunezji a popielgrzymować chce bo i tak ma obowiązek – to może do Kairuanu. Taka tylko drobna różnica, że ciut więcej razy niż do Mekki lub Medyny by wypełnić obowiązek nadany przez zasady religii. W samym Kairuanie dwa ważne meczety. Starszy, z metryczką VII wiek (czyli tak mniej więcej równo z założeniem samego miasta) to Wielki Meczet, inaczej nazywany Meczetem Sidi Okba. To Sidi Okba założył i miasto i tenże meczet. Przy czym tak by być precyzyjnym, to co teraz można oglądać jest dwa wieki starsze. To jeden z większych meczetów w Afryce. Można do niego wejść dziewięcioma bramami, przy czym jako że muzułmanką nie jestem – mogłam wejść tylko przez jedną z nich wyznaczoną dla niewiernych. Za bramą ogromy dziedziniec z cysterną na środku (pod dziedzińcem oczywiście 😊). Dookoła kilkaset kolumn otula dziedziniec a każda z innym kapitelem. Pewnie dlatego, że są z odzysku z budowli rzymskich, bizantyńskich i innych chrześcijańskich, co np. po symbolice widać… Sala dedykowana modlitwie też cała w kolumnach. Jest ich ponad 400. Ładne miejsce takie w klimacie przypominającym mauretańską Hiszpanię. 😊 Drugi meczet to Meczet Cyrulika (inaczej też Meczet Fryzjerów albo Zawija Sidi Sahab). Znany z dwu powodów. Po pierwsze jest tu pochowany Abu Zama el-Belawiego – przyjaciel Mahometa. Po drugie w tym meczecie (z powodu bliskości miejsca pochówku Abu Zama) dokonuje się obrzezania chłopców. Tak tuż przy grobowcu. Też trafiłam na obrzęd. Kiedyś robili to cyrulicy, teraz dokonują go lekarze, pod znieczuleniem i całkowicie bezboleśnie dla chłopców. Obrzęd jak obrzęd. Ale troszkę zirytowało mnie zachowanie turystów, którzy przez okna zaglądali by zobaczyć bardzo dokładnie obrzęd. Zaglądanie – ok, ciekawość innej kultury i religii – mogę zrozumieć, ale robienie przez okno fotografii w tak intymnym momencie – to GRYUBA przesada. Podziwiałam krewnych chłopców, że uprzejmie nie zareagowali, jedynie z niesmakiem i lekkim zdziwieniem patrzyli na „gości”…

Gdy się już miejsca sacrum zobaczyło (lub nawiedziło) warto też połazić po medynie. Gmatwanina uliczek i straganów, a większość w bielach i błękitach. W zaułkach poukrywane iście pałacowe wnętrza, czasem kryją jakieś restauracyjki, czasem można robione na miejscy dywany kupić (z których zresztą region i miasto słynie), ale tak w anturażu iście płacowych przestrzeni… Ach! No i jeszcze Baseny Aghlabidów z IX wieku. Tam przechowywano wodę dla całego miasta.

Fajne błękitno – białe miejsce…

Tunezja – Kartagina

W IX w pne Fenicjanie Kartaginę założyli. W znaczeniu – miasto (stąd zresztą nazwa – w wolnym tłumaczeniu „nowe miasto”), ale dość szybko w poważne imperium się przepoczwarzyło, bo i w miejscu mocno strategicznym politycznie i handlowo powstało. Pierwszą władczynią Kartaginy była legendarna Elissa. Była przedsiębiorczą i mądrą kobietą (czy historyczną postacią – cóż… opinie są sprzeczne), na tyle że w literaturze ją opiewano. Na przykład w Eneidzie, ale i od czasów nowożytnych często na kartach lub na scenie gości. Wojny Punickie nadszarpnęły Kartaginę (na tyle mocno, że podobno teren po zdobyciu zaorano i posypano symbolicznie solą…) ale potem jako kolonia rzymska – znowu się rozwija. W czasach Hafsydów i krzyżowców miasto miało pod górkę. Tak czy tak Kartagina była jednym z najdłużej istniejących i największych państw starożytności. A dzisiaj… Dzisiaj można pozwiedzać parki archeologiczne, ślady dawnej świetności. Na przykład ogromne termy Antoniusza. Naprawdę ogromne. Były kiedyś trzecimi co do wielkości termami w Imperium Rzymskim. Baseny z ciepłą i zimną wodą, sauny, sale gimnastyczne itd. itd. Wodę do term doprowadzał sporej wielkości akwedukt. Jest też amfiteatr, a właściwie jedynie zachowane niewielkie elementy jego, niższe poziomy gdzie trzymano np. zwierzęta przed pokazami. Nieco dalej wzgórze Byrsa a tam ślady punickiej Kartaginy. Trochę pomników, rzeźb, lapidaria… Przy wysiłku wyobraźni można zobaczyć budynki, ulice a nawet jak kto ma wyobraźnię mocniej rozbudowaną to i gwar ulic miasta usłyszeć w szumie drzew… Może po tych kamieniach chodził sam Hannibal?

Tunezja – Monastir

Monastir… I nie chodzi o klasztor prawosławny tylko o miasto w Tunezji 😉 Choć właściwie to jednak o to samo chodzi – nazwa miasta od pustelni pochodzi. Okolica słynęła po prostu z pustelni, miejsc kultu, miejsc pochówków itd. – i to od czasów fenickich począwszy. Ale dzisiaj wcale nie jest znany jako miasto sacrum – chrześcijańskie lud dowolnej innej religii. Podstawowym powodem, dla którego Tunezyjczycy (a i turyści czasem też) tu przyjeżdżają jest Mauzoleum Habiba Bourguiby, gdzie znalazł miejsce spoczynku ojciec niepodległej Tunezji prezydent Habib Bourguiba, jego pierwsza żona i kilka osób z rodziny. Mauzoleum jest sporą i reprezentacyjną budowlą, na obrzeżach cmentarza Sidi El Mézeri. Jest to mauzoleum połączone trochę z izbą pamięci (bo na muzeum to jednak za mało ekspozycji). Ok to ważny obiekt warty zwiedzenia ale z powodów polityczno – historycznych. Metryczkę ma z lat sześćdziesiątych XX wieku.

Z IX wieku jest za to Wielki Meczet. To już poważny kawał historii! Oczywiście wiele razy był przebudowywany i odbudowywany ale – fakt jest, najstarsze elementy z IX w. Na mnie wrażenie zrobił Ribat Monastyru. Może dlatego, że przyszłam tam już po całym dniu zwiedzania, i zaznałam miłego chłodu który dawał lekki wiatr, ciszy, tłum robiły tylko lokalne koty, i generalnie uznałam to miejsce za fajne dla zwyczajnego posiedzenia i odpoczynku. Co to jest ten Ribat? Warownia obronna. Ta konkretna – założona w 796 roku przez generała i gubernatora Harthama ibn A’yan. Och ile tam zakamarków, schodów (też spiralnych), okien, sal jakichś i korytarzy… Oczywiście dostępnych dla tych, którzy chcą poszperać po obiekcie i połazić (czasem powspinać się – to tak w nawiązaniu do tych schodów 😉). Ale fajnie jest też usiąść na dziedzińcu na jakimś upatrzonym kamieniu lub progu… I parafrazując popularny tekst: siedzieć – a dookoła Ribat Monastyru!

PS Nie wiem dlaczego filmowcy ukochali sobie Tunezję ale w większości miejsc na szlakach turystycznych był jakiś film realizowany. Tu – Monty Python’s Life of Brian. Czasem sobie myślę, że jeśli ktoś chce turystykę kulturowa uprawiać w wersji turystyki filmowej – to Tunezja szyta na miarę! Tam nie ma miejsc które nie byłyby związanych z kinematografią…

Tunezja – Sahara

Byłam na wielu pustyniach. I niezmiennie uważam, że są: piękne, magiczne, mistyczne i do tego jak mało które miejsce nadają się do tego by pomyśleć… Takiego pomyślenia, poukładania sobie pewnych spraw i zwyczajnego zrozumienia tego czego aktualnie nie rozumiem kompletnie– chyba mocno potrzebuję. Zapewne dlatego myśl mi pobiegła na Saharę. 😊 Właściwie to taka unia albo nie wiem pustynie zjednoczone 😊 😊 Bo w obręb Sahary wchodzi czternaście pustyń. Kilka razy na Saharze byłam przy okazji odwiedzin w kilku różnych krajach. Więc tak naprawdę to połaziłam po różnych pustyniach w zależności od tego, z którego kraju na Saharę wtargnęłam nieśmiało. Tunezyjska część pustyni to na przykład Al-‘Irq al-Kabīr ash-Sharqī. W tej części tunezyjskiej – piach oczywiście jest (choć wbrew pozorom Sahara wcale nie wygląda jak bezkresne „morze” miachu…) ale taki bardziej żwirkowy. Sam pejzaż – jak scenografia do filmu. Dlatego też i w wielu filmach Sahara brała udział, nie zawsze w roli pustyni 😊 Czy gorąco? No tak. Ale nie zawsze i niekoniecznie. W samo południe oczywiście odradzam spacery ale o zachodzie słońca – pięknie się światło układa na wydmach i tworach piaskowo – kamienno – roślinnych. No właśnie, rośliny. Pustynia bywa też zielona i kwitnąca. Na przykład tamaryszkiem lub oleandrami. A jeśli ktoś ma szczęście to i różę jerychońską w rozkwicie zobaczy – bo zwykle jak uschnięte „coś” wygląda. W trakcie tunezyjskiego spaceru po Saharze zwierzaków dzikich nie widziałam (za wyjątkiem tego na którym jechałam… dzika bestia była ale szybko się dogadaliśmy i zaprzyjaźnili).

Podobno Sahara była niegdyś zielona i kwitnąca… i nagle coś się stało i zaczęła usychać… piach, żwir, susza… to co kwitnące było – umarło… Może po prostu tęskniła… Choć jak tak się zastanowić – na Saharze są jeszcze zielone oazy a głęboko pod piachem płyną największe chyba na świecie zasoby wody. Może kiedyś znowu zakwitnie…  

Tunezja – Tunis

Stolica Tunezji – Tunis. Skąd nazwa? Może od kartagińskiej bogini Tanit a może od berberyjskiego określenia obozu nocnego – któż zgadnie. Zdania wśród naukowców podzielone. 😊 Jak leciwe miasto? No też trudno powiedzieć. Bo liczyć od Kartaginy czy osobno? Niewątpliwie jednak miasto przechodziło z rąk do rąk i każdy „właściciel” zostawił tu swoje ślady. Jest co zwiedzać. Najlepiej zatopić się w labiryncie medyny. Kilkaset zabytków a co jeden to piękniejszy! Nie dziwię się, że na listę światowego dziedzictwa UNESCO wpisana. Na przykład meczet oliwny (Al.-Zatyouna) datowany na VIII wiek. Dlaczego oliwkowy – być może dlatego że zbudowany na miejscu wcześniejszego kultu gdzie oliwka rosłą, być może chrześcijańskiego. Prawdopodobnie pod nim cmentarz jest jak archeolodzy stwierdzili. Czy jest w oliwkowym kolorze – nie wiem. Bo jako „niewierna” do środka wejść nie mogłam. Może dlatego, że w środku prawdopodobnie pilnie strzeżone są szczątki św. Oliwii z Palermo. Legenda głosi, że gdy zostaną odzyskane – skończy się Islam. Asekuracyjnie zatem nie wpuszcza się nikogo za wyjątkiem wyznawców Islamu. W Tunisie jest miks religijny, obok siebie stoją świątynie i domy modlitw wielu wyznań. Jest zatem też kilka kościołów chrześcijańskich, np. duża XIX wieczna katedra Wincentego a Paulo. Dla Żydów aszkenazyjskich jest dedykowana Synagoga Bejt Jakub. Jest też Wielka Synagoga. Była kiedyś dzielnica żydowska Hafsia – ale zabytków niewiele dziś tam zostało.

Albo pałac Beya dla odmiany z X wieku. Cudny! Pałaców zresztą jest tu naprawdę mrowie i to w każdym chyba stylu architektonicznym. No i suk. A właściwie souki bo jest ich kilka. Dla mnie – najfajniejszy jest Souk El Attarine z XVIII wieku. Na kilku soukach (takgach) w różnych zakątkach świata byłam. Zwykle labirynty mniejsze lub większe. Ale pogubiłam się – tylko tu. 😊 Pięknie na nim pachnie bo znany jest ze sprzedaży esencji do perfum. A że każdy sklepikarz zachwala swój towar – prezentując go, więc paaaaachnie. Tuż obok słynący z tkanin Souk El Kmach a dalej słynący z hafciarzy i jubilerów Souk el Berka. Tam był kiedyś plac, na którym niewolnikami handlowano. A jak ktoś w dywanach gustuje to na Souk el Leffa powinien się udać, itd. itd. No jest w czym wybierać!

Symbol – Znak – Rytuał

SPIS TREŚCI

Symbolika florystyczna

Symbolika zoomorficzna

Symbolika antropologiczna

Znaki i pismo

Gesty i postawy ciała 

Ciała niebieskie i zjawiska natury

Barwy

Substancje cenne

Mitologie i wierzenia

Religie i wyznania

Emocje i stany ducha 

Sprzęty i narzędzia codziennego użytku 

Ubiór, strój, kostium

Atrybuty

Emblematy

Alegorie i personifikacje

Rytuały i zwyczaje 

Kody i systemy znaków

Architektura i wystrój monumentalny 

Astrologia magia alchemia 

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑