Dzień: 2024-08-19 (Page 2 of 4)

Nowy Sącz – Sądecki Park Etnograficzny

Największy Skansen w Małopolsce jest w Nowym Sączu! To Sądecki Park Etnograficzny – i faktycznie iście tam parkowo… Z Miasteczka, przechodząc przez chybotliwy mostek odwiedza się przysiółek kolonistów niemieckich. Są zagrody niemieckie i zbór z 1786 roku, w którym nadal nabożeństwa bywają odprawiane (podobnie jak w pozostałych świątyniach w skansenie). Potem przez las w którym pachnie igliwiem i nagrzanymi w słońcu rosnącymi ziołami idzie się obok młyna i tartaku… i dalej troszkę pod górkę… Drzewa cudnie szumią, pszczoły grają symfonie – a na końcu cienistej alei z zieleni wyłania się dwór. Jest z XVII wieku ale przebudowany w XVIII/XIX. W środku fantastyczna polichromia z XVII wieku, z czasu gdy dwór użyczony był kanonikom regularnym by mieli gdzie mieszkać na czas podniesienia z ruiny ich klasztoru. Wizyta się ciut przeciągnęła bo zakonnicy mieszkali we dworze z pół wieku chyba – ale w ramach „modernizacji i remontu” zafundowali polichromię z przedstawieniami świętych i fantastycznymi emblematami (takie rebusy artystyczne dla intelektualistów 😉 ). A potem cerkiew z połowy XVIII w. i domostwa Łemków. Za nimi kawałek – chałupy Górali Sądeckich, trochę wcześniej też Pogórzan a ciut z boku i Cyganie Karpaccy się zadomowili. A potem tak trochę na otwartej przestrzeni kościół z 1739 roku (w którym podobno czasem nawet sam Pan Dyrektor na organach grywa! 😊) i zagrody Lachów Sądeckich. Jest i szkoła i spichlerze i kuźnia i wiatrak. Czasem pachnie skoszona trawa i kwiaty w ogródkach przy chałupach. Chyba nawet kozy i baranki można niekiedy spotkać. A w zagrodach bywa że siadają panie i panowie w regionalnych strojach lub nieco na nie stylizowanych i robią kwiaty z bibułki albo koronki klockowe albo jakieś świątki z klocka drewna się wyłaniają. I o każdym obiekcie można posłuchać opowieści, które z uśmiechem ale i nienachalnie są gotowi rzec pracownicy ekspozycji. Jeśli ktoś ma chęć na relaksacyjny spacer – to tu! A co najbardziej urzeka? To że obiekty otulone zielenią. To że czuć zapach siana, drewna – wsi po prostu. I że ten skansen przez program „wymierających zawodów” nie jest tylko muzeum. On trochę nadal żyje. Do pani robiącej bibułowe kwiaty można się przysiąść, spróbować samemu kwiat ułożyć – a potem pierwowzór dla tego z woskowego – poszukać w ogródku…

Oświęcim – Muzeum Zamek w Oświęcimiu

Muzeum Zamek w Oświęcimiu jak sama nazwa wskazuje ma ekspozycję w zamku oświęcimskim. Takim prawdziwym zamku bo na wzgórzu i z metryczką średniowieczną i z basztą i tunelami (XX -wiecznymi – ale co tam 😉)… Nie wiem czy jakieś duchy po zamku hasają ale i to co jest to dużo. 😊 Oczywiście nie zachował się w jednym kawałku. Kiedyś tu działały browar, słodownia, kuchnie, zbrojownia itd. itd. Jak to w zamkach. Przecież była to siedziba władców księstwa oświęcimskiego. Koleje losu nadszarpnęły mury warowni. Zwłaszcza Szwedzi w XVII wieku się do tego przyczynili. Ale i tak to co pozostało – imponujące.

We wnętrzu – ekspozycja, i to bardzo dobrze zrobiona, przemyślana, opowiedziana… Zaczyna się od artefaktów odnalezionych w trakcie prac archeologicznych. Średniowieczne narzędzia, naczynia, broń, uzbrojenie itd. Na pierwszym piętrze – mieszkanie mieszczańskie. Takie przedwojenne. Jest zatem jadalnia i stół pięknie nakryty. Pewnie goście przyjdą. 😊 Potem sypialnia w której można też popracować na przykład szyjąc albo przerabiając elementy garderoby. Nie bez powodu jest tu maszyna do szycia Singer (moja babcia taką miała, a i mama na niej też szywała 😊 ). Pokój dziecięcy z zabawkami i biurkiem do lekcji. No i gabinet. Być może tak właśnie wyglądał gabinet Aleksandra Orłowskiego… W każdym razie ta postać była inspiracją dla aranżacji tego pomieszczenia. No i kuchnia. Jasna i czyściutka. Znowu stop klatka z przeszłości mi się wyświetliła. Kredens jak u babci Rotterowej… Krakowianka – ale kredens miała taki sam. 😊 W kuchni młynek do kawy, i kubki wiszą umyte i formy na ciasta. A z boku wieszak na ręczniki z napisem „dzień dobry”. Mądre! Jak kto samotny i do śniadania sam siada w kuchni to mu choć sprzęty kuchenne „dzień dobry” powiedzą. Są też osobne sale opowiadające o społeczeństwie Oświęcimia. Kluby sportowe, apteki, poczta, prasa…

Generalnie – fajne muzeum! A jak dołożymy do tego możliwość zwiedzania tuneli i podziwiania panoramy miasta z wieży – to już nie można nie odwiedzić zamku będąc w Oświęcimiu !

Oświęcim – Muzeum Żydowskie Oszpicin

Przekorna jestem… Byłam na terenie obozów wiele razy, czasem też „oprowadzając” znajomych. W zeszłym roku mój siostrzeniec i jedna z bratanic, poprosili byśmy do Auschwitz pojechali. Nigdy wcześniej nie byli. Pojechaliśmy. Ale do Oświęcimia a nie tylko do Auschwitz… Zamek, rynek, ratusz, muzeum… Ale zanim do obozów – to najpierw poszliśmy do synagogi. Obecnie można zwiedzać ale też jest czynna dla grup i osób chcących skorzystać z niej jak z synagogi. Bo tak naprawdę to jest synagoga i przylegające do niej małe muzeum. Synagoga powstała w 1918 roku i była dedykowana dla Chewra Lomdei Misznajot czyli dla studiujących Misznę. W czasie okupacji stała się magazynem amunicji, po wojnie chwilę czynna a potem zamieniona na magazyn dywanów… Wreszcie przekazana gminie z Bielska – Białej a potem Auschwitz Jewish Center Foundation i od 2000 roku – została wprowadzona Tora, przybita mezuza i można z niej korzystać. Wystrój – prostu. Na środku niewielka drewniana bima, drewniany też rzeźbiony Aron Ha-kodesz, z tyłu niewielka biblioteczka, ławki… Tuż przy Aron Ha-kodesz dwie tablice. Nieliczne elementy które się w Oświęcimiu zachowały, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie synagogi miasta. Na jednej z nich napis: Wiedz przed kim stoisz. Przed Królem Królów nad Królami – Haszem – Błogosławiony On. Zawsze mam Boga przed sobą…

Obok synagogi – wystawa „Oszpicin. Historia żydowskiego Oświęcimia”. Ślady nieliczne – licznej niegdyś społeczności żydowskiej Oświęcimia. 400 lat historii zamknięte w kubku do kawy, łyżce, pożółkłym zdjęciu, starym dokumencie….

Hmmm…. Synagoga jest czynna… W takim miejscu – jest czynna… I jakoś tak mocniej zabrzmiało mi w głowie עַם יִשְׂרָאֵל חַי (Am Yisrael Chai)

Pampeluna (Hiszpania) – Muzeum Uniwersytetu Navarry

Jest wieeeeelki kampus. A jeden z budynków w tym kampusie to Muzeum Uniwersytetu Navarry. Działa od ośmiu lat (od 2015 roku). Impulsem dla jego powstania była darowizna Maríi Josefy Huarte Beaumont, jej kolekcji sztuki współczesnej. To poważna kolekcja! Były tam prace i Picassa i Kandinky-ego, i Tapiesa… A potem też darowizna fotografika José Ortiz-Echagüe. Potężny zbiór fotografii i negatywów największych twórców od XIX wieku. No i okazało się, że budynek dedykowany do tych zbiorów przydałby się jak nic. Beton, bazalt i dąb. To się w bryle muzeum przeplata i przenika tworząc przestrzenie wystawiennicze. Do tego – tam gdzie konieczne – nawiązanie do alabastru. W regionie Navarra w zabytkowych obiektach zachowało się go w oknach mrowie. A sama ekspozycja? Świetnie pokazana. Chronologicznie snuje się opowieść o przemianach w sztuce. Ogromne przestrzenie nie przytłaczają. Przestrzeń zagospodarowana kreatywnie. Eksponaty „wyciągnięte” światłem. I sącząca się gdzieś w tle nienachalna muzyka… Albo dźwięki filmów przyciągające do sali ukrytych gdzieś w zaułkach, gdzie owe filmy w skupieniu niemal kinowym można obejrzeć.

Gdyby ktoś chciał postudiować na Uniwersytecie Navarry albo po prostu Pampelunę odwiedzić – POLECAM!

Pampeluna (Hiszpania) – Museo de la Catedral de Pamplona

Museo de la Catedral de Pamplona jest znacznie większe i piękniejsze niż się spodziewałam! Często muzea przykatedralne są… jakby to powiedzieć grzecznie… bardzo klasyczne… A tu – pełna niespodzianka mnie dopadła! Najpierw krużganki otulające wirydarz pełen zieleni. Przez ostrołukowe okna słońce muska XIII wieczne misterne, wręcz koronkowe kamienne dekoracje. Krużganki prowadzą do refektarza. Teraz to sala koncertowa lub dedykowana na spotkania i wykłady. Gdy byłam tam – akurat instalowane były oświetlenia i nagłośnienie. Zapowiadało się muzycznie. Takie muzeum – że muzeum, czyli przemyślana koncepcja wystawiennicza rozpoczyna się od pałacu biskupiego. Badania archeologiczne odkryły pozostałości od XII do XIV wieku, a ciekawie oświetlone artefakty wciągają widza w podróż do przeszłości… Cała wystawa, kolejne sale, czasem jak labirynty, czasem zachęcające odkrywaniem zakamarków, czasem z klasycznymi gablotami a czasem z wykorzystaniem nowoczesnych technologii wizualnych opowiada o kulturze Zachodu. Kulturze, którą ukształtowała Jerozolima, Ateny i Rzym. Ale w każdym z zakątków Europy te trójpodwaliny zostały doprawione przyprawami lokalnych tradycji i kultury: sefardyjskiej, słowiańskiej, germańskiej, frankońskiej itd. itd. To dziedzictwo okręgu Navarry i Pamplony wystawa cudnie pokazuje. Przemyślana logiczna opowieść prowadzi widza poprzez wielki. Tak, punkt ciężkości jest położony na kulturę chrześcijańską – to jasne. No ale to muzeum katedralne, więc tak narracja skanalizowana jest zrozumiała. Konkluzja – odwiedzając Pampelunę, koniecznie należy to muzeum na listę „do odwiedzenia” wpisać!

Paryż (Francja) – Luwr

Nie można nie być w Luwrze! No… nie można! Pałac króla Francji. Jedno z największych chyba muzeów świata. A na pewno jedno z bardziej obfitujących w perełki najwyższego sortu. Takie z serii z podręczników do historii i sztuki. Blisko 400 tys. eksponatów więc jest w czym wybierać – od antyku do współczesności. Kto co lubi, kto co woli 😉.

Meta dla króla, była to od wieków średnich, przy czym najpierw w wersji warowny zamek. potem przebudowany na renesansowy pałac aż Lemercier nadał mu barokowy szlif. Gdy Ludwik XIV przeprowadził się do Wersalu, tutaj została olbrzymia kolekcja dzieł i właściwie od XVII wieku mamy w Luwrze muzeum. To znaczy oficjalnie Luwr został uznany jako muzeum w 1793, ale już jakieś sto lat wcześniej funkcjonował tu salon wystawowy. Otwarto muzeum na krótko (trzeba było remont zrobić 😊) z ekspozycją składającą się głównie z konfiskat… No taka historia i takie oblicza rewolucji… A potem baaaardzo rozbudował kolekcję Napoleon, głównie łupami wojennymi… No taka historia i takie oblicza zwycięzcy… Potem już poszło bardziej tradycyjnymi metodami: nabytki, dary i takie tam. Obecnie gigantyczne zbiory podzielone są na kilka działów, między innymi Starożytny Egipt, Starożytny Bliski Wschód, Rzeźba, Malarstwo, Rzemiosło artystyczne.

Dziwne miejsce…Dzikie tłumy zwiedzających. To naprawdę przewalające się morze turystów. Część – bo wypada jak się jest w Paryżu. Lezą i nie mogą się doczekać kiedy będzie można już wyjść, bo to kawał zwiedzania jednak. Inni – fascynaci ekscytują się i wpadają w co najmniej uniesienie (by o innych emocjach przez skromność nie wspomnieć… 😉 ) na widok znanych płócien, rzeźb które wyszły spod dłuta największych z największych, kosmicznie misternych dzieł rzemiosła… Wolę – co oczywiste – tę drugą grupę (sama do niej należę… 😊 ). Każda sala kryje jakąś niespodziankę, tajemnicę, drobnostkę czasem, która przykuwa uwagę na długo, długo… Tych zagadkowych (mniej lub bardziej), klimatycznych czasem a czasem tak normalnie ociekających przepychem sali mrowie w Luwrze. Może dlatego filmowcy często go zauważają i wybierają na miejsce akcji zupełnie niezłych realizacji. O „Kodzie da Vinci” nawet wspominać nie będę ale na przykład taki „Marzyciele” Bertolucciego, „Francuski pocałunek” Kasdana albo „Pret-a-porter” Altmana.

Pisząc te kilka słów, zastanawiałam się błądząc myślami i wspomnieniami po salach Luwru, co dla mnie jest taki crème de la crème tego miejąca. Trudno mi wybrać… Ale chyba Nike z Samotraki. Umieszczona na samym szczycie wysoki schodów, w przestronnej klatce schodowej. Zaklęta w kamień w tym ułamku sekundy gdy jeszcze nie frunie ale już nie stoi na ziemi. Olbrzymimi skrzydłami zamachała i wzburzony powiew wiatru potargał jej szaty. I tylko zgubione gdzieś jedno skrzydło (bo jak frunąć na gipsowej protezie…) nie pozwala jej poszybować w przestworza… i tkwi w Paryżu. dla którego chyba też głowę straciła…

Poznań – Muzeum Archidiecezjalne

Metryczka – z końca XIX wieku. Wtedy zostało założone przez bp. Floriana Stablewskiego Archidiecezjalne Muzeum w Poznaniu. Muzeum Archidiecezjalne… No to wydawałoby się, że sztuka sakralna i tyle. No nie… Muszę powiedzieć, że sale ekspozycyjne i cała koncepcja wystawiennicza zrobiła na mnie niemałe wrażenie!. To że zabytki malarstwa, rzeźbi i rzemiosła artystycznego (wszystko sacrum) można tu zobaczyć – to jasne. Ale fajnie zrobione połączenie „starego z nowym”. Sztuka najnowsza staje się fajnym akcentem wśród historycznych obiektów i wymiennie wśród współczesnych realizacji dopełnienie zabytkiem z minionych epok. No fajne. Wystawy stałe w odcinakach (Galeria sztuki średniowieczne, Galeria Nowożytna itd.) ale są też ekspozycje jednego obiektu (np. miecz św. Piotra lub monstrancja Jagiełły) ale te przestrzenie przenikają się i w sumie trudno zauważyć kiedy przeszło się z jednej wystawy na drugą.

Aktualnie trzy czasowe. Jedna to obiekty historyczne – „Wokół sacrum. Fascynująca sztuka śląska XIV-XVI wieku”. To obiekty z Wrocławia, które prezentowane są tutaj (zupełnie nieźle wystawienniczo) na czas remontu budynków wrocławskich. Dwie kolejne – to sztuka współczesna. „Lux umbra Dei – Tadeusz G. Wiktor”. Było to dla mnie spore zaskoczenie! Płótna przecież abstrakcyjne. Dobre dopełnienie pustą jasna przestrzenią ultramaryny kompozycji twórczych. Z boku stoi fortepian. „Słychać” muzykę ciszy… No i na poddaszu kontrowersyjnie trochę brzmiący tytuł „Szczelina – Grzegorz Niemyjski”. To realizacje inspirowane sacrum. „Pieta” „Smutny biskup” itd. To co wystawione na poddaszu pokazane w dobrym oświetleniu, które fajnie wyciąga całość i robi klimat. Generalnie – odwiedziny rekomenduje. Pomimo pozornego chaosu tematów i epok można się odnaleźć i można odnaleźć perełki dedykowane dla siebie, bez względu na to co kto tam lubi 🙂

Poznań – Muzeum Historii Ubioru

Jako osoba zajmująca się między innymi fatałaszkami nie mogłam nie odwiedzić poznańskiego Muzeum Historii Ubioru! Adres, GPS, idę. Polazłam i nie zauważyłam, że już jestem na miejscu. 🙂 😎 Żeby trafić do Muzeum trzeba zadzwonić (domofon) i w kamienicy na parterze mieszkanie – to to. W sumie trzy pokoje w nich ustawione eksponaty. Aktualna wystawa „A diabeł tkwi w szczegółach. Rzemiosło i sztuka w dekoracjach odzieży w XVIII i XIX wieku”. Całość to kilkanaście eksponatów w znaczeniu suknie, staniki, smoking chyba jakiś, chusta, mankiety takie tam. Najstarszy – to kiecka z XVIII wieku – ładna i nieźle zachowana. Potem coś z negliżu i coś na większe wyjście. 🙂 Ale co jest największą atrakcją? Pani która z automatu zaczyna oprowadzać. Chyba pakiet w cenie biletu. Takiego zaangażowania, emocji i wiedzy dawno nie widziałam/słyszałam. Muzeum ok maleńkie ale emocje i pasja robią robotę!

Poznań – Muzeum Narodowe, Starym i Nowym Gmach

Muzeum Narodowe w Poznaniu. Wystawy stałe to „milion” sali w Starym i Nowym Gmachu. Ależ tu mają eksponatów! Głównie malarstwo. I perełek ile! Od jednego z moich ulubieńców – Malczewskiego (wiem mizernie jestem oryginalna ale cóż… i tak go lubię 🙂 ) począwszy. Chyba faktycznie najwięcej tych perełek to polskie malarstwo XIX i XX wieku. A już mocno mnie wzruszyła Madonna Dunikowskiego! Kopia tej rzeźby stała tuż przy wejściu w „moim” liceum plastycznym. Straaaaasznie dużo eksponatów. Aż trochę chyba za dużo na raz… Aż odrobinę przytłacza ilość… Na przykład w Sali Moneta tego Moneta trzeba szukać pośród kilkunastu chyba płócien wyeksponowanych z równym zaangażowaniem. Do tego łatwo się pogubić w salach. Niby są tablice ale co najmniej kilka razy musiałam dopytywać (miłe skądinąd panie) gdzie dalej iść i co jeszcze można zobaczyć. W starej części bardzo bardzo klasyczne wszystko wystawienniczo. Najgorzej chyba wypada starożytność. Nie dość że w piwnicy to jeszcze wnętrze mocno przygnebiające robi wrażenie. Lepiej troszkę w nowej ale tak bez kreatywności, bez jakiegoś pomysłu. Do tego światło chyba kompletnie nie zostało zaproszone do współpracy, a momentami jest nawet w opozycji. A chyba się da – bo czasowa zrobiona świetnie… Konkluzja: cudne eksponaty dla nich warto tu zaglądnąć, wystawienniczo – no.

Natomiast warto podkreślić – Muzeum świetnie prezentowane jest online!

Poznań – Muzeum Narodowe „Polska. Siła obrazu”

Taka wędrówka przez XIX i XX wiek polskiego malarstwa. Od działań „ku pokrzepieniu serc” do europejskich nowinek. Fajnie pomyślana opowieść. Matejkowskie płótna otulone burgundem, potem poważne i melancholijne Grottgery, przez żółcieniem spowite chełmońskie wsie, po nastroje Wyczółkowskiego lub Wojtkiewicza. I tak od połowy XIX wieku do początku XX. To nie tylko historia malarstwa polskiego tego okresu. To opowieść o kulturze, mentalności, szukaniu lub raczej chronieniu swojej kultury, tradycji, historii i nie wiem czego tam jeszcze… Ale też wpisywania się w najnowsze art. nury. Całość fajnie zaaranżowana wystawienniczo z nieźle zaangażowanym w ekspozycje światłem. Kolejne odsłony podkreślane też kolorem tworzą opowieść tak od zrywów, chwalebnych minionych wspomnień, przez tradycję domu, różnorodność etniczną i piękno lokalnego pejzażu. Nagromadzenie na metr kwadratowy płócien taki z serii z „znamy z podręczników” gigantyczne. Tu Rejtan rozchełstał swą koszulę, tu się dzieweczka babim latem zapomina, tu się Malczewskiemu od inspiracji w głowie kręci a Grottger w patriotyczną zadumę wpada. A całość poznańskiej odsłony „Polska. Siła obrazu” zdecydowanie kusi by odwiedzić

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑