Dzień: 2024-08-19 (Page 1 of 4)

Łomża – Muzeum Północno-Mazowieckie

W sumie niewielkie, ale zupełnie dobrze ekspozycyjnie zorganizowane Muzeum Północno-Mazowieckie w Łomży. Ma już swoje lata w sumie no działa od 1948 roku. Starania Adama Chetnika doprowadziły do tego by sporym wysiłkiem muzeum powstało. Co można zobaczyć? Dla mnie głównie fascynujące były bursztyny. Ten region bursztynami stoi! To fakt bezdyskusyjny 😊 Ale te na wystawie nie tylko ładnie były pokazane ale i ciekawie opowiedziane. Aż miałam ochotę nabyć drogą kupna jakąś piękną rzecz jubilerską… Ostatkiem sił się powstrzymałam 🙂 🙂 Nie dziwię się, że w strojach regionalnych obfita biżuteria bursztynowa jest akcentem koniecznym i nieodwołalnym dla zacnego prezentowania się. Kolejna wystawa stała to „Kurpiowskie osóbki”, czyli światki wszelakie w przydrożnych kapliczkach lub przydomowych instalowane. Tak dla ochrony przed złym, dla zapewnienia szczęśliwości… A jak już szczęśliwość mamy zabezpieczoną – to możemy pooglądać dwie kolejne „opowieści”. Tym razem o samej Łomży. Jedna tak od czasów archeologicznych a druga znacznie późniejsze czasy przybliża bo tak od połowy XVII wieku. Zaskoczeniem dla mnie był zbiór lamp. Jakoś tak bardziej z Krosnem kojarzę taką tematykę. Ta kolekcja łomżyńska – całkiem imponująca. Są lokalne produkcje i takie rodem z Chin, są stojące, wiszące, zdobne i proste w formie. No ładnie, choć pewnie gdyby było więcej miejsca to jeszcze piękniej mogłyby być wyeksponowane. Teraz tłoczą się w kilku gablotach. Na koniec czasowa. Duże przestrzenie ekspozycyjne na parterze a w nich prezentowane ostatnio pozyskane dary dla muzeum. Czyli tak tematycznie – wszystko! Ale taki charakter wystawy. Pokazać co nowego w zbiorach się pojawiło.

W sumie – sympatyczne, klasyczne ekspozycyjnie muzeum w którym zerknąć tu i tam jest na co! I co ważne…. Z pięknymi bursztynami!!!!  😊  

Łódź – Muzeum Historii Miasta Łodzi, Pałac Izraela Poznańskiego

Ale to kaaaaaawał pałacu! Nie spodziewałam się, że aż taki rozmach miał Izrael Poznański. Obecnie to oddział Muzeum Historii Miasta Łodzi ale myśl twórczą Poznańskiego widać mocno nadal. Pałac powstał pod koniec XIX wieku i nie bez kozery nazywany jest łódzkim Luwrem. To chyba największa w Polsce rezydencja fabrykancka. Gabinety, pokoje, jadalnie a do tego sale balowe, teatralne, ogród… No jest moc! 😊 Obecnie na parterze i piętrze kilka wystaw stałych. To opowieść o rodzinie właścicieli, ale też wystrój pałacu jako takiego, jest buduar i gabinet i salon i sypialnia też. 😊

Są też plany filmowe, bo przecież pałac był scenografią dla kilku przynajmniej kultowych realizacji od „Ziemi obiecanej” począwszy. No i gabinety znanych i wielkich a pochodzących z Łodzi. W tym dwaj moi ulubieńcy, którzy cudownie potrafili odmalować emocje… przy czym jeden dźwiękami a drugi słowem – Rubinstein i Tuwim. W pomieszczeniach poświęconych temu pierwszemu muzyka się sączy w tle… cudnie dopełnia całość (swoją drogą mnóstwo instrumentów w kolejnych pomieszczeniach pałacu… Muzyka jest ważna przecież… bez niej się nie da… tak po prostu się nie da. Albo przynajmniej jest trudno…). W pokoju Tuwima – maszyna do pisania, pióro. Maszynopis chyba „Ptasiego radia”. Tu trochę szkoda bo to taki grzeczny tekst, a Tuwim mistrzem riposty był przecież genialnym i krótkich a zwięzłych myśli!

Łódź – Muzeum Historii Miasta Łodzi „Na wspólnym podwórku – łódzki tygiel kultur i wyznań”

Jak są chęci to i metoda się znajdzie! Oczywiście jeśli te chęci są…. Tak to generalnie bywa…

Czy da się żyć obok siebie nawet jeśli się święci dzień wolny w inny dzień tygodnia a święta z tymi celebrowanymi przez sąsiadów, jakoś rozjeżdżają się w kalendarzu. No pewnie! Generalnie wszystko da się zorganizować jeśli obie strony chcą. W Łodzi tych „stron” było znacznie więcej bo i Polacy i Niemcy i Żydzi i Rosjanie itd. itd. A religijnie: Katolicy, Żydzi, Protestanci, Prawosławni… Faktycznie kogel mogel kulturowy. Ale wszystkim przyświecał jeden cel, powód dla którego się w Łodzi osiedli i Łódź tworzyli: polepszyć swój byt! Ziemia obiecana… Jednym się udawało innym nie – życie… Ale nikomu nie przeszkadzała zasadniczo „inność” sąsiada. Czasem ta inność może nawet mocno fascynować i pociągać. Różnie bywa. W Muzeum Historii Miasta Łodzi jedna z wystaw to „Na wspólnym podwórku – łódzki tygiel kultur i wyznań”. Od razu napiszę – świetna!!! Fantastycznie poprowadzona opowieść taka domowa i taka miejska dnia codziennego – tego w pracy i tego świątecznego. I gwar kawiarni gdzieś tam w tle i rozmowy w każdym języku jaki do głowy Łodzianom przyszedł. 😊 I przez okno można do sąsiadów pozaglądać . Łódź z ’39… Bezpowrotnie utracona… kurcze… szkoda…

Łódź – Muzeum Kinematografii

Muzeum Kinematografii w Łodzi. Pomysł szyty na miarę dla tego miasta! Muzeum mieści się w pałacu Scheiblerów. To była znana rodzina fabrykantów łódzkich niemieckiego pochodzenia. Rodzina zasobna, kompleks fabryczny spory, do tego osiedle mieszkalne dla robotników. Spory kompleks, fajnie pomyślany a obecnie nieźle, i to w dużej części zagospodarowany i przywrócony do życia na nowo. Sam pałac zachowała się w stanie zupełnie nienajgorszym, wyposażenie wnętrza też jest w wielu pokojach, i meble i kunsztowne boazerie i piękne piece, klatki schodowe, itd. itd. Możliwe że z tego powodu (albo był to jeden z powodów…) pałac był miejscem realizacji filmowych, kilkudziesięciu produkcji. I możliwe że dlatego we wnętrzach tegoż pałacu pomyślana została wystawa opowiadająca o filmie polskim – tak właściwie opowiadająca przez pryzmat Łodzi – miasta filmowców. Pomysł na wystawę – dobry! Ale… Samą ekspozycję jakoś dziwnie się ogląda… Niby są eksponaty i nawet jakieś fragmenty filmów tu i ówdzie, kamery, sprzęt, elementy scenografii i kostiumy… Tylko że to wszystko jakieś takie przypadkowe i nie wciąga widza w opowieść. Ktoś kto zna „Akademię Pana Kleksa”, „Faraona” lub „Krzyżaków” uśmiechnie się miło widząc kostiumy. Ale nie oszukujmy się, nie każdy turysta odwiedzający to muzeum oglądał te realizacje. Niektóre części wystawy są wręcz zbyt trywialne. I samo wepchnięcie w historyczne wnętrza pałacu fabrykanckiego takiej opowieści jest jakieś takie niespójne. A jak dodamy do tego młodych pracowników, którzy zatopieni są w przeglądaniu własnych telefonów lub zajęci rozmowami towarzyskimi ze sobą… Kinematografia to świat cudów, gdzie marzenia stają się rzeczywistością… Od takiego muzeum wymagałabym większej kreatywności i ciekawsze ekspozycji.

Marrakesz (Maroko) – Muzeum Marrakeszu

W XIX wiecznym pałacu marokańskiego ministra obrony Mahdiego Munabbiego zrobiono Muzeum Marrakeszu! To znaczy nie od razu. 😊 Po odzyskaniu przez Maroko niepodległości, budynek nie był jakoś mocno zaopiekowany. Najpierw zrobiono tu szkołę dla dziewcząt. Ale dość szybko przestała funkcjonować a budynek popadał systematycznie i skutecznie w ruinę. Dopiero w latach dziewięćdziesiątych lokalny biznesmen Omar Benjelloun uznał, że Marrakesz zasługuje na muzeum, a ten pałac zasadniczo na ten cel się nadaje. Pałac odremontował i w 1997 muzeum otworzył. Olbrzymi zadaszony dziedziniec – robi wrażenie ażurowymi zdobieniami i gigantycznym koronkowej roboty żyrandolem. Wokół dziedzińca małe pomieszczenia ułożone w półotwarte galerie, w nich gabloty z eksponatami. W sumie w całym muzeum eksponatów może kilkadziesiąt… Troszkę biżuterii, odzieży, broni, ceramiki i naczyń. Gdy wchodzi się w labirynt pomieszczeń (dosłownie labirynt) można znaleźć jeszcze jakieś smutno wiszące obrazy w nie do końca wyremontowanych pomieszczeniach. Ale gdy się ktoś odważy w ten labirynt zapuścić, i to jeszcze sam… Hmmm…. Są emocje! Pusto, cicho, jakiś szum wody tylko z daleka, wiatr hula i podkręca emocje niczym muzyka filmowa w horrorach, w którymś tam momencie nie do końca się pamięta jak wrócić… Ja nie wiem czy to jest najpiękniejsze z muzeów Marrakeszu… Ja nie wiem nawet czy o to w koncepcji muzeum idzie… Jak ktoś chce pooglądać artefakty – to niewiele tu ma. Ale jeśli ktoś ma ochotę zagubić się labiryncie pustych ale kolorowych pomieszczeń i poczuć dreszcz emocji zagubienia w nieodkrytej historii… To tu! 😊

Marrakesz (Maroko) – Pałac Bahia

Wielki Wezyr Si Musa wzniósł w połowie XIX wieku w Marrakeszu pałac Bahia. Potem jego syn Ba Ahmed pałac mocno rozbudował no i wyszedł w konsekwencji, taki pełną gębą bo ponad 150 pokoi, dziedzińce, ogrody, fontanny, meczety…! Po śmierci Ba Ahmeda, sułtan Abdelaziz przejął pałac i kazał splądrować by wszystko co cenne zabrać. A potem pałac był miejscówką dla rezydenta francuskiego. A potem, po odzyskaniu niepodległości – znowu rezydencją królewską. A aktualnie – muzeum.

Właściwie, gdy zwiedza się pałac – kark boli 😉 Bo cudowne drewniane, malowane sufity kuszą pięknem, no i  człowiek zadziera głowę by każdy szczegół zobaczyć! Wchodzi się przez podkowiastą bramę, i niemal od razu – labirynt pomieszczeń, zakamarków, wirydarzy, dziedzińców, ogrodów…

Artefaktów, właściwie nie ma. Pałac wielokrotnie był plądrowany… Ale i tak warto go zwiedzić dla mnogości architektonicznych dekoracji, stiuków, malowideł… A jakie mozaiki! Najlepsi rzemieślnicy z całego kraju byli zatrudnieni do ich wykonania – i zdecydowanie to widać! A gdy dołożymy do tego muzykę szumiących fontann… Szkoda tylko że tu i ówdzie tę muzykę zagłusza tłum zwiedzających turystów 😊

Miechów – Muzeum Ziemi Miechowskiej „W starym dworze stary ład”

Mam sentyment do dziedzictwa ziemian (mieszczan zresztą też i to pół na pół – z tego samego powodu… 😉 ) Współczesne wyobrażenia o życiu we dworze często są mocno zniekształcone i wypaczone. A tak naprawdę – najczęściej było to gniazdo domowe gdzie życie toczyło się swoim ustalonym rytmem na straży którego stała tradycja. Ok ok – czasem artystycznym i buntowniczym duszom udawało się spod jej skrzydeł wyrwać ale generalnie ustalone zasady przez wieki kreowały codzienność… Tak o dworze ziemiańskim opowiada wystawa „W starym dworze stary ład” w Muzeum Ziemi Miechowskiej. To trzy kolejne sale zaaranżowane tak, że podglądamy codzienność okolicznych ziemian.

Wystawę zwiedzałam w towarzystwie Pana Dyrektora i jednego z Członków Rady Muzealnej. Panowie dyskutowali na ważkie tematy. Ja odeszłam na bok. W tle dobiegały mnie rozmowy ale takie ciut za mgłą. Słyszałam przyciszone głosy rozmówców ale niekoniecznie słowa… Przycupnęłam w pokoju dziennym. Światło zza okna ślizgało się po ułożonym na stole nakryciu, prawie słyszałam trzask spieczonej skórki chleba który kucharka w pomieszczeniu obok kroiła, pewnie zaraz poda śniadanie… w pokoju obok pan wrócił z objazdu, zrzucił buty do jazdy konnej, jeszcze czuć zapach wiatru… zegar na kredensie miarowo odmierza sekundy, a w kuchni na oknie czas zamknięty w słoikach i wekach…

Ech… pięknie opowiedziana wystawienniczo historia… Nie wiem… Może ślizgające się światło, a może niski tembr męskich przyciszonych rozmów gdzieś w tle, a może nastrój miejsca… A może wszystko na raz… przeniosłam się na chwilkę w czasie…

Miechów – Muzeum Ziemi Miechowskiej „Tkaniny i paramenty”

Muzeum Ziemi Miechowskiej zostało powołane do życia w 1910 roku. Miejsce swoje znalazło w odrestaurowanych na tę okoliczność zabudowaniach dawnego klasztoru bożogrobców. Zarówno pierwsza jak i druga wojna światowa uczyniły spore szkody i w działalności i w zbiorach. Reaktywacja nastąpiła w 2012 roku a siedzibą muzeum stał się Zamek Generała – budynek w historycznym kompleksie klasztornym bożogrobców. Klasztorny anturaż od początku istnienia muzeum, prowokuje niemal by jedna z ekspozycji była dedykowana sztuce sakralnej! I tak jest „Tkaniny i paramenty” to wystawa stała na którą składają się w głównej mierze zabytki związane z bożogrobcami. Jest zatem cały garnitur liturgiczny, tkaniny o rodowodzie włoskim, francuskim i tureckim (ta ostatnia to najcenniejszy chyba czerwony ornat z motywami tulipanów). Jest też trochę sztuki złotniczej, często to zabytki z bogatym programem semantycznym. No i galeria portretów bożogrobców – w znaczeniu przełożeni klasztoru. Ekspozycyjnie – światło świetnie dopełnia prezentowane obiekty i prowokuje do zwiedzania w taki sposób by opowieść o nieistniejącym dziś zakonie snuła się przed naszymi oczyma od gabloty – do gabloty…

Ach! Jak to w murach starych klasztorów… ZIMNOOOOOO…. Ale jak pięknie! 🙂

Nagłowice – Dworek Reja

W Nagłowicach, w dworze Walewskich z przełomu XVIII i XIX wieku jest muzeum Mikołaja Reja. Hmmm…. W sumie to trudno sobie wyobrazić muzeum z mniejszą ilością eksponatów…. A oprowadzanie (po jednej, no… dwu salach w sumie) trwało jakieś 45 min! Kilka rękopisów i … i tyle. 😊 Poza tym dwa manekiny prezentują stroje z epoki, trochę reprodukcji (słabych zresztą) – też z epoki. W sumie to podziwiałam Panią, która barwnie i z emocjami o Reju prawiła. Żeby taką umiejętność posiąść by umieć z pustego nalać… Noooo szacun!

Nowy Sącz – Miasteczko galicyjskie

Skansenów w Polsce mrowie. Lepsze, gorsze, mniejsze większe – różnie. Ale pomysł by w realia muzeum na wolnym powietrzu przenieść miasto – wyjątkowy! Jeden z oddziałów Muzeum Okręgowego w Nowym Sączy – Miasteczko Galicyjskie. Rynek, na nim ratusz, karczma, wokół rynku domy rzemieślników i handlarzy, troszkę dalej dwór. No cudnie i klimatycznie. Wszystkie obiekty to kopie obiektów nieistniejących lub takich które nie nadawały się do przeniesienia. Jest zatem ratusz Starosądecki, jest, dom szewca i golibroda, jest sklep bławatny, można zerknąć na pocztę i do remizy strażackiej, zobaczyć asortyment sklepiku kolonialnego i apteki. No i jest atelier fotograficzne! Nawet z przyrządem pozwalającym na unieruchomienie modela by się nie wiercił przy foceniu bo zrobienie zdjęcia przecież ciut trwało… Można u garncarza ulepić sobie co tam kto lubi, coś tam z drewna wydłubać u stolarza, w karczmie lub cukierni dobrze zjeść a nawet w samym miasteczku przenocować. No i pracownicy Muzeum. Tak uśmiechniętych, otwartych i chętnie opowiadających o ekspozycji pracownikach – nieczęsto się spotyka!

« Older posts

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑