Dzień: 2024-08-10 (Page 1 of 4)

Pomorskie – Gdańsk sakralnie

Nie wiem czy pozwiedzałam wszystkie kościoły Gdańska, ale te ważniejsze pewnie tak. Ostatecznie nie jest ich tyle co w Krakowie… Spacer w klimacie gotycko – ceglanym. 🙂 Oczywiście ceglaste nie jest wyłącznie sacrum. Profanum też. Ceglaste są bramy i młyn i targ i nawet filharmonia bałtycka też. Ale sacrum hmmm… faktycznie w większości to piękny ceglasty gotyk, oczywiście polukrowany w środku barokiem. Crème de la crème to oczywiście mariacki. Sklepienia gwieździste i kryształowe – ilekroć tu jestem – zachwycają mnie jak nic. W remoncie teraz trochę ale przepychem powala św. Mikołaj – akurat trafiłam na jakieś ćwiczenia organomistrza. Fajnie muzyka płynęła muskając barkowe figury, które przycupnęły na ołtarzach… Coś sporo pożarów ostatnio chyba było w gdańskich kościołach. Kilkanaście lat temu spłonął dach św. Katarzyny. Nadal wnętrze ten pożar pamięta. Nagie odrapane mury, zranione ogniem i bardziej chyba wodą ołtarze… A chyba dwa lata temu płonął św. Piotr i Paweł. Tu mniej skutki pożaru widać ale też tak jakoś wiatr hula… Św. Jan – to teraz centrum kultury. Wnętrze – widać, że kościół – ale na środku fotele teatralne i scena i reflektory i takie tam. W sumie sala koncertowa do muzyki sakralnej – jak ulał! Ciekawy kościół (właściwie dwa obok siebie) franciszkanów. W tym większym zaskakujące organy. Nie ma ich tam gdzie zwykle bywają – są tuż przy ołtarzu. Wiszą właściwie nad nim gronami piszczałek. Jedyny kościół do którego – by zwiedzić – trzeba kupić bilet, to św. Brygida. A w środku… hmmm krypta z ułożonymi skrzętnie czaszkami, słynny bursztynowy ołtarz i… prałat Jankowski w kilku odsłonach…. taaaa….

Sama nie wiem… Takie strzeliste, czasem trochę ascetyczne te wnętrza. Zwykle ubogacone zupełnie niezłymi organami. Piękne są kościoły Gdańska i sporo perełek sztuki wszelkich epok we wnętrzach kryją. Ale tak jakoś gdy łaziłam od jednego do drugiego – to jedyne co mi po głowie się plątało to – „fajnie by tu brzmiał koncert”…

Pomorskie – Gdańsk Wrzeszcz i 100cznia

Gdańsk jest super! To jest jasne. Ale jak się już pozwiedzało wszystkie obowiązkowe punkty na mapie miasta to co „pozobaczać” teraz? Są takie dzielnice, w których to turysta robi większe wrażenie na „tubylcach” niż na odwrót 😊 Idę ulicą którąś w dzielnicy Wrzeszcz. Słonecznie i leniwie bo to wolny dzień. Jakaś „żulietta” chcąc w zamian monetę wskazała mi, że tam to piękny las jest i pospacerować można. Fakt – ładny. Jakiegoś przechodnia zapytałam co tu można zobaczyć. Popatrzył na mnie jakbym z księżyca spadła. „Tu nic nie ma!”. Hmmm…. A ja sobie myślę, że nie ma takich miejsc, że nic nie ma. 😊 Historia Wrzeszcza sięga XIII wieku, od XIX – stał się częścią Gdańska. Tu, zwłaszcza w okresie międzywojennym – osiedlili się Żydzi i Polacy. We Wrzeszczu zachowała się do dzisiaj jedyna synagoga. Obecnie jest czynna, a przy niej działa gmina. Zbudowana na początku XX wieku głównie dla Żydów przybyłych z terenów Rosji i Wielkopolski. Ale tuż przed wojną Gmina po przykrych atakach, odsprzedała budynek. Może dlatego budynek przetrwał… Po wojnie była w ruinie. Dopiero w 2009 chyba roku Gmina go przejęła. Odnowiony – zaczął żyć na nowo i służyć społeczności. Ale Wrzeszcz jest wieloreligijny. Jest też cerkiew z połowy XX wieku znajdująca się w budynku z dawnej ewangelickiej krematoryjnej kaplicy z początku XX wieku oraz dwa chyba kościoły (z XIX i pocz. XX wieku) – w tym bardzo ładna neogotycka kolegiata. Do tego park, urocze kamieniczki… Klimatyczne miejsce w sumie.

A propos klimatyczne. Inny zakamarek Gdańska – stocznia. Właściwie to budynki postoczniowe. Stały i rdzewiały, strasząc okrutnie. W 2017 dwójka kreatywnych ludzi – Ala Jabłonowska i Kuba Łukaszewski, pomysł przekuli w działanie. Bo pomysły tylko wtedy są fajne, gdy się je ma ochotę w życie wprowadzić. No i powstał projekt 100cznia. Niebanalne miejsce!!! Labirynt, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. Kuchnie z różnych zakątków świata, sceny muzyczne i takie dedykowane na spektakle, zakamarki na posiedzenie i porozmyślanie samotne ale i dedykowane na spotkanie z przyjaciółmi. Taka art strefa chillout, gdzie można się spotkać, pogadać, coś zjeść, coś posłuchać lub obejrzeć, wyżyć się artystycznie. Genialne miejsce!

Pomorskie – Gdynia

Hmmm…. Co można zobaczyć ciekawego w Gdyni… No… Muzeum Emigracji – to tak! Żeby do niego dotrzeć szłam wzdłuż portu i tory jakieś i konstrukcje pojęcia nie mam do czego służące ale przypuszczam, po baaaaardzo intensywnym „zapachu”, że przetwórnie ryb jakieś portowe albo przeładunkowe… nie wiem – ale zapach mocno zapadł mi w pamięci! Jest też Akwarium i… tyle chyba na jego temat… No na pewno PIĘKNE molo, Bulwar Nadmorski i Skwer Kościuszki. A przy nabrzeżu cumujące imponujące żaglowce – choćby Dar Młodzieży i Dar Pomorza. Gdynia powstała przecież tak na dobre w okresie międzywojennym więc próżno tu szukać starówki czy jakichś artefaktów. To znaczy pierwsze wzmianki o Gdyni z wieków średnich – zgoda, ale była to wioska. Przechodziła z rąk do rąk, była między innymi własnością zakonu kartuzów. W sumie ta własność przyczyniła się do mocnego rozwoju wsi. W XIX wieku kartuzów władze Pruskie wywłaszczyły a Gdynia weszła w skład domeny królewskiej. W XX wieku zaczęto wykorzystywać piękne plaże by Gdynie wykreować na miejsce wypoczynkowe. W momencie wcielenia do Polski – była to chyba największa wieś w okolicy. Sytuacja polityczna była w tym czasie cokolwiek napięta. Potrzebny był port wojskowy – i… tu zaczęto go budować w 1920 roku. Sześć lat później – Gdynia staje się miastem!

No a co z tym zwiedzaniem? No nabrzeże… i… może jeszcze sam port… trochę willi (ale to głównie Orłowo – niby dzielnica Gdyni ale jakby osobna historia) i… widok błękitnego morza konkurującego z błękitem nieba… A po tych błękitach błąkają się bielą raz żaglówki… raz chmury…

Pomorskie – Gdynia Orłowo

Orłowo to właściwie dzielnica Gdyni. Wcześniej była to wieś, która nazwę zawdzięcza… karczmie! Jakoś na początku XIX wieku, Hans Adler kupił ziemię u ujścia rzeczki Kaczej i założył karczmę o cudnej nazwie Adlershorst (Orle… czy ja wiem co? Gniazdo chyba…). Podobno nadał tę nazwę by upamiętnić legendarną bitwę dwu orłów, która tu miała mieć miejsce a opowieść o niej setki lat przetrwała w bajaniach rybackich. Sto lat po założeniu owej karczmy Orłowem nazwano całą wieś. Swoją drogą zajazd Adlera przetrwał ale funkcję ciut zmienił bo teraz jest tu szkoła plastyczna. Miejsce urokliwe, plaża bajeczna, nikogo nie dziwi, że kurortem stała się dość szybko a pensjonaty, domy kuracjuszy i wille wyrastały jak grzyby po deszczu. Pojawiali się tu „znani i zacni” goście. Lubił przez okno willi patrzeć na morze na przykład Żeromski, czasem też Kasprowicz. Ten pierwszy – spędził znacznie więcej czasu. Na tyle dużo, że napisał w Orłowie „Sambor i Mestwin” a i (co nie dziwi 😉) „Wiatr od morza” trochę też. Częścią Orłowa są Kolibki. Tu można zobaczyć pozostałości zabudowań dworskich. Był tu też XVIII wieczny kościół św. Józefa ale Niemcy zburzyli w czasie II wojny – do zera. Ale Kolibki znane też z najbardziej chyba rozpoznawalnego zdjęcia z II wojny. Hans Sönnke sfotografował hitlerowców wyłamujących szlaban graniczny na granicy polskiej.

Orłowo ma swoje molo. Pierwszy, pomost właściwie, wybudowano na początku XX wieku – taaaaki malutki 😊. A potem kolejne rozbudowy no i miało molo ponad 400 metrów i urocze było do spacerowania. A i niewielkie jednostki pływające też miały gdzie zacumować 😊 W latach 50 XX wieku ciut się popsuło po sztormie i w ruinę popadało ale obecnie po gruntownej renowacji jest znowu uroczym miejscem spacerowym. Tyle, że połowę krótszym bo ma niecałe 200 metrów. Dla spacerów w sumie czas w Orłowie się spędza. Można połazić po tym molo, pooglądać z daleka i z bliska klif orłowski, posłuchać szumu morza lub szmeru rzeczki Kacza, połazić po ulicy Orłowskiej, oglądając przy okazji zupełnie ładne i często zabytkowe domy dla kuracjuszy i sanatoria. A jak komuś już spacery się znudzą to zawsze można było w słynnym dzięki Lady Pank „Maximie” czas spędzić. No teraz to już tak trochę ruina a nie ekskluzywny klub ale w piosence nadal brzmi „tańcz głupia tańcz”…

Pomorskie – Sopot

Hmmm… Trójmiasto… Gdańsk się zwiedza, w Gdyni się pracuje, a w Sopocie – wypoczywa! Sopot istnieje od wczesnych wieków średnich ale na kurort awansował w XIX wieku. To znaczy pod sam koniec XVIII wieku hrabia Sierakowski zbudował w Sopocie dom letniskowy i uruchomił lawinę. Potem Wegner pierwsze kąpielisko i tak dalej i tak dalej… 😉 Co można pozwiedzać w Sopocie? W sumie niewiele, ale nie po to się tu przyjeżdża. No ale gdyby się komuś leżakowanie na piachu znudziło to: dwa kościoły (ewangelicki i katolicki) obydwa z okolic XX wieku, jest też Zakład Balneologiczny, kilkadziesiąt urokliwych domków – takich szytych na miarę i klimat kurortu nadmorskiego. Kilka też takich par excellence miejsc marynistycznych – latarnia morska lub molo. To molo to chyba jedno z najdłuższych bałtyckich. Do tego drewniane i z metryczką XIX/XX wieku. No i z „metką” celebrycka. 😉 Gdy w Sopocie dzieje się festiwal (a ten piosenki – dzieje się mniej lub bardziej cyklicznie od 1961 roku) na molo pojawiają się gwiazdy, gwiazdeczki i inne komety… i rzecz jasna dzikie tłumy stawiające sobie za punkt honoru zrobić „selfi” z wyżej wymienionymi. 😉 Swoją drogą niewiele pewnie osób pamięta (obym się myliła i była to powszechna wiedza…), że Opera Leśna wypromowana została na początku XX wieku dzięki Festiwalom Wagnerowskim. Wiem… na różne sposoby był on wykorzystywany ale samego Wagnera i muzykę jego bardzo uważam. W latach 80 – tych chyba Wagner trochę do Opery Leśnej wrócił ale i tak obecnie z Festiwalu Piosenki jest Sopot i sama Opera szerzej znane. Miasto ma też „trakt spacerowy” z przewalającym się w te i we w te tłumem turystów – czyli ulicę Monte Cassino a przy niej krzywy domek (Znany z tego, że krzywy. 😉 I to na tyle, że się znalazł na liście 50 najdziwniejszych budynków świata!) pomnik niedźwiedzia „Wojtka” i milion kawiarni, lodziarni, restauracji, hoteli, pensjonatów itd. itd.

No… Takie senne miasteczko, kurort leniwy, który wybucha intensywnością życia gdy zaczyna w Operze brzmieć muzyka.

Pomorskie – Żukowo

Niedaleko Kartuz jest Żukowo. Z czego znane? Ano z klasztoru norbertanek, który w 1212 roku Mściwój I Gdański ufundował i zakonnice sprowadził; nadał też im dobra. Od samego początku norbertanki prowadziły w klasztorze szkołę, która z czasem zasłynęła z uczenia haftów. Swoją drogą norbertanki i ich uczennicy mocno przyczyniły się do rozwoju i kultywowania haftów kaszubskich. Na tej bazie wykształciła się nawet lokalna jego odmiana. Klasztor się prężnie rozwijał, wpływając też na rozwój całego rejonu aż do XIX wieku, kiedy to decyzją władz pruskich został rozwiązany. Kościół przekazano parafii, w stajni zrobiono plebanię, zabudowania klasztorne – do rozbiórki…

Do dziś przetrwał kościół, i odrobina zabudowań (stajnia – też 😉). Świątynia ma bogate wyposażenie. Między innymi renesansowy ołtarz główny, który wyszedł z pracowni Hermana Hana. W nim, Niepokalana wśród stada aniołków. Jest też tryptyk antwerpski ze scenami pasyjnymi, który datuje się na XVI wiek. Oprócz tego ambona, empora, itd. itd. itd. I ja chętnie zobaczyłabym a i pofociła ale… Nieopodal wejścia (na zabudowaniach byłej stajni o ile pamiętam) była informacja, że do kościoła a i owszem wejść można ale wyłącznie po telefonicznym zgłoszeniu takiej chęci – dzień wcześniej… To jedyne wówczas miejsce było gdzie informacja zapodana wisiała i numery telefonów stosowne… Więc zerknęłam tylko przez kratę i uchylone drzwi. W ten sposób zobaczyć można było gotycki krucyfiks z XIV wieku, wokół niego w medalionach symbole ewangelistów. Obok – barokowy ołtarz św. Norberta. I po zwiedzaniu Żukowa. To znaczy jest też fajne muzeum, do którego może kiedyś dotrę – ale to na osobną opowieść… 😊

Śląskie – Bielsko-Biała

Węgry mają Budę i Peszt a my mamy Bielsko i Białą. 😊 Przyjechałam kilka dni temu ponownie. Tym razem lało, ale po robocie kilka chwil miałam by połazić i znowu zrobiło miasto na mnie wrażenie bardzo na tak. Bielsko powstało w XIII wieku. Trochę należało do Księstwa Cieszyńskiego, trochę do Korony Czeskiej, a od XVI wieku było tu bielskie państwo stanowe (miasto plus kilka okolicznych wsi) – ot historia. Bardzo duża społeczność w Bielsku miała pochodzenie niemieckie lub żydowskie. Stąd językiem najczęściej słyszanym na ulicy był niemiecki (lub podobny w sumie w brzmieniu troszkę do niego – Jidisz). Bielsko było pierwszym miastem na terenie księstwa, gdzie nauki Lutra dotarły, a i szybko powstała gmina protestancka. Pięknie się rozwijało zwłaszcza w XIX wieku. Nadal widać cudne kamieniczki secesyjne i eklektyczne. Nie dziwię się więc – tak sumarycznie, że małym Wiedniem Bielsko nazywano.

Biała troszkę młodsza jest bo powstanie miasta datuje się tak na XVI wiek. Wcześniej była tu wieś Lipnik, potem przekształciła się w miasto (prawa w XVIII wieku) które nazwo przejęło od pobliskiej rzeki. W Białej też była duża społeczność niemiecka, ale procentowo było miasto bardziej zróżnicowane. Choć mocno zaprzyjaźnione były od stu lat – to oficjalny ślub miasta wzięły dopiero w 1951 roku. Mocno rozwijał się przemysł włókienniczy (to od XIX wieku) potem też przemysł maszynowy, fabryki rosły jak grzyby po deszczu, ale najbardziej miasto rozsławiło chyba Studio Filmów Rysunkowych! Tu się urodził Reksio, Bolek i Lolek i…. Smok Wawelski! 😉

A co zwiedzać? Sam spacer mocno secesyjnymi ulicami jest uroczym doświadczeniem. Kwitnące i zadbane fasady kamieniczek i pałaców robią robotę. Zwłaszcza ta pod żabami, projektu Emanuela Rosta. Jedna żaba gra na mandolinie, druga pali fajkę i sączy coś z kieliszka. W sumie była tu winiarnia Rudolfa Nahowskiego. Myślę że w żabę muzykującą przy kieliszku wina bywalcy byli skłonni uwierzyć… 😉 Są szlaki porozrzucane po całym mieście. Szlak przemysły – bo fabryki i włókiennictwo. Budynki pofabryczne, na które po drodze natrafiłam – fajnie zagospodarowane. Są też trakty cesarski i mały Wiedeń. 😊 No i są ścieżki zabytków katolickich, protestanckich i żydowskich. Z tych ostatnich niewiele zostało niestety. Były dwie synagogi – jedna w Bielski druga w Białej (obydwie były piękne i duże, obydwie w stylu mauretańskim i obydwie projektu Karola Korna), był też dom modlitwy dla ortodoks ze Wschodu, była szkoła itd. itp. Zachowały się tylko na fotografiach… Odwiedzić można jedynie cmentarz żydowski w Bielsku (i przeniesione tam macewy ze zniszczonego po wojnie cmentarza w Białej. Ten zakątek cmentarza nazywa się „tajemniczy ogród”). Jest też dom pogrzebowy prowadzony niegdyś przez bielskie Chewra Kadisza. Całość zadbana, otulona drzewami aleja główna, przy niej przeniesione szczątki tych którzy zginęli w obozach i na polu chwały… Potem macewy mniej lub bardziej obrośnięte bluszczem z napisami w języku hebrajskim, jidysz, niemieckim, polskim… Tak już bardziej w centrach miast obu (są dwa przecież bo dwa miasta 😊 ) są naprawdę piękne ratusze i imponująco wyglądającym późnobarokowym kościele Opatrzności. Urokliwie wygląda też wijąca się przez sam środek miasta rzeka Biała. To co dookoła – tworzy miejski park.  No i bielski zamek książąt Sułkowskich w którym teraz jest muzeum, i fantastyczny budynek teatru i te pofabryczne też. A na rynku w Bielsku obawiają się zalania wodą jak nic. Na samym środku stoi tuż obok siebie Nepomuk i Neptun. Jak nie jeden to drugi pomoże jakby co… 😉

A wracając do bajek. W całym mieście rozpanoszyły się, sporej wielkości postaci, które jak nic, uciekły w filmów rysunkowych! Krajanów – Smoka Wawelskiego i Bartłomieja Bartolliniego Herbu Zielona Pietruszka – też spotkałam.

Śląskie – Cieszyn

No i właściwie nie wiem gdzie „przykleić” to subiektywne podglądanie 😉 Bo miasto jedno ale kraje dwa… Cieszyn położony jest po dwu stronach granicy polsko-czeskiej. Tak naprawdę to chyba jednak dwa miasta: Cieszyn i Czeski Cieszyn… Ech kto by pojął… Tak czy tak – stareńkie to miasto bo historie swoją pisze od IX wieku (to znaczy prawa miejskie w XIII dostało ale historię sobie zaczęło pisać wiele wieków wcześniej 😊). Podobno miasto (chyba najstarsze na Śląsku) założyli trzej synowie księcia Lecha. A to dlatego by upamiętnić swoje spotkanie nad źródłem, które potem nazwano Studnią Trzech Braci. Teraz jest ozdobiona zieloną, neogotycką, żeliwna – czy ja wiem czym… Altanką chyba… 😊 A co jeszcze pozwiedzać? No Górę Zamkową na początek. Tam sobie stoi jedyna chyba tak zachowana w Polsce romańska rotunda. Ta dedykowana jest św. Mikołajowi. Tuż obok – resztka gotyckiego zamku książąt cieszyńskich – wieża piastowska. A nieopodal – pałac Habsburgów. Ale to już XIX wiek. Sporo w Cieszynie kościołów, i to leciwych i to ładnych architektonicznie. I to zarówno katolickich jak i protestanckich. Które najładniejsze? Dla mnie – Marii Magdaleny i Jezusowy. Zwłaszcza ten drugi ma bardzo ciekawą barokową bryłę. Jest też kompleks bonifratrów, w którym działał słynny szpital prowadzony przez zakonników. W mieście generalnie mieszkali katolicy i protestanci – zatem sporo sakralnych śladów tych dwu społeczności w przestrzeni miasta jest. Ale była też niemała społeczność Żydowska. Szczególnie zasłynęła rodzina Singerów. W mieście działała synagoga. Piękny budynek wzniesiony w XIX wieku. Niestety do dzisiaj przetrwały tylko dwa cmentarze…

Nie można ominąć Cieszyńskiego rynku z uroczym ratuszem i generalnie Starego Miasta, Fajnie powłóczyć się uliczkami, poodwiedzać kawiarenki, zażyć kultury w teatrze im A. Mickiewicza. Ot tak – podoświadczać miasta 😊

Świętokrzyskie – Bodzentyn

Miasto Bodzentyn. To znaczy prawa miejskie uzyskało w XIV wieku, i tak było do XIX. Potem na ponad sto lat prawa miejskie Bodzentyn stracił by odzyskać je w 1994 roku. Warto tu przyjechać z kilku powodów. Miłośnicy zabytków urbanistyki (i drewnianej zabudowy – i murowanej) znajdą tu perełki. I fascynaci tanatoturystyki – też, bo ciekawe cmentarze (katolicki i żydowski i wojenny) oraz mogiły powstańcze. Ale… na pewno warto odwiedzić ruiny XIV- wiecznego pałacu biskupiego. Biskup krakowski Bodzęta wzniósł tu na początek drewniany dwór. Dwór dość szybko podupadł a w tym samym miejscu biskup Florian Mokrski zainicjował murowaną zabudowę. I chyba nie najgorzej mu wyszło skoro podobno w 1410 roku sam Jagiełło się tu zatrzymał i nawet posłów podejmował. Następne rozbudowy i przebudowy dały kolejno renesansowy i barokowy PR zabudowie. No ale w XIX wieku zamek opustoszał i… stał się składnicą darmowego budulca… Efekt tego taki, ze dzisiaj stercza w niebo jedynie nagie kikuty ruin…

Drugie miejsce, które nie można ominąć to kościół Wniebowzięcia NMP i św. Stanisława bp. Ufundował go (jak tablica erekcyjna głosi) Zbigniew Oleśnicki. To zupełnie niezła architektonicznie trójnawowa bazylika. Ołtarz główny – przeniesiony z katedry wawelskiej i tryptyk bodzentyński z warsztatu Marcina Czarnego, to obok tablicy erekcyjnej – najcenniejsze zabytki kościoła. Choć przynajmniej kilka innych – również późniejszych chronologicznie ciekawostek, można tu zobaczyć.

No dobra… jest też trzecie miejsce 🙂 Uroczy rynek z migocącą w promieniach słońca fontanną…

Świętokrzyskie – Chęciny

Na przełomie XIII i XIV wieku w Chęcinach wyrósł warowny zamek. Jak to wówczas w zwyczaju było – na samym wierzchołku wzgórza… Zamek od początku miał dobry PR. Zwoływano w nim zjazdy możnowładców i rycerstwa… A nawet skarbce całe deponowano. Tak zrobił biskup gnieźnieński w obawie przed Krzyżakami. Widoki z zamku ładne. W sumie na tyle wysoko, że bezpiecznie się można czuć. A i sam zamek taki w sam raz – przytulny 🙂 Może dlatego był rezydencją królowych i wdów po królach. Przy czym dla porządku należy dodać, że panie nie zawsze z własnej woli i ochoty tu pomieszkiwały… Zameldowała się w zamku Adelajda – druga żona Kazimierza Wielkiego, ale i jego siostra Elżbieta. No i oczywiście moja ulubienica spośród królowych polskich – Bona Sforza. W XVII wieku w czasie rokoszu Zebrzydowskiego zamek zdobyto i trochę zrujnowano ale został odbudowany a nawet rozbudowany nieco. Potem Szwedzi zrobili swoje… popadał w ruinę… no i mamy teraz romantyczne ruiny na wzgórzu… A podobno gdy księżycowa noc jest, widać czasem na murach jakieś cienie, czasem czarna dama się zaczyna snuć po dziedzińcu. Niektórzy zarzekają się, że to duch samej Bony powraca na swoje królewskie ziemie…

« Older posts

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑