Rok: 2024 (Page 1 of 75)

„Drive My Car” reż. Ryūsuke Hamaguchi

Baaaardzo długi film! A każda jego sekunda warta obejrzenia!!!  Na „Drive My Car” w reżyserii Ryūsuke Hamaguchi poszłam z nudów. Kompletnie nie miałam pomysłu co wieczorem rozbić na wyjeździe służbowym i padło na kino. Wybór na zasadzie pierwszy seans który akurat macie. No i trafiłam właśnie na „Drive My Car”. Nie wiedziałam jaka będzie fabuła. Okazało się że to filmowa wersja „Wujaszka Wani” (na spektaklu świetnym zresztą byłam dwa miesiące wcześniej). Ale taka nie wprost, taka zaskakująca, taka niespodziewana. Właściwie o tym, że to Wujaszek Wania widz się przeskanuje w pełni pod koniec filmu.

Yūsuke Kafuku (w tej roli Hidetoshi Nishijima) – znany reżyser, przyłapuje żonę na zdradzie. Niedługo po tym dowiaduje się o chorobie. Dopełnia traumę, odnalezienie ciała zmarłej z powodu wylewu żony. Trochę dla odreagowania emocji – jedzie do Hiroszimy by tam zająć się reżyserią „Wujaszka Wani”. Na miejscu dostaje niechciany prezent, czyli samochód z prywatnym szoferem, młodą dziewczyną –  Misaki Watari (w tej roli Toko Miura). Trudno powiedzieć czy praca nad spektaklem czy też przeżycia osobiste Yūsuke, długi czas spędzany razem w aucie, trudne doświadczenia życiowe Misaki – prowokują ich obydwoje do przetasowania swoich przeszłości, do rozmów często mocno intymnych i mocno „grzebiących” głęboko w duszy, emocjach i psychice.

A sam reżyserowany przez Kafuku spektakl? Każdy z aktorów mówi innym językiem, jest też osoba posługująca się tylko językiem migowym. Mimo tego, że wzajemnie nie znają swoich języków – w konsekwencji rozumieją się. Podobnie widownia – część kwestii słyszy w swoim języku a część czyta w tłumaczeniu wyświetlanym nad sceną.

Fabuła bardzo wielowątkowa splatanych i przenikających się: teraźniejszości, przeszłości i fikcji scena. Pełna symbolicznych scen i kadrów. Ale wszystkie zmierzają do jednego celu – jeśli nie zmierzysz się z przeszłością, nie uleczysz ran i blizn i nie zdołasz zmienić niczego w teraźniejszości i przyszłym życiu. To prawda dość oczywista ale nie zawsze łatwo sobie ją uświadomić. A chyba warto, by nie przegapić życia oglądaniem się wstecz. Wtedy łatwo nieostrożny krok do przodu zrobić…

„Prawdziwy ból” – reż. Jesse Adam Eisenberg

Czy ważne jest mieć świadomość swojego pochodzenia, świadomość tego kim się jest? Czy ważna jest świadomość tego jaka tradycja i jacy przodkowie stoją za nami? Tak! Ukształtowali przecież to kim jesteśmy… Czy poznanie własnych korzeni to proste wyzwanie? Zdecydowanie nie. Podejmując takie szperanie w przeszłości ryzykujemy przecież uruchomienie emocji, zaskakujących często dla nas samych. Czy warto to zrobić? Zdecydowanie tak!

Trochę o tym właśnie opowiada film „Prawdziwy ból” (reż. Jesse Adam Eisenberg). Dwaj kuzyni (w tych rolach Jesse Adam Eisenberg oraz Kieran Culkin) jadą na wycieczkę do Polski by poznać kraj, w którym wychowała się ich babcia. Obydwaj dorastali właściwie razem, dla obydwu babcia była ważna postacią w życiu, obydwaj inaczej jednak reagują na odkrywanie przeszłości, kultury polskiej i żydowskiej. Inaczej reagują na „doświadczenia” artefaktów związanych z holokaustem…  

Każdy z nich inaczej ułożył swoje życie. Lekkoduch Benij, rozchwiany emocjonalnie i bardzo inteligentny, wybucha emocjami, narzuca je towarzyszom „wycieczki”, celowo prowokuje dyskomfort mentalny, celowo burząc spokój i zaplanowany plan pobytu. Destrukcja spokoju, który ma sprowokować do myślenia, do czucia. Czy na pewno? Nie wiem. Może to tylko była próba zaistnienia, niepochamowana potrzeba bycia w centrum zainteresowania – za wszelką cenę. A może prawdziwe emocje, nad którymi nie da się zapanować… Drugi kuzyn – David, nieco wycofany i nieśmiały. Kochający mąż i ojciec, próbujący otoczyć opieką też Benjego. Czy mniej przeżywa wizytę w Polsce. Myślę, że nie. Po prostu przeżywa inaczej. Z całego filmu chyba właśnie jego gest zrobił na mnie największe wrażenie i jakoś ten właśnie kadr wciąż tkwi w mojej pamięci. David zabrał kamyk z podwórka przy domu, w którym mieszkała ich babcia. Zabrał i położył na schodach do własnego domu… Pamięć o przodkach jest ważna… To zupełnie niezłe fundamenty… Więc czy kuzyni pojechali do Polski dla uczczenia pamięci zmarłej babci – czy dla samych siebie… Może jedno było pretekstem dla drugiego. A może to taki prezent od ich babci? Prezent polegający na zmuszeniu do podjęcia wysiłku odkrycia i uświadomienia sobie tego kim się jest. Czy po powrocie do domu nic w ich życiu się nie zmieniło? Pozornie nic, ale przecież ten kamień z babcinego podwórka już będzie leżał na schodach domu…

Sam film – ciekawie zrealizowany, interesująco poprowadzona narracja, dobre kadry, nietuzinkowe pomysły, które mocno osadzają opowieść w takim normalnym, zwyczajnym życiu – normalnej wycieczce dwóch młodych mężczyzn. Normalnej a jednocześnie tak ważnej dla nich. Czasem przymrużenie oka – ale inaczej się nie da… Czasem ból trzeba ułagodzić uśmiechem, jakąś błahostką, żartem… Ot – życie. Inaczej ból trudno przeżyć. Obraz dopełniają bardzo dobry pomysł zdjęć. Kadry pomyślane są w takim retro świetle. Widz ma wrażenie oglądania fotografii z lat 80-tych XX wieku. Ciekawy zabieg łączący dalszą przeszłość czasów wojennych z teraźniejszością obecnych dni. W pół kroku pomiędzy przeszłością a przyszłością – jest teraźniejszość…

Kraków – Centrum Kultury Żydowskiej, Koncert muzyki żydowskiej w 86 rocznicę Nocy Kryształowej

W 86 rocznicę Nocy Kryształowej, koncert muzyki żydowskiej w Centrum Kultury Żydowskiej w Krakowie. Piękna idea choć smutna rocznica! I z pozytywnych rzeczy to tyle… Pani zapowiadając aktorów i muzyków wyjaśniała z wprawą co to Noc Kryształowa używając nie wiedzieć dlaczego zawsze określenia Kristallnacht,  choć mówiła w języku polskim, w którym to języku nazwa „Noc Kryształowa“ funkcjonuje powszechnie. Na plakacie wydarzenia, z resztą widać to jasno… Potem para aktorska i akompaniament przy fortepianie. Wokalnie ok, choć do nagłośnienia ciut pewnie bym się przyczepiła (ale nie będę.. 😉) Pan, który raczył nas słowem natomiast myślę, że pierwszy raz tekst właśnie czytał… Pomyłek w czytanym tekście, który na kartkach przecież leżał na stoliku przed aktorem i z których to kartek aktor w sposób stały korzystał – sporo było. W sumie całość robiła wrażenie szkolnej akademii ku czci. Całości dopełnił brak scenografii (żeby nie powiedzieć bałagan i składowisko rzeczy różnych…) oraz gospodarz miejsca, który witał gości w sposób daleki od przyjętych powszechnie zasad dobrego wychowania.

Pomysł dobry by taką rocznicę uczcić poprzez wydarzenie kulturowe, ale…

Spotkanie projektowe promujące platformę „Cyfrowa mapa miejsc pielgrzymkowych krajów V4”

Nowa strona internetowa „Cyfrowa mapa miejsc pielgrzymkowych krajów V4”. Jego celem jest promocja miejsc pielgrzymkowych jako dziedzictwa duchowego i kulturowego krajów V4 we współczesnym języku: w formie cyfrowej, przy czym odwiedzający otrzyma kompleksową informację pielgrzymkową i turystyczną. Oprócz opisu miejsca pielgrzymkowego pozna także możliwości noclegu, transportu i okolicznych atrakcji. Obecnie na mapie cyfrowej znajduje się miejsce pielgrzymkowe, którym zarządzasz, lub który jest częścią terytorium Twojej organizacji turystycznej. W związku z tym chcielibyśmy zaprosić Państwa na webinarium online, podczas którego chcemy przedstawić Państwu nowo utworzoną cyfrową mapę miejsc pielgrzymkowych krajów V4 i potencjał, jaki ona niesie.

„Cyfrowa mapa miejsc pielgrzymkowych krajów V4”

W tworzeniu mapy cyfrowej uczestniczyły środkowoeuropejskie uniwersytety: Uniwersytet Św. Cyryla i Metodego w Trnawie (SK), Uniwersytet Jana Pawła II w Krakowie (PL), Budapest Business University w Budapeszcie oraz miłośnicy podróży ze stowarzyszenia Ultreia (CZ) i firmy GoSlovakia (SK).

Projekt został wsparty przez Fundusz Wyszehradzki.

Kraków – Piwnica pod Baranami, „Chanuka, Izabela Szafrańska” [NOWY POST]

Ale kawał instrumentu ma Izabela Szafrańska w krtani!!!!! Fenomenalny głos. A jeśli dodamy do tego bajkową suknie i świadomy gest dłońmi (które Michał Anioł pewnie chętnie by wyrzeźbił…) – całość daje koncert, na którym ma się ochotę być. 😊 Zwłaszcza, że ten – „Chanuka”, zorganizowany został przez TSKŻ w gościnnych progach Piwnicy pod Baranami w Krakowie. Całość jak to w klimatach piwnicznych, poetycka i nastrojowa, podbita anturażem miejsca i blaskiem wszechobecnych świec (ciut w dekoracjach scenicznych zabrakło mi choć jednej małej chanukij skoro koncert tak zatytułowany ale to w sumie drobiazg nieistotny). Repertuar – piosenki i pieśni Żydów Aszkenazyjskich i Sefardyjskich.

Tak sobie myślę… Muzyka żydowska jest jednak bardzo trudna do wykonania… Do wykonania takiego by nie było wątpliwości, że to muzyka żydowska. Dla Izabeli Szafrańskiej zdecydowanie bliższy wydaje mi się być klimat muzyczny Żydów Sefarad. Tu było super ok. W tych Aszkenazyjskich – cóż… Czasem brzmiały jak muzyka romska, czasem zbyt mocno (profesjonalnie ale zbyt mocno) podrasowane „swingująco-jazzująco” no i… pięknie ale czy żydowsko? 😊 Dwie piosenki jednak wybrzmiały fantastycznie i tu wątpliwości nie miałam najmniejszych na jakim koncercie jestem. „Bucik” (jeśli dobrze zapamiętałam tytuł… 😉 ) który artystka zadedykowała siedzącemu na widowni mężowi i „ירושלים של זהב „ (Yerushalayim shel zahav) WOW!!!! Ale tam były emocje!!!! W pierwszym przypadku – wiadomo 😉 miłością ociekał każdy dźwięk. W drugim… mnie mała łezka gdzieś chyba w kąciku oka… Bo to chyba jest najprostszy przepis na muzykę żydowską: bierzemy sporą garść emocji, doprawiamy gramem kwaśnego smutku i na koniec pudrujemy uśmiechem szczęścia. Te dwie piosenki Izabela Szafrańska przyrządziła pięknie według przepisu. 😊 A i chanukowe muzyczne danie sefardyjskie – podała pyszne. 😊

„Historia na wybiegu”, cz. 2 „Nam strój niedbały nie przystoi”

Na przestrzeni lat moda kształtowała zmysłowość ludzi, rozbudzała ich potrzeby i rozwijała kreatywność. Strój prowokował, informował, czasem nawet był wyrazem buntu. Prowadząca spotkanie Lucyna Rotter zagląda do „szafy dziejów” pełnej historycznych faktów, symbolicznych przekazów, postaci i rekwizytów, pełnej modowych zagadek. W tym podglądaniu historii wspierają ją tancerze ze Szkoły Tańca Jane Austen.

Drugie spotkanie z cyklu odbędzie się w niedziele 15 grudnia o godz. 16.00 w zabytkowych wnętrzach sali Baltazara Fontany w Pałacu Krzysztofory w Krakowie.

Co będzie tematem grudniowego spotkania? Każdy naród lub kraj posiada pewne symbole i znaki identyfikujące ów kraj lub naród. Do takich należy również strój narodowy. Ale czy jest to oczywiste, że każdy z narodów ma swój narodowy strój? Wbrew pozorom jest to sytuacja dość wyjątkowa. A pielęgnowanie tradycji takiego ubioru i kultywowanie jej – jest jeszcze większym wyjątkiem. A jaki jest narodowy strój Polski? Jaka była jego historia? Czy za pomocą ubrania dało się na przykład walczyć o odzyskanie niepodległości?

Uczestników spotkania zachęcamy do przyjścia w ubraniach inspirowanych tematem stroju narodowego. Podczas spotkania będzie możliwość wystąpienia i zaprezentowania go na „wybiegu historii”.

„Historia na wybiegu – Krakowskie spotkania z modą sprzed wieków”

scenariusz i prowadzenie Lucyna Maria Rotter, aranżacja aktorska: Maja Zawada, Konrad Zawada, kierownictwu projektu i nadzór producencki Justyna Kasińska , fot. Bogdan Krezel, Piotr Idem, realizacja nagrania rolki Anna Stasiak.

 Udział w spotkaniu jest płatny i biletowany. Bilety w cenie 20 zł są do nabycia w Centrum Obsługi Zwiedzających (COZ/kasa muzealna) w Pałacu Krzysztofory.
 Prosimy o wcześniejszą rezerwację miejsc w COZ (tel. 12 426 50 60, e-mail: info@muzeumkrakowa.pl).

„Historia na wybiegu”, cz. 1 „Tak krawiec kraje…”

Na przestrzeni lat moda kształtowała zmysłowość ludzi, rozbudzała ich potrzeby i rozwijała kreatywność. Strój prowokował, informował, czasem nawet był wyrazem buntu. Prowadząca spotkanie Lucyna Maria Rotter zagląda do „szafy dziejów” pełnej historycznych faktów, symbolicznych przekazów, postaci i rekwizytów, pełnej modowych zagadek. W tym podglądaniu historii wspierają ją tancerze ze Szkoła Tańca Jane Austen.

Pierwsze spotkanie „Tak krawiec kraje…”.

Żeby zaistniała moda, to najpierw trzeba uszyć ubranie… I tu pojawia się pytanie: z czego? Pierwsze skojarzenia biegną w kierunku tkanin. Historia zaordynowała nam wiele możliwości. Jedwabie, płótna, wełny, bawełny… Ale czy tylko tkaninę wykorzystywano do stworzenia kreacji? Co kierowało krawcami i kreatorami mody by sięgać po niekonwencjonalne rozwiązania? Które tkaniny zrobiły karierę? I czy niecodzienne pomysły na to „z czego uszyć” to przywilej tylko XX wieku?

scenariusz i prowadzenie dr hab. Lucyna Maria Rotter prof. UPJPII, aranżacja aktorska: Maja Zawada, Konrad Zawada, kierownictwu projektu i nadzór producencki Justyna Kasińska, fot. Bogdan Krężel, Piotr Idem, Justyna Kasińska, realizacja nagrania rolki Anna Stasiak.

Pałac Krzysztofory – oddział Muzeum Krakowa

Albania – Ardenica

Pan przewodnik podniesionym i zirytowanym głosem warczał na prawo i lewo – „nie wolno robić fot”! Ok…. A potem sobie poszedł on i jego grupa. Z boku siedział jakiś pan (chyba nawet mnich), który zwyczajnie opiekował się obiektem i go pilnował, bilety sprzedawał i takie tam. Z uśmiechem na twarzy powiedział. „Proszę zdjęcia robić. Wolno. Tylko bez lampy. On tak zawsze. Lubi się czuć ważny!”. Jakoś tak miło mi się zrobiło… Prawosławny monastyr Narodzenia Bogarodzicy w Ardenica w Albanii. Stareńki jest! Pod koniec XIII wieku Andronik II Paleolog go ufundował. Przy czym wcześniej była tu już kaplica a jeszcze wcześniej świątynia Artemidy. Po osiedleniu się mnichów, dość szybko rozwinęła się tutaj szkoła teologiczna a i powstała imponująca biblioteka. Na terenie klasztoru bije źródło (podobno z cudowną wodą). Szybko stało się powodem odwiedzania tego miejsca przez pielgrzymów chrześcijańskich ale i… muzułmańskich. W czasach komuny, monastyr najpierw był miejscem odosobnienia dla prawosławnego arcybiskupa Ireneusza Banushi, a potem… obiekt zwyczajnie zamknięty – niszczał programowo. Dopiero w 1988 zaczęto go troszkę rekonstruować i z ruiny podnosić. Przecież poza wszystkim – TO ZABYTEK JEST! Odbudowa i prace konserwatorskie trwały długo bo z mocnej ruiny był podnoszony…

Sama cerkiew fantastycznie ozdobiona freskami i sztukaterią. Tam na ścianach pełno opowieści biblijnych i hagiograficznych ale i teksty modlitw wypisane w kilku językach. A z cerkwi przechodzi się do kolejnych pomieszczeń. Pustych, zdobionych tylko zachowanymi w całości lub fragmentach freskami i… promieniami słońca, które wcisnęły się na siłę przez uchylne niewielkie okienka i szczeliny w ścianach…

Całość – jak to w leciwych monastyrach, ocieka symbolami… A odczytywanie symboli i znaków w różnych kulturach i religiach to moja robota! 😊 Hmmm… Lubię takie miejsca, z którymi o kulturze i historii, symbolami można sobie pogadać!

« Older posts

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑